Hue to miasto w środkowym Wietnamie, które koniecznie trzeba odwiedzić, choć nie należy do najpiękniejszych. Warto jednak zwiedzić tutaj Zakazane Miasto i Królewskie Grobowce w okolicy i spróbować bardzo taniego, a pysznego buddyjskiego jedzenia. Co zobaczyć w Hue w 1 dzień lub 2 dni? O tym w poniższym poście!
Hue ma do zaoferowania wystarczająco dużo atrakcji nawet na 3 dni. Jeśli jednak macie ograniczony czas, zobaczycie Hue i okolice w jeden dzień. Jeśli jednak, tak jak ja, lubicie powłóczyć się, posiedzieć i nie spieszyć, to mimo wszystko przeznaczcie na to miejsce dwa dni. Szczególnie, że jedzenie tutaj jest tak dobre (jak wszędzie) i tanie (jak nie wszędzie – to najtańsze miasto Wietnamu!), że warto zwiedzać i jeść! 🙂
Planując swoją podróż przeczytajcie moje informacje praktyczne dotyczące Wietnamu. Nie zapomnijcie, że wcześniej musicie aplikować o wizę do Wietnamu.
Na blogu znajdziecie też inne moje przewodniki po miastach Wietnamu. Sprawdźcie moją propozycję zwiedzania Ho Chi Minh City w jeden dzień. Ułożyłam także trasę spaceru po największych atrakcjach Hanoi w 2 dni – koniecznie ją zobaczcie!

Hue, miasto w Wietnamie, które warto zobaczyć
Choć to nie jest najpiękniejsze miasto, to zaliczam je miejsc w Wietnamie, które podobały mi się najbardziej. Można powiedzieć, że to mieszanka epok i ustrojów politycznych. Widać tutaj pozostałości z czasów cesarskich, francuskiej kolonii, zniszczenia wojenne, a wreszcie dobrze nam znany socjalizm, który my pewnie nazwalibyśmy wczesnym Gierkiem. Nie można też zapomnieć, że Wietnam przecież się rozwija, więc modernizm i wiek XXI są tu też obecne, choć bardziej w turystycznych knajpkach w centrum, niż w „lokalnych” częściach miasta. Hue to interesujący kolaż różnych czasów, świetnie widoczny jak chyba nigdzie indziej w Wietnamie.

Warto dodać, że miasto zostało bardzo zniszczone w czasie wojny w Wietnamie, szczególnie podczas bitwy, która trwała od 30. stycznia do 3. marca 1968 r. Miasto było ważnym punktem – leżało niedaleko strefy zdemilitaryzowanej, na strategicznej drodze zaopatrzeniowej. Wydawałoby się więc, że będzie dobrze ufortyfikowane, jednak jakimś cudem tak nie było. Dodatkowo Amerykanie zbombardowali zabytkowe budowle, które były w rękach komunistów, a ci dokonali masakry zabijając według różnych źródeł 2800-6000 cywilów (ok. 5-10% ówczesnej populacji miasta). Mimo, że siły amerykańskie i Wietnamu południowego ogłosiły zwycięstwo i utrzymanie miasta, to straty w ludności cywilnej i zniszczenia były ogromne, a sama bitwa o Hue uważana jest za jeden z najbardziej krwawych i najdłuższych epizodów podczas wojny w Wietnamie.

Po zjednoczeniu Wietnamu Północnego i Południowego, na wojennych zgliszczach wzniesiono budynki w stylu socjalistycznym. Przechadzając się ulicami nad rzeką Perfumową miałam wrażenie, że przeniosłam się do Polski z lat 70. ubiegłego wieku.
Komunistyczny rząd długo zwlekał z odbudową Cytadeli i Zakazanego Miasta, bo przecież ideologia kłóciłą się z odbudową imperialistycznych budowli, ale 20 lat temu dostrzegł turystyczne walory tych zniszczonych miejsc. Rozpoczęto renowację zabytków, a po tym jak zostały one wpisane w 1993 r. na Listę UNESCO, wiele krajów wsparło projekt finansowo (jak np. Francja i USA) czy wysłało tam ekipy badaczy (cześć, Polacy!). Dzisiaj Cytadela i Zakazane Miasto są w dużej mierze odrestaurowane i osobiście uważam, że warto je zobaczyć.
Samo miasto nie jest duże i wszędzie da się dojść piechotą. Dworzec kolejowy jest tylko trochę bardziej oddalony od centrum, więc tutaj proponuję dojechać taksówką.

Hue – pogoda, kiedy jechać?
Wiele osób pyta mnie kiedy jest najlepsza pora na wizytę w Wietnamie środkowym. Ogólnie pogoda w Wietnamie jest różna, a to przez jego położenie w różnych strefach klimatycznych. Od maja do września w Hue jest gorąco, duszno i słonecznie. Natomiast zimą chłodniej (temperatura od 17 do 25 stopni), a do tego pada taka specyficzna mżawka, a niebo jest zwykle szare, choć mówi się, że dodaje to uroku tej miejscowości. Warto mieć wtedy ze sobą jakąś bluzę czy cienki sweterek oraz kurtkę przeciwdeszczową.
Środkowy Wietnam cechuje jeszcze jedna rzecz – zdarza się, że uderzają w niego burze tropikalne i tajfuny idące z Filipin. Pora tajfunów trwa od początku lipca do końca listopada. Nie rezygnowałabym w tym okresie z wyjazdu do Wietnamu, ale raczej monitorowała pogodę na bieżąco – jeśli jest ostrzeżenie przed tajfunem, trzeba zmienić plany i zostać w hotelu, a już na pewno nie wybierać się na wycieczkę skuterem.

Pocieszę jedynie, że 3 na 4 tajfuny, które zapowiadano w Wietnamie straciły moc i się rozwiały albo zmieniły kierunek, więc pogoda była przepiękna. Z drugiej strony jednak na przełomie października i listopada 2017, kiedy mieszkałam w Sajgonie, w Wietnam uderzył tajfun Damrey, najsilniejszy od 1975 r., w wyniku którego 130 osób zginęło, a kolejne 200 zostało ciężko rannych. W regionie Nha Trang ewakuowano wtedy 30 000 osób, a 116 000 domów zostało zniszczonych. Także jadąc w tym czasie trzeba koniecznie monitorować pogodę na bieżąco.
Hue – gdzie spać?
Zakwaterowanie tu jest niewiarygodnie tanie. Pamiętajcie jednak przy wyborze, żeby zwracać uwagę na to, czy w pokoju jest okno i na lokalizację.
Hostele w Hue
Na pewno nie polecam hostelu Everhome Hostel – nie mam pojęcia jakim cudem ma on tak wysokie oceny na Bookingu. Może pokoje prywatne były tam ok, ale w dormie nie było okna, wilgoć w pokoju była tak duża, że aż mi było zimno i nic nie schło… Do tego lokalizacja bardzo średnia, dalej od centrum i trudno znaleźć to miejsce. To jedyne miejsce jakiego na 100% nie polecam.
Vietnam Backpacker Hostels Hue – jeśli szukacie czegoś towarzyskiego, imprezowego, o bardzo dobrej lokalizacji (doskonałej!); hostel jest do tego bardzo bardzo fajnie urządzony, a obsługa pomocna i miła 🙂 Możecie dokonać rezerwacji klikając tutaj.
Sunshine Hostel Hue – świetna lokalizacja w centrum, hostel nie jest imprezowy, ale ciągle bardzo towarzyski, więc jeśli podróżujecie solo i szukacie miejsca do zawierania nowych znajomości to to spokojnie polecam. Hostel urządzony jest całkiem ładnie, a łóżka w dormach mają zasłonki. Tutaj możecie dokonać rezerwacji.
Freedom Hostel – kolejny bardzo towarzyski, ale nie imprezowy hostel, urządzony w prosty sposób. Ogromną zaletą są ceny łóżek w dormach (ok. 20 zł ze śniadaniem!). Rezerwujcie tutaj!
Sun & Moon Hotel – dużo spokojniejszy, ciche zakwaterowanie bardziej przypominające hotel, ale także z dormami. Bardzo blisko centrum, ale w cichej okolicy, bez imprezy całą noc. 😉 Tutaj możecie zarezerwować.

