Warsztaty językowe 9: Pokonywanie bariery językowej

Były książki, filmy, piosenki, rozmówki, było o motywacji, stawianiu sobie celu i o wdrażaniu nowego nawyku – uczenia się. Ale to wszystko, nawet jeśli świetnie opanujemy język, wcale nie sprawi, że pozbędziemy się bariery językowej. Więc dzisiaj będzie właśnie o pokonywaniu barier językowych. Mam nadzieję, że to wykorzystacie w praktyce!

źródło: Flickr.com, Randy Robertson

Według słownika języka polskiego bariera językowa to << trudności w porozumiewaniu się związane z nieznajomością języka obcego >> i według mnie jest to kompletna bzdura. Znam wiele osób, które uczą się języków obcych od lat i znają je w stopniu komunikatywnym, ale po prostu boją się mówić. Ba, uwierzcie mi lub nie, ale sama częściowo do nich należę!

Nieskromnie przyznam, że chyba jestem wyjątkowym przypadkiem posiadania i nieposiadania bariery językowej jednocześnie. Otóż kiedyś myślałam, że jeśli pewnie mówisz (nawet z błędami) w jednym obcym języku, to będziesz mówił pewnie też w każdym innym. A potem przeanalizowałam swój przypadek i stwierdziłam, że wcale tak nie jest.

Angielskiego uczę się od dziecka – najpierw zaczynałam poprzez gry i zabawy oraz komiksy i kreskówki, a potem był angielski w szkole i przez 7 lat mniej więcej raz w tygodniu spędzałam godzinę na konwersacjach z native speakerem. Po maturze mieszkałam 2 miesiące w Szkocji z Anglikami i byłam otoczona angielskim 24/7. Angielski, nawet jeśli robię błędy (a z rozpędu robię), jest dla mnie jak drugi polski. Uwielbiam gadać po angielsku.

Niemieckiego natomiast zaczęłam uczyć się dużo później, w szkole, kiedy każdy najmniejszy błąd jest oceniany i do głowy jest wtłaczane, że trzeba być przede wszystkim poprawnym a nie komunikatywnym. (Bardzo ubolewam nad tym, że polski system edukacyjny kładzie nacisk na jakieś pierdoły zamiast po prostu uczyć mówić, ale o tym innym razem.) Przez miesiąc byłam w Niemczech na bardzo intensywnym kursie niemieckiego i to było super, bo ze wszystkimi kursantami porozumiewaliśmy się po niemiecku, ale  mieszkałam z Polakami i to był błąd, bo wracałam do domu i gadaliśmy po polsku, zamiast ciągle ćwiczyć mój niemiecki. Nigdy nie miałam okazji uczęszczać na konwersacje z native speakerem. W efekcie, kiedy mam okazję gadać po niemiecku, wolę mówić po angielsku, bo czuję się pewniej.

Jestem idealnym przykładem tego, że można nie mieć bariery językowej w przypadku angielskiego, ale mieć ją w innym języku, pomimo że się go dobrze zna.

Moja definicja bariery językowej to raczej <<emocjonalna blokada przed porozumiewaniem się w języku obcym związana ze świadomością braków w wiedzy i popełnianiem błędów, a także podświadomym strachem przed ośmieszeniem się.>> Długa, ale osobiście uważam, że bardziej trafna.

Wszystkie części warsztatów znajdziesz w zakładce Języki obce!

Bariera językowa jest ogromnym problemem u dorosłych, bo dorosły człowiek to takie zwierzę, które za dużo myśli i analizuje, a przez to wie, że popełnia błędy. Myśli o swoim doświadczeniu, którego może nie mieć zbyt wiele i to właśnie go blokuje przed używaniem języka obcego. Dzieci natomiast są takimi słodkimi istotami, które nie myślą za dużo, tylko po prostu działają. I mówią, mówią, mówią. Nawet jeśli robią błędy, to mówią dalej.

Wyobrażacie sobie co by było, gdyby dzieci analizowały swoje doświadczenie i miały barierę językową? Cała ludzkość by po prostu nie mówiła!

Dzieci mówią z błędami, a z czasem i wiekiem, te błędy są korygowane. Uczą się, że zamiast mrówków poprawnie jest mówić mrówek. Do tej pory pamiętam, jak moja siostra w wieku kilku lat liczyła: dwadzieścia osiem, dwadzieścia dziewięć, dwadzieścia dziesięć, dwadzieścia jedenaście… Ale rodzice cierpliwe uczyli, że po dwadzieścia dziewięć jest trzydzieści.

