Warsztaty językowe 5: Jak się uczyć z książek i piosenek?

Dwa tygodnie temu poruszyłam temat uczenia się z filmów, co rozwija nasze rozumienie ze słuchu, a tym samym także mówienie. Dzisiaj jeszcze do tego nawiążę – przedstawię jak osobiście uczę się z piosenek. Następnie przejdę do głównego zagadnienia, czyli nauki z książek, blogów i czasopism – jak to robić efektywnie, skutecznie i nie męcząc się. We wpisie podaję kilka przydatnych stron. Jest to też wprowadzenie do mnemotechnik, które omówię na innych warsztatach.

Na początek jeszcze raz przypomnę, jakich form języka obcego używamy:
– słuchanie i mówienie,
– czytanie i pisanie.

Wszystkie części warsztatów znajdziesz w zakładce Języki obce!

Piosenki

Chociaż piosenki rozwijają tę samą formę używania języka, co filmy, czyli słuchanie i mówienie, to nauka z nich wygląda nieco inaczej i wymaga trochę innego podejścia. O ile więc z filmów uczyliśmy się tylko pojedynczych słów czy zwrotów, ewentualnie fragmentu dialogu, tak w nauce z piosenek chodzi o to, żeby zapamiętać cały tekst piosenki. Po prostu nauczyć się jej.

Piosenki mogą być różne: z kreskówek czy takie, jakie na co dzień słyszymy w radio, albo jeśli ktoś woli – nie muszą wcale być skomercjalizowane, ale wszystkie powinny mieć jedną wspólną cechę – artyści powinni śpiewać wyraźnie. Inaczej nie będziemy w stanie powtórzyć wymowy za piosenkarzem. Niestety, death metal odpada.

Próbowałam różnych sposobów uczenia się piosenek i z piosenek, ale zauważyłam, że najlepiej działa w moim przypadku taka metoda:
Najpierw słucham 1-2 razy piosenki, próbując wyłapać jej sens i notując pojedyncze słowa, które wpadną mi w ucho. Nie zapisuję całej piosenki ze słuchu, tylko jej fragmenty.
Następnie znajduję tekst w Internecie, drukuję go i wklejam do zeszytu. Czytam tekst (w tym czasie piosenka jest wyłączona) i tłumaczę pojedyncze słowa, których nie rozumiem. Nie ważne, że rozumiem sens – chodzi o poznanie każdego nieznanego dotąd słowa w piosence. Nie tłumaczę całego tekstu i nie czytam całego tłumaczenia w Internecie, które często zresztą zawiera błędy.
Kiedy mam już przetłumaczone słownictwo, włączam piosenkę i śledzę tekst na razie w milczeniu – jednocześnie słuchając i czytając. Potem powtarzam kilkukrotnie coraz bardziej włączając się w śpiewanie.
W końcu odkładam tekst i śpiewam razem z artystą. A potem już bez podkładu. 🙂

Nie ważne jak ktoś śpiewa, tu nie chodzi o talent tylko o naukę języka. Ważne jest, żeby nauczyć się całej piosenki, ponieważ tekst w piosence ułożony jest w sposób rytmiczny i się rymuje – jest to rodzaj mnemotechniki, czyli techniki, która ułatwia naszemu umysłowi zapamiętywanie (szerzej omówimy je za jakiś czas.)

Chociaż uczymy się całej piosenki, niektóre jej fragmenty zapadają nam w pamięć skuteczniej niż inne, szczególnie jeśli bardziej nam się podobają. Dzieje się tak dlatego, że słuchając muzyki wprowadzamy nasz umysł w stan relaksu, a nie skupienia, co powoduje, że dużo łatwiej jest mu zapamiętać nowe słowa czy zwroty. Potem możemy oczywiście ich używać na co dzień.

Wielu poliglotów i trenerów językowych uczy się języków obcych z piosenek i uważają, że jest to jeden z najskuteczniejszych sposobów podnoszenia poziomu swojej znajomości języka.

Dla wszystkich uczących się angielskiego mam świetną stronę, na której możemy słuchać muzyki, a jednocześnie uzupełniać tekst. Sami wybieramy poziom nauki! Have fun! 🙂

I nigdy się nie wyprę tego, że uczę się piosenek z filmów Disneya, bo są zabawne i fajniejsze niż jakieś tam pitu-pitu o miłości. 😛

disneyrecords

***

Jak się uczyć z tekstu pisanego: książek, czasopism, blogów?

UWAGA! Mówimy o książkach, czyli literaturze, a nie wszelkiego rodzaju podręcznikach, rozmówkach czy kursach. Te omówimy innym razem.

Ponieważ jest to forma pisemna, uczy więc nas czytać, a poniekąd też pisać. ‘Poniekąd’ dlatego, że łatwego i szybkiego pisania możemy nauczyć się tylko ćwicząc je w praktyce. Faktem jest jednak, że im więcej czytamy, tym mniej błędów ortograficznych robimy. Tak jak w języku polskim – umysł zapamiętuje „wygląd” jakiegoś słowa i nawet kiedy ktoś niepoprawnie mówi „włanczać”, to już tak nie napisze (mam nadzieję…), bo to przecież nie wygląda dobrze.

Z każdego materiału – książek, magazynów, blogów – uczę się trochę inaczej. Swoje metody przedstawiam poniżej. Właściwie nie traktuję tego jak nauki w takim sensie, jaki opisywałam w przypadku piosenek i filmów, ale bardziej jako ćwiczenie rozumienia tekstu pisanego.

Książki

Rozmawiałam swojego czasu z pewną znajomą, która bardzo chciała czytać literaturę piękną po angielsku. Kiedy zapytałam, czy to robi, powiedziała, że nie, bo boi się, że niczego nie zrozumie.

