Wietnam, Phu Quoc: plaże, sos rybny, perły i inne atrakcje wyspy

Phu Quoc to największa wyspa Wietnamu. Położona jest zaledwie 4 km od wybrzeża Kambodży. Spodziewałam się tam jedynie plaż i owoców morza, a okazało się, że wyspa to dużo więcej niż typowe plażowanie. Co robić na Phu Quoc? O tym w dzisiejszym poście!

Uwielbiam ocean i jeśli mam dobrą książkę i słuchawki w uszach, to poplażować też lubię. Jednak gdy leciałam na Phu Quoc (a raczej Phú Quốc według poprawnej pisowni, ale nie pytajcie mnie o wymowę, bo słyszałam ze trzy różne wersje) właśnie zaczynała się na południu Wietnamu pora deszczowa, która trwa tu od czerwca do września i nawet jak nie pada to jest bardzo pochmurno. Plażowanie więc odpadało.

Na szczęście uwielbiam też zwiedzać i okazało się, że wyspa Phu Quoc może być bardziej interesująca niż się spodziewałam.

Phu Quoc – gdzie spać?

My (akurat rodzice przyjechali do Wietnamu w odwiedziny) zatrzymaliśmy się w 3-gwiazdkowym resorcie Langchia Village z basenem (oczywiście) i przepięknym ogrodem, na obrzeżach Duong Dong, czyli głównej miejscowości na wyspie. Miasteczko jest jednak tak malutkie, że ‘na obrzeżach’ znaczy dosłownie 15 minut piechotą do centrum. Resort bardzo nam się podobał, pokoje były ładnie urządzone, a obsługa bardzo miła. Nocleg ze śniadaniem kosztuje tutaj ok. 35 usd za dwuosobowy pokój.

Tutaj możecie sprawdzić dostępność i dokonać rezerwacji.

Sama plaża w Duong Dong jest nieszczególna. Na południu miasteczka zabudowana hotelami. Im bliżej centrum, tym bardziej zaśmiecona. Dopiero kiedy zaczynają się beach bary jest fajnie i czysto.

phu quoc
jeden z beach barów

Phu Quoc – gdzie zjeść owoce morza?

Tuż obok naszego resortu trafiliśmy zupełnie przypadkiem na dwie knajpy, w których próbowaliśmy owoców morza. No, bo co innego jeść na tropikalnej wyspie? 😉

Pierwsza knajpa to Cami. Tutaj tak naprawdę schowaliśmy się tylko przed deszczem, a w efekcie zamówiliśmy trochę przekąsek – krewetki z czosnkiem, panierowane kalmary i sajgonki. Wszystko było naprawdę pyszne, a że ja jestem niepoprawną miłośniczką owoców morza i praktycznie żadne inne mięso może dla mnie nie istnieć, to jestem bardzo uczulona np. na niedogotowane lub rozgotowane krewetki, a także na gumowe kalmary. Tutaj wszystko było idealne.

phu quoc

Drugą knajpką jaką znaleźliśmy obok naszego resortu, i do której wracałam z rodzicami dwa razy, a potem jak już wyjechałam to moi rodzice jedli tam jeszcze kolejne dwa razy, była świeżo otwarta restauracja Linda. Jej właściciel wcześniej pracował w innej restauracji, ale zawsze marzył o otwarciu własnej. Nazwał ją imieniem swojej 2-letniej córeczki.

Pierwszego wieczoru zaserwował nam grillowaną rybę i inne owoce morza. Na drugi wieczór zamówiliśmy sobie dzień wcześniej kraby saute w sosie tamaryndowym, które były orgazmicznie smaczne. 😀 Trzeciego wieczoru moi rodzice jedli tam przegrzebki i powiedzieli, że smakowały jeszcze lepiej niż kraby. 😉

phu quoc

Phu Quoc – skuter, samochód czy wycieczka?

Ani ja, ani moi rodzice nie jeździmy skuterami, a chcieliśmy zobaczyć co nieco wyspy, więc zdecydowaliśmy wynająć sobie samochód. Okazało się jednak, że na Phu Quoc nie można wynająć samego samochodu bez kierowcy, więc musieliśmy zdecydować się na prywatną wycieczkę od lokalnego turoperatora.

Chcieliśmy zobaczyć południe wyspy. Porównaliśmy ceny w kilku miejscach. Wiadomo, że wycieczki z hoteli zawsze są droższe, ale tutaj proponowano nam 30 usd /os. za 4-godzinną wycieczkę w grupie. Natomiast w biurze John’s Tours możemy mieć prywatną 8-godzinną wycieczkę za 20 usd/os. (bez lunchu). Wybór był prosty.

