Nauczyciel angielskiego w Wietnamie – zarobki, wymagania, absurdy

Uczenie angielskiego w Wietnamie, czy ogólnie w Azji, to popularny sposób na dorobienie sobie w podróży. Wietnam tak bardzo chce mówić po angielsku, że zatrudni niemal każdego. Stworzył szalony system, którego nie jestem w stanie pojąć i często kręcę z niedowierzaniem głową. Dziś opisuję nie tylko jak znaleźć tam pracę, ale też wszystkie związane z tym tematem absurdy. Trzymajcie się krzeseł!

Trafiłam do Wietnamu w marcu 2017 roku po 8 miesiącach podróży przez Azję Południowo-Wschodnią. Budżet się kończył, a ja zastanawiałam się co dalej – nie chciałam jeszcze wracać do Polski, trzeba było coś wykombinować na miejscu.

Tutaj możecie poczytać o moim życiu w Sajgonie!

Szybko się zorientowałam, że większość ludzi, których poznałam w hostelu w Sajgonie, uczy tu angielskiego. Na początku w ogóle tego nie ogarniałam – ale jak, że każdy? Czy naprawdę tak łatwo znaleźć pracę? Czy naprawdę to się opłaca? A co z kwalifikacjami?

Prawda jest taka, że Wietnam jest zdesperowany, żeby mówić po angielsku. Mają najszybciej rozwijającą się gospodarkę w tej części świata, coraz więcej międzynarodowych firm tu inwestuje. Ale dobrą pracę i przyszłość zapewnia jedynie znajomość angielskiego, czego Wietnamczykom brakuje.

I jakoś ubzdurali sobie oni, że tylko biały człowiek (trochę z przekory używam tego określenia) może ich tego angielskiego nauczyć.

Jeśli chcecie też trochę o tym posłuchać – właśnie pojawił się na moim kanale na YouTube mój najnowszy vlog, który udostępniam pod spodem. Oglądajcie i subskrybujcie (w kolumnie po prawej) z tego wszyscy!

Jakie trzeba mieć kwalifikacje, certyfikaty?

Cóż… trzeba być białym, mówić po angielsku i uśmiechać się. W tej kolejności.

Szkoły w Wietnamie desperacko poszukują nauczycieli angielskiego, bo tego wymagają klienci. Dlatego często nie patrzą na jakość czy kwalifikacje – ważne, żeby można było się popisać białym nauczycielem.

Przez to niestety wykwalifikowani nauczyciele z Filipin i czarnoskórzy nauczyciele z USA, Wielkiej Brytanii czy Południowej Afryki, często mają problemy ze znalezieniem pracy…

Za to nie mają z tym problemów Rosjanie czy Francuzi, którzy mówią z silnym akcentem trudnym do zrozumienia i popełniają mnóstwo błędów. W końcu są biali.

Tak na marginesie – każdy kto jest z Europy, nie tylko Brytyjczycy czy Irlandczycy, są dla Wietnamczyków native speakerami. Proste.

Są jednak certyfikaty, które mogą zwiększyć wasze szanse na tym dość dziwnym rynku pracy – TEFL (Teaching English as a Foreign Language) i CELTA (Certificate in English Language Teaching to Adults). Kursy, po których można uzyskać te dokumenty, przygotowują do nauczania angielskiego.

Faktycznie, wiele szkół ich wymaga, ale znajdziecie też takie, które w ogóle się tym nie przejmują. Ja posiadam certyfikat CAE (Certificate in Advanced English), który poświadcza, że posługuję się angielskim na poziomie zaawansowanym (C1), a także mam niemal dziesięcioletnie doświadczenie w pracy z dziećmi, m.in. w międzynarodowej fundacji. Moim szkołom to wystarczyło.

Jednak moi współlokatorzy z Sajgonu, Emma i Aaron – native speakerzy z Kanady i Irlandii – nie mieli kursów czy doświadczenia, które mogliby wpisać do cv, więc zrobili właśnie certyfikaty TEFL. Kurs zajmuje ok. 250 godzin i kosztuje kilkaset dolarów. Nie pytajcie mnie jednak o szczegóły – nigdy się tym nie interesowałam, ale jeśli chcecie wiedzieć więcej to wujek Google wam powie.

