Ostatnio w moje ręce wpadły saszetki nikotynowe i miałam okazję je przetestować. W dzisiejszym poście mam dla Was recenzję saszetek nikotynowych VELO. Dowiecie się z niego nie tylko jakie są moje osobista doznania z korzystania z saszetek, ale również jakie jest jego działanie i kilka ważnych informacji o produkcie.

Ten wpis powstał w ramach współpracy reklamowej z marką VELO.

Produkt skierowany jest do pełnoletnich użytkowników wyrobów nikotynowych i powiąznaych. Produkt nikotynowy powoduje uzależnienie.

Marka VELO obecna jest w Polsce od 2021 roku, a także w 12 innych krajach, m.in. w Łotwie, Estonii, Szwajcarii, Wielkiej Brytanii czy Czechach. Przyznam, że kiedy po raz pierwszy usłyszałam o saszetkach nikotynowych, od razu byłam nimi zaintrygowana. Ciekawiło mnie jak wyglądają, jak smakują i jaki dają efekt.

VELO, czyli saszetki nikotynowe to produkt, który nie wytwarza dymu ani zapachu i jest alternatywą dla wyrobów tytoniowych (nie zawiera tytoniu). VELO jest dla osób palących, które chcą i są gotowe rozpocząć swoją przygodę z VELO.

Saszetki nikotynowe VELO w oryginalnych opakowaniach

Pierwsze wrażenia

Kiedy przyszła do mnie paczka z produktem, zobaczyłam cztery niewielkie białe pudełka w kształcie krążków. Na etykietach zobaczyłam, że otrzymałam dwa warianty smakowe: Polar Mint oraz Berry Frost, oba w wersji mildmedium (wszystkich wariantów VELO jest 10 w 6 stężeniach nikotyny – więcej informacji znajdziecie na stronie producenta)

Opakowanie i etykiety od razu przypadły mi do gustu, bo były ładnie wykonane i zaprojektowane, gładkie w dotyku, a ja lubię dotykać przyjemne rzeczy. 😉 W oczy rzuciła mi się też informacja, że opakowania zrobione są z plastiku, który podlega recyklingowi. To bardzo na plus!

Jednak minusem, choć niewielkim, było otwarcie całego pudełka z saszetkami. Kiedy rozcięłam paznokciem taśmę na boku, okazało się, że nie ma na krawędzi żadnego wycięcia, które pomogłoby otworzyć pudełko. Najpierw pomyślałam, że jest ono odkręcane, więc chwilę kręciłam, ale to jednak nie zadziałało. Wieczko pudełka trzeba po prostu otworzyć siłą, co wymagało nieco uporu i ciągnięcia (i podważenia paznokciem). 

W końcu udało mi się dostać do środka, jednak przy ostatnim pociągnięciu, pudełko otworzyło się tak gwałtownie, że saszetki rozsypały się na ziemię. Za drugim razem już poszło lepiej i szybko opanowałam otwieranie tak, żeby nie rozrzucać saszetek dookoła, choć myślę, że odkręcane opakowanie byłoby w tym wypadku wygodniejsze i mniej irytujące. Jeśli jednak taki sposób otwarcia ma być jednocześnie zabezpieczeniem przed dziećmi, to muszę przyznać, że spełnia ono swoją funkcję. 😉

Co jednak jest ogromnym plusem pudełeczek, poza ich starannym wykonaniem, to mała przestrzeń u góry pod wieczkiem na zużyte saszetki. Otwiera się ją osobno i o wiele łatwiej niż całe pudełeczko. Bardzo mi się to rozwiązanie spodobało.

Pudełeczka VELO posiadają w wieczku specjalną przestrzeń na zużyte saszetki

A co z saszetkami?

Po otwarciu ukazało się kilkanaście (18 – według informacji na etykiecie) niewielkich saszetek wykonanych z delikatnego materiału i bardzo ładnie pachnących. Od razu zwróciłam uwagę na fakt, że nie są one ze sobą posklejane, nie są ułożone jakoś ciasno i ogólnie sprawiały bardzo estetyczne wrażenie.

Tu jeszcze powtórzę – szczególnie urzekł mnie ich zapach, bo był naprawdę ładny, słodki, mroźny, przyjemny. I zostawał na palcach! Przyznam, że tego nie lubię w innych produktach nikotynowych, np. papierosach, że palce później strasznie śmierdzą. A te saszetki pachną obłędnie, na początku siedziałam i tylko je wąchałam dla przyjemności.

