Tunele Cu Chi, czyli śladami wojny w Wietnamie

Tunele Cu Chi to chyba jedno z ciekawszych miejsc związanych z wojną w Wietnamie. Położone są one między Sajgonem a granicą z Kambodżą i są idealne na półdniową wycieczkę z Miasta Ho Chi Minha.

Od początku przyjazdu do Wietnamu chciałam odwiedzić tunele Cu Chi, ale jakoś nie miałam ochoty jechać tam sama. W końcu udało się nam (mi i moim współlokatorom) odwiedzić tunele, kiedy wszyscy mieli wolne, czyli 2 września w Dzień Niepodległości Wietnamu.

tunele cu chi

Myślałam, że jak wyjdziemy o 8 rano, to będziemy z powrotem o godz. 14-15. Nope. Najpierw trzeba było zjeść śniadanie (bun cha na śniadanie to bardzo dobry pomysł), potem znaleźć autobus, a jeszcze przed zwiedzaniem, ale już po kupieniu biletów, usiedliśmy nad rzeką Sajgon na piwo. W efekciu wróciliśmy do domu dopiero po godz. 19. Ledwo zdążyliśmy na ostatni autobus z Cu Chi do HCMC. 😀

Oczywiście to nie jest tak, że jeśli jedziecie do tuneli na własną rękę to wasza wycieczka też będzie całodniowa. Nie będzie, jeśli nie będziecie się guzdrać tak jak my. 😀 Możecie też ją po prostu zamówić u lokalnych touroperatorów. Więcej o tym na końcu wpisu – w części praktycznej.

Czy warto odwiedzić tunele Cu Chi?

Według mnie – tak. Wojna w Wietnamie to chyba najbardziej kultowy konflikt zbrojny XX wieku, jednak my znamy ją głównie z hollywoodzkich filmów, które pokazują amerykański, heroiczny do porzygu punkt widzenia.

Zapomina się, że również dla żołnierzy Wietkongu to nie była zabawa w piaskownicy i to pokazują tunele Cu Chi. Jeśli chcecie poczytać więcej na ich temat to polecam ten ciekawy artykuł. A jeśli chcecie naprawdę dobrą, ale też mocną książkę o wojnie w Wietnamie to zachęcam do przeczytania Depeszy Micheala Herra (wyd. Karakter). Był on korespondentem wojennym podczas tego konfliktu, a potem współautorem scenariusza do filmu Czas Apokalipsy F.F. Copolli.

Wcześniej co nieco czytałam o tunelach i ogólnie interesowałam się II wojną indochińską. Chociaż dla turystów udostępniony jest niewielki odcinek tuneli, to i tak zrobiły one na mnie duże wrażenie. To przede wszystkim zasługa przewodnika – bez niego to miejsce nie byłoby tak interesujące!

tunele cu chi wietnam

Powstanie i rola tuneli

Tunele Cu Chi to podziemny system korytarzy o strategicznym znaczeniu – łączyły one przedmieścia Sajgonu z granicą Kambodży (najkrótsza odległość to 60 km) i tworzyły szlaki zaopatrzeniowe (głównie broni) właśnie z Kambodży.

Około 50 km tuneli wykopane zostało przez cywilną ludność Wietnamu na polecenie partyzantów już w czasie I wojny indochińskiej (1945-1954), kiedy Wietnamczycy walczyli przeciwko kolonistom francuskim.

Podczas II wojny indochińskiej (1957-1975, zwanej potocznie wojną w Wietnamie) tunele Cu Chi używane były przez partyzantów Wietkongu (komunistów) przeciwko Armii Południowego Wietnamu, wspierającym ją Amerykanom i ich sojusznikom. Od 1963 r. liczba żołnierzy USA w Wietnamie stale rosła, ale wtedy system tuneli liczył już ok. 200 km. Szacuje się, że maksymalnie tunele liczyły 250 km (do dziś zachowała się zaledwie połowa).

tunele cu chi wietnam
pozostałości po pociskach

Pierwszy tunel na próbę

Ścieżką w dżungli idziemy do małego bungalowu, gdzie wyświetlane są filmy z czasów wojny pokazujące codzienność tuneli. Za chwilę pojawia się przewodnik i pyta nas, czy nie mamy klaustrofobii, astmy lub problemów z sercem i ciśnieniem. Cała grupa (7 osób) zaprzecza, a przewodnik prowadzi nas w głąb dżungli.