Pomyśl teraz o swoim języku polskim albo polskim swoich bliskich czy znajomych. Czy mówią oni idealnie? Czy nie masz w towarzystwie kogoś, kto mówi chłopacy, włanczać, wziąść, tydzień czasu, cofać się do tyłu, fakt autentyczny, cena jest tańsza, tam pisze? Każdy z nas robi błędy, a przecież nie mamy bariery językowej! Dlaczego? Dlatego, że po prostu mówimy.

Angielskiego używam regularnie od jakichś 12 lat. Co najmniej godzinę w tygodniu, dlatego nie mam bariery językowej. Niemieckiego długo się uczyłam, ale go nie używałam – dlatego mam barierę językową. I od jakiegoś czasu cierpliwie uczę się ją pokonywać.

No, wstęp był długi, ale wreszcie dochodzimy do meritum – jak pokonać barierę językową.

Najprościej będzie znaleźć sobie kogoś, z kim będziemy rozmawiać. Najlepiej native speakera, który będzie takim rodzicem poprawiającym nasze błędy. Powolutku, cierpliwie. Ale to później! Najpierw po prostu rozmawiajcie. Daj sobie 15-20 godzin konwersacji, ale bez zwracania uwagi na błędy. Po prostu przyzwyczaj się do mówienia. Niech Twój native speaker Cię nie poprawia, bo na początku może to osłabić Twoją pewność siebie, która i tak nie jest zbyt wielka – właśnie dlatego jest ta okropna bariera. A potem ustalcie, że największe błędy będziecie poprawiać. Ale tylko największe, bo te mniejsze same z czasem znikną.

– Ha, ha, a gdzie niby takiego native speakera znaleźć? – pomyślisz. Dziś pytanie, dziś odpowiedź.

Poniżej podaję dwie strony, które mogą Ci pomóc w szukaniu native speakera.

PS. A jeśli nie native speaker, to niech to będzie ktoś inny znający język, którego się uczysz. Ale nie Polak! Żeby Cię nie kusiło mówienie po polsku, jeśli czegoś nie wiesz. To uczy kreatywności – nagle musisz powiedzieć coś w inny sposób, niż byś chciał. Jeśli już musi być Polak, umówcie się, że podczas tej jednej godziny w ogóle nie będziecie mówić po polsku.

1. E-korepetycje.net

Jest to po prostu strona z ogłoszeniami o korepetycjach. Jeśli cierpliwie je przejrzysz, znajdziesz oferty native speakerów w Twoim mieście i/lub przez Skype’a (ach, w jakże cudownych czasach my żyjemy!). Ponieważ oczywiście jest to rodzaj korepetycji, przy każdym z ogłoszeń podana jest cena.

Minus? Bardzo dużo Polaków się ogłasza, więc trzeba trochę pokopać w poszukiwaniu native’a.

2. Interpals.net

Interpals zostało założone w celu wymiany kulturowej i nauki języków poprzez pisanie listów. Taki był zamysł, ale ponieważ żyjemy w XXI wieku, kiedy świat pędzi jak szalony, możemy znaleźć kogoś z kim będziemy po prostu pisać maile / czatować na fejsbuku / gawędzić przez Skype’a, jeśli nie jesteśmy zainteresowani pisaniem klasycznych listów na papierze. Ogromnym plusem jest to, że możemy znaleźć takiego wirtualnego przyjaciela, który za darmo będzie pomagał nam w nauce.

Ja w ten sposób znalazłam koleżankę Tanję z Moskwy, z którą koresponduję listownie. Zajmuje to więcej czasu, ale widok listów w skrzynce pocztowej sprawia wielką frajdę, a poza tym mogę w ten sposób ćwiczyć cyrylicę. A ona łacinkę, bo uczy się polskiego. Właśnie dzięki jej błędom zrozumiałam, że nie ważna jest poprawność, ale komunikatywność. I pozwoliło mi to zaakceptować moje słabości i teraz żadnymi błędami się nie przejmuję. 🙂

Na Interpals trzeba założyć konto. Polecam, naprawdę warto. Nauka i znajomości w jednym, a kto wie, może przerodzi się to w jakąś długotrwałą przyjaźń? 🙂 Czy nie fajnie byłoby kiedyś odwiedzić znajomego gdzieś na końcu świata? 🙂

Oczywiście zanim zaczniecie rozmawiać poprzez Skype możecie po prostu wymienić się mailami. Kiedy zostanie nawiązana nić porozumienia, dużo łatwiej jest zacząć.

Jedynym minusem portalu jest to, że czasami jacyś niewyżyci faceci piszą, ale możemy opisać w profilu jakie są nasze oczekiwania względem Interpals albo po prostu zablokować konkretne kraje, kontynenty czy ustawić, że chcemy otrzymywać informacje tylko od pań. 🙂 (Wchodzimy w settings > privacy).

