Kolejny rok za nami, czas na podsumowanie. Niektórzy uważają, że takie podsumowania są dość oklepane, ale dla mnie one są naprawdę motywujące. Pozwalają mi przeanalizować wszystkie moje działania i wydarzenia, wyciągnąć wnioski, zrobić i poprawić w nadchodzącym roku to, co do tej pory nie wychodziło. Takie podsumowanie pozwala mi być bardziej zmotywowaną i efektywną osobą.

Ciężko powiedzieć, czy był to rok udany. Mało podróżowaliśmy, ale z drugiej strony wiele się wydarzyło, jeśli chodzi o życie osobiste. Prawda jest taka, że wszystkie dziedziny mojego życia zaczęły się nawzajem bardzo przenikać i nie da się ich oddzielić (bo życie osobiste wpływa na podróże, te na pisanie, a pisanie staje się powoli pracą, co znowu wpływa na życie osobiste). Może zamiast podsumowywać go na zasadzie 'udany-nieudany’, po prostu przeanalizuję go pod kątem 'co zmienić, żeby kolejny rok był lepszy’?

Życie osobiste

Zacznę od tego, co właśnie zajęło większą część roku. Przede wszystkim w lipcu odbył się nasz ślub. Nieskromnie przyznam, że rozwaliliśmy system weselem i sama go sobie zazdroszczę. I wiecie, to był najszczęśliwszy dzień w moim całym dotychczasowym życiu. Tańczyliśmy walca, do którego przygotowywaliśmy się wcześniej w sumie 7 godzin,, a poza tym było jeszcze kilka innych atrakcji, które urozmaiciły imprezę. Kilka dni później mieliśmy również sesję w plenerze. Przygotowania (a później konsultacje w sprawie filmu i zdjęć) pochłonęły mnóstwo czasu, ale uważamy, że warto było. I pomyśleć, że wcześniej nie chciałam wesela! Głupia ja!

Podzielę się z Wami naszym tańcem (przepraszamy za jakość, ale film z telefonu) 🙂 Muzyka: Dmitrij Szostakowicz 'The Second Waltz’

PS. Nie, nie jesteśmy zawodowymi tancerzami i nigdy nie byliśmy, na filmie widać kilka błędów, ale i tak wyszło super! I zawsze jak to oglądam to uśmiech na twarzy szeroki! 😀

[youtube=http://www.youtube.com/watch?v=OFYhg9WWjro]

I jeszcze stała się jedna rzecz, z której jestem bardzo szczęśliwa – ostatecznie rzuciłam palenie (choć już i tak było mało, ale jednak). Jakoś w trakcie naszej podróży poślubnej, kiedy wszyscy kierowcy, którzy brali nas na stopa, palili takie najtańsze śmierdziuchy i skutecznie obrzydzili mi ten i tak okropny nałóg. Tak bardzo, że przeszkadza mi nawet dym z papierosa i czuję, kiedy ktoś przed chwilą palił. Jeśli ktoś chce rzucić – jedźcie do Gruzji i Armenii i podróżujcie tam autostopem! 😉

A, no i cały czas urządzamy nasze małe mieszkanko, bo nie jesteśmy podróżnikami, którzy mogą całe życie się nie rozpakowywać. Przyznam, że potrzebujemy już mebli, bo szlag mnie trafia, jak patrzę na to mieszkanie patchworkowe. Chcemy mieć nasz bezpieczny, komfortowy port, do którego będziemy wracać! I nawet Wam powiem, że mamy kredyt! Podróżować z kredytem to już coś! 😛

Praca

Ta dziedzina chyba najbardziej namieszała w tym roku. Od lutego do maja byłam na zwolnieniu lekarskim, więc zablokowało to skutecznie jakiekolwiek wyjazdy (dlatego przepadły bilety do Budapesztu), a w maju ostatecznie rozstałam się z biurem podróży TUI. Na szczęście wróciłam do pracy pilota wycieczek, więc koniec maja, połowę czerwca i cały wrzesień spędziłam na wycieczkach. Właśnie podczas jednej z nich – w Góry Świętokrzyskie – powstał pomysł zdobycia Korony Gór Polski.

Podróże

Ze względu na to, że Sebastian pracuje jako nauczyciel, mamy ograniczone możliwości wyjazdowe w roku szkolnym. Ja też przez to zwolnienie lekarskie, a później właściwie brak dochodów (skończyły mi się kontrakty na wycieczki) nie pojechałam nigdzie sama. Odbyliśmy za to bardzo długą podróż poślubną – do Gruzji i Armenii z powrotem przez Turcję i Bałkany autostopem, w sumie zajęła 30 dni.

Wyskoczyliśmy też raz w góry, kiedy to zdobyłam dwa kolejne szczyty KGP – Wysoką Kopę i Śnieżkę – a w grudniu spędziliśmy dzień w Bratysławie na jarmarku bożonarodzeniowym.