Hotele, pokoje prywatne
Tam Family Homestay – bardzo fajnie urządzony (te bambusowe łóżka!), ładne widoki, szerokie okna, więc i jasne pokoje, bardzo blisko Zakazanego Miasta, ale dalej od turystycznego centrum. A obsługa jest przemiła. 🙂 Rezerwujcie tutaj!
Casablanca Boutique Hotel** – bliżej turystycznego centrum, przestronne pokoje, nie jest to jakiś Ritz, ale jest dość tanio i myślę, że cena jest adekwatna do standardu i lokalizacji. Tutaj możecie zarezerwować.
Zakwaterowanie z wyższej półki
Hue Serene Palace Hotel*** – świetna lokalizacja w centrum, wciąż jeszcze przystępna cena (100-180 zł, zależy od wielkości pokoju), łóżka są pojedyncze i dwuosobowe, a pokoje urządzone w eleganckim stylu. Rezerwujcie tu!

Jedzenie, knajpki i restauracje; co zjeść w Hue?
To miasto okazało się moim osobistym kulinarnym rajem. Pamiętajcie, że ja stołuję się głównie w małych knajpkach, lokalnych jadłodajniach, na ulicy. Nie lubię przepłacać za jedzenie, chociaż od czasu do czasu i turystycznym miejscem nie pogardzę.
Hue w ogóle jest miastem buddyjskim, chyba najbardziej religijnym (ok, dobra, wiem, że buddyzm to bardziej filozofia niż religia, ale nie znajduję na to innego słowa) w Wietnamie. Ponieważ ideą buddyzmu jest pomaganie innym i nie krzywdzenie życia, to znajdziecie tutaj mnóstwo wegańskich i bardzo tanich knajp. 🙂
Poniżej opisuję główne dania pochodzące właśnie stąd, a także miejsca gdzie możecie spróbować niektórych z nich. Smacznego!

Przede wszystkim polecam buddyjską i wegańską restaurację Quan Chay Thanh Lieu pod adresem 50. Nguyen Cong Tru. Znajduje się ona bardzo blisko turystycznego centrum, jednak rzadko zobaczycie tu obcokrajowców – to miejsce jest raczej bardzo popularne wśród lokalnych. Tak bardzo, że czasem trzeba poczekać na stolik (czy miejsce przy stoliku innych :D), a potem na jedzenie. Tutaj znajdziecie wiele potraw typowych dla tego regionu jak np. moje ulubione ban beo czy makaron z warzywami. Uwaga, w tej knajpie jest bardzo tanio! Tak tanio, że ceny mogą sugerować bardzo małe porcje. Tak, zdarzało się, że widziałam jak ktoś przyjezdny zamawiał, i zamawiał, i zamawiał, a potem nie mógł zjeść bo na stół wjechało kilkanaście dość dużych porcji. 😉 Ja sama zwykle wydaję tu max. 25-30 tys. dong (ok. 4,50 zł) za 5-6 talerzy z mniejszymi potrawami i spokojnie się najadam. 😉
Bun Bo Hue
Klasyczna, najbardziej tradycyjna zupa z Hue, której nazwa oznacza po prostu makaron vermicelli (bun) i wołowina (bo). 😉 Moim zdaniem, razem z bun chą zostawiają słynną wietnamską pho daleko w tyle. Choć opis może nie zachęcać do jedzenia (w misce możecie znaleźć np. ogon wołu czy pudding we świńskiej krwi – ale spokojnie, to produkty stałe i nie trzeba ich jeść), to naprawdę to jedzenie to połączenie delikatności i smakowitości. Możecie dodać chili i jeść na ostro albo bez dodatkowych przypraw i delektować się przebijającym smakiem trawy cytrynowej.

Com Hen
Dosłownie znaczy „ryż z mulami” i tym właśnie jest. 😉 Com hen polecany jest głównie na śniadanie (no wiecie, Wietnamczycy mają trochę inną filozofię jedzenia niż my), ale w bardziej turystycznych miejscach dostaniecie to jedzenie również na kolację. Choć danie zawiera owoce morza, jego pochodzenie jest typowo chłopskie. Podaje się je często z gwiezdnym owocem, sosem rybnym, sałatą, cebulą, papryką, prażonymi fistaszkami i chili – składniki te umieszcza się na ryżu, a na wierzch polewa się bulionem i mulami. Konkuruje z bun bo o miano króla potraw Hue. 😉 Smacznego!
Bun Thit Nuong
Popularne danie pochodzące ogólnie ze środkowego Wietnamu. Jest bardzo podobne do mojej ulubionej zupy bun cha, z tą różnicą, że bun thit nuong serwowane jest na zimno (najczęściej) i z nieco innym bulionem. Wśród składników mamy makaron vermicelli i grillowane mięso wieprzowe (thit nuong), a do tego podaje się czosnek, chili, sos rybny, zioła, sałatę i marynowaną marchewkę – te składniki zresztą podaje się do większości jedzenia w Wietnamie.

Banh Uot Thit Nuong
Ta potrawa też nie pochodzi oryginalnie z Hue, ale banh uot już tak. Nie zmienia to jednak faktu, że warto tego jedzenia spróbować! Jak się domyślacie ‚thit nuong’ oznacza mięso wieprzowe, natomiast banh uot to mokre ciasto ryżowe (zresztą, ‚banh’ zawsze oznacza ciasto ryżowe – czyż nazwy wietnamskich dań nie są pięknie logiczne? :D). Ciasto to jest bardzo podobne do papieru ryżowego, jednak ten podaje się sztywny i moczy się go olejem, natomiast banh uot już od początku jest mokre i nieco grubsze (ale nie może być za grube! wprawiony kucharz potrafi zrobić je dość cienkie). Serwuje się je w formie rolek, zwykle otwartych po obu stronach, nafaszerowanych grillowanym mięsem i warzywami. Maczajcie w sosie orzeszkowym i wcinajcie z apetytem! 🙂

Nem Lui
Mielone mięso wieprzowe z trawą cytrynową. Oblepia się nim pałeczkę trawy cytrynowej, a następnie grilluje (nem). Podaje się je z papierem ryżowym, warzywami i sosami. Rolujecie samodzielnie i maczacie w sosie z orzeszków ziemnych. Jedzenie jest proste jak ten opis, ale naprawdę dobre!!! 🙂
Banh Khoai
Dosłownie znaczy „szczęśliwe ciasto ryżowe”. 😀 Bardzo podobne do (również) mojego ulubionego banh xeo z Sajgonu, ale jest mniejsze i grubsze. Taką a la naleśnikową masę smaży się na chrupkie ciasto bardzo żółtego koloru. Na nim kładzie się kawałek wieprzowiny, jajko na twardo, krewetkę, sałatę i kiełki, a następnie zawija w papier ryżowy. Nie zapomnijcie o cudownych wietnamskich sosach, w których macza się ten przysmak!

Banh Beo
Moja kolejna kulinarna miłość z Hue. Nazwa dosłownie oznacza „ciasto paproć wodna”. Do malutkich głębokich miseczek nalewa się masę z mąki ryżowej i mąki tapiokowej. Kiedy masa stwardnieje, posypuje się ją krewetkami, prażoną świńską skórką lub cebulką, a potem polewa olejem z szalotki. Dla smaku można dodać też chili. Następnie jedzenie wybiera się łyżeczką. Oooooch, sama bym chętnie teraz oszamała cały talerz banh beo!!!
Jako ciekawostkę podam też, że w niektórych rejonach Wietnamu, banh beo to określenie dziewczyn, które są bardzo kobiece, delikatne, uległe, ale też ich utrzymanie sporo kosztuje. 😛

Banh La
To ogólna nazwa przystawek serwowanych na stole przed jedzeniem. Poznacie je po tym, że są zawinięte w liście banana – zdjęcie wrzuciłam nieco wyżej. Wiele rodzajów przekąsek jest przygotowywanych w ten sposób. Te ciekawsze oddzielnie opisałam pod spodem. Poniżej na zdjęciu widzicie banh nam, czyli ciasto uformowane z mąki tapiokowej posypane dodatkami. Jeszcze niżej natomiast nie jestem pewna (tego tyle było, że zapomniałam zanotować!), ale o ile dobrze pamiętam jest to ciasto z mąki tapiokowej faszerowane wieprzowiną. Wszystkie te wersje trzeba jeść z sosami, a niekiedy też czosnkiem – wtedy dosłownie rozpływają się w ustach!