A metodą uzupełniającą jest zostanie swoim własnym rozmówcą.

To może brzmieć głupio, ale jeśli będziesz sam ze sobą rozmawiał na głos w danym języku, zaczniesz czuć się pewniej. Dlatego, że będziesz ćwiczyć nad konkretnymi wypowiedziami i później użycie ich w rozmowie z inną osobą nie będzie tak stresujące. Ja cały czas nawijam po niemiecku i rosyjsku. Tyle co umiem, ale lepsze to niż tylko milczenie. I ciągle ćwiczę.

Oczywiście rozmawianie z samym sobą nie zastąpi rozmowy z obcokrajowcem, ale możesz np. godzinę w tygodniu poświęcić na konwersacje z kimś, a w pozostałe dni mówić na głos do siebie. Albo do psa. Albo kwiatków. Albo udawaj, że w domu jest ktoś jeszcze i z nim rozmawiaj. Albo naprawdę rozmawiaj w innym języku ze swoimi domownikami, jeśli też go znają. Wszyscy na tym zyskają! 🙂

***

Najgorsze oczywiście jest zrobienie tego pierwszego kroku. Ale nie popełnia błędów tylko ten, kto nic nie robi! Więc nie bądź zbyt krytyczny w stosunku do siebie, pozwól sobie na popełnianie błędów. Jesteś takim dzieckiem. Nikt nie jest idealny od początku, a Ty przecież chcesz się uczyć. Powiedz swojemu rozmówcy, że dopiero zaczynasz konwersacje i będziesz się mylić, ale chcesz nad tym pracować. Najważniejsza jest praktyka. Bez niej nie ruszysz z miejsca.

I myśl pozytywnie! Wyobraź sobie, że każda krytyczna myśl to uderzenie dla Twojej psychiki. Nie bij sam siebie!

Mam nadzieję, że te metody pomogą Ci przełamać swoją barierę językową, tak jak pomagają mi. A jeśli masz jakieś pytania lub wątpliwości – opisz je w komentarzu lub napisz do mnie maila, chętnie odpowiem. Powodzenia! 🙂

13 odpowiedzi

  1. uwielbiam Twojego bloga 🙂 a teraz ten wpis dał mi jeszcze więcej pewności, że pomimo błędów mogę mówić! 🙂
    zawsze wydawalo mi się, że nie chcę mówić, bo będzie żle, bo z błedami, bo ktoś się będzie śmiał 🙁
    i tak to właśnie się toczy, ale od niedawna staram się coraz więcej 🙂

    • Dziękuję! Bardzo się cieszę, że mogłam pomóc 🙂 Powodzenia w mówieniu! 🙂

      PS. A jak ktoś się śmieje z błędów to po prostu jest gópi! O! 🙂

  2. Super post, dzięki. Ja niestety mam straszna barierę w angielskim, ponieważ uczę się go sama, nie mam żadnych podstaw ze szkoły itp. i mam wrażenie, ze wszyscy poza mną mówią perfect. Za to przez regularne spotkania z przyjaciółmi Ukraińcami po rosyjsku nawijam nie bacząc na błędy. Ale to zapewne też przez to, że rosyjski jest zbliżony do polskiego. Niemieckiego uczyłam się, ale z nastawieniem zakuć i zapomnieć, bo podświadomie nie znoszę tego języka. Ale nie ukrywam, ze chciałabym w nim swobodnie się komunikować.Dla mnie nie ma lepszej metody jak pomieszkanie w jakimś kraju bez kontaktu z ojczystym językiem. W ten sposób mieszkając w Grecji zaczęłam w mig łapać grecki, pomimo braku jakichkolwiek podstaw. Dlatego chętnie bym gdzieś pomieszkała…

  3. A mnie pomaga jeszcze jedno w przełamaniu bariery. Fakt, ze jak obcokrajowiec mówi po polsku kali jeść kali pić to mnie to zauracza. Właśnie te lapsusy językowe uwielbiam, więc łudzę się, że jak ja coś przekręcam to ktoś też jest rozczulony;)

