Uniwersalna podróżna kosmetyczka dla kobiet

Podróżna kosmetyczka na Sri Lankę skompletowana, wrzucam zdjęcie na fanpage na fejsie. I bum! Wybuchła dyskusja tak wielka, że chyba tylko wielki wybuch, który stworzył kosmos ją przerasta. Więc postanowiłam napisać.

Drogie Panie, zapamiętajcie sobie jedną najważniejszą prawdę dotyczącą pakowania kosmetyków:

UNIWERSALNA PODRÓŻNA KOSMETYCZKA NIE ISTNIEJE.

Dziękuję, dobranoc. Tu mogłabym zakończyć wpis. Ale ponieważ wiem, że czyta ten blog wiele osób, które chciałyby się czegoś nowego dowiedzieć, bo nie każdy musi być od razu super doświadczonym globtroterem, to specjalnie dla nich rozwinę temat.

źródło: Flickr.com, gina pina

Podróżna kosmetyczka: co musi w niej być?

Jedyną uniwersalną rzeczą w kosmetyczce jest szczoteczka do zębów, bo tej używa każda z nas. A reszta? Cóż, tyle zestawów kosmetyków, ile kobiet na świecie.

Kiedyś myślałam, że jak chce się podróżować, to koniecznie trzeba zrezygnować ze wszelkich uciech i drobnych luksusów, ale szybko się z tej głupiej myśli wyleczyłam. Znam ludzi, którzy podróżują za 20 złotych cały czas wcinając konserwy przywiezione z domu i nie zwiedzając (albo wchodząc nielegalnym, bocznym wejściem), bo szkoda kasy, a także takich, których towarzystwo w łazience ogranicza się jedynie do mydła i dezodorantu. Ja do takich osób nie należę, bo po prostu chcę i lubię o siebie dbać. Uważam, że tak już nas, kobiety, stworzyła natura i nawet mi to odpowiada. Więc i takie kosmetyki wożę ze sobą, które w każdych warunkach pozwolą mi czuć się dobrze we własnej skórze. Dosłownie i w przenośni.

Zawartość mojej kosmetyczki tak naprawdę zależy od kilku czynników:
– gdzie wyjeżdżam (w jaki klimat)?
– na jak długo?
– jaki jest charakter wyjazdu (wypoczynek, sport, zwiedzanie, z plecakiem)?
– jakie są potrzeby mojego ciała (skóry, włosów, paznokci, zębów)?

Przyznam szczerze, że za każdym razem inaczej pakuję kosmetyczkę. Inaczej, kiedy jadę z grupą jako pilot wycieczek (wtedy to nawet suszarkę biorę), inaczej kiedy jadę na koło podbiegunowe, inaczej, kiedy jadę nad Morze Śródziemne, inaczej na city break, a inaczej na wielotygodniową włóczęgę z plecakiem. Za każdym razem układam sobie inną listę kosmetyków.

Dam Ci jeszcze jedną radę: nie dziel się z nikim swoją listą. Bo każda kobieta jest inna, ma inne potrzeby, inne podejście do własnego ciała, inne podejście do wyjazdu. ŻADNA kobieta nie spojrzy na Twoją kosmetyczkę z Twojego punktu widzenia, każda będzie chciała dać Ci dobre rady, że to niepotrzebne, a tamto to za dużo, a to możesz na miejscu kupić, więc po co to brać? Każda będzie myślała, że pomaga Ci swoim doświadczeniem, a tak naprawdę Ty sama będziesz coraz bardziej zagubiona, jeśli tylko zaczniesz myśleć, że coś robisz źle, a inni wiedzą lepiej.

Jedna rzecz jest najlepsza: tworzyć swoją prywatną kosmetyczkę metodą prób i błędów. Nikt nie rodzi się od razu doświadczony. Ja z każdego wyjazdu wyciągam jakąś lekcję, dowiaduję się różnych rzeczy nie tylko o danym klimacie i pakowaniu kosmetyków, ale też przede wszystkim uczę się nowych rzeczy o swoim ciele. Takich, których nie nauczyłabym się siedząc w domu albo słuchając opowieści bardziej ‘doświadczonych’ osób.

Pamiętaj, każda kobieta jest inna. Sama musisz wypracować jak ma wyglądać Twoja idealna podróżna kosmetyczka. Zapomnij o radach innych i skup się na sobie. W dobieraniu swojej kosmetyczki bądź egoistką. Masz moje pełne poparcie w tym. 🙂

Problem nr 1: Co?

A czego potrzebujesz? Nie pytaj innych, bo Ci powiedzą, że wystarczy szczoteczka do zębów, pasta i mydło. Dupa, wcale nie prawda. Może komuś wystarczy, a może Tobie właśnie nie?