Wiza, pozwolenie o pracę

Ponieważ wiele szkół zatrudnia bez jakichkolwiek kwalifikacji, to też nie bardzo przejmuje się pozwoleniami na pracę i wizami. W efekcie większość – nawet 80% – nauczycieli uczy angielskiego w Wietnamie bez pozwolenia, na wizie turystycznej i co 3 miesiące musi wyjechać z Wietnamu, żeby wyrobić nową wizę.

Przedłużanie wizy turystycznej na 3 miesiące jest dość drogie – już taniej wychodzi poświęcenie dnia i pojechanie do Kambodży na 5 minut.

Oczywiście to, że pracujesz bez pozwolenia, nielegalnie, nie przeszkadza szkołom czy firmom przy każdej wypłacie pobierać co nieco z wynagrodzenia. Twierdzą, że to na podatki. Jakie podatki ja się pytam, skoro pracuję tu nielegalnie?

Pamiętam nawet sytuację, kiedy przez 2 dni miałam nie przychodzić do mojego przedszkola, bo była jakaś kontrola z kuratorium. Wszyscy biali nauczyciele mieli wtedy wolne. Oczywiście nikt nam za to nie zapłacił.

Są jednak firmy i instytucje, które zatrudniają wykwalifikowanych nauczycieli i załatwiają wszelkie formalności wizowe. Także je opłacają.

Kontrakt – na jak długo?

Wiele prywatnych szkół czy przedszkoli nawet nie przejmuje się kontraktem.

Ja natomiast nauczyłam się, że konktrakt jest tylko sztucznym papierkiem i firma, która was zatrudnia tak naprawdę ma go w głębokim poważaniu.

Na przykład – z jedną ze szkół podpisaliśmy kontrakt na 2 miesiące – kurs miał odbywać się przez 8 tygodni w weekendy. W połowie kursu dostałam informację, że oni jednak już ten kurs kończą, bo zmienili zdanie i nie będą pracować w weekendy. Zerwali kontrakt bez żadnych konsekwencji z ich strony, ale gdybym to ja zrobiła – to by mi nie zapłacili (tu wypłatę miałam bardzo późno, bo dopiero 20. dnia miesiąca).

Podpisując kontrakt z pośrednikiem dla nauczycieli, musiałam zdecydować się na pracę tam dokładnie przez rok. Kontrakt nie przewidywał ile godzin w tygodniu będę uczyć czy ile zarabiać minimalnie. Za to był zapis, że jeśli zgłoszę, że nie mogę przyjść do pracy w tym samym dniu to obcinają mi 30 usd z wypłaty. Jeśli natomiast kontrakt zerwę przed upływem roku – pobierają mi 200 usd.

Zerwałam go w styczniu, gdy miałam przepracowane 150 usd.Tylko dlatego, że mój grafik zmienił się z dnia na dzień, zaczęłam zarabiać mniej niż wynosiły moje koszty życia w Sajgonie (pracowałam w tak beznadziejnych godzinach, że nie mogłam znaleźć drugiej pracy), a pośrednik nie bardzo się tym przejął. Ponieważ zatrudniali mnie nielegalnie, to nie bardzo mogli z tym cokolwiek zrobić.

Niektóre szkoły, szczególnie na prowincji przewidują minimalne wynagrodzenie miesięczne + zakwaterowanie. Nie pytajcie mnie jednak o szczegóły – nie znam nikogo, kto pracowałby na takich warunkach.

ja z moją ulubioną grupą w przedszkolu 😀

Uczenie angielskiego w Wietnamie – ile można zarobić?

Zdecydowanie jest to najbardziej interesujące zagadnienie. Uczenie angielskiego w Wietnamie i w Azji ogólnie, to bardzo prosty sposób na zarobienie pieniędzy. Dlatego właśnie tak wielu backpackerów się na to decyduje – posiedzą trochę, pouczą i jadą dalej.

W Sajgonie (Ho Chi Minh City), gdzie ja mieszkałam, zwykle zarobki to ok. 17 usd / godzinę. W Hanoi to ok. 22 usd / godzinę. Oczywiście mówimy o pracy dla niewykwalifikowanego nauczyciela, np. bez wykształcenia kierunkowego.

“Prawdziwi” nauczyciele, którzy mają też doświadczenie, zarabiają nawet 30 usd / godzinę – w takich instytucjach jak British Council, dla których jakość i kwalifikacje to podstawa. Takie instytucje także organizują dla nauczycieli pozwolenie o pracę i wizę biznesową, której przedłużenie zwykle sami opłacają.

