Warsztaty językowe 3: siła nawyku

Szkoły językowe są bardzo dobre dla dzieci i młodzieży, która przyzwyczajona jest do z góry narzuconego planu zajęć w tygodniu. U dorosłych, którzy oprócz pracy mają milion innych obowiązków, taka forma nauki może być bardzo niewygodna – wielu osobom trudno wygospodarować półtorej godziny aż dwa razy w tygodniu. Ale dla jednych i drugich istnieje skuteczna forma nauki, o której szkoły językowe nie wspominają, bo byłby to dla nich strzał w kolano.

Tą formą jest spędzenie codziennie 20 minut z językiem obcym, co dalej będę nazywać sesjami. Nic prostszego, a jednocześnie nic bardziej skomplikowanego.

Wszystkie części warsztatów znajdziesz w zakładce Języki obce!

Kiedyś usłyszałam zarzut, że przecież 20 minut dziennie to w sumie 140 minut w tygodniu, kiedy zajęcia w szkole językowej (zakładając, że trwają 1,5 godziny i odbywają się 2 razy w tygodniu) to 180 minut. Daje to miesięcznie odpowiednio: 600 minut i 720 minut nauki języka obcego, więc chyba jednak bardziej opłaca się chodzenie na kurs językowy?

Odpowiedź brzmi: nie. A przynajmniej nie zawsze (głównie w przypadku osób dorosłych).

Oczywiście nie jest tak, że kursy są złe i w ogóle nie powinny istnieć. Kursy są przydatne, ale kiedy praca i finanse uniemożliwiają nam zapisanie się na kurs, lepiej uczyć się samodzielnie, niż się w ogóle nie uczyć. Ponadto samodzielne uczenie się można połączyć z nauką na kursach, co może bardzo przyspieszyć nasz proces nauki.

A przede wszystkim uniemożliwia zapomnienie języka.

Dlaczego 20-minutowe sesje są lepsze od kursów językowych?

Argument nr 1: oszczędność czasu

Łatwiej wygospodarować 20 minut w ciągu dnia, niż 1,5 godziny. Weź pod uwagę, że sesje dostosowują się do Twojego miejsca pobytu: chcesz się uczyć w domu, to uczysz się w domu, dojeżdżasz do pracy pociągiem – nic nie stoi na przeszkodzie, żebyś akurat uczył się w pociągu. Od Ciebie zależy, gdzie chcesz się uczyć.

Na kurs językowy zwykle musisz dojechać, co też zajmuje odpowiednią ilość czasu. Zauważ, że nawet jeśli trwa to „tylko” pół godziny, to w dwie strony jest to już kolejna godzina, czyli w tygodniu na zajęcia i dojazd poświęcamy w sumie 5 godzin.

Poza tym kursy językowe są dla osób, które pracują w stałych godzinach. Osoby pracujące w systemie zmianowym zapisując się do szkoły językowej będą opuszczały połowę zajęć, a ucząc się samodzielnie w jednym tygodniu będą mogły odbywać swoje sesje rano, w kolejnym – wieczorem.

Argument nr 2: ograniczenia umysłu

Nawet jeśli nie jest dla Ciebie problemem wygospodarowanie czasu na regularny kurs językowy, musisz wiedzieć, że umysł ludzki jest otwarty tylko 20 minut na język obcy. To znaczy, że po upływie tego czasu będziesz zmuszał się do zapamiętania czegokolwiek, a pamiętaj, że Twój umysł jest zmęczony po kilkugodzinnej koncentracji w pracy. W efekcie i tak wchłania tyle samo z 1,5-godzinnych zajęć, ile z 20-minutowej sesji.

W praktyce daje to tylko 40 minut nauki w tygodniu. Dużo bardziej więc „higieniczne” dla naszego mózgu jest podarowanie mu 20 minut języka obcego dziennie.