Do tego saszetki są bardzo delikatne w dotyku, na co też zwróciłam uwagę – jak już wspominałam, lubię dotykać przyjemnych rzeczy. 🙂

Zanim przystąpiłam do testu, obejrzałam jeszcze dokładnie opakowanie i zapoznałam się ze wszystkimi informacjami, szczególnie tymi zawartymi w instrukcji pod spodem pudełeczka. Dowiedziałam się, że jedna saszetka zawiera 4 mg (w wersji mild, wersja medium to 6 mg nikotyny w jednej saszetce) nikotyny oraz olej z mięty kędzierzawej. Była tam także zawarta informacja, że saszetek nie wolno połykać, a po użyciu należy dokładnie umyć ręce (heh, dobrze, że nie potarłam oczu po tym, jak już je dokładnie wymacałam :D).

Saszetki nikotynowe są idealne tam, gdzie nie można spożywać wyrobów tytoniowych, oraz na świeżym powietrzu 😉

Gdzie korzystałam z saszetek?

Zdecydowałam się na wypróbowanie saszetek nikotynowych pod kątem korzystania z nich na szlakach pieszych, które sporadycznie przemierzam od paru dobrych lat. Mam poczucie, że kiedy w przerwie od marszu chcę zapalić, co robię od czasu do czasu, to dymem zabieram sobie świeże powietrze, a nie po to przecież idę do lasu, żeby smrodzić. Po drugie, właśnie ten zapach na palcach i posmak w ustach po zapalonym papierosie najbardziej mnie irytują. No i pozostaje jeszcze kwestia popiołu i petów. Do tej pory za popielniczkę służyły mi woreczki, ale przecież je też muszę nosić dalej przy sobie (a wiecie co się dzieje, kiedy taki woreczek z popiołem się rozerwie?…).

Pomyślałam więc, że saszetki nikotynowe VELO będą ciekawą odmianą – zarówno jeśli chodzi o smak, zapach, jak i cały porządek związany z przyjmowaniem nikotyny. No i atutem jest też łatwość ich użytkowania – nie potrzeba do nich żadnych innych akcesoriów, nie ma problemu z szukaniem zapalniczki, saszetek nie trzeba podgrzewać itd. 

Jakie mam więc wrażenia po skorzystaniu z saszetek?

Przede wszystkim byłam bardzo zaintrygowana przed pierwszym testem i zanim wzięłam moją pierwszą saszetkę do ust, zastanowiłam się, czego mogłabym się spodziewać.

Saszetki są niewielkie i starannie wykonane

Wydawało mi się, że słodko-mroźny zapach nie będzie miał odzwierciedlenia w smaku i gorzki smak nikotyny go zdominuje i zostawi mi kapcia w ustach. Do tego pomyślałam, że pewnie pobudzi to moje ślinianki do wytwarzania zwiększonej ilości śliny.

Jeszcze raz zerknęłam na instrukcję na spodzie opakowania, która informowała, że saszetkę wkłada się między wargę a dziąsło. Zabrakło mi jednak informacji, jak długo w ogóle powinno się trzymać taką saszetkę w ustach. Poszukałam na stronie VELO, że około pół godziny.

Włożyłam saszetkę pod górną wargę i po pierwsze – smak był bardzo pozytywnie zaskakujący. Przyjemny i dość słodki. Po krótkiej chwili poczułam mrowienie pod wargą. Oczywiście, ślinianki zaczęły pracować intensywniej, ale nie przeszkadzało mi to tak, jak przy paleniu. Jednak ze względu na mrowienie nie byłam w stanie utrzymać saszetki w ustach dłużej niż kilka minut.

Czy faktycznie da się ją utrzymać w ustach do pół godziny? Nie wiem. Ale może to moja prywatna preferencja, bo ja np. też nie lubię w ogóle żuć gum. Być może komuś innemu nie sprawia to problemu i te pół godziny będzie dla niego w sam raz.

Na pewno ogromnym atutem saszetek jest to, że można z nich korzystać tam, gdzie palenie jest zabronione, np. w biurze, w środkach transportu komunikacyjnego czy w kinie (albo w lesie ;)). Więc wtedy nawet te kilka minut nie będzie dramatem, a do tego zużytą saszetkę mogę bez problemu odłożyć do pojemnika, który mam przy sobie.

Podsumowanie

Ogólnie produkt oceniam bardzo dobrze. Opakowanie jest miłe dla oka i ładnie zaprojektowane, więc dostaje ode mnie 5- (minus za to mocowanie się przy otwarciu na początku). Zapach i smak również są bardzo przyjemne, a do tego cały proces związany z używaniem saszetek jest bardziej „estetyczny”.

Podsumowując, spróbowanie saszetek nikotynowych było bardzo ciekawym doświadczeniem i myślę, że podczas moich wędrówek szlakami pieszymi będę właśnie korzystać z saszetek. Jest to zdecydowanie o wiele łatwiejsze, przyjemniejsze i ciekawsze doświadczenie.

Recenzja powstała we współpracy z marką VELO.

Produkt nikotynowy powoduje uzależnienie i jest przeznaczony dla osób powyżej 18 roku życia.

Saszetki nikotynowe VELO są świetną alternatywą dla innych wyrobów nikotynowych