Pracę jako nauczyciel angielskiego można znaleźć w wielu krajach – Chinach, Korei, Wietnamie czy Tajlandii. W każdym z nich jednak zarobki są inne.

Mój współlokator – wykwalifikowany nauczyciel z Anglii – dostał w Sajgonie pracę i szczęka mi opadła, kiedy powiedział, że… zarabia 15 usd / godzinę. Pracował wcześniej w Tajlandii, gdzie średnie zarobki to ok. 12 usd / godzinę, więc kiedy zaproponowano mu 15 usd to chętnie na to przystał. Dopiero my mu uświadomiliśmy, że trochę go zrobili w wała. Miesięcznie zarabiałby 200 usd więcej, gdyby płacili mu uczciwie. Czy to w Wietnamie dużo? Koszty życia w Sajgonie to ok. 700-900 usd, więc myślę, że tak.

Ile się pracuje?

Oczywiście jako nauczyciel nie pracujecie tyle, ile na normalnym etacie. Zwykle pracuje się ok. 20 godzin tygodniowo. Znam też ludzi, którzy pracowali po 30 godzin w tygodniu, ale praktycznie jeździli od szkoły do szkoły.

Niestety, tak jak pisałam wcześniej – nie ma minimalnej liczby godzin, które masz przepracować. Sam się musisz zatroszczyć, żeby ich sobie nazbierać w różnych szkołach.

Przez to też – tak jak było w moim przypadku – grafik może się zmienić z dnia na dzień, bo szkoła będzie miała taki kaprys. A pośrednik – jeśli takiego masz – powie jedynie, że bardzo mu przykro.

W efekcie co miesiąc możesz zarabiać inną kwotę.

Gdzie szukać pracy?

Pracę znajdzie się bardzo łatwo – na grupach na Facebooku, wietnamskim Craigslist, a także warto wydrukować CV i osobiście zanieść je do różnych szkół (choć wiele z nich korzysta z pośredników).

Niektóre grupy na Facebooku dla nauczycieli:
english teachers in saigon
– english teachers in hanoi
– english teaching jobs in vietnam
– english teaching jobs and accommodation in vietnam
– vietnam teaching jobs

Jak widzicie w nazwach tych grup występują konkretne słowa kluczowe. Wpiszcie je w wyszukiwarce na Facebooku, a znajdziecie jeszcze kilka innych grup z ofertami pracy dla nauczycieli angielskiego w Wietnamie.

Zdarzyło mi się też, że rodzice moich uczniów z przedszkola pytali czy chcę uczyć w ich szkołach językowych dla dorosłych. Kilka razy też na ulicy ktoś mnie zaczepił czy chcę uczyć w ich szkołach, tak po prostu. Kwalifikacje mało ich interesowały.

Gdzie ja uczyłam?

Przez 8 miesięcy mojej “kariery” uczyłam w różnych miejscach. Na przykład w prywatnych przedszkolach i szkółkach językowych, które urządzone były w domu, uczyłam tam bez kontraktu, a pieniądze dostawałam co weekend w kopercie.

Uczyłam też w szkole językowej, tej co stwierdziła w połowie kursu, że już im się nie chce.

No i nawięcej godzin miałam w moim ulubionym przedszkolu, gdzie dzieciaki uczyły mnie wietnamskiego, a ja je angielskiego. Niestety, dyrektorce zachciało się zmienić mi godziny i w efekcie nie mogłam nigdzie więcej znaleźć pracy, bo ta mi blokowała środek dnia trzy razy w tygodniu. I wtedy postanowiłam wyjechać z Wietnamu.

Jak wygląda praca w rzeczywistości?

Pewnie zastanawiacie się jak ja w ogóle uczyłam dzieci angielskiego w przedszkolu, kiedy nie mówię w ich języku.

Otóż zwykle w takich placówkach pracują nauczyciele, którzy znają już nieco angielski i pomagają w lekcjach. Jeśli nie mówią po angielsku, to jest z nami assistant teacher.

W praktyce to jest bardzo różnie, bo często nie ma z nami TA, a nauczyciele robią sobie wszystko, tylko nie pomagają. 😉

Klasy są różne – najmniej miałam 4 dzieci w prywatnym przedszkolu i na kursach wakacyjnych. Wiem jednak, że w szkołach publicznych jest nawet 40 dzieci w klasie, co w Wietnamie jest normalne. Tam też się więcej zarabia, bo praca w szkole publicznej to wyzwanie, którego nie każdy chce się podjąć.

