Każdy koniec jest początkiem czegoś nowego. Zmian można się bać, ale to, co ma nadejść może jednocześnie ekscytować. Czasem też lęk przed nieznanym przeplata się z ekscytacją (tak jest chyba u mnie). Jednak uważam, że nic nie dzieje się bez przyczyny. I tak właśnie traktuję moje rozstanie z biurem TUI. Potrzebowałam tego etapu, tego roku za biurkiem, żeby zrozumieć, czego wymagam od życia. To była bardzo dobra lekcja.

Ponieważ jest to już rozdział zamknięty, nie będę wchodzić w szczegóły. Wspomnę tylko, że poznałam świetnych ludzi, niesamowity zespół, z którym nie zamierzam tracić kontaktu, choć przyznam, że rzadko się odzywam do kogokolwiek (taki trochę pustelnik jestem :P), a poza tym fakt, że nie wydaję pieniędzy na prawo i lewo pozwolił mi odłożyć przez ten rok sporą sumkę.

Ten drugi szczegół tylko utwierdził mnie w przekonaniu, że jeśli chcesz, żeby Twoja pasja była Twoim chlebem powszednim, to ten moment jest najlepszy. Obecnie mogę sobie pozwolić na troszkę niższe zarobki, bo z głodu nie umrę, ale przede wszystkim będę się rozwijać. Tego własnie mi brakowało przez ten rok, a jestem rozwojowym ćpunem. Możecie sobie wyobrazić jakie katusze przeżywałam, kiedy chciałam np. zapisać się na kurs języka, ale nie miałam jak, bo jeden tydzień miałam na rano, a kolejny na popołudnie.

Nie wspomnę nawet o tym, jak wyłam, kiedy w Ryanairze były bilety do Budapesztu za 1 zł, a ja nie mogłam wziąć urlopu. (A nawet jak brałam to były wyrzuty, że nie pytałam nikogo o zdanie, kiedy kupowałam bilety.)

W każdej pracy są minusy, to normalne. Ale ja nie siedzę i nie narzekam, że przez ten rok nie mogłam zrobić tego i tamtego, bo pracowałam na etacie, więc ta praca była głupia. Nie, nie była głupia. Była naprawdę świetną lekcją, z której wyciągnęłam wnioski.

Zadałam sobie pytanie: czego właściwie chcę od życia?

O, ja kwitnę, gdy się realizuję. 😀

Chcę podróżować, pisać, pracować z ludźmi (w jakim sensie – jeszcze nie sprecyzowane, choć kilka pomysłów jest), rozwijać się, ale przede wszystkim mieć wolny zawód, który nie będzie monotonny. Sama sobie sterem, żaglarzem, okrętem. Żadnego pytania kogokolwiek o urlop, żadnego płakania, że przepadają mi po raz kolejny tanie bilety. Żadnego jęczenia, że dojazdy do pracy mnie wykańczają i zasypiam nad książką, a wiedza zupełnie mi nie wchodzi do głowy.

Będą trudne momenty, nie da się tego uniknąć. Ale co Cię nie zabije, to wzmocni. Największym minusem w pracy freelancera jest oczywiście brak stałego dochodu, ale jeśli się jest wystarczająco dobrym i nie ogranicza się tylko do jednej specjalizacji, ma się większe szanse na „przeżycie”.

Z samej pasji nie da się wyżyć, kiedyś głód zapuka do drzwi, więc trzeba zrobić też jakiś „plan kariery”. Żeby pasja byłam sposobem na życie nie można być tylko dobrym. Trzeba być wśród najlepszych. Ale jestem zdeterminowana. Jak mnie wyrzucą drzwiami, będę wchodzić oknem. No a poza tym mam teraz najlepsze warunki, żeby zaryzykować.

Najbardziej irytujące w tym momencie są dla mnie pytania typu: gdzie szukasz teraz pracy? Nie szukam. Nie chcę pracować na etacie. Nie chcę harować 5 dni, żeby 2 dni odpocząć. Nie chcę pracować na samochód szefa… STOP. Wróć. Żeby sprecyzować cel nie należy używać form negatywnych, każdy coach wam to powie. Więc jeszcze raz.

– Gdzie szukasz teraz pracy? – pytają.

Chcę być freelancerem, mieć wolny zawód. Samodzielnie ustalać kiedy pracuję, a kiedy odpoczywam. Sprawić, aby mój zawód był korzyścią przede wszystkim dla mnie.

Konfucjusz twierdził, że jeśli robisz to, co kochasz, to już nigdy nie będziesz musiał pracować. Chyba nie do końca tak jest. Owszem, przyjemniej jest pracować, kiedy praca oparta jest na pasji, ale praca to zawsze praca. To znaczy, że trzeba pracować, nawet gdy czasem się nie chce, a tak też bywa.

Obecnie wracam do pilotażu. Na początek wycieczki szkolne, ale nie zamierzam na tym poprzestać. To raczej takie chwilowe „dorabianie” i zdobywanie doświadczenia. Po to zaczęłam uczyć się rosyjskiego, żeby pilotować wycieczki nie tylko po Polsce. Poza tym w głowie mam kilka projektów, nazwijmy je rozwojowo-podróżniczymi. Nie będę jeszcze zdradzać szczegółów, ale jestem bardzo podekscytowana i pełna optymizmu. Być może jeden z nich uda się zrealizować jeszcze przed końcem roku 2013.

Kurczę, znowu źle. Jeden z tych projektów zamierzam zrealizować jeszcze przed końcem 2013 roku. Taki mam cel.

Właśnie zaczynam kolejny rozdział. Tym razem piszę go tylko ja.