Mój inny znajomy wymyślił sobie taką metodę: czytał książkę, jakiś wybrany fragment, ogólnie sens rozumiał, ale potem wypisywał z niego nowe słowa, wszystkie, których do tej pory nie znał. Szybko okazało się, że to słownictwo go przerasta, więc porzucił swój pomysł.

Obydwa przypadki są skrajne, a w czytaniu książek chodzi o to, żeby znaleźć złoty środek. Krótko mówiąc – trzeba po prostu zacząć czytać, ale nie skupiać się na każdym słowie po kolei. Tłumaczyć tylko te, których nieznajomość bardzo utrudnia nam zrozumienie sensu, albo te, które bardzo nas zaintrygowały. Jeżeli nie rozumiesz 1/5 słów na stronie, ale rozumiesz przekaz – to po co marnować czas na tłumaczenie wszystkiego po kolei, skoro i tak tego nie zapamiętasz? Oczywiście przypominam, że najlepiej jest czytać 20 minut dziennie.

Jakie książki są najlepsze na początek? Pamiętaj, że w książkach używany jest język literacki! Przede wszystkim warto zacząć od prostego, krótkiego tekstu, np. baśni lub książek dla dzieci. Z czasem można podnosić poziom literatury, ale najpierw proponuję sięgać po tytuły, które już znasz. Jeśli chcesz, możesz oczywiście od razu rzucić się na głęboką wodę i np. będąc na poziomie podstawowym, zacząć czytać Wojnę i pokój Tołstoja, ale wierz mi, że poziom języka i objętość tego dzieła szybko Cię zniechęcą.

W Internecie istnieje mnóstwo stron, z których można pobrać ebooki w formacie .pdf, jak np. ta z ogromnym zbiorem literatury po angielsku.

petit-prince

Czasopisma

W czasopismach dla odmiany używa się języka dziennikarskiego – prostszego w odbiorze, żywszego, bez zbędnych opisów przyrody. Warto czytać magazyny, które szczególnie Ciebie interesują. Czytając dłuższe artykuły, postępuję tak, jak przy czytaniu prozy – tłumaczę tylko te słowa, które utrudniają zrozumienie tekstu. W przypadku krótszych notatek czy informacje tłumaczę wszystko, czego nie rozumiem, bo takie fragmenty są po prostu za krótkie, żeby wyłapać ich sens z kontekstu.

Darmowe magazyny w formacie .pdf można pobrać ze strony pdfmagaz.in – duży wybór tematyczny i językowy!

LonelyPlanetChina

Blogi

A co z blogami? Tak jak w przypadku czasopism, czytam tylko to, co szczególnie mnie interesuje, głównie blogi podróżnicze, językowe i o rozwoju osobistym. Drukuję wpis, wklejam go do zeszytu i traktuję tak, jak czasopismo. Mogłabym oczywiście nie drukować, ale tekst w Internecie jest bardzo ulotny – jeśli raz go przeczytamy, raczej już do niego nie wrócimy (pewnie nawet trudno będzie nam go znowu odnaleźć, jeśli nie dodamy do zakładek), dlatego wolę mieć go na papierze.

Czym się różną blogi od książek i czasopism? Przede wszystkim językiem! Blogerzy często używają języka potocznego i wygodnego, a nie literackiego i dziennikarskiego. Poza tym zawsze możemy takiego blogera poinformować, że uczymy się języka z jego bloga, a kto wie? Może w jakiś szczególny sposób ta osoba kiedyś nam pomoże? 🙂 Dlatego bardzo polecam tę metodę!

Skutek?

Czytanie książek, czasopism i blogów uczy nas nie tyle, co używania języka, ale bardziej poznania go z innej strony – poznajemy nowe słowa, synonimy, antonimy, strukturę zdania, a także różnice m.in. interpunkcyjne i układu tekstu (w angielskim np. dialogi zaczyna się od apostrofu, a polskim – od pauzy dialogowej).

Dlatego osobiście nie mam ciśnienia, żeby uczyć się każdego słowa. Umysł i tak zapamięta te, które się często powtarzają. Chodzi raczej o to, żeby zrozumieć sens i pewniej czuć się ze słowem pisanym. A czytając więcej, będzie nam to przychodziło coraz łatwiej. 🙂

***

Warto wprowadzić do swojej nauki metody, które sprawią nam więcej przyjemności, a jednocześnie podniosą nasz poziom językowy. Przyda nam się to, bo w końcu chcemy… No, właśnie? Czego właściwie chcemy?

Ale o tym już za dwa tygodnie! 🙂

Porady zawarte we wszystkich tematach warsztatów językowych są moimi subiektywnymi opiniami opartymi na prywatnym doświadczeniu. Nie ponoszę odpowiedzialności za skutki działań podjętych na podstawie warsztatów.

3 odpowiedzi

  1. Ale super ten link do magazynów w różnych językach i kategoriach! Nie znałam go!

    Jeśli chodzi o czytanie książek, to jeszcze w podstawówce moja nauczycielka angielskiego podrzuciła nam książki z klasycznej literatury, ale napisane prostym językiem (tzn. uproszczone wersje), wtedy przygotowane na poziom A1/A2 (!!!). Do tej pory uważam, że to najlepsza metoda nauki języków obcych – nie dość, że mamy szansę poznać ciekawe książki, to jeszcze poczytać we w miarę zrozumiałej dla nas formie, plus wypełnić dodatkowe ćwiczenia ze zrozumienia tekstu. To było super! Sama niedawno szukałam takich rzeczy do niemieckiego i japońskiego. A w Polsce teraz jest modne to wydawnictwo “ze słownikiem”, ale z tego, co wiem, to w ofercie mają tylko angielski.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

CommentLuv badge