W tym roku wyjątkowo nie żałuję, że tak mało podróżowaliśmy. Emocji było wystarczająco dużo! A poza tym nadrobimy w przyszłym roku. 🙂

Blog, pisanie, pasja

W styczniu podniecałam się, że stuknęło nam na blogu 10 tysięcy odsłon i spodziewałam się, że 20 tysięcy wybije w ciągu roku. Jesteśmy jeszcze małym blodżkiem, więc nie liczyliśmy na więcej, a tu niespodzianka! 37 tysięcy przekroczyliśmy w grudniu!
W sumie w całym 2013 roku było 28 370 wejść (to daje prawie 5x więcej niż w 2012), przez pierwsze pół roku ponad tysiąc miesięcznie, od lipca do września już ponad 2 tysiące, w październiku, listopadzie – ponad 3 tysiące, a w grudniu przekroczone było 5,5 tysiąca odsłon…. Rozwijamy się, poszerzamy wpisy na blogu o tematy luźno związane z podróżowaniem. Pojawią się też wpisy (dwa próbne już są za nami) związane z emocjami, sensem życia i wychodzeniem ze strefy komfortu w celu spełniania marzeń.

Zaczęłam też publikować cykl wpisów o samodzielnej nauce języków obcych. Przyznam, że temat jest dla mnie na tyle interesujący i intrygujący, że mocno zastanawiam się, czy nie przekuć tego w warsztaty rozwojowe. Takie na żywo. Samodzielnie zaczęłam uczyć się rosyjskiego, także przygotowuję się do certyfikatu na poziomie B2 z niemieckiego. Wiedzy na temat efektywnej nauki nie warto chować do szuflady, trzeba się nią dzielić.

Właśnie, jeśli chodzi o warsztaty i spotkania – mam za sobą pierwsze spotkanie z gimnazjalistami dotyczące autostopu. Okazało się sukcesem, więc w planach jest kolejne.

Rok temu zapewniałam, że będę też zabiegać o publikowanie moich artykułów w różnych czasopismach podróżniczych, ale porzuciłam ten pomysł. Chcę moje teksty umieszczać na moim blogu. W magazynach czytelnicy rzadko kiedy zwracają uwagę na autorów, a na autorskim blogu wiadomo kto pisze. Więc moje teksty będą u mnie.

Na początku 2013 roku ruszyłam też z blogiem w języku angielskim, ale przyznam, że idea była trochę nieprzemyślana. Chciałam po prostu tłumaczyć długie teksty z PiW na Hanna travels, ale okazało się to tak bardzo czasochłonne, że po prostu to porzuciłam. Potem nawet myślałam o zamknięciu tamtego bloga. Ale przemyślałam wszystko, zmieniłam koncepcję i spróbuję jeszcze raz.

W ogóle zaczęłam bardziej interesować się blogowaniem i przestałam na swojego bloga patrzeć tylko jak na hobby. Prowadzę go bardziej świadomie, w przemyślany sposób i całkowicie mu się poświęciłam. Spędzam nad nim nawet kilka godzin dziennie i nie ukrywam, że w pewnym momencie chciałabym, żeby stał się źródłem mojego dochodu.

Wnioski?

Nie odkryję Ameryki, jeśli stwierdzę, że życie jest sinusoidą. Nawet jeśli masz pasję, którą w danym momencie musisz na trochę porzucić, nie znaczy to, że od razu wszystko się wali. Ślub i wesele, porzucenie frustrującej pracy w korporacji, powrót do zawodu pilota wycieczek, praca nad blogiem – to wszystko sprawiło mi ogromną przyjemność. Nawet jeśli nie podróżowaliśmy dużo, to podróż do Gruzji i Armenii zrekompensowała miesiące w domu.

Oczywiście chcę, żeby w 2014 podróży było więcej i mam już jakieś konkretne plany. Ale tymi podzielę się z Wami 1 stycznia. Oficjalnie je Wam przedstawię, a potem będę się z nich rozliczać. Bo żeby być efektywnym, trzeba być konkretnym i konsekwentnym. 2014 rok nie będzie rokiem przypadku, ale świadomych decyzji, dążenia do celu i spełniania marzeń. Pewnie nie zawsze będzie różowo, czasami trzeba będzie ogromnego samozaparcia, żeby coś osiągnąć, ale na tym właśnie polega budowanie szczęśliwego życia. I wszystko będę tutaj Wam relacjonować.

Szczęśliwego Nowego Roku od Plecaka i walizki! 🙂

A poniżej kilka zdjęć z tego najważniejszego w tym roku i chyba całym życiu wydarzenia. Zdjęcia podczas ceremonii, wesela i w plenerze robił Pan Andrzej Kawka (pod tym linkiem znajdziecie jego stronę).