Odwodnienie? I to na pustyni, kiedy nie ma z tobą nikogo, kto by ci pomógł. Nie przesadzę, jeśli powiem, że to otarcie się o śmierć. A kiedy dostajesz smsa o treści „Proszę szybciej, ja chcę żyć!” od bliskiej osoby, czujesz, że tracisz grunt pod nogami. Nie możesz nic zrobić, tylko czekać i trzymać kciuki, żeby ekipa ratunkowa zdążyła na czas. Bo… co jeśli nie zdąży?

Izrael, Pustynia Negew. Sierpień, czyli najgorszy okres na Bliskim Wschodzie – gorąco, zdarzają się kilkudniowe fale upałów. „Gorąco” oznacza, że na pustyni temperatura powyżej 40 stopni Celsjusza to norma. O najbardziej upalnej porze, czyli między godz. 12-15 zdarza się, że dochodzi prawie do 50 stopni.

Idąc w takich warunkach na pustynię trzeba mieć nie tylko wystarczającą ilość wody, ale też wybrać się na szlak jak najwcześniej, żeby przed południem z niego zejść, lub później, tak po 16-tej, kiedy słońce jest niżej i temperatura spada. Jest to po prostu bezpieczniejsze, ryzyko przegrzania, udaru czy odwodnienia nie jest aż tak wysokie.

odwodnienie

pustynia Negew

Tego dnia wstajemy wcześnie rano, bo mamy zaplanowany poranek pełen aktywności. Najpierw jedziemy z Joaszem, właścicielem hostelu the Green Backpackers, na wysokie na 20 metrów klify, z których zjeżdżam na linie. Pierwszy raz w życiu! Chociaż każdy mięsień trzęsie się z wysiłku i nie mogę patrzeć w dół (szczerze mówiąc, to nawet w domu na krześle staję niepewnie), to jestem adrenalinowym ćpunem, uwielbiam mocne wrażenia i strasznie mi się podoba! Następnie pakujemy się do jeepa i robimy kilkugodzinną wycieczkę po pustyni. Jest coraz bardziej gorąco, chociaż w samochodzie aż tak się tego nie odczuwa.

Do hostelu wracamy chwilę po południu. Prysznic, odpoczynek i… S. ogłasza, że idzie biegać. Wszyscy spojrzeli po sobie lekko zdumieni. Ale że gdzie niby? Na pustynię?!
– Tak – przytakuje S. – jestem ultramaratończykiem, to będzie bardzo dobre doświadczenie.
Patrzę na niego i nie wiem co powiedzieć. Czy ktoś tu upadł na głowę?!
– Posłuchaj – zaczyna powoli Joasz – to nie jest zabawne. Tam jest 50 stopni, nie ma cienia. Chcesz biegać, okej, ale idź po 16-tej, jak temperatura trochę spadnie.
– Nie, nie. Rozumiem, ale chcę iść teraz. To będzie moje kolejne doświadczenie.
Okeeeeej, przyznaję, S. nie jest jakimś tam joggerem, co sobie biega po parku z pieskiem. Jak biega, to w górach po 80 km na raz albo i więcej. Od kilku dobrych lat, więc doświadczenie ma. Ale, no kurwa jego mać, wybaczcie język, ale taka decyzja podniosła mi porządnie ciśnienie!

Jak bardzo można zbagatelizować ryzyko, żeby na swoje pierwsze w życiu bieganie na pustyni wybrać największy upał?! S. jest uparty, bierze dużo wody, telefon i wychodzi informując, że wróci za 2-3 godziny. Jest 14-sta z minutami.

Mija 17:00 i zaczynam się niepokoić. I to nie jest niepokój urojony, ja instynktownie czuję, że coś jest nie tak. To trwa za długo, coś musiało się stać.

Po kilkunastu minutach dzwoni do mnie Joasz:
– Czy S. wrócił do hostelu?
– Jeszcze nie – odpowiadam.
– Ratownicy dostali wezwanie na pustynię i zbierają ekipę. To może być S. Jeśli będzie się z tobą kontaktował, zapytaj dokładnie gdzie jest i czy ma coś do picia. I niech nie marnuje baterii. Nie wiadomo, ile czasu im zajmie dotarcie do niego.

Chyba do mnie w ogóle nie dociera co właśnie usłyszałam. Co czuję? Nie, wcale nie zrobiło mi się słabo, świat nie zawalił mi na głowę, a nogi się pode mną nie ugięły.

odwodnienie

Szczerze? Jestem wściekła. Nie tylko na tę sytuację, bo przecież wszyscy prosili, żeby poczekał kilka godzin, ale przed oczami stają mi nasze kłótnie o jego naukę angielskiego, a właściwie jej brak.
– Zrozum, że kiedy podróżujemy zawsze może się coś przytrafić – argumentuję. – Jeśli mi się coś stanie, a tylko ja znam angielski, to jak wezwiesz pomoc?! Ja też chcę się czuć bezpiecznie, gdy z kimś podróżuję!
– Oj, już przestań, naprawdę nie musisz takich czarnych scenariuszy zakładać!

I teraz ja siedzę w hostelu i nie wiem co mam robić. Wezwanie na pustynię? Może to jednak nie S.? Ale jeśli to S. to znaczy, że jest przytomny i jakoś jednak wezwał pomoc. To dobrze.

Ale ja nie wiem gdzie on jest. I czy zaraz tej przytomności nie straci. Pytam Joasza czy mogę jakoś pomóc, czy mogę coś zrobić.
– Czekaj i daj znać jak się z Tobą skontaktuje – odpowiada.
Czekaj? Jak tu siedzieć i czekać?!

Po chwili dzwoni S. Słyszę, że jest załamany, chyba płacze. Mówi, że jest tak słaby, że ledwo podniósł telefon do ucha. Ma ze sobą jeszcze wodę, ale na początku nie był w stanie jej w ogóle wyjąć z plecaka. Jak już udało mu się napić, to zwymiotował. Jest wyczerpany, wszystkie siły go nagle opuściły. Leży gdzieś na szlaku, na kamieniach. Dookoła nie ma cienia, więc zdjął koszulkę i położył ją sobie na głowie.

Jest odwodniony. Na szczęście w porę zadzwonił na numer alarmowy podany w powitalnym smsie, który dostajemy, kiedy wjeżdżamy do innego kraju. Potem ekipa ratunkowa kontaktuje się z nim bezpośrednio.

Na szczęście ma ze sobą mapę i podał im miejsce, w którym się znajduje.

odwodnienie

ale gdzie szukać, jeśli przez odwodnienie straci się przytomność?…

Jest sobota, szabat. Wszyscy świętują wolne z rodzinami. Zanim zbierze się ekipa ratunkowa (i nie mówię, że nikt nie chce wstać od stołu, po prostu trzeba znaleźć ratowników, którzy są na miejscu, a nie wyjechali z Mitzpe Ramon) i do niego dotrze (na szlak nie wjedziesz jeepem, trzeba iść z całym sprzętem na piechotę) mija kilka godzin.

A ja mogę tylko siedzieć i czekać. Jestem zdenerwowana. S. żyje, ale wiem to tylko dzięki temu, że co jakiś czas dostaję od niego smsa. Najgorszy jest ten o treści „błagam, szybciej, ja chcę żyć!”, który przychodzi koło 19:00.

Jestem wściekła, bo właśnie sprawdzają się te moje czarne scenariusze, których tak bardzo chciałam zawsze uniknąć. Jeszcze bardziej jestem wściekła na głupotę S., bo nie oszukujmy się – to była głupota. Wszyscy mówili, żeby chociaż poczekał kilka godzin. Ale nie. S. się uparł. Jestem zdenerwowana, bo nie mogę nic zrobić. Jestem przerażona (chociaż to akurat odczuwam najmniej), bo nie wiem czy znajdą go w porę. Wiem, że dokładnie miesiąc przed nami jeden turysta wybrał się na szlak samotnie. Nie biegać, normalnie na trekking. Zabrał ze sobą 2 litry wody. Za mało, zmarł z odwodnienia.

Jeśli na pieszą wędrówkę 2 litry wody to za mało, to ile potrzeba na bieganie, kiedy organizm jeszcze bardziej się przegrzewa?

Wierzcie mi, taka świadomość wcale nie działa uspokajająco.

Siedzę i po prostu czekałam. Opieprzyłam S. smsowo, żeby nie marnował baterii. Jedyne co mogę zrobić. Chociaż wolę, żeby pisał, bo wtedy wiem, że jest przytomny. Ale ważniejszy w tym momencie jest jego kontakt z ekipą ratunkową niż ze mną.

odwodnienie

Ekipa dociera do niego koło 19:30. Badają go, pytają jak się czuje, czy wymiotował. Podają kroplówkę i małe ilości wody do picia, schładzają wodą całe jego ciało. Ciągle pytają czy czuje się lepiej.

Joasz dzwoni do mnie, że go znaleźli. Czuję ulgę, ale wściekłość na głupotę nie minęła. O godzinie 21:15 przyjeżdżają do hostelu, dopiero teraz schodzi ze mnie zdenerwowanie i rozpłakuję się z ulgi. Jutro S. ma odpoczywać i jeśli będzie się źle czuł, mamy jechać koniecznie do szpitala.

Na szczęście stan S. nie był aż tak zły, żeby trzeba go było hospitalizować. Na szczęście ekipa ratunkowa składała się z wolontariuszy i nie musieliśmy płacić za akcję ratunkową. Co prawda byliśmy ubezpieczeni także od tego typu aktywności, ale każdy kto korzystał z usług ubezpieczyciela wie, dlaczego piszę „na szczęście”. Po prostu użeranie się z nimi jest męczące i strasznie się ciągnie.

Nasz przypadek skończył się dobrze, ale naprawdę mieliśmy dużo szczęścia. Nie dla wszystkich odwodnienie na pustyni kończy się tak dobrze. Nie chcę nawet myśleć co by było, gdyby ratownicy nie znaleźli S. w porę.

Wierzcie mi – żadna pasja, żaden sport, żadne doświadczenie nie jest warte tego ryzyka. I wciągania w nie nie tylko siebie, ale też bliskich – bo przecież na miejscu byłam jeszcze ja.

Mam nadzieję, że nasza historia pomoże innym dobrze przygotować się do wyjazdu na pustynię i będzie ostrzeżeniem. 90% wypadków na pustyni jest efektem bagatelizowania zagrożenia i złego przygotowania. Proszę, nie ryzykujcie życia, nie warto.

Spotkało Cię lub Twoich bliskich kiedyś coś podobnego? A jeśli nie, jak odbierasz tę opowieść? Jak myślisz, jak byś się czuł(a) w takiej sytuacji? Podzielcie się opiniami w komentarzach pod tekstem!

odwodnienie

szlak na pustyni; w takich warunkach nie trudno o odwodnienie!

Odwodnienie – jak go uniknąć?

Na zakończenie kilka wskazówek, jeśli myślicie o wędrówkach po pustyni:

– zawsze mów bliskim lub właścicielom hostelu/hotelu dokąd idziesz, jakim szlakiem będziesz się poruszał i ile mniej więcej może Ci to zająć;
– odpuść najbardziej upalne godziny, między 11 a 15;
– zawsze miej ze sobą mapę i naucz się ją czytać!!!
– miej w telefonie zapisany numer alarmowy, a najlepiej 2, w taki sposób, żebyś szybko je odnalazł;
– 2 litry wody na osobę podczas wysiłku fizycznego (nawet marszu) w upale to za mało! Miej ze sobą co najmniej 3 litry, a najlepiej dodaj do wody jeszcze np. sok z całej cytryny i trochę soli – pomoże to uzupełnić sole mineralne w organizmie;
– pij regularnie, nie dopuść do sytuacji, kiedy odczuwasz pragnienie;
– miej nakrycie coś na głowę i kark;
– naucz się rozpoznawać objawy odwodnienia! (patrz niżej);
– wybierając się samochodem na wycieczkę w tak upalny dzień i w odludne miejsca, nie dopuść do jego przegrzania.

Jak rozpoznać odwodnienie?

Objawy odwodnienia:
– bóle głowy;
– bóle i skurcze mięśni;
– suche, popękane usta;
– uczucie suchej, jakby naciągniętej skóry;
– ogólne osłabienie.

Nigdy nie dopuść, żeby odwodnienie odebrało Ci siły. Jeśli czujesz, że jest z Tobą źle, natychmiast zadzwoń po pomoc i poinformuj bliskich co się dzieje.

A jeśli planujesz kilkudniowy (kilkitygodniowy) trekking na pustyni Negew, to przygotuj swój wyjazd z WaterDrp: www.waterdrp.com.

A jeśli szukacie więcej informacji o wyjeździe do Izraela, rzućcie okiem na mój praktyczny wpis o tym kraju. Jest bardzo szczegółowy!