  4. A mi się wydaje, że bariera językowa bierze się z tego, że nikt nie nauczył nas MYŚLEĆ w obcym języku.
    To trochę jakby być niesmiałym i musiec odezwac sie w towarzystwie – myslisz sobie co dokladnie powiesz, co mogą ci odpowiedziec i jak dalej potoczy sie rozmowa. Wymyslasz sobie co najmniej 3 wersje, az w koncu albo towarzystwo się rozejdzie albo zmienia się temat rozmowy.
    I tak samo mamy z językami obcymi. Bo najpierw myslimy sobie co chcemy powiedziec, potem staramy sie PRZETŁUMACZYĆ to zdanie na np. angielski i w efekcie trwa to bardzo długo i robimy błedy, bo nigdy nie da się czegoś tlumaczyc słowo po słowie na inny jezyk. A potem jak dostaniemy odpowiedz, to tlumaczymy ja sobie na polski, a po wymysleniu naszej odpowiedzi musimy znow przetlumaczyc ja na angielski i tak koło Macieju… Rozmowa się nie klei, ty się denerwujesz i nici z przyjemności rozmawiania w jezyku obcym.
    Nie uzywajac dlugo jezyka angielskiego, chcialam zapytac w sklepie o ktorej zamykaja, i zamiast powiedziec “what time do you…” zaczelam mowic “at what hour do you..” – uslyszalam sama siebie, kasjerka się skrzywila nie wiedzac co mam na mysli… i tak się zaczelam jąkac próbuja przypomniec sobie poprawna forme, ze w koncu sie zacielam, a pytanie zadal poprawnie moj chlopak, wyreczajac mnie 😉
    Wydaje mi się, że ja akurat potrafię myślec w obcym jezyku, wiec gdy w te wakacje bedac we Wloszech pytalam mieszanką hiszpańsko-włosko-angielską o mozliwosc zakupu karty prepaid na telefon (czyli nie taki latwy temat), potrafiłam się dogadać. A włoskiego nie znam wcale (ew. jakies pojedyncze slowka zalapane na tym samym wyjezdzie), hiszpański tak na poziomie A1 z dwuletnią przerwą, a angielskiego dla odmiany nie bardzo znała ów Włoszka, z którą rozmawiałam. I moze sie wydawac ze wloski i hiszpanski sa bardzo podobne, ale czesc podstawowych slow sie rozni od siebie. Po prostu wiedziałam, że musimy się jakoś dogadać, bo inaczej nie dowiem się jak to jest, więc co nie umiałam powiedzieć, to dopokazałam na migi itd.
    Drugim problemem z kolei jest to, że często nie znamy/zapomnieliśmy jakiegos słowka bez ktorego nie przekazemy meritum sprawy. Ludzie czesto mowia, mowia, az dojda do brakujacego słowa i zacinaja sie na całego. A moim sposobem jest wowczas opowiedzenie “na okolo” o co mi chodzi. Np. slowo ‘drzwi’ – nakreslajac duzy prostokat mowisz, ze ‘to cos przez co wchodzi sie do domu’ i już wiadomo wszystko 😉
    Wydaje mi sie, ze czasem wystarczy “wyłaczyc myslenie” i, dokladnie tak jak piszesz, nie przejmowac sie bledami i myslec jak dziecko 🙂
    Pozdrawiam

    • Zgadzam się, że niestety w szkołach nie uczą nas myśleć w obcym języku. Z drugiej strony jednak, jeśli po prostu zaczniemy się uczyć i posługiwać danym językiem, myślenie przyjdzie z czasem. 🙂

      Mistrzem dogadywania się na migi jest Sebastian, mój mąż. Cholera, nie wiem jak on to robi, ale zawsze dowiaduje się tego, co mu jest potrzebne! 😀

  5. W praniu (czyli na emigracji) ta bariera jezykowa znika (no chyba ze pozostaje się w tylko polskim srodowisku). Ale genergalnie jak człowiek musi się dogadac, to się dogada (chocby ręce bolały). Ale z czasem uwierzy w siebie i pojdzie już z gorki. Pozdrawiam. Bardzo lubię ten Twoj cykl wpisow o nauce języka. Hardaska

    • Dziękuję! 🙂
      Racja, że na wyjeździe zanika, jeśli musimy posługiwać się językiem obcym. 🙂 Nie wszyscy jednak mogą lub chcą wyjechać, żeby się uczyć języka, więc osoby, które się uczą w Polsce mają największy chyba problem z przełamaniem tej bariery… Pozdrawiam! 🙂

  6. No to fakt ja to mam straszną barierę w mówieniu ,a uczę się angielskiego i norweskiego. I na samą myśl o mówieniu mam stracha. Ale nie chce się poddać ,a inspiracją właśnie jest mój synek który się uczy mówić i niczym się nie przejmuje i mówi dalej.
    Bardzo mi się podoba Twój blog.

    • Dziękuję! 🙂 No, to bierz przykład z synka. Każdy ma prawo do błędów i dopiero mówienie pozwoli Ci je wyeliminować. Cierpliwości i powodzenia! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

CommentLuv badge