PS. Ta sama wycieczka, z tym że sześciogodzinna, jest dostępna jako grupowa i kosztuje 12 usd bez lunchu lub 19 usd z lunchem.

Co zobaczyć na Phu Quoc? Perły!

Na początku pojechaliśmy na farmę pereł. Jak perła wygląda wie każdy, ale nie każdy wie, że zalicza się ją do kamieni szlachetnych. Jej wartość zależy od wielu czynników, np. wielkości, kształtu, koloru, a także tego czy jest to perła naturalna czy hodowana.

Perły naturalne są drogie, gdyż poławianie ich jest dość niebezpieczne, a także zależy od szczęścia – na 3 tony małży, tylko 3 lub 4 wytworzą perły. Zresztą, nawet ‘zapylając’ małże na farmie pereł nie ma gwarancji, że wytworzy się perła. Ale nawet perła hodowlana może być piekielnie droga, jeśli jest duża i ma dość rzadki kolor.

Np. w muszli 10-letniej małży może (ale nie musi) wytworzyć się perła wielkości 8-18 mm. Jej kolor zależy od wnętrza muszli, a najrzadszy jest czarny. Przy farmie pereł znajduje się oczywiście sklep z biżuterią (zresztą pełno ich na wyspie), a najdroższy naszyjnik (białawy) jaki tam znalazłam kosztował 359 mln dong, czyli ok. 60 tys. złotych.

phu quoc

Tam, gdzie pieprz rośnie i inne smakołyki

Później odwiedziliśmy plantację pieprzu. Nie wiedziałam wcześniej, że każdy pieprz – czarny, czerwony, biały i zielony – to jedna i ta sama roślina. Ba, nawet sezon zbierania przypada w tym samym momencie – na Phu Quoc w lutym. Warto też wiedzieć, że w 2013 r. Wietnam był największym na świecie producentem i eksporterem czarnego pieprzu (34% światowej produkcji).

Kolor tak naprawdę zależy od procesu produkcji. Np. jeśli czerwony pieprz potrzymamy 2 dni w wodzie, a następnie zdejmiemy łupinę to uzyskamy pieprz biały. Czarny natomiast powstaje z zielonych ziaren suszonych na słońcu przez 2-3 tygodnie. Zielony pieprz także jest używany w kuchni – np. świeży świetnie nadaje się do mięsa.

phu quoc

Na plantacji dowiedzieliśmy się też, że pieprz potrzebuje dużo wody (dlatego rośnie na drewnianych palach, które chłoną wilgoć). Krzew pieprzu daje owoce po trzech latach od posadzenia, aż przez 20 lat. Po tym czasie trzeba zasadzić nowy krzew. A czym użyźnia się glebę pod sadzonkami? Czytajcie dalej, żeby się dowiedzieć! 🙂

Poza tym odwiedziliśmy też pasiekę i winiarnię, gdzie produkuje się wino i syrop Sim z owoców mirtu zwyczajnego. Degustacja w programie!

phu quoc

Wodospady, pagody i plaże

Dobra, nie wszystko było idealne podczas naszej wycieczki. Wodospad Suoi Tranh, gdzie można było się kąpać, okazał się mały, nieciekawy i nudny po wodospadach Laosu (ale jeśli nie byliście w Laosie to jest szansa, że wam się spodoba). Pagoda Ho Quoc sama w sobie nie powalała, ale warto tam pojechać, bo jest fajnie położona nad morzem.

A plaża Bai Sao… No, piękna plaża, trzeba przyznać. Ale zatłoczona i z ogrodzonymi kąpieliskami, i dużymi imprezowymi jachtami, z których napieprzała muzyka umpa-umpa. Na szczęście zjedliśmy tam bardzo przyzwoity i smaczny lunch z owocami morza gotowanymi w wielkiej misie na stole. Pycha!

Ryby i sos rybny z Phu Quoc

A skoro jesteśmy w temacie jedzenia, to przejdźmy do tego, z czego słynie Phu Quoc – ryb i sosu rybnego!

