Erywań, miasto z różowego tufu

Nigdy w życiu bym się nie spodziewała, że w porównaniu do głośnego i chaotycznego Tbilisi, stolica Armenii będzie tak inna! Spokojna, zadbana, taka… europejska. Właściwie stwierdziliśmy, że w ciągu tych kilku dni w Erywaniu nawet odpoczęliśmy. W Erywaniu, nie Erewaniu!

Bo poprawna nazwa miasta w języku polskim to Erywań. Taka była przed II wojną światową, ale w czasach komunistycznych zaczęto używać spolszczonej nazwy z języka rosyjskiego, czyli Jerewan, która do tego wiązała się z Radiem Erewan. Dziś znowu poprawna nazwa to Erywań (publikacja  Komisji Standaryzacji Nazw Geograficznych z 2003 roku).

układ centrum po przebudowie projektu A. Tamaniana

Na początku miasto nie wydaje się w żaden sposób szczególne, ale… pierwsze co zauważamy idąc ulicą to porządek w ruchu drogowym. Jesteśmy tak zdziwieni (kto tego nie rozumie, niech przeczyta nasz wpis o Tbilisi), że aż przystajemy, żeby sprawdzić czy na pewno oczy nas nie mylą. Nie. Nie mylą. Kierowcy trzymają się swoich pasów, jeżdżą przepisowo. A te samochody! Mercedesy, audi… A wszystkie lśniące i czyściutkie. Wiele z nich ma przyciemnione szyby. Czyżby ich właściciele kreowali się na mafia-wannabe? Tak by wynikało nawet ze stylu, w jakim się ubierają. Bo młodzi Erywańczycy ubierają się naprawdę dobrze. Szczególnie nie mogę oderwać oczu od kobiet – zadbanych, z delikatnym makijażem podkreślających ich ormiańską urodę. Nic tu nie ocieka kiczowatym przepychem jak w Tbilisi. Tym razem mamy poczucie, że nie jesteśmy już na Wschodzie, ale w Europie.

Liczba ludności Armenii wynosi prawie 3,5 miliona. Trzecia część Armeńczyków mieszka w Erywaniu – tu są studia, perspektywy pracy lepsze niż w mniejszych miasteczkach czy na wsi. Więc młodzi ludzie szukają swoich szans właśnie tutaj (jeśli nie za granicą).

Właśnie dlatego Erywań się ciągle rozrasta. Gdziekolwiek nie spojrzysz, zobaczysz dźwigi i jakiś plac budowy. Miasto niby jest stare, ale jakby bardzo nowiutkie. Niby zabudowa XX-wieczna, socjalistyczna, ale taka kolorowa i ładna, a nie szara i betonowa… To główny materiał budowlany – różowy tuf – nadaje miastu taki wygląd. Został on masowo użyty, kiedy zaczęto rozbudowywać miasto dla napływających z innych krajów Ormian.

Cofnijmy się w czasie niecałe 200 lat. Jest rok 1828, właśnie zakończyła się wojna rosyjsko-turecka, na skutek której część Armenii znalazła się w granicach carskiej Rosji. Spowodowało to napływ Ormian z Turcji i Syrii, gdzie często bywali oni prześladowani, i osiedlanie się ich w Erywaniu, który w tym czasie był małym miasteczkiem zbudowanym z glinianych domów i liczącym zaledwie 15 tys. mieszkańców. Od razu w 1830 r. powstał tzw. pierwszy plan urbanistyczny zakładający rozbudowę miasta i przystosowanie go pod rosnącą populację. W centrum utworzono Nową Dzielnicę (Nor Tagh), której zabudowa była w charakterystycznym ormiańskim stylu – domy były jednopiętrowe z balkonami i schodami zdobionymi ażurowymi balustradami, a obok nich wyrastały kamienice w europejskim klasycystycznym stylu. W 1910 roku liczba mieszkańców miasta była już dwukrotnie większa.

budynki rządowe na Placu Republiki

Od 1920 roku rozbudową miasta zajął się Aleksander Tamanian. Armenia została już jedną z republik Związku Radzieckiego, więc nietrudno się domyślić, że od tamtej pory wszelkie projekty miały być w stylu socjalistycznym. Tamanian stanął na wysokości zadania, bo oprócz typowych dla socjalizmu bloków, skupił się na utworzeniu z Erywania miasta-ogrodu o szerokich alejach obsadzanych drzewami z wieloma parkami i skwerami, bez ingerowania w zabudowę Nowej Dzielnicy (chociaż wyburzono wiele innych zabytków, jak np. kościoły średniowieczne, a na ich miejscu wznoszono parki i np. Kino Moskwa). To właśnie wtedy zaczęto używać różowego tufu na masową skalę, co sprawiło, że Erywań jest zdecydowanie najbardziej kolorowym miastem w stylu socjalistycznym.

Aleja Północna w centrum miasta
ulica Mesropa Masztoca

Dzisiaj niestety niewiele zostało z wymarzonego miasta Tamaniana. Szerokie ulice obsadzone drzewami jak najbardziej jeszcze są, ale Nor Tagh jest wyburzana, a w miejsce zabytkowych kamienic z połowy XIX wieku stawia się różowe bloki. Wiele drzew w parkach wycięto podczas wojny Armenii z Azerbejdżanem, ponieważ energia była blokowana, a Erywańczycy przecież musieli jakoś ogrzewać swoje domy… Na miejscu parków, których nie odtworzono, wzniesiono kolejne bloki. Zaczęto też masowo otwierać kawiarnie, ponieważ mieszkańcy musieli przecież zarabiać na życie. I tak jest też obecnie: parków, chociaż mniej niż za Związku Radzieckiego, jest mniej, ale ciągle dużo, kawiarnie są na każdym kroku, w każdym miejscu można schować się w cieniu drzew. Ja się w tym mieście zakochałam.