Argument nr 3: wolność wyboru

Samodzielna nauka ma tę przewagę, że sam wybierasz, czego obecnie będziesz się uczyć. Pośpiewasz sobie? Przeczytasz kolejny rozdział z książki? A może pogadasz przez Skype’a ze znajomym, który mieszka za granicą? Wybór należy do Ciebie, rób to na co masz ochotę, bo nikt Cię do niczego nie zmusza.

Na kursach językowych właśnie zmusza. Jest podręcznik, są słówka do wkucia, są wyrażenia. Droga jest jedna: podstawa programowa. Za bardzo nie ma dodatkowych opcji… Chyba że zaczniesz dodatkowo poświęcać 20 minut dziennie na naukę w domu tego, co naprawdę Cię interesuje, co sprowadza się znowu do samodzielnej nauki. Wybór należy do Ciebie.

Argument nr 4: przerwa to stagnacja, a stagnacja to cofanie się

Żeby nauka języka obcego była skuteczna, należy się go uczyć bez przerwy – czy jako dziecko miałeś wakacje od nauki języka ojczystego? Nie! Tak samo powinno być z językiem obcym. Codziennie coś poczytaj, obejrzyj, powtórz jakiś temat, który ostatnio przerabiałeś, ale miej kontakt z językiem codziennie. W weekendy, w święta wolne od pracy, na urlopie. To wykonalne, w końcu sesja językowa trwa tylko 20 minut.

Kursy językowe nie odbywają się codziennie. Odbywają się tylko w dni powszednie w ciągu roku szkolnego. To znaczy, że masz wolne od języka w Boże Narodzenie, ferie zimowe, Wielkanoc, wakacje. Wakacje z tego wszystkiego są najgorsze, bo przez dwa miesiące umysł wyłącza się z nauki języka obcego, a potem zajmuje mu ok. 3 tygodni, żeby z powrotem do niej przywyknąć. To daje prawie 3 miesiące straty w ciągu roku, a dodajmy do tego jeszcze święta, ferie i inne przerwy i okaże się, że na kursach tak naprawdę spędzamy trochę ponad połowę roku.

Robiąc sobie dłuższą przerwę – od pół roku wzwyż – od nauki języka, powoli go zapominamy. Jeśli co chwila robimy krótkie przerwy liczące dni, a nawet tygodnie, zapominamy tego, co zdążyliśmy się nauczyć ostatnio. Ucząc się samodzielnie mamy ciągły kontakt z językiem, więc demencja nam nie grozi.

Argument nr 5: po co przepłacać?

Kursy językowe to spory wydatek. Nawet 200-250 złotych miesięcznie, doliczmy do tego jeszcze książki (powiedzmy, że ok. 150 złotych). To znaczy, że rok w szkole językowej kosztuje nas ok. 2500 złotych.

Ucząc się samodzielnie, sam ustalasz ile wydasz na naukę. Od Ciebie zależy, czy będziesz ściągał książki czy filmy z Internetu za grosze, a może kupował je w kolekcjonerskim wydaniu dwa razy drożej niż zwykle. Nikt Ci niczego nie narzuca i nikt nie grozi, że jeśli w tym miesiącu nie zapłacisz, to skreślą Cię z listy słuchaczy.

Dlatego samodzielna nauka wyrównuje szanse w edukacji.

Argument nr 6: pamięć nie jest wieczna

Nie oszukujmy się – ani na kursach, ani w ciągu 20 minut nie zapamiętasz 100% przerobionego materiału. Najprawdopodobniej będą to tylko ok. 3 słówka czy zwroty ze wszystkich, które przerobisz podczas jednych zajęć. To znaczy, że z kursów wyniesiesz 6 wyrażeń w tygodniu, ale ucząc się samodzielnie będzie to już ok. 20 wyrażeń.