Dżungla podczas wojny nie była tak gęsta jak dzisiaj – tutaj toczyły się walki, więc wiele drzew spłonęło, tworząc całe wypalone polany. Wejścia do tuneli dobrze maskowano, a całe życie działo się pod ziemią – były tutaj sale, gdzie obradował komitet partii komunistycznej, szpitale, kuchnie, sypialnie, a nawet niewielkie sale, gdzie wyświetlano filmy propagandowe. Tunele Cu Chi budowane były na czterech podziemnych poziomach, wejścia i korytarze dostosowane były głównie do drobnego ciała Wietnamczyków, a wszędzie było pełno pułapek.

tunele cu chi
wejście do tunelu

Przewodnik pokazuje nam kopiec termitów – bardzo często takie kopce były kominem wentylacyjnym z tuneli. Nagle przewodnik odgarnia nogą liście, wsadza drut w ziemię, przechyla i unosi niewielką pokrywę. W ziemi widzimy wykopany niewielki otwór w kszałcie prostokątu, wielkości 20cm na 30 cm, może kilka centymetrów więcej.

tunele cu chi

tunele cu chi

Jesteśmy zdziwieni, bo nie spodziewaliśmy się, że pod nami właśnie znajdują się tunele. Ten odcinek jest krótki, bo liczy zaledwie 10-15 metrów, ale na początek tyle wystarczy.

Opuszczam się do tunelu – biodra przechodzą nieźle, ale żeby zmieścić się cała do środka, muszę podnieść ramiona do góry, a i tak ocieram się o ściany wejścia. Przewodnik mówi, że zostało ono powiększone dla obcokrajowców – oryginalnie było ono jeszcze mniejsze.

Ten krótki tunel przechodzę skulona i na ugiętych nogach. Jest zbyt ciasny i niski, żebym mogła się wyprostować. Jednak to zbyt krótki odcinek i zbyt “luksusowe” warunki, żebym mogła sobie wyobrazić jak wyglądała wojenna rzeczywistość w tunelach.

Tunele Cu Chi w czasie wojny

Drugi tunel, do którego wchodzimy regularnym wejściem ze schodami, jest dużo dłuższy i prowadzi do sali, gdzie obradowali liderzy partii komunistycznej. Następnie przewodnik pozwala nam wybierać – albo wyjść na zewnątrz krótszym tunelem, albo dłuższym – liczącym 30 metrów. Tylko pamiętajcie, żeby na pierwszym skrzyżowaniu skręcić w lewo! – instruuje poważnie Wietnamczyk.

tunele cu chi
inscenizacja w jednej z sal

I tutaj dopiero mogę sobie mniej więcej wyobrazić jak wyglądała rzeczywistość pod ziemią. Mam na sobie koszulkę i szorty, a przejście tych 30 metrów sprawia, że wychodzę kompletnie wyczerpana. Momentami wygodniej jest iść na kolanach. Powietrze w środku jest wilgotne i bardzo ciężkie, prawie nie da się oddychać, a i tak jest lepsza wentylacja niż w czasie walk. Poza tym jest światło. I jest czysto!

Ciężko sobie wyobrazić jak tunelami przemieszczali się żołnierze w mundurach, z bronią, saperką i milionem rzeczy porozkładanych po kieszeniach. W kompletnej duchocie, wilgoci, smrodzie, śmieciach, fekaliach, robactwie, a przede wszystkim – w ciemności. Często jedynym źródłem światła były latarki. Jeśli je mieli.

tunele cu chi

Wysilcie wyobraźnię i pomyślcie, że musicie siedzieć w takim tunelu przez kilka dni lub nawet tygodni bez wychodzenia na zewnątrz. Pytam przewodnika czy tunele były zalewane podczas pory deszczowej, ale ten tłumaczy, że glina nie przepuszczała wody, więc zalanie zdarzało się bardzo rzadko. Teraz jednak korzenie drzew, które urosły w okolicy rozdzedziły glebę i wiele odcinków tuneli jest zalewanych w czasie ulewnego deszczu.

