Tym razem przerwę w pisaniu spowodowały problemy ze zdrowiem, pracoholizm i weekendowy wypad do Londynu (ani zdrowie, ani pracoholizm nie powstrzymają mnie przed podróżowaniem :P). Pewnie Londyn trochę poczeka z opisywaniem, bo ciągle przecież jestem w trakcie mojego Eurotripa, a nie doszłam nawet do połowy.

Swoją drogą Londyn jaki jest każdy wie. Darujemy więc sobie rozległe opisywanie i wrzucimy parę zdjęć. Zresztą jeszcze lipcowy Lwów czeka na swoje 5 minut… Muszę to jakoś ogarnąć. W końcu moja doba ma tyle samo godzin co doba Martyny Wojciechowskiej, Tomka Michniewicza, Jacka Pałkiewicza, Davida Attenborough i innych zapracowanych pasjonatów, nie mogę więc tłumaczyć się brakiem czasu. 😉

A w ogóle to przyszedł grudzień. Dzień dobry, grudniu. Zaraz będą święta, czas na podsumowanie kolejnego roku, zrobienie planów na następny… Tak, robienie postanowień noworocznych nie ma sensu, ale robienie planów to zupełnie coś innego. Robienie planów pozwala nadać kierunek życiu. To tak jak z nauką języka obcego – trzeba sobie postawić jakiś cel, np. do jakiego poziomu chcę dojść, po co chcę się go nauczyć, jaki egzamin chcę zdać, inaczej nauka do niczego nie prowadzi. To marnowanie sił na podróż i w efekcie nie osiągnięcie niczego.

Tutaj trzeba przytoczyć fragment z Alicji w Krainie Czarów Lewisa Carrolla, który ostatnio stał się moim mottem i myślą motywującą:
– Czy nie mógłby pan mnie poinformować, którędy powinnam pójść? – mówiła dalej [Alicja].
– To zależy w dużej mierze od tego, dokąd pragnęłabyś zajść – odparł Kot-Dziwak.
– Właściwie wszystko mi jedno.
– W takim razie również wszystko jedno, którędy pójdziesz.
– Chciałabym tylko dostać się dokądś – dodała Alicja w formie wyjaśnienia.
– Ach, na pewno tam się dostaniesz, jeśli tylko będziesz szła dość długo.

Zawsze trzeba mieć plan, marzenie, na którym można się skupić. Wtedy wiadomo, którędy iść, żeby dojść do celu skutecznie (nie zawsze znaczy szybko), a nie marnować czasu na męczące wędrówki donikąd. Przemyślcie to.

Ja akurat ostatnio miałam taką sytuację, która kazała mi się zastanowić co chciałabym w życiu osiągnąć, czego chciałabym spróbować, co chciałabym zrobić. Taki kryzys osobowości. Zrobiłam listę i wyszło ponad 50 punktów. Zakładając, że będę rocznie realizować 2 z nich, to mam plany na najbliższe 25 lat! Oczywiście lista jest elastyczna, tzn. że będę zarówno wykreślać marzenia i plany już spełnione, jak i dopisywać nowe, a także nie będę jej realizować po kolei. A ponieważ podróżowanie jest pasją, z którą wiążę swoje życie, lista ta w większości dotyczy właśnie podróży i rzeczy z nimi związanymi.

Opiszę je tutaj wkrótce, bo słowo mówione i pisane ma ogromną siłę. Nie tylko przypomina mi co mam osiągnąć, ale też nie pozwala z tego zrezygnować – w końcu byłby trochę przypał, gdybym podzieliła się tym z wami i później stwierdziła, że jednak mi się nie chce, co? 😉

Właściwie to jest kolejna rzecz, o której ostatnio myślałam – ludzie boją się mówić o swoich marzeniach. Boją się, że zostaną wyśmiani, a przecież nie ma złych marzeń. Wszystkie marzenia są piękne, bo pozwalają dążyć do czegoś lepszego. Może mówią o nich niewłaściwym osobom? Trzeba mieć kogoś, kto powie „o rany, to jest genialne, zrób to!” a nie „chyba cię pogięło”. Są w moim bliższym lub dalszym otoczeniu osoby, które dopingują mnie, pewnie nawet nieświadomie. Takie słowa, że coś co robię jest świetne, niesamowite, ciekawe, że mam odwagę żyć według własnych postanowień dają ogromnego kopa do dalszego działania. Motywują mnie i z tego miejsca chciałabym wszystkim tym osobom podziękować.

A poza tym fajnie jest być osobą wspierającą i dopingującą, a nie podcinającą skrzydła. To po prostu piękne. 🙂