Ostatnio ktoś zapytał mnie, czym będę zajmować się po studiach. Bez wahania odpowiedziałam, że podróżować i pisać. I co usłyszałam? Że mi przejdzie. Właśnie tak, dokładnie. Ale mam złą wiadomość dla wszystkich, którzy tak myślą. Skoro od dwudziestu lat mi jeszcze nie przeszło, to raczej do końca życia tak zostanie. A wszystkiemu winni moi rodzice! 🙂

Podobno z pierwszego globusa zrobiłam piłkę, ale tego nie pamiętam. Pamiętam natomiast, że miałam atlas geograficzny dla dzieci Świat i człowiek wydany przez Główny Zarząd Geodezji i Kartografii w Moskwie. O taki:

Zresztą dalej go mam. Świetnie się sprawdza jako pamiątka z dzieciństwa (i po Związku Radzieckim) 😉 Miałam też taki prawdziwy atlas. Były w nim flagi świata (i Związek) i pamiętam, że mój tata je znał i bardzo mi to imponowało. Równie dobrze mógł wszystko ściemniać, ale nieważne – w wieku 5 lat rodzice dla dziecka są największą wyrocznią. Pamiętam, że otwierałam ten atlas i podobało mi się, że niektóre części świata są zielone a inne żółte i niebieskie. Widziałam świat tylko na papierze, a już intrygowała mnie jego różnorodność…

Całe dzieciństwo oglądałam Wielką podróż Bolka i Lolka. Do tej pory znam piosenki i niektóre teksty na pamięć. Miłego oglądania 🙂

[youtube=http://www.youtube.com/watch?v=jA-r5Je-7Eo]

Oczywiście były też animowane filmy Disney’a. Aladyn, Mała Syrenka, Król Lew, Pocahontas, Herkules, Tarzan, Mulan…

I wszystkie części Indiany Jonesa. Nie można pozostać obojętnym wobec perypetii ulubionych bohaterów, którzy swoje przygody przeżywają gdzieś na końcu świata!

To stało się w 1997 roku. Pierwsza daleka podróż! Aż do Holandii. Pamiętam wiatraki, gołębie na Placu Dam w Amsterdamie i pyszny smak sera rozpływającego się w ustach.

A potem było tylko gorzej: tata pojechał do Izraela i przyjechałyśmy do niego na miesiąc. Izrael, Jordania, Egipt… Morze Martwe, Petra, piramidy w Gizie, Jerozolima, Kair, Wzgórza Golan, aqua park nad Jeziorem Tyberiadzkim… I przepadłam.

Takie były początki. Teraz sama kupuję sobie atlasy, przeglądam w internecie globusy (kupię sobie jakiś fajny :D), czytam tylko prasę i literaturę podróżniczą (przewodniki też :P), zastanawiam się, jakiego języka zacząć się uczyć za kilka miesięcy, planuję, gdzie pojadę w tym roku, a gdzie w następnym…

Marzę o zdobyciu Kilimandżaro, trekkingu w Himalajach, przejściu Israel National Trail (1000 km piechotą – zajmuje ok. 2 miesięcy), nurkowaniu na najpiękniejszych rafach świata, podróży do Japonii, zobaczeniu Wielkiego Kanionu Colorado o wschodzie słońca, spędzenia kilku miesięcy w sercu Afryki…

Drodzy rodzice! Uważajcie, czym otaczacie swoje dzieci. Jeśli uczycie je ciekawości świata – bądźcie świadomi, że kiedyś tą ciekawość będą chciały zaspokoić. Spakują plecak i wyjadą zobaczyć ten wielki świat znany dotychczas tylko z map i kreskówek. I nie miejcie do nich o to pretensji.

Parafrazując Marka Twaina:

Odwiążą liny, opuszczą bezpieczną przystań. Złapią w żagle pomyślne wiatry. Będą podróżować, śnić, odkrywać.

Dopisek z października 2013 roku (prawie 2 lata później):

Bardzo żałuję, że nie pamiętam, kto wtedy powiedział, że mi przejdzie. Otóż nie. Nie przechodzi, ale wciąga jeszcze bardziej! Bo teraz wiem czego chcę, jak chcę podróżować i co zrobić, żeby spełniać swoje podróżnicze i pisarskie marzenia. To już nie są przypadkowe wyjazdy. To wyjazdy świadome. To sztuka dokonywania wyboru między pasją, a przeciętnością.

To umiejętność realizowana siebie.