Wróćmy też na chwilę do argumentu trzeciego, czyli wolności wyboru. Na kursach językowych uczysz się tego, czego akurat wymaga nauczyciel. Do tej pory mam przed oczami spis około 100 czasowników, których miałam nauczyć się z niemieckiego. Na początku nie mogłam się do tego zabrać, ale później nauczyłam się ich w ciągu 5 godzin. Dzisiaj pamiętam może 15 z nich.

To znaczy, że 5 godzin mojego życia poszło na marne, bo musiałam wkuć bezmyślnie 100 słówek, żeby nauczyciel uznał, że umiem. Umiałam je przez miesiąc, potem nieużywane słownictwo odeszło w zapomnienie. Ale tego nikt już nie sprawdzał.

Ucząc się samodzielnie poprzez takie formy jak książka, film czy muzyka zapamiętujemy wyrażenia użyte w jakimś kontekście. Łatwiej jest je zapamiętać, bo umysł często kojarzy to, czego nauczył się poprzez relaks.

Argument nr 7: każdy kurs się kiedyś kończy

Nie ma co się oszukiwać, w pewnym momencie po prostu dochodzimy do końca każdego kursu. Osiągamy konkretny poziom, zdajemy certyfikat i… co dalej? Spoczywamy na laurach zadowoleni, że już umiemy? No właśnie… co właściwie umiemy?

Skoro języka ojczystego, którym jesteśmy otoczeni na co dzień, uczymy się całe życie, to jak możemy stwierdzić, że umiemy język OBCY ? Zaniechanie dalszej nauki – powtórzę to jeszcze tysiąc razy – to zatrzymanie się, czyli stagnacja, a stagnacja… Tak, wiesz już. Stagnacja oznacza cofanie się.

Niestety na kursach nie uczą nas, jak motywować się do samodzielnej nauki w domu, otaczania się językiem, zgłębiania jego tajników. Kurs się kończy, a razem z nim nasza nauka.

Samodzielnej nauki możemy nigdy nie zaprzestać. Od nas zależy, czy będziemy do końca życia oglądać filmy i czytać książki w oryginale, czy może jednak porzucimy to zajęcie. Ty dokonujesz wyboru, a nie szkoła językowa. Ty jesteś odpowiedzialny za podniesienie swojej znajomości języka obcego.

Warto wprowadzić naukę w nawyk

Poświęcenie 20 minut dziennie na osłuchiwanie, “oczytywanie” czy po prostu poznawanie języka obcego nie jest już nauką, do jakiej przywykliśmy w szkole. Wymaga zupełnie innego podejścia: “chcę”, a nie “muszę”. Robisz to dla siebie, swoich kwalifikacji, swojego samopoczucia.

Żeby codziennie spędzać 20 minut z językiem obcym, nie możesz się za każdym razem do tego przymuszać. Gdyby to była walka, prędzej czy później byś zrezygnował. Dlatego najlepszą strategią samodzielnej nauki języków jest wprowadzenie jej do swoich nawyków.

Nawyki to takie zachowania, które podejmujemy bez zastanowienia się. Np. mycie zębów, parzenie herbaty, zmiana biegów podczas prowadzenia samochodu, a także przeglądanie Facebooka.

Właściwie całe nasze życie składa się nawyków. Umysł ludzki bardzo tego potrzebuje, ponieważ robienie nowych rzeczy wymaga koncentracji i wysiłku psychicznego. Wyobraź sobie dzień, kiedy co chwila robisz nowe rzeczy. Jak bardzo byłbyś zmęczony psychicznie wieczorem? Dlatego umysł szuka rutyny.

Zmuszanie się budzi w nas pewien opór, a to natomiast skutecznie nas odciąga od robienia potrzebnych rzeczy (jest to problem wszystkich osób, które twierdzą, że postanowienia noworoczne nie mają sensu). Na tym właśnie polega prokrastynacja, czyli odkładanie wszystkiego na później; też jeden z nawyków. W końcu musimy wykonać zadanie, bo np. jesteśmy pod presją czasu.