Banh Bot Loc
To jedzenie to raczej przystawka niż główne danie. Często w tańszych restauracjach postawione są na stole, żeby się częstować przed głównym posiłkiem. Nazwa tej przekąski znaczy dosłownie „przezroczyste ciasto z mąki” i takie właśnie jest – wygląda trochę jak guma czy plastik i samym wyglądem może nie zachęcać do jedzenia. Zrobione jest ono z mąki tapiokowej, a w środku jest np. krewetka (Wietnamczycy jedzą krewetki z ogonkami, co może być nieco irytujące), cebulka czy grzyby. Banh bot loc serwowane jest zawinięte w liść banana, natomiast wersja bez banana nazywa się banh bot loc tran. Nie mogę powiedzieć, żeby samo ciasto miało jakikolwiek smak, więc macza się je w sosie, jak wszystko w Wietnamie. Nie jest to moje ulubione jedzenie, bo ja lubię konkretne smaki, ale myślę, że warto spróbować.

Nem Chua
Kolejna ciekawostka, która nie każdemu musi przypaść do gustu, ale zachęcam do próbowania. Choć oryginalnie nie pochodzi stąd, to tu właśnie próbowałam go po raz pierwszy, dlatego tak bardzo mi się kojarzy z tym miastem. Nem chua to sfermentowana wieprzowina zmielona z różnymi dodatkami (ziołami, czosnkiem, przyprawami). Podaje się ją zawiniętą w liść banana jako przystawkę. Tak, wiem co myślicie – sfermentowane mięso, serio? Tak! Przyznam, że nem chua smakuje mi dużo bardziej niż np. banh bot loc. W sumie w smaku lekko przypomina wino, w końcu to też fermentowane jedzenie! Ma bardzo specyficzny smak, dość charakterystyczny, ale to lubię i dlatego polecam choć raz tego spróbować. Możecie się nie zachwycić, ale warto to poznać! 🙂

Ca Phe Muoi
Na koniec oczywiście – kawa! Z Hue pochodzi jej dość specyficzna wersja – kawa solona (muoi znaczy sól, ale jak źle wymówicie to także komar, dziesięć, nowy i nos :D). Podobno tę wersję wymyślił Phong, który ciągle ma swoją kawiarnię przy 142 Dang Thai Than, a inne miejsca go tylko naśladowały. Tak czy tak, dzisiaj ca phe muoi to tradycyjna hueńska kawa. 😉

Hue w 1 dzień czy w 2 dni?
Tak jak wspomniałam na początku tego posta – spędziłam w tym mieście 2 dni, zwiedzałam na spokojnie, bez pośpiechu. Miałam też czas na popracowanie przy komputerze w różnych klimatycznych knajpkach.
Jeśli macie mało czasu na zwiedzanie Wietnamu i sprawnie się zorganizujecie, to zwiedzicie Hue w jeden dzień. Jak to zrobić? Najlepiej odwiedzić Cytadelę i Zakazane Miasto od razu z rana, jak tylko będzie otwarte, a następnie wybrać się do jednego czy dwóch Królewskich Grobowców, które są w okolicy miasta.


W międzyczasie wybierzcie się oczywiście na lunch. Na spokojny spacer po Cytadeli przeznaczyłabym 3 godziny (mniej więcej tyle mi zajęło), a następnie kolejne 3 godziny na Grobowce – bo przecież trzeba tam jeszcze dojechać.
Jeśli natomiast przyjeżdżacie z samego rana i macie na zwiedzanie popołudnie, to najpierw wybrałabym się do Zakazanego Miasta LUB Grobowców Królewskich, a następnego dnia rano do kolejnej atrakcji, analogicznie. Wyjazd planowałabym dopiero późnym popołudniem lub wieczorem drugiego dnia.
Hue leży nad Rzeką Perfumową (Song Huong) i organizowane są po niej rejsy łodzią. Podczas mojego dwukrotnego pobytu jednak pogoda była nieco mglista, było chłodno i czasem padała mżawka, więc ja z tej atrakcji zrezygnowałam. Aura jednak nie odstraszyła turystów z Chin, dla których te łodzie są chyba specjalnie przygotowywane. 😉

