Kursy językowe Pawlikowskiej to kolejny aspekt samodzielnej nauki języków, który chciałabym omówić. Były już piosenki, filmy, literatura piękna, gry, ale dzisiaj będzie to, czego NIE WOLNO DOTYKAĆ, czyli o wspomnianych wyżej książkach-kursach. Trzymajcie się od nich z daleka!!!

Na początku wyjaśnię moje stanowisko: przeczytałam w życiu może 2-3 książeczki pani Beaty i niestety nie podoba mi się jej styl. Ceniłam ją jednak do tej pory za… hmmm… nazwijmy to efektywność i mobilizację, jeśli chodzi o twórczość. Bo nie ukrywajmy, ale jeśli ktoś w ciągu roku wydaje kilka nowych tytułów, musi być bardzo zmobilizowanym i efektywnym pisarzem, nawet jeśli książeczki są krótkie.



Ale potem w moje ręce wpadły dwie książki z serii Blondynka na językach – kursy rosyjskiego i niemieckiego. I już przestałam ją cenić za efektywność. Jeżeli efektem ma być robienie ludziom wody z mózgu tylko po to, żeby na tym zarobić, to ja się pod tym nie podpisuję.

STOP! Jeśli uważasz, że lepiej mówić w obcym języku byle jak, ale mówić – nie czytaj dalej. Pewnie stwierdzisz, że się czepiam i za bardzo wnikam w szczegóły języków obcych. Ale jeśli chcesz osiągnąć pewien poziom komunikatywności, kontynuuj. I nie chodzi mi w tym wpisie o robienie błędów np. przez złą odmianę.

kursy językowe pawlikowskiej

Ale o co chodzi?

Każdy język możemy podzielić na dwie strefy używania: głosową, czyli mówienie i słuchanie, oraz wzrokowo-ruchową, czyli czytanie i pisanie. W praktyce działa to mniej więcej na takiej zasadzie, że kiedy nauczymy się poprawnie mówić i pisać, drażnią nas błędy popełniane przez innych (np. wyłapujesz takie szczegóły jak nagminne ‘włanczać’ zamiast ‘włączać’ albo kiedy nie jesteś pewien jakiejś pisowni po prostu piszesz dany wyraz na kartce i wybierasz ten, który bardziej Ci pasuje, np. ‘hamak’ zamiast ‘chamak’).

Żeby nauczyć się poprawnie mówić, musisz słuchać, a żeby bezbłędnie pisać – czytać. Ale uwaga – W ORYGINALE!

Spójrz na zdanie: I love you. Prawdopodobnie wszyscy, nawet Ci, którzy nie znają angielskiego, wiedzą jak to przeczytać. Zdanie to stało się częścią popkultury i pewnego rodzaju hasłem.

I teraz wyjaśnię, gdzie tkwi błąd w metodzie przedstawionej w książkach Pawlikowskiej:

Przede wszystkim uczą one mówić… na podstawie tekstu. Idea bardzo wzniosła, ale jest pewien mały problem – żeby nauczyć ‘poprawnej’ wymowy podana jest transkrypcja po polsku. Wygląda to mniej więcej tak:

I love you.
Aj low ju.

Może i faktycznie pomaga to w opanowaniu wymowy chociaż w małym stopniu, ale… kaleczy naszą część umysłu odpowiedzialną za strefę wzrokowo-ruchową. Dlaczego?

Dlatego, że nam jako uczącym się języków obcych łatwiej jest zapamiętać słowa zbliżone do polskiego. To znaczy, że łatwiej zapamiętasz wymowę, ale… nikłe są szanse na to, że dane zdanie zapiszesz poprawnie.

A nawet, że poprawnie je wypowiesz! Bo prawda jest taka, że każdy język ma inne dźwięki. Nawet jeśli odpowiadające im znaki są takie same jak w polskim. A przecież niektóre znaki się łączą. Albo mają w ogóle jakieś dziwne kropki czy kreski. Przecież polski też je ma!

Obcokrajowiec, który uczy się polskiego, nie będzie prawdopodobnie nigdy mówił płynnie w naszym języku. Ale będzie wiedział – jeśli się tego nauczy – że jest różnica między ‘a’ a ‘ą’, ‘c’ a ‘ć’ itp., a nawet biorąc pod uwagę dwuznaki będzie umiał przeczytać ‘dz’, ‘sz’, ‘rz’ czy ‘dż’ itp. Może nie będzie tego robił poprawnie, ale będzie wiedział, że dany znak wymawia się w taki, a nie inny sposób. Bo to są znaki POLSKIE odpowiednie tylko dla JĘZYKA POLSKIEGO.

Każdy język ma takie znaki. I niestety, ale bez znajomości zasad wymowy tych znaków nie jesteśmy w stanie nauczyć się poprawnie mówić.

Nauka wymowy to taka gimnastyka buzi i języka. Układamy w odpowiedni sposób usta, język, a potem mówimy zupełnie inną literę, niż zrobilibyśmy to po polsku. Spróbuj np. ułożyć usta do ‘u’, ale powiedz ‘i’. Banalne, prawda?

Brawo! Właśnie powiedziałeś niemieckie ‘ü’! Teraz powiedz całe ‘für’, czyli ‘dla’. Jak się trochę poćwiczy, to przychodzi to z coraz większą łatwością, naturalnie.

[Prawda jest też taka, że niektórych dźwięków być może nigdy nie będziemy w stanie superpoprawnie wymówić, ponieważ nasz aparat mowy – język, usta i krtań – nie był przystosowywany do nich od dzieciństwa. Np. obcokrajowcy mają tak z naszymi słowami bardzo syczącymi: szczotka, czterdzieści, a spróbuj im wytłumaczyć jaka jest różnica w brzmieniu między 'szczekać’ i 'ściekać’! Kiedyś próbowaliśmy ze znajomymi i była to po prostu niezła gimnastyka dla wszystkich – nawet dla nas. Czasem potrzeba wielu lat praktyki, żeby opanować niektóre dźwięki!]

Ale metoda opisana w książkach pani Pawlikowskiej każe iść na łatwiznę. Po co tłumaczyć jakąś tam gimnastykę i łamacze językowe? Lepiej od razu uczyć, że 'für’ to ‘fir’! Das yst fir dyś! – To dla Ciebie!

I teraz bardzo zgrabnie przechodzimy do kolejnego problemu – jeśli widzisz obcojęzyczne słowa z polską transkrypcją zbyt często, to zajmują one w Twoim umyśle miejsce oryginalnego wyglądu danego słowa. Du ju anderstend łot ajm tokin ebałt?

No, ale jak już wspomniałam, może komuś taka nauka odpowiadać. Lepszy rydz niż nic…? Serio?

To teraz popatrz na trzy słowa z angielskiego: through / book / clue
W Blondynce na językach wymowa jest prosta: fru / buk / klu.

Nie ważne, gdzie ‘u’ jest długie, a gdzie krótkie – u Pawlikowskiej najwyżej nie ma to znaczenia. Ale jeśli wszędzie jest ‘u’, to skąd wiesz, kiedy zapisać ‘oo’, a kiedy ‘ue’?

No dobra, ktoś powie, że to są takie szczegóły. W takim razie weź kartkę i napisz słowo ‘apriszijejt’ albo ‘noł dałt’ albo ‘owjusli’. [Odpowiedź na końcu wpisu.]

Matko, a co jeśli ktoś się uczy języka z innym alfabetem? Np. rosyjskiego albo greckiego?!

A teraz wyobraź sobie, że pewien Anglik chce się uczyć polskiego i uczy się wymowy z transkrypcji angielskiej:

Chi htsash ys-ch daw keenah? Voda shcheka ah pyes shcheka. [Co to będzie po polsku? Odpowiedź też na końcu!]

I teraz spójrz na drugie zdanie i weź wytłumacz Anglikowi różnicę, jak oni nie mają w swoim języku takich dźwięków jak 'ś’ i 'ć’! Tak samo my nie mamy w naszym języku pewnych dźwięków, które nam wydają się podobne, ale są bardzo różne i mogą zmienić zupełnie znaczenie słowa! Pół biedy, jeśli wyjdzie zabawnie. A co jeśli w szanowanym towarzystwie wyjdzie wulgarnie i obraźliwie?

Napiszę to dużymi literami, żeby wszyscy zapamiętali: NIE DA SIĘ UCZYĆ WYMOWY JĘZYKÓW OBCYCH Z TRANSKRYPCJI POLSKIEJ!!!



Jeśli chcesz się uczyć wymowy, masz szczęście, że żyjesz w XXI wieku. W Internecie jest mnóstwo słowników, gdzie możesz posłuchać, jak poprawnie mówi się dane słowo. Możesz też ćwiczyć na zasadzie porównań: sprawdź w dowolnym słowniku, jak brzmi dwuznak ‘th’ w słowach ‘through’ i ‘mother’.

Polecam też sprawdzić, czy Twój słownik książkowy (jeśli taki masz) albo internetowy ma transkrypcję fonetyczną i też mniej więcej ją opanować.

Żeby zobaczyć jak taka fonetyczna transkrypcja wygląda w praktyce, wejdź na stronę Wikipedii pod tym linkiem. Wiem, że wiele osób nie lubi niemieckiego, ale to jest naprawdę świetny przykład, żeby pokazać, że czasami w naszym języku nie ma większości niektórych dźwięków!

Ucz się wymowy i pisowni jednocześnie – patrz na słowo i słuchaj lektora. Oglądaj filmy z dubbingiem i napisami w danym języku. Ucz się śpiewać.

Podobno do książek Blondynka na językach dołączane są płyty. Ja nie miałam wersji z płytami, ale podano adres www, pod którym jest nagranie mp3, żeby uczyć się ze słuchu. Wchodzę na podaną stronę i co znajduję? Jedno kilkugodzinne nagranie… Proszę. Znajdź sobie teraz to konkretne słówko ze strony 256. Ha, ha, ha.

Stanowczo odradzam wydawanie pieniędzy na książki z serii Blondynka na językach. Nie róbcie krzywdy swojemu umysłowi tylko dlatego, że podręczniki są sygnowane nazwiskiem słynnej podróżniczki.

PS. Gdyby się okazało, że kiedyś przeczyta to pani Pawlikowska: Pani Beato, bardzo proszę przestać robić ludziom wodę z mózgu. Niech się pani skupi na mini-książeczkach podróżniczych i poradnikach psychologicznych. Być może lepiej to pani wychodzi. Pozdrawiam.

Odpowiedzi:
– appreciate, no doubt, obviously
– Czy chcesz iść do kina? Woda ścieka, a pies szczeka.