Moi znajomi musieli w domu przygotowywać plany lekcji i potem przedstawiać je w szkole. Ja tak nie musiałam robić, ale przez to np. moje przedszkole wymyślało jakieś lekcje z kosmosu. Musiałam np. dzieciom, które w życiu nie widziały śniegu, tłumaczyć co to są sanki, bałwan i Święty Mikołaj, który w ich kulturze nie występuje. Po coś też ubierali choinkę, ale to pewnie dla funu. Albo uczyłam je jak jest hamburger i pizza (cóż, po wietnamsku są jednak trochę inaczej). 😀

Śpiewaliśmy też mnóstwo piosenek, z czego ulubioną wszystkich klas był Baby Shark. Po kilku tygodniach nie dało się już tego słuchać, ale dzieciaki to uwielbiały! (I dziwić się, że to ma 1,2 MILIARDY wyświetleń?!) Zobaczcie poniżej! 😀

Ogólnie bardzo miło wspominam mój czas z dzieciakami, a już szczególnie z tego przedszkola, w którym uczyłam najwięcej. Maluchy wdrapywały mi się na kolana, bawiły się moimi włosami i chowały pod moimi hippisowskimi szerokimi koszulami. 😀 Nazywały mnie też teacher Elsa (ta z Krainy Lodu Disneya), bo chyba nigdy wcześniej nie widziały tak jasnych włosów 😀 i praca z nimi dawała mi mnóstwo energii, chociaż miałam poczucie, że bardzo mnie uwstecznia.

Uważam, że to było bardzo ciekawe doświadczenie – praca z dziećmi, a także życie i pracowanie w innym kraju i zupełnie innej kulturze. Wątpię jednak, żebym miała je jeszcze kiedyś powtórzyć, bo jednak warunki pracy oraz ciągłe zmiany i problemy przyprawiały mnie nie raz o ból głowy. Ale dzieciaki wszystko mi wynagradzały! 🙂

Problemy nie zdarzały się jednak często, dlatego tak długo uczyłam angielskiego w Wietnamie. Da się to wytrzymać. 😉 Jeśli jesteście w długiej podróży lub chcecie właśnie nabrać takiego doświadczenia, jak najbardziej polecam wam Wietnam!

Macie jakieś pytania? Zadajcie je w komentarzu pod spodem! 🙂

8 odpowiedzi

    • Hahaha baby shark na początku dało się wytrzymać, ale później… 😀 Nie wiem czy to jest ciśnienie na samo zdobycie wiedzy, czy na pochwalenie się białym nauczycielem w szkole, no ale coś jednak nie działa, skoro ci nauczyciele zmieniają się co 3 miesiące… 😐

  1. Ja uczę w Chinach i też narzekam na wiele rzeczy, w tym brak organizacji, komunikacji, niespodziewane lekcje itp, ale po przeczytaniu tego posta widzę, że może być gorzej. Szczerze mówiąc myślałam nawet o tym, żeby pouczyć trochę w Wietnamie, ale chyba jednak się nie zdecyduję.

    • Przez chwilę miałam wrażenie, że wyolbrzymiam, bo przecież nie było aż tak źle (lol, zajęcia były fajne), ale… znajomi, którzy też uczyli w Wietnamie, zgodzili się ze mną, więc chyba nie wyolbrzymiam. 🙁 Chyba faktycznie może być gorzej. 😀

      • szczerze mówiąc, nie dziwi mnie to tak bardzo. azjatyckie absurdy są trudne do zniesienia podczas podróży, a co dopiero jak trzeba pracować albo załatwiać jakieś formalności.

        btw, też puszczam moim dzieciom Baby Shark i też uwielbiają. drugą ulubioną piosenką jest The Penguin Dance 🙂

  2. Za jakieś dwa tygodnie wybieram się do Wietnamu poszukać pracy w charakterze nauczyciela. Rozmawiałem już z kiloma szkołami i niektóre z nich wymagają criminal record. Potrzebowałaś pracując tam przetłumaczonego zaświadczenia o niekaralności czy jak to wygląda? Z góry dzięki za cenne porady! 😉

    • Hej! Ja nie potrzebowałam takiego zaświadczenia, więc nie umiem za bardzo wypowiedzieć się w tym konkretnie temacie. Zapytaj na Facebooku na grupach dla nauczycieli angielskiego w Wietnamie. Pozdrawiam! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *