Batumi i ogólnie gruzińskie wybrzeże Morza Czarnego było, obok Krymu, największym kurortem Związku Radzieckiego. Nam przypadło do gustu tylko Kobuleti ze swoimi czystymi campingami, chociaż przyznajemy, że odnowione Batumi prezentuje się bardzo malowniczo, ale jest strasznie zatłoczone. Byliśmy też w Gonio, ale Gonio… cóż, sami przeczytajcie.
Mało brakowało, a wcale nie dotarlibyśmy do skalnego miasta w Wardzi. Gorzej – odpuścilibyśmy je świadomie. Po powrocie z Armenii, Gruzja przywitała nas bardzo nieprzyjemną pogodą, o czym pisałam już wcześniej, i w tamtym momencie marzyliśmy jedynie o wylegiwaniu się nad morzem. Dodatkowo byłam przekonana, że i tak nic nie pobije jordańskiej Petry, w której kiedyś byłam. Ale zbieg okoliczności sprawił, że wylądowaliśmy przy zjeździe z głównej drogi do Wardzi, a pogoda się bardzo poprawiła. No, to czemu by nie skorzystać?