Odwiedziliśmy wioskę rybacką z długą mariną, gdzie aż się prosiło, żeby spędzić całe popołudnie, bo zdjęcia stamtąd naprawdę byłyby bardzo ciekawe! No, i to świetne miejsce na lunch, bo po obu stronach wzdłuż mariny przymocowane były dryfujące na wielkich pływających beczkach restauracje z owocami morza. 😉

A pod koniec naszej wycieczki odwiedziliśmy jeszcze fabrykę sosu rybnego, gdzie śmierdziało niemiłosiernie. Był to jednak jeden najciekawszych punktów całego programu, bo dowiedzieliśmy się jak wygląda na Phu Quoc produkcja takiego sosu.

phu quoc
sprzedaż małż na lokalnym targu

Złowione sardele jeszcze żywe na łodzi naciera się solą, a następnie martwe ryby już w fabryce sosu wrzuca do wielkiej beczki. Taka wielka drewniana kadź mieści 12 ton anchois. Po okrągłym roku spuszcza się z beczki nawet 40 tys. litrów sosu rybnego, a następnie wlewa się do sfermentowanych pozostałości po rybach czystą wodę i trzyma kolejny rok. Po tym czasie spuszcza się kolejną porcję sosu i proces powtarza. W sumie trwa to pięć lat i w tym czasie produkuje się pięć razy sos rybny. Pierwsza porcja jest najlepsza (i najdroższa), bo zawiera 40% białka, kolejna 35%, potem 30%, 25% i ostatnia porcja to 20% białka. My próbowaliśmy 35% sosu rybnego i był on naprawdę dobry, choć bardzo słony!

A co robi się z tymi tonami sfermentowanych rybek po pięciu latach? To nimi właśnie użyźnia się glebę, na której rośnie pieprz! Nic się nie zmarnuje. 🙂

phu quoc
fabryka sosu rybnego

Coconut Prison

Naprzeciwko fabryki sosu rybnego znajduje się dość specyficzna ‘pamiątka’ z historii kraju – Coconut Prison zbudowane przez francuskich kolonistów w latach 1949-1950, a następnie używane w czasie wojny w Wietnamie jako więzienie dla komunistów i innych przeciwników Wietnamu Południowego i jego sojuszników.

phu quoc

Na pierwszy rzut oka więzienie nie wyróżnia się niczym szczególnym. Dopiero wchodząc na jego teren widzimy inscenizacje okrutnych tortur, którym poddawano więźniów.

Najsłynniejszym chyba eksponatem z więzienia są tzw. klatki tygrysów, czyli zrobione z drutu kolczastego bardzo małe klatki ustawione na otwartej przestrzeni, bez cienia i okrycia przed deszczem, w których przetrzymywano więźniów. Innym sposobem torturowania było zamykanie więźniów w szczelnym metalowym kontenerze, który strasznie nagrzewał się w ciągu dnia, a w nocy uderzano młotkiem w jego ściany, aby więźniowie nie mogli spać.

W więzieniu stosowano kilkadziesiąt różnych rodzajów tortur, np. gotowanie żywcem w wielkim woku czy oślepianie wielką lampą przystawioną do twarzy. Albo zmuszanie więźniów do turlania się po wielkim rozgrzanym rożnie o zaostrzonych krawędziach, które wyrywały kawałki ciała… Nie wspominając już o wyrywaniu paznokci, dłutowaniu zębów itd.

W 1969 r. 24 więźniów, głównie komunistycznych liderów, uciekło pod ogrodzeniem więzienia tunelem, który wykopali łyżkami. Miał on 120 metrów długości.

phu quoc

Co innego zobaczyć na Phu Quoc?

Nasza wycieczka obejmowała tylko południe wyspy. Gdybym mogła zostać tam trochę dłużej, na pewno odkryłabym więcej plaż (i spędziła na nich więcej czasu niż tylko 1,5 godziny). Poza tym na południu wyspy można też nurkować i snorklować oraz łowić ryby i kałamarnice, co jest bardzo popularne w nocy.

Wspominając o atrakcjach nocnych – na wyspie występuje też bioluminescencyjny plankton. Można go spotkać praktycznie wszędzie, gdzie jest ciemno. Ale! Plankton, żeby świecić, musi mieć siłę i ochotę (serio!), więc czy na pewno zobaczycie świecący plankton to już zależy od jego kaprysu. 🙂 Ale tak, na Phu Quoc jest możliwe zaobserwowanie tego zjawiska, więc warto spróbować.

Ile dni spędzić na Phu Quoc? To na pewno zależy od tego, co chcecie konkretnie tam robić. Ja ze swojej strony mogę tylko zachęcić, żeby odkryć tę wyspę bardziej niż tylko z perspektywy plaż, bo jest ona naprawdę ciekawa. No, i oczywiście dajcie sobie trochę czasu na te wszystkie pyszne owoce morza! 😉 Myślę, że trzy dni w zupełności wystarczy.

W Wietnamie jest wiele miejsc, które są pomijane, aby zobaczyć popularne atrakcje tego kraju. Zachęcam jednak, żeby poznać go lepiej niż tylko z perspektywy klasycznych must-see. Myślę, że Phu Quoc właśnie świetnie nadaje się, aby połączyć zwiedzanie z doskonałym jedzeniem i wypoczynkiem na plaży. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

CommentLuv badge