wyburzana starówka
jeden z parków
kawiarnie

Chociaż zabytków nie jest dużo, jest kilka miejsc, których nie można ominąć. Koniecznie trzeba:
– zobaczyć z Kaskad, jak Ararat góruje nad Erywaniem (latem polecam szczególnie rano, kiedy powietrze jest jeszcze dość przejrzyste),
– zwiedzić Matenadaran, czyli Muzeum Manuskryptów,
– zobaczyć Cicernakaberd, czyli Muzeum Ludobójstwa, o którym powstanie oddzielny wpis, bo to temat rzeka,
– przejść się po ruinach twierdzy Erebuni z 782 r. p.n.e., od której miasto wzięło swój początek.

gmach Opery z 1930 r.
Kaskady
Ararat nad miastem

Muzeum Manuskryptów jest tutaj szczególnie ważne dla całej kultury Ormian. Pismo ormiańskie ułożył w V w. n.e. Mesrop Masztoc i od tej pory Ormianie zajęli się pisaniem, spisywaniem, przepisywaniem wszystkiego co tylko się da. Warto wiedzieć, że kultura pisma i alfabetu ormiańskiego zawsze była tak silna, że nawet Związek Radziecki nie wprowadził tam alfabetu rosyjskiego, jak to miało miejsce w innych republikach.

rzeźba Mesropa Mesztoca przed Matenadaranem

Podstawą utworzenia instytutu był zbiór manuskryptów od wieków gromadzony i przechowywany w Eczmiadzynie, zwanym Ormiańskim Watykanem, przekazany później do Erywania. W połowie XX w. wzniesiono gmach, gdzie złożono w magazynach bezcenne dokumenty. Pomieszczenia zostały wykute w skale, co miało je chronić na wypadek wojny jądrowej.

manuskrypty

Zbiory Matenadaranu to nie tylko zwykłe dokumenty. Manuskrypty są bogato zdobione i powstawały we wszystkich częściach świata, gdzie tylko przebywali Ormianie. Najstarsze pochodzą z V wieku. Początkowo kolekcja liczyła niecałe 4 tysiące rękopisów, ale dzisiaj jest ich już ponad 120 tysięcy i ich liczba ciągle rośnie dzięki diasporze ormiańskiej, która przez wieki przechowywała dokumenty u siebie, chroniąc je przed zniszczeniami ze strony Turków i Persów. Mimo to wiele dokumentów nie przetrwało do dzisiaj. Pisząc ‘wiele’ mam na myśli dziesiątki, jeśli nie setki tysięcy manuskryptów. Ciągle jednak kolekcja Matenadaranu robi duże wrażenie, chociaż podziwiać można zaledwie kilkadziesiąt rękopisów w języku ormiańskim, arabskim, perskim, łacińskim, a w kolekcji znajduje się nawet dokument po polsku.

Zagadka: gdzie jest Europa?

Warto też zobaczyć twierdzę Erebuni na południu miasta, którą wzniósł władca antycznego państwa Urartu. To od roku jej założenia (782 r. p.n.e.) liczony jest wiek miasta, które ma już prawie 2800 lat. Jest to oczywiście zabieg propagandowy, ponieważ Erywań zawdzięcza twierdzy tylko nazwę, samo miasto natomiast zaczęło powstawać w innym niż Erebuni miejscu, chociaż niedaleko. Tak czy tak, datowanie go na 782 r. p.n.e. czyni Erywań starszym od Rzymu o 30 lat.

Erywań według mnie jest miastem niesamowitym, zadbanym i bardzo różnym od kaukaskiego wschodu. Mam ogromny niedosyt, uważam, że gdybyśmy spędzili tam jeden dzień dłużej byłabym bardziej zadowolona, a tak… Muszę wrócić! Koniecznie! Usiąść w jednej z kawiarni na świeżym powietrzu i po prostu delektować się niepowtarzalną atmosferą miasta. Niby na Wschodzie, a jednak mentalnie bardziej zachodniego.

Plac Republiki nocą
kolejna kawiarnia
różowe blokowiska
a jednak to Wschód

5 odpowiedzi

  1. Ararat… Moje marzenie. Kiedyś zdobędę, na pewno! Kiedyś czytałam, że ta góra nadal jest bardzo ważna dla Ormian i nigdy nie pogodzili się z tym, że jest w Turcji. Ciekawa historia z różowym tufem – chociaż dla mnie blokowiska nie muszą być szare, żeby były brzydkie. Choć miasto samo w sobie wygląda całkiem dobrze, może to kwestia szerokich ulic i placów?

  2. Armenia nigdy nie była kierunkiem, który jakoś szczególnie mnie interesował, ale… Wow! Erywań wygląda super 🙂 Tam naprawdę wszędzie jest tak zielono, jak na zdjęciach czy to akurat takie kadry?

    • Wszędzie to może nie, ale w centrum jest naprawdę bardzo dużo drzew przy ulicach i skwerów. Praktycznie chodzisz ciągle w cieniu. Wyobraź sobie co w takim razie musiało się tam dział za ZSRR, kiedy parków było jeszcze więcej! 🙂

  3. Tak, ja również pojechałem do Erywania z Tbilisi i nie mogłem się nadziwić jak spokojne i czyste to miasto w porównaniu ze stolicą Gruzji. Zaskoczenie było tym większe, że wszędzie w Gruzji odradzano mi wypad do Armenii jakoby tam nic ciekawego nie było do zwiedzania. Było odwrotnie – Sewań, klasztory, Ararat… chociaż brakło czasu na Górski Karabach. Cóż, Gruzini nie za szczególnie lubią się z swymi sąsiadami.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

CommentLuv badge