Kończę dzisiaj 31 lat i z tej okazji publikuję na blogu jedną z najważniejszych rozmów w moim życiu. Co prawda odbyła się ona już rok temu, kiedy jeszcze byłam w Wietnamie, ale potrzebowałam dojrzeć, żeby ją tutaj umieścić. Wiem jednak, że była ważna, bo przez kolejne dni wypełniała mnie ona bardzo ciepłą, pozytywną energią i wywoływała uśmiech na twarzy (i do tej pory to robi). Czułam, jakby to była rozmowa ze mną samą, tylko z przyszłości.

Podczas mojej podróży po Azji miałam swoje wzloty i upadki. Bywałam spłukana, z niepokojem zastanawiałam się co ja w ogóle będę w życiu robić. Czego chcę? Dlaczego nie potrafię znaleźć własnej ścieżki, tylko mam wrażenie, że ciągle błądzę, zmieniam plany i co chwila chwytam się czegoś nowego zamiast iść jednym torem, tak jak większość ludzi (ale to, czy oni na tym jednym torze są szczęśliwi to już jest temat na kiedy indziej).

Często też czułam, że po prostu nie pasuję. Ci co mnie znają pewnie złapią się za głowę za chwilę, ale… tak, miałam problemy z akceptacją siebie. Bo zawsze szukałam, a miałam wrażenie, że powinnam już dawno znaleźć i wiedzieć czego chcę od życia. Bo zawsze musiałam robić inaczej niż wszyscy.

Tuż przed moim wyjazdem z Wietnamu ponownie odwiedziłam Hue. Jadłam śniadanie w moim hostelu, kiedy jakaś para z Wielkiej Brytanii, na oko ok. 50 lat krzątała się przy swoich rowerach.

Nie jedziemy, coś jest nie tak z łańcuchem – oświadczył pan, a pani zrezygnowana usiadła przy stoliku niedaleko mnie, kiedy pałaszowałam swój omlet i banh mi.

Nasze spojrzenia się spotkały przelotem i pani, nazywała się Debrah, zapytała, czy może się przysiąść. Dla mnie to żaden problem, bo ja uwielbiam rozmowy z ludźmi w podróży. Zaczęłyśmy klasycznym zestawem backpackerskich pytań – skąd jesteś, jak długo w podróży, gdzie dalej?

I choć te pytania mnie nudzą, to czasem wystarczy jedno spojrzenie na mojego rozmówcę i wiem, że to będzie ciekawa rozmowa. I Debrah właśnie była taką osobą.

Opowiadałam, że jestem właśnie w Azji 19 miesięcy i jadę w kierunku Hanoi skąd 10 marca mam wylot do Polski. I przyznałam się, że jestem przerażona, bo wszyscy mnie pytają czy wracam na stałe, co będę robić po powrocie, gdzie zamierzam mieszkać, ogólnie – co dalej? A ja nie wiem i czuję presję, że powinnam wiedzieć, a po prostu nie wiem.

Natomiast Debrah i jej partner byli w podróży od czterech miesięcy. Wcześniej, przed rowerowym tripem po Azji Południowo-Wschodniej, żyli w kamperze, bo kilka lat temu sprzedali swój dom. Jeszcze wcześniej – Debrah pracowała jako pszczelarka i na eko-farmie.
I na małej wyspie w Tanzanii z uchodźcami.
I w Nepalu.
I w Indiach.
I w jeszcze kilku innych miejscach, zmieniając je co jakiś czas.

Mam 53 lata – powiedziała – ale taki nomadzki tryb życia prowadzę od dwudziestki. Dużo czasu jednak zajęło mi zaakceptowanie siebie – że mnie nosi, że nie chcę mieć jednego miejsca do życia i jednej pracy. Często czułam presję społeczną, że nie pasuję, że nie umiem zadowolić się jednym i jak coś zaczynam, to szybko się nudzę.

Znajomi mają dzieci, rodziny, a mnie nosi i nie chcę osiąść. Pytają mnie jak ja w ogóle wyobrażam sobie swoją emeryturę. A ja sobie nie wyobrażam. Od trzydziestu lat radzę sobie w różny sposób poza schematem, więc dlaczego mam myśleć w tym schemacie – że kiedy osiągnę odpowiedni wiek to na pewno przejdę na emeryturę?

Ta presja społeczna, te schematy długo kazały mi myśleć, że nie umiem się wpasować w te ramy, że po prostu nie pasuję.

Ale w końcu zrozumiałam, zaakceptowałam to, że jestem inna. Że żyję poza schematem. Że tak naprawdę to właśnie jest wyjątkowe.

Robiłam w życiu różne rzeczy, mieszkałam w różnych miejscach i zawsze sobie radziłam. Wreszcie akceptuję siebie i swój inny styl życia.

Słuchałam tego jak oczarowana. Poczułam, że spotkałam siebie z przyszłości, siebie za jakieś 20-30 lat i to uczucie było tak silne jak nigdy wcześniej w życiu. Nie, oczywiście, że nie będę drugą Debrą. Będę Hanną, ale taką, która akceptuje siebie i nomadzki tryb życia, który sobie wybrała. I to, że wiele rzeczy zaczynam, ale nie kończę, bo szybko się nudzę.

Ja również długo miałam poczucie, że nie pasuję. Że mam słomiany zapał i nie umiem się dostosować do społeczeństwa. Wiele rzeczy robiłam pod prąd i często czułam, że ludziom dookoła mnie się to nie podoba. A jeśli to się innym nie podoba, to znaczy, że robię coś źle. Kiedy zrozumiałam, że małżeństwo i monotonny tryb życia nie są dla mnie i postanowiłam iść swoją ścieżką, zaczęły się oskarżenia, że się chciałam pobawić w dom. Bardzo długo szukałam w ludziach dookoła mnie akceptacji i wsparcia, że mimo, iż jestem inna to wcale nie znaczy, że jestem zła.

Ale to nie w ludziach powinniśmy tego szukać, tylko w sobie.

Mam 31 lat i wybrałam nomadzki tryb życia. W ciągu 1,5 roku w Azji spotkałam wiele osób podobnych do mnie i zrozumiałam, że nie jestem jedyną osobą na świecie, która przechodzi przez coś takiego, przez problemy z akceptacją siebie.

Ale nawet gdy widziałam tych ludzi, to ciągle bałam się o swoją przyszłość. Czy zawsze będę się męczyć nieregularnymi dochodami i zmianą miejsca zamieszkania, kiedy w Polsce każdy ma swój kąt? Czy zawsze będę quasi-bezdomna i będę gonić za czymś, żeby znudzić się tym za kilka miesiący?

I właśnie z takimi myślami w głowie spotkałam Debrę. Przechodziła ona przez takie samo poczucie lęku o swoją przyszłość i miejsce na ziemi jak ja. I rozmowa z Debrą mnie uspokoiła – to jest ok być innym, żyć w różnych miejscach, nie myśleć o przyszłości, nie przywiązywać się do niej, bo nigdy nie wiesz co ona przyniesie. Jest ok żyć tylko w tym momencie i cieszyć się chwilą.

Życie to ciągłe pasmo problemów. Każdy je ma, nie ważne jaki ma tryb życia. Różne – większe, mniejsze. One nigdy się nie skończą.

Więc zamiast się martwić, lepiej po prostu zaakceptować rzeczywistość.

Spotkałam siebie z przyszłości. Rozmowa z 53-letnią Debrą, kobietą, która ma dużo więcej życiowego doświadczenia ode mnie, ale takiego doświadczenia, które ja właśnie też zbieram, mnie uspokoiła. Dam radę, a przede mną wiele lat w różnych miejscach na ziemi. Nie martwię się – jestem podekscytowana.

I mam nadzieję, że za jakieś 25 lat ja spotkam taką młodziutką Hanię, która nie wie co przyniesie przyszłość i się o to martwi. I wtedy opowiem jej moją historię i może ją uspokoję.

A może właśnie Ty też jesteś taką osobą i ta historia Ci pomoże. 🙂

Nie mam zdjęcia z Debrą ani żadnego kontaktu do niej. Niektórzy ludzie pojawiają się w naszym życiu tylko (aż?) po to, żeby opowiedzieć swoją historię i ruszyć dalej, swoją drogą. I to jest w porządku.

Kto wie, może jeszcze kiedyś się gdzieś spotkamy? 🙂

fot. Marci Gorka