Jak zwiedzać Hue, wycieczki
Na zwiedzanie okolic miasta najlepiej oczywiście wynająć skuter. Jeśli jednak nie jesteście zmotoryzowani albo po prostu boicie się jeździć po Wietnamie, to polecam Wam firmę I Love Asia Tours. Mają oni też swoje oddziały w innych częściach Wietnamu – Sajgonie, Hanoi i Hoi An. Ostatnio dziewczyny z I Love Asia zaczęły też organizować wycieczki w Kambodży i Laosie.
Sama skorzystałam z ich wycieczki do jednego z Królewskich Grobowców, pojechałyśmy też do opuszczonego parku rozrywki i świątyni buddyjskiej, a na koniec spróbowałyśmy niesamowitego street foodu. Ooooch, to co jadłam dzięki I Love Asia Tours zdecydowanie wskoczyło na podium moich ulubionych potraw w Wietnamie! Hue natomiast jest w moim topie miejsc z najlepszym jedzeniem w kraju. Jeśli chcecie wziąć udzial w tej samej wycieczce co ja, tutaj znajdziecie szczegóły i dokonacie rezerwacji.

Warto wspomnieć, że wycieczki są na skuterach, a kierowcami są dziewczyny – jeżdżą one bardzo ostrożnie i przepisowo, co bardzo mi się podobało i czułam się bezpiecznie. Więc jeśli to poczucie bezpieczeństwa jest dla was ważne, to spokojnie możecie wybrać się na ich wycieczki.
Samą firmę I Love Asia Tours założyła Lien Nguyen, pochodzi z Hanoi, a do Hue przyjechała na studia i mieszka tu już od kilku lat. Miała pomysł, żeby pokazywać przyjezdnym swoje studenckie miasto, chciała, żeby je pokochali i chyba wychodzi jej to całkiem nieźle. 😉 Teraz najlepsze – Lien założyła firmę mając na starcie zaledwie 100 usd w kieszeni, stronę www zrobiła w 6 miesięcy, a nazwę… kupiła na targu w postaci koszulki-pamiątki! W międzyczasie wszystko się rozrosło, obecnie firma działa w 3 krajach i zatrudnia ponad 100 lady bikers.

Co jest dla mnie też bardzo ważne przy korzystaniu z tego typu usług to to, że moje pieniądze idą na pomoc lokalnym organizacjom pozarządowym – firma Lien aktywnie pomaga osobom niepełnosprawnym czy ubogim, a do tego zachęca kobiety do podejmowania aktywności zawodowej i rozwijania się (zresztą, w I Love Asia Tours zatrudnione są tylko kobiety!). Jej działania są również popierane i aktywnie wspierane przez ambasady Wielkiej Brytanii i Australii. Ach, zapomniałabym, że Lien ma tylko 26 lat! 🙂
Pod tym linkiem znajdziecie więcej informacji na temat I Love Asia Tours i wszystkich wycieczek organizowanych przez dziewczyny. Polecam!
Mniej popularne atrakcje w Hue
Z turystycznego centrum na stację kolejową prowadzi ulica nad Rzeką Perfumową. Bliżej centrum organizuje się Ao Dai Show, a nieco dalej jest Muzeum Ho Chi Minha.
Ao Dai Show to nic innego jak połączenie eventu kulturowego z pokazem mody. Ao Dai (czyt. ał jaj na południu Wietnamu, lub ał zaj na północy) to narodowy strój kobiecy, charakterystyczne wdzianko typu sukienki ze spodniami pod spodem. Prezentowane tutaj Ao Dai szyje się według współczesnych projektów, a także tych historycznych, np. sprzed 300 lat. Sama nie miałam okazji być na pokazie, ale teraz żałuję (i podczas kolejnej wizyty na pewno nadrobię!), bo podobno pokazowi towarzyszy gra świateł oraz tradycyjne śpiewanie. Osoby, które brały w tym udział, opowiadały mi, że były bardzo zadowolone z pokazu (takie same opinie czytałam online). Chyba mogłabym go polecić nie tylko miłośnikom mody, ale też osobom, które w ogóle trochę lepiej chcą poznać Wietnam.
Wstęp kosztuje 300.000 dong, w cenie jest też przekąska i drink. Pokazy są organizowane codziennie i zaczynają się o 20:00. Bilety lepiej kupić z wyprzedzeniem.

