W podsumowaniu roku 2013 napisałam, że w roku 2014 nie będzie miejsca na przypadek. Będę podejmowała świadome działania, tworzyła plany, realizowała marzenia. I to nie są postanowienia noworoczne, to mój projekt sukces. Nie chodzi o to, że chcę się Wam pochwalić, co zamierzam zrobić. Wyznaję zasadę, że jeśli opowiesz o swoich celach jak największej ilości osób, to głupio Ci będzie potem tego nie osiągnąć, więc będziesz działać.

Życie osobiste

Przede wszystkim wykańczamy mieszkanie. Ktoś powie „Co z niej za podróżniczka? Za te pieniądze przejechałaby pół Azji!” Tak, wiem. Ale wiem też, że moje mieszkanie ma być moją bazą, moim bezpiecznym portem, do którego chcę wracać. I żyjemy już od roku bez normalnych mebli, tylko jakieś tam wieszaki sklepowe. Regał z ciuchami przykryłam obrusem, bo szlag mnie trafia, kiedy wszystko się kurzy. Więc trzeba zainwestować w mieszkanie. W miejsce, które będzie moją ostoją, przystanią, szczęściem. Nie mogę się denerwować na jego wygląd. W tym roku stawiamy na meble (i podróżnicze akcenty). No i wreszcie z kanapą i ogólnym ordnungiem moglibyśmy udzielać noclegu couchsurferom!

Poza tym nie będę ukrywać, że jeśli chcemy, żeby kiedyś w naszym życiu pojawił się mały człowiek, to przecież nie będę go przewijała na stercie kartonów? To znaczy mogłabym, ale nie chcę. (O rany, już prawie czuję się matką.)

Jeśli chodzi o rozwój, to w czerwcu zamierzam podejść do certyfikatu na poziomie B2 z niemieckiego. Do tego ciągle będę kontynuować mój rosyjski.

I muszę pozbyć się okropnego nawyku nie odkładania rzeczy na swoje miejsce… To dopiero będzie wyzwanie!

Praca

Początkowo myślałam o organizowaniu wyjazdów backpackerskich, ale Polska jest krajem wspierającym młodych przedsiębiorców w wyjazdach za granicę, a nie otwieraniu biznesu na miejscu, więc na razie się wstrzymam. Poza tym nie uważam się jeszcze za jakiś autorytet w tym temacie.

Ale oprócz tego myślałam o warsztatach językowych w formie spotkań. Dla osób świadomie rozwijających się, inwestujących w siebie itd. Może trafię do innej grupy odbiorców, może zainteresuję tym tematem większą liczbę osób? A może uda mi się pomóc komuś przełamać jego barierę językową i zmotywować do nauki? To byłby chyba największy sukces.

Jest jeszcze jedna rzecz, którą mogę nazwać swoją pracą, co prawda bez dochodów ale za to z zyskiem w formie satysfakcji i spełnienia. Wolontariat i współpraca z Fundacją EBU, z czym ruszamy oficjalnie w tym roku. Będę jedną z mentorek wolontariuszek przyjeżdżających do nas z Portugalii i Hiszpanii na 7 miesięcy, będę też trzymać pieczę nad organizacją na blogu fundacji, który niedługo wystartuje. No i w planach mamy założenie anglojęzycznego klubu podróżnika w Mińsku Maz.. Nie wiemy jeszcze jak będzie dokładnie wyglądał, ale pewne pomysły kiełkują.

Jeśli w ogóle chodzi o spotkania podróżnicze, to na razie 7 stycznia znowu będę wykładać gimnazjalistom o autostopie. Dostałam zaproszenie z tej samej szkoły, co poprzednio. Bardzo im się podobało i panie nauczycielki chcą, żeby więcej osób o tym usłyszało. Skoro dostaję nawet zaproszenia, to czemu tego ognia nie podsycić? Będę myśleć o tym, żeby jakieś spotkanie dla większej liczby osób zrobić, bo wiem, że też są chętni o tym posłuchać. A ja uwielbiam opowiadać, w końcu dlatego zostałam pilotem wycieczek.

A właśnie, jeszcze przecież jest kwestia moich wyjazdów. Pewnie znowu będę jeździć wiosną i jesienią na wycieczki szkolne. Lubię je, bo mimo że nie są jakoś super opłacane, to lubię pracować z młodzieżą. Są jeszcze wystarczającą miękką gliną, z której da się zrobić coś sensownego. I takie wycieczki szkolne sprawiają mi ogromną przyjemność.

Podróże

Na pewno będzie ich więcej niż w 2013 roku.

Na razie zaklepane są: Budapeszt w styczniu, Praga w lutym, Ryga w lipcu – to z city breaków. Na drugą połowę roku też chcemy coś zorganizować, ale będziemy o tym myśleć bliżej wakacji.

Latem planujemy Bałkany, może na miesiąc. Korzystamy z urlopu Sebastiana, który przecież jako nauczyciel nie może poszaleć w pozostałych miesiącach. Będą Serbia, Kosowo, Bośnia i Hercegowina, Czarnogóra, Albania, Macedonia… Znowu będzie autostop, spanie na dziko, wszystko po kosztach.

Po głowie chodzi mi też samotny wyjazd… gdzieś. Nie wiem jeszcze, gdzie. Nie wiem na ile – 10 dni, 2 tygodnie? Z plecakiem. Potrzebuję takiego wyjazdu, bo jak każdy wodnik chadzam własnymi ścieżkami, jestem indywidualistą i potrzebuję poczucia wolności, spędzenia czasu sama z sobą, nabrania dystansu do problemów życia codziennego, oczyszczenia myśli, znalezienia inspiracji, czyli takiego podróżniczego katharsis

Blog, pisanie, pasja

Zmieniam się, a wraz ze mną ten blog. Kiedy go zakładałam 3 lata temu chciałam po prostu pisać o świecie. Ale doszłam do wniosku, że pisanie bloga to coś więcej niż pisanie wspomnień. Mam coś do powiedzenia, do przekazania i chcę o tym pisać. Blogowanie to przede wszystkim tworzenie opinii. A moje zasady, plany, sposób na życie dla wielu osób są dość kontrowersyjne, dla innych są nieosiągalnym snem, a dla jeszcze innych inspiracją. Więc jeśli takie rzeczy słyszę na żywo, to dlaczego o tym nie blogować?

Dlaczego nie pisać o tym, że chcę tworzyć moje własne życie i wspomnienia, wyrwać się ze stereotypu żony, która czeka grzecznie na męża w domu, realizować się, rozwijać i godzić to wszystko z życiem rodzinnym? Jeśli będzie to dla kogoś inspiracją albo chociaż takim oknem na świat, czemu nie?

Więc taki jest plan jeśli chodzi o blog Plecak i walizka – będzie inspirująco, będą porady i będą emocje. Będą też oczywiście moje podróże, ale nie wszystko jak leci, tylko bardziej skupimy się na przygodzie i przemyśleniach, czyli tym, co te podróże uatrakcyjnia. W 2014 nie będę obiektywna, będę bardzo subiektywna i będę trząść blogiem w posadach. Beware.

A, i wracam też do pisania po angielsku. Tym razem, żeby nie odpuścić narzuciłam sobie pewną dyscyplinę. To jest próbny projekt na styczeń: będę codziennie pisać co najmniej 500 słów po angielsku, a publikować co drugi dzień (poza czasem, kiedy będę w Budapeszcie). Zresztą na Plecaku i walizce też zamierzam publikować co drugi dzień.

W profesjonalnym blogowaniu nie ma miejsca na przypadek. A do tego właśnie dążę.

Marzenia i moja bucket list

Po to ułożyłam moją bucket list, żeby wiedzieć, czego chcę od życia. Żeby kiedyś na łożu śmierci pomyśleć, że żyłam naprawdę i realizowałam się. (Powiało patosem, wiem, ale tak jest.)

Jeśli chodzi o projekt Korona Gór Polski, to na 28 szczytów zdobyłam dopiero 3. W tym roku chcę zdobyć co najmniej 10 kolejnych. A jeśli się uda – jeszcze więcej. (Wszystkie?) Na pewno dolna granica, zakładane minimum to 10 szczytów.
W planach są trzy miasta z listy, które chcę zobaczyć: Budapeszt, Ryga i Belgrad.
Skoro planujemy zobaczyć Bośnię i Hercegowinę, to zorganizujemy sobie mój wymarzony rafting!
A z planów rozwojowych – zdać certyfikat na poziomie B2 z niemieckiego.

*

Rok 2014 będzie rokiem ambitnych decyzji i realizacji celów. Będę efektywna i zmotywowana. Będę codziennie zadawać sobie pytanie: jaki krok dzisiaj postawiłaś, żeby być bliżej swojego celu? Będę podsumowywać regularnie tygodnie i miesiące, bo chcę coś osiągnąć.

Cel na 2014: zacząć zarabiać na tym co kocham (podróże, pisanie, języki obce); podnieść liczbę odsłon na blogu dziesięciokrotnie. Daję sobie na to czas do końca października, czyli 10 miesięcy, 304 dni licząc od dzisiaj. Publikować będę co 2 dni, będą emocje, inspiracje, porady, podróże. W tym momencie, kiedy to piszę, czuję, że chyba nigdy dotąd nie byłam tak zdeterminowana, żeby osiągnąć to, o czym marzę.

To jest najlepszy okres w moim życiu i zamierzam go wykorzystać jak najbardziej efektywnie!