Oczywiście mamy lepsze efekty w nauce, kiedy się do niej nie zmuszamy, tylko traktujemy ją jako coś normalnego, takie mycie zębów.

Uczenie się języków obcych jest zresztą pewnego rodzaju higieną naszego umysłu. Mózg jest jak mięsień, jeśli nie ćwiczysz, jego kondycja spada. Poza tym osoby, które znają dobrze co najmniej dwa języki obce, mają o 40% większe szanse na nie zachorowanie na chorobę Alzheimera. Dlatego też warto się uczyć języków!

Jak to zrobić?

Przerabianie 20-minutowych sesji dziennie jest banalnie proste, pod warunkiem, że jest już to Twoim nawykiem. Wprowadzanie nowego nawyku już takie proste nie jest, bo wymaga pewnej koncentracji. Ale spokojnie! Jeśli zastosujesz się do poniższych wskazówek, wprowadzenie nauki języków do nawyków nie będzie takie straszne.

[Tak na marginesie, jest to uniwersalny sposób wprowadzania lub pozbywania się nawyków, a to znaczy, że pasuje do każdego rodzaju nawyku (tych dobrych, jak regularne ćwiczenia,  i tych złych, jak rzucenie palenia), włącznie z postanowieniami noworocznymi. ;)]

Metoda 30 dni

Steve Pavlina na swoim blogu o rozwoju osobistym opisuje metodę 30 dni do sukcesu. Jest ona oparta na 30-dniowych wersjach próbnych programów komputerowych. Jeśli po 30 dniach używania program Ci się podoba – możesz zakupić oryginał, jeśli nie – możesz go usunąć.

Podobnie jest z wprowadzaniem nowego nawyku. Daj sobie 30 dni próby, tyle mniej więcej zajmuje dorosłemu człowiekowi przyzwyczajenie się do nowej sytuacji. Postanów sobie, że od dzisiaj przez najbliższe 30 dni będziesz wykonywał nową czynność, którą chcesz wprowadzić do swoich nawyków (albo zaniechasz robienia czynności, której chcesz się pozbyć).

Jaki jest sekret metody 30 dni? Weźmy np. nasze nieszczęsne postanowienia noworoczne, przykład: regularne ćwiczenia fizyczne. Robiąc zwykle postanowienia noworoczne nie zamykamy ich w ramy czasowe. Podświadomie wiemy, że chcemy robić to już ZAWSZE, albo przynajmniej do końca roku. Takie decyzje trochę przerastają naszą podświadomość i dlatego po kilku dniach porzucamy nasze postanowienia.

Ale jeśli postanowisz, że od 1 stycznia do 31 stycznia codziennie będziesz ćwiczyć przez pół godziny, łatwiej będzie Ci się do tego zmobilizować. W końcu 30 dni to niedużo, dasz radę. A nawet jeśli po 30 dniach Ci się nie spodoba, będziesz mógł wrócić do leżenia na kanapie. Istnieje jednak duża szansa, że przez ten czas wyrobisz w sobie nowy nawyk i po prostu będziesz go kontynuował.

Postanów więc, że od dzisiaj przez 30 dni spędzisz codziennie 20 minut z językiem obcym. A po tym czasie postanowisz co dalej – zostajesz przy nowym sposobie nauki, czy wracasz do starego.

UWAGA! Wprowadzanie nowego nawyku jest najbardziej skuteczne, jeśli zajmujemy się tylko jednym nawykiem na raz! Nie łap kilku srok za ogon, bo szybko stracisz chęci. Jeśli chcesz wprowadzić kilka nawyków, rób to po kolei, co 30 dni!

Metoda kalendarza językowego

Jest to świetna metoda na kontrolowanie swojej nauki, połączona dodatkowo z wprowadzaniem nowego nawyku.