Jeśli chodzi o Muzeum Ho Chi Minha – w nim także nie byłam i chyba nie zamierzam. Jest to miejsce typowe dla reżimu komunistycznego, wiecie, propaganda i kult jednostki. Wujek Ho mieszkał przez pewien czas w Hue i w muzeum zgromadzone są jego zdjęcia, dokumenty i przedmioty użytku codziennego. Niektórzy twierdzą, że to miejsce jest nudne, inni – że ciekawe, ale tylko dla miłośników historii. Wietnamczycy przybywają tu tłumnie, ale z nimi lepiej nie dyskutować na tematy polityczne.
Wstęp kosztuje 10.000 dong, muzeum otwarte jest od wtorku do niedzieli w godzinach 7:00 – 14:00.

Zakazane Miasto
Budowa Królewskiego Miasta została zapoczątkowana przez cesarza Nguyen Anh w 1804 r. i była kontynuowana przez kolejnych cesarzy. Układ miasta został wybrany przez „architektów geomantów”, czyli osób zajmujących się wykorzystaniem energii Ziemi i Kosmosu. Chodzi o położenie miasta względem rzeki. Woda w feng shui oznacza dostatek i pomyślność. Dodatkowo wszędzie, szczególnie w Zakazanym Mieście, zaprojektowano mnóstwo ogrodów i parków, które według geomantów, również zapewniają dostatek, a także powstrzymują negatywną energię. Gdyby dodatkowo spojrzeć na mapę miasta, widzimy, że wszystkie budynki są ułożone pod odpowiednim kątem i w równej odległości od siebie, co ma zapewniać odpowiedni przepływ energii.

W Królewskim Mieście mieszkali poddani, wewnątrz niego znajdowała się ufortyfikowana Cytadela, a w niej pilnie strzeżone Zakazane Fioletowe Miasto (Tu Cam Thanh) – królewski dwór, do którego nie mieli wstępu zwykli poddani, jeśli nie otrzymali stosownego pozwolenia. Fioletowy kolor pochodzi z tradycji wietnamskiej i oznacza Niebiosa, których synem jest właśnie cesarz.

Zakazane Miasto można podzielić na kilka części. Pierwsza z nich, na początku naszego zwiedzania, to brama Ngo Mon, przez którą wchodzimy do Zakazanego Miasta oraz pałac Thai Hoa. Tutaj znajdował się tron cesarski i odbywały się wszystkie najważniejsze ceremonie.
Stąd proponuję iść do końca placu, gdzie znajdują się domy oktagonalne (Nha Bat Giac). Większość budynków tutaj została odrestaurowana, a prace wciąż trwają. Następnie iść po lewej stronie (stojąc tyłem do głównej bramy i pałacu) w przeciwnym kierunku – droga zaprowadzi nas do królewskich rezydencji i świątyń, które można zwiedzać jedynie w ciągu dnia.

Rezydencje były przeznaczone tylko dla członków rodziny królewskiej – matki cesarza, jego żony i dzieci. Oczywiście w Zakazanym Mieście mieszkały także konkubiny (podobno była ich tu nawet setkja) czy eunuchy, jednak ich miejsce zamieszkania było gdzie indziej.
Za rezydencjami znajdują się świątynie Hung Mieu i The Mieu, a także interesujący pawilon Hien Lam, ostatni budynek po tej części Zakazanego Miasta. Jest to także najwyższa konstrukcja całego kompleksu – mierzy 17 metrów wysokości. Poznamy go po wielkich Dynastycznych Urnach ustawionych od frontu. Zostały one odlane z brązu w latach 1821-22 i każda z&
