Wdzięczność! 100 dni w podróży i 6 lat bloga

100 dni w podróży minęło nawet nie wiem kiedy. 100 dni od kiedy wyjechałam z Polski z biletem w jedną stronę, w podróż dookoła świata. Co prawda regularnie robię podsumowania miesiąca, ale ten post będzie inny. 

Ten post będzie z wdzięczności.

Bo – jak powiedział Walt Disney – jeśli możesz coś sobie wymarzyć, to możesz to mieć.

Jestem już 100 dni w podróży, o której marzyłam 10 lat. Nie zawsze jest różowo, o czym pewnie wiecie, jeśli czytacie moje podsumowania. Ale w domu też nie jest różowo. W domu się dusiłam i wyłam, że chcę wreszcie wyjechać. Wszędzie są jakieś problemy.

Ale mimo tych problemów jestem wdzięczna. Bo podróżowanie (nie ważne czy krótkie wyjazdy czy wielomiesięczna tułaczka) to jest przywilej. I jestem wdzięczna, że mogę się realizować.

Jestem wdzięczna za to, że przyszło mi żyć w czasach, w których spełnianie marzeń jest dużo prostsze niż 20 czy 50 lat temu.

Że mam paszport, dzięki któremu mogę pojechać do prawie każdego kraju na świecie bez większego problemu. Że piszę te słowa w kawiarni na Filipinach.

Że mogę zarabiać pieniądze na moje utrzymanie w podróży z niemal każdego miejsca na ziemi (o ile jest tam wi-fi).

Jestem wdzięczna moim Rodzicom, że cisnęli mnie do nauki języków obcych (chociaż nie była to dla mnie męka, zawsze byłam dobra w językach obcych), kiedy byłam w wieku szkolnym. Wieku, kiedy w głowie ma się siano, a nie myślenie o przyszłości. Bez znajomości języków obcych pewnie siedziałabym skulona pod kocem w domu bojąc się ruszyć z miejsca. A tak jestem teraz dwujęzyczna, a znam też kilka innych języków na poziomie podstawowym lub dobrym, co ułatwia podróżowanie.

Jestem wdzięczna za internet, który tak ułatwia życie (i podróżowanie). I kontakt z bliskimi, kiedy dzieli nas pół świata.

Jestem wdzięczna za tanie loty. 😉

Jestem wdzięczna mojej nauczycielce polskiego, która kiedyś powiedziała mi, że „jeśli nie będę pisać, to mój talent się zmarnuje”.

Że w 2010 roku, dokładnie 1 listopada założyłam swój blog podróżniczy Plecak i walizka, właśnie po to, aby pisać. Blog, który w tym miesiącu skończył 6 lat. Rozpoczęłam 7 rok blogowania. Jestem wśród dinozaurów.

Jestem wdzięczna wszystkim, którzy pchnęli mnie do zmiany podejścia w blogowaniu i zamiast pisania pamiętnika, zaczęłam patrzeć na blogowanie bardziej profesjonalnie. Dało mi to mnóstwo możliwości pracy, rozwoju i podróży.

Jestem wdzięczna wszystkim, którzy pomagali i pomagają mi przejść przez wszystkie złe momenty, którzy wiedzą, że w gorszych chwilach muszę się wygadać. Którzy są przy mnie mimo dzielących nas tysięcy kilometrów i różnicy czasu.

Jestem wdzięczna wszystkim poznanym w podróży osobom, które mimo iż mnie nie znają, zaoferowały mi pomoc w gorszym momencie. Tak po prostu.

Jestem wdzięczna Wam, moim Czytelnikom. Za to, że utwierdzacie mnie w przekonaniu, że warto pisać. Że dostaję od Was maile z podziękowaniami. Nie tylko za porady dotyczące podróżowania czy konkretnych miejsc, ale także za inspirację do spełniania marzeń. To jest dla mnie najważniejsze.

I wreszcie – jestem wdzięczna tak ogólnie. Za to, że miałam odwagę zacząć życie, które sobie wymarzyłam. Za to, że mam świadomość, że droga na szczyt wiedzie przez dżunglę, jaskinie z jadowitymi wężami, rzeki wypełnione krokodylami itp. Że mimo iż nie jest łatwo, ciągle nią idę.

Jestem wdzięczna za to, że kiedy przychodzi gorszy moment, nie wycofuję się, tylko walczę, nawet jeśli krew, pot i łzy leją się strumieniami. Że mam siłę, aby podnieść się ze wszystkich niepowodzeń. I za to, że z każdego dołka wychodzę silniejsza i z nowym doświadczeniem.

Spełnianie marzeń nie przychodzi łatwo i wcale nie powinno. Bo tylko dzięki włożonemu wysiłkowi naprawdę docenia się to, co się osiągnęło.

I wiecie, ja naprawdę to wszystko doceniam. Jestem ogromną szczęściarą.

Dlatego dzisiaj z okazji 100 dni w podróży i 6. urodzin bloga Plecak i walizka życzę Wam właśnie takiej siły do spełniania marzeń, nie tylko podróżniczych. Żebyście też mieli dobrze naostrzoną maczetę, aby przedrzeć się przez dżunglę trudności i porządne buty, żeby wejść na szczyt. Życzę Wam armii wspierających osób. Życzę, żebyście doceniali możliwości, których jest pełno dookoła. Żebyście umieli je wykorzystywać. Życzę Wam, żebyście się realizowali, mieli wspaniałe hobby, spełniali marzenia.

I żebyście mieli odwagę, bo przecież życie zaczyna się tam, gdzie kończy się strach! 🙂

Wszystkiego dobrego!
Hana

5 odpowiedzi

  1. Cześć Hanka ! Jestem Twoją fanką wiesz o tym. 😉 Głównie właśnie z tego powodu, że odkryłaś swoje marzenia i miałaś odwagę po nie sięgnąć i nie ukrywasz, że to nie znaczy już, że realizacja to sama przyjemność, bo nie jesteśmy w stanie się przygotować w 100 % i przewidzieć co nas po drodze spotka ( i chyb też o to chodzi, trochę niepewności nie zaszkodzi). Czytam i gęba mi się cieszy do komputera, mam nadzieję, że pomału też będę planować jakieś pojawiające się w głowie pomysły… niech dojrzewają. Pjona Hanka ! Fajnie, że się z nami tym dzielisz <3

  2. Podziwiam Panią, szczerze!!
    Ja właśnie mam bardzo dużo strachu w sobie. Zaczęłam nudne życie schematami, po woli zaczynam go nie tylko nie lubić, ale nie cierpieć. Chętnie bym coś zmieniła, ale strach, że będę “tam” sama i w sumie bez pieniędzy, determinuje mój początek… pomoż!

    • W takim wypadku, jeśli już nie lubisz życia, którym żyjesz to czy nie przeraża Cię perspektywa właśnie takiego życia przez kolejne kilka lub kilkanaście lat? Chyba tak. Więc który strach jest gorszy?
      Jeśli chcesz pogadać, napisz do mnie na priv, może coś uda mi się pomóc 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

CommentLuv badge