W zeszycie zapisz kolejne daty zaczynając od dzisiaj. Zapisz je jedna pod drugą, żeby móc obok uzupełniać tematy swojej nauki.

Pamiętaj, że każdy język powinien mieć swój kalendarz, a nie jeden kalendarz na np. 3 języki (w środę – angielski, w czwartek – włoski itp.).

Możesz uzupełniać kalendarz po przerobieniu danego tematu albo przed rozpoczęciem, np. cały tydzień z góry i odhaczać kolejne tematy.

W ten sposób będziesz widział luki w dniach, które opuściłeś. A przecież, budując nowy nawyk, takich luk nie powinno być, prawda? 🙂

Metoda przyjemności

Wypisz sposoby nauki języka obcego, które sprawiają Ci najwięcej przyjemności. Film, książka, muzyka? Im więcej, tym lepiej – miej z czego wybierać! Zgromadź je wcześniej, żeby zawsze na Ciebie czekały. W ten sposób łatwiej będzie Ci przerobić swoje 20 minut: nie będziesz tracić czasu na zastanawianie się czym się dzisiaj zająć i nauka zacznie sprawiać Ci przyjemność. W końcu nic nie musisz, tylko chcesz! 🙂

Poniżej przedstawiam swoją listę przyjemnych sposobów nauki języka niemieckiego, być może będzie dla kogoś inspiracją:
– czytanie blogów podróżniczych,
– oglądanie fragmentów kreskówek Disneya i Dreamworks,
– tłumaczenie piosenek,
– tłumaczenie tekstów z katalogów biur podróży,
– oglądanie serialu „Był sobie człowiek” na YouTube,
– przerobienie kolejnej lekcji z podręcznika,
– rozwiązywanie testów.
Z każdej sesji zawsze wyciągam i zapisuję 2-3 nowe słowa czy wyrażenia.

Metoda 5 minut

Są takie dni, kiedy się szczególnie nie chce. Każdy je ma. Podstępna prokrastynacja wie, co zrobić, żeby znowu dorwać nas w swoje szpony: Dzisiaj sobie odpuszczę, to tylko jeden dzień, nic się nie stanie…

Owszem, stanie się! Jeśli odpuścisz „tylko” jeden dzień, każdy kolejny przyjdzie dużo łatwiej! I w ten sposób zaniechasz wprowadzania nowego nawyku.

Tego typu myśli pojawiają się też w Twojej głowie? Więc zamiast 20 minut języka czy pół godziny ćwiczeń, przerób tylko 5 minut. Zrób mniej, ale zrób! Nawet ustaw sobie czasomierz, który da Ci znać, kiedy czas upłynie.

Jeśli po 5 minutach dalej nie będziesz miał ochoty, odpuść na dzisiaj. Ale być może ochota sama przyjdzie i przerobisz te 20 minut języka obcego, a prokrastynacja zostanie pokonana, co da Ci jeszcze większą satysfakcję i motywację do pracy.

Metoda 5 minut przychodzi dużo łatwiej, kiedy masz przygotowane pomoce naukowe wypisane już w metodzie przyjemności. Jeszcze nie spotkałam się z kimś, kto powiedział, że po 5 minutach wyłączył ulubiony serial, bo go nudził.

Metoda marchewki bez kija

Wypisz 10-15 małych przyjemności, które będą pod ręką, kiedy włochata prokrastynacja znowu o sobie przypomni. Niech to będą drobne rzeczy, które możesz mieć za chwilę: odcinek ulubionego serialu, kawałek ciasta, wyjście na spacer, pomalowanie paznokci (u pań ;)), jakaś ciekawa lektura… Wypisz wszystko, co sprawi Ci małą przyjemność.

Kiedy prokrastynacja zaszepcze Ci do ucha, żeby odpuścić tylko jeden dzień hue hue hue….. zastosuj metodę 5 minut. A kiedy skończysz wykonywać swoje zadanie, nie ważne, czy po 5, czy po 20 minutach, podaruj sobie jedną nagrodę ze swojej listy.

Dlaczego na liście powinno być do 15 pozycji? Ponieważ nie wszystkie nagrody w danej chwili mogą być osiągalne. Chcesz iść na spacer, ale pada. Chcesz zjeść ciasto, ale ciasta nie ma w lodówce! Właśnie dlatego dobrze mieć z czego wybierać.

UWAGA: Nie nagradzaj się codziennie, ale tylko w chwilach największego zwątpienia. Inaczej szybko okaże się, że nie uczysz się dla samego uczenia, ale uczysz się po to, żeby zjeść marchewkę i tylko o niej będziesz myśleć.

Podsumowanie

Dobrze wyrobić w sobie nawyk spędzania z językiem obcym codziennie 20 minut. Dzięki temu będziemy uczyć się z przyjemnością bez walki z samym sobą, żeby w ogóle się do tego zabrać. A przy okazji coraz lepiej poznamy dany język.

Przypomnijmy sobie jeszcze raz co zrobić, żeby wprowadzić naukę języków do naszych nawyków:
– postanów, że przez najbliższe 30 dni będziesz przerabiać 20 minut dziennie dany język,
– załóż kalendarz językowy,
– przygotuj wszystkie materiały, z których nauka sprawi Ci przyjemność,
– wypisz 10-15 marchewek, które pomogą Ci w najcięższych momentach i będą nagrodą za wykonanie metody 5 minut.

To co? Podejmiesz wyzwanie? 🙂

Nie czekaj, zacznij już dzisiaj!!!

W następnych warsztatach: jak i z czego uczyć się skutecznie, a zarazem z przyjemnością. 🙂

Do przeczytania w pierwszy listopadowy wtorek! 🙂

5 odpowiedzi

  1. Bardzo ciekawa opcja te Twoje warsztaty 🙂 ostatnio właśnie próbuję zrobić coś ze swoim angielskim we własnym zakresie i muszę przyznać, że to co tu wypisujesz jest bardzo pomocne, czekam na następne wpisy!

  2. Absolutnie się zgadzam. Często jest tak, że na kursie mamy 1h czy 1,5 tego samego materiału tylko rozłożonego w czasie tak aby trwało to dłużej. A dla mnie i 20minut do dużo, kiedy wszystko w domu rozprasza.

  3. trafiłam dziś na Twojego bloga przez FB Travelerki, którą śledzę też od niedawna, ale że potrzebuję zrobić “coś” ze swoim czy też “w” swoim życiu i myśli o podróżach nie dają mi spokoju to tym bardziej się cieszę, ze tutaj trafiłam^^ to raz. Dwa – samodzielna nauka języka co jakiś czas mnie nachodzi, coś tam próbuję i… jakoś tak odpuszczam. I tym bardziej Twoje warsztaty traktuję jako motywację do solidnego zabrania się za to. Metoda 20 minut bardzo do mnie przemawia- dziękuję!
    Jutro kupuję zeszyt (możliwość zakupu ładnego zeszytu, który będzie przeznaczony do konkretnego zadnia też działa na mnie motywująco:) ).

    Czytając o stagnacji przypomniała mi się piosenka z moich harcerskich czasów o takim właśnie tytule i bardzo dobry tekście:
    “Swój czas trzeba jakoś przeżyć,
    zejdźcie więc z bujanych foteli.
    Trzeba zacząć od siebie i wierzyć,
    trzeba tylko, abyście chcieli”.

    • Cieszę się, że może Ci się przydać. 🙂
      Przyznam, że najgorsze jest to przyzwyczajenie się do samodzielnej nauki, bo w końcu nikt nas nie pilnuje, ale najważniejsze aby codziennie zrobić coś nawet małego w obcym języku. Nie musimy od razu uczyć się epopei, ale piosenek – czemu nie? 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

CommentLuv badge