Ja pamiętam jeden ze swoich pierwszych wyjazdów, kiedy stwierdziłam, że połowę kosmetyków odrzucam, bo nie chcę ich dźwigać na plecach. Psychicznie czułam się z tym po prostu źle, bo brakowało mi kilku rzeczy, żeby poprawić swój wygląd, a tym samym samopoczucie. Myśl też o swojej psychice.

Przed wyjazdem poczytaj też o klimacie, w jaki się wybierasz. Pamiętaj, że słońce w praktycznie każdym kraju na południe od Polski jest inne, często dużo groźniejsze. Mi kiedyś zdarzyło się płakać z bólu od poparzeń słonecznych (bo miałam za słaby filtr…), ale było już za późno i ani kefiry, ani zsiadłe mleko, nie mogły już pomóc. Jedynie Panthenol trochę złagodził ból. Ale ja nie miałam go przy sobie, tylko ktoś ze znajomych. Od tej moja podróżna kosmetyczka zawsze zawiera kosmetyki od słońca.

Żeby było śmieszniej, wcale daleko nie pojechałam. Ot, tylko na Kretę. I to do tego na majówkę, czyli ‘tylko’ wiosnę.

Skóra, włosy, paznokcie, zęby, higiena intymna – każda z nas ma inne potrzeby i warto przede wszystkim właśnie o nich pamiętać, a nie pytać innych co by wzięli, a czego by nie wzięli na Twoim miejscu. NIKT NIE JEST NA TWOIM MIEJSCU.

Problem nr 2: w jakich ilościach?

Zależy ile tak naprawdę potrzebujesz. Zwykle nie trzeba zabierać dużych opakowań kosmetyków, które są po prostu ciężkie i zajmują sporo miejsca. Idealnym rozwiązaniem są buteleczki turystyczne na 100 ml (czyli idealne do bagażu podręcznego; można je kupić w Rossmanie za ok. 2 zł) oraz malutkie opakowania na kremy.

Ilości są kluczowe, jeśli chodzi o latanie tanimi liniami lotniczymi po Europie. Żeby nie płacić za dodatkowy bagaż pakujemy się w podręczny, a w nim wszelkie płyny powinny być w opakowaniach o pojemności nie większej niż 100 ml i powinno być ich maksymalnie tyle, żeby zmieściły się do litrowej plastikowej torebki.

Jeśli nie wiesz, na ile starczy Ci 100ml buteleczka czy pudełeczko, to… przetestuj te opakowania w domu. Przelej swoje kosmetyki do nich i używaj ich tak, jak to robisz na co dzień. Będziesz wiedziała, czy danego kosmetyku potrzebujesz 2 butelki na miesiąc, czy pół butelki na 3 dni. Tak samo zrób z pastą do zębów i wszystkim, co uważasz za niezbędne. (Od tego właśnie proponuję rozpocząć swoją przygodą z nauką pakowania minimum. :))

Jeśli na miejscu (szczególnie, kiedy chodzisz z plecakiem) będzie Ci za ciężko albo stwierdzisz, że czegoś wzięłaś za dużo, a w ogóle tego nie używasz, to przecież możesz po prostu to wylać.

Różnie natomiast nastawiałabym się na możliwość zakupów. Bywa, że w wielu miejscach np. kosmetyki na słońce są bardzo drogie i bardziej opłaca się je przywieźć ze sobą niż kupić na miejscu. Poza tym możesz trafić w takie miejsce, że chociaż bardzo byś chciała to w okolicy nie znajdziesz żadnego sklepu, jak mi się trafiło nie raz już (w “cywilizowanej” Europie Zachodniej). No, nie urodzisz.

###

Uniwersalna kosmetyczka nie istnieje, ale możesz opracować swój własny zestaw. Pamiętaj, że to, co dla kogoś znaczy ‘mało’, dla innego będzie znaczyło ‘dużo’. Jest to po prostu pojęcie względne. Dlatego zapomnij o złotych radach innych osób i w pierwszej kolejności myśl o sobie, o tym, czego faktycznie potrzebujesz, a co chcesz mieć dla odrobiny luksusu. Jeśli ktoś Ci mówi, że kosmetyki malujące to zbyteczny ciężar, a Ty bez makijażu chcesz się schować do mysiej dziury, to kto ma rację? Myśl tylko i wyłącznie o sobie.

A wy, dziewczyny, jak pakujecie swoje podróżne kosmetyczki? Jakich kosmetyków nigdy nie zostawicie w domu? Macie jakieś sprawdzone sposoby na lżejsze pakowanie? Podzielcie się nim w komentarzach!

podróżna kosmetyczka
źródło: Flickr.com, Pedro Simoes

Jedna odpowiedź

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

CommentLuv badge