Szczury tunelowe

W tamtych czasach jednak nie ulewa, a wrogie wojska były największym problemem Wietkongu. Amerykanie mieli swoich szpiegów, którzy instruowali ich czego spodziewać się w tunelach, a żołnierze (głównie Australijczycy) o odpowiednich gabarytach i mocnej psychice służyli w armii jako tzw. szczury tunelowe – zapuszczali się do środka, często z obwiązanymi liną kostkami, żeby można było ich wyciągnąć, gdyby coś się stało.

tunele cu chi
luksusowe wejście – dla trochę większych turystów

W środku na każdym kroku czyhały zapadnie, skrzyżowania, pułapki z kolcami itp. Jak już wspomniałam – tunele kopane były na czterech poziomach pod ziemią. Było to jedyne rozwiązanie, żeby przetrwać w tunelach podczas bombardowania – zwykle pociski niszczyły tylko górne piętro, czasami 2 najwyżej położone. Najgłębiej było najbezpieczniej.

Oczywiście w całym tym systemie można było się z łatwością zgubić. Partyzanci Wietkongu znali swój “rewir” tunelowy na pamięć, ale był to zwykle tylko niewielki teren. Dzięki temu, kiedy dostali się do niewoli, nie mogli wyjawić podczas tortur, gdzie są pozostałe tunele. Faktycznie się wtedy zdarzało, że żołnierze gubili się pod ziemią, co często kończyło się załamaniem psychicznym.

maniok

Dzisiaj zwiedzanie tuneli odbywa się z przewodnikiem. Tłumaczy on, że dookoła nas pod ziemią ciągle są tunele, których nie znamy (on tak) i ciągle jakiś nierozgarnięty turysta się zgubi. I wtedy to już nie jest śmieszne, bo to jak szukanie igły w stogu siana, a lepiej, żeby w tym czasie ta osoba nie dostała ataku paniki. (A przynajmniej tak powiedział przewodnik. Ile w tym prawdy – nie wiem.)

I w sumie dobrze, że do zwiedzania udostępniono zaledwie 100 m tych tuneli, bo ludziom czasem przychodzą do głowy durne pomysły. 😛

produkcja butów ze starych opon – nic się nie zmarnuje

Pułapki

Na koniec zwiedzania widzimy jak wymyślne i okrutne pułapki zastawiali partyzanci. Była to ich skuteczna taktyka walki, ale też konieczność – nie posiadali oni wystarczająco dużo broni i amunicji. Starali się często zranić wroga, a nie zabić go – wtedy inni żołnierze musieli go ewakuować, co skutecznie spowolniało przeciwnika. Jeśli już zabić to tak, żeby stracić przy tym jak najmniej amunicji.

Stosowano więc różne zapadnie, doły z zaostrzonymi bambusowymi tyczkami, obracające się lub spadające z drzew mechanizmy z metalowymi kolcami i tym podobne. Ich pomysłowość mnie mocno zaskoczyła.

O tunelach mogłabym pisać długo i namiętnie, bo były naprawdę interesujące. Przede wszystkim jednak chciałabym podkreślić – jeśli przyjeżdżacie do Wietnamu i do tej pory temat II wojny indochińskiej interesował was bardzo lub tylko pobieżnie, to powinniście odwiedzić tunele. Wizyta w Cu Chi rzuca zupełnie inne wyobrażenie o tej kultowej wojnie.

I w sumie się nie dziwię, czemu Amerykanie się wycofali.

Tunele Cu Chi – co więcej zobaczyć?

Poza tunelami znajdziecie tu świątynię Ben Duoc, która została wzniesiona w celu upamiętnienia 50 tys. Wietnamczyków walczących w tunelach – ich imiona umieszczono na ścianach wewnątrz świątyni. Jednak według statystyk połowa z nich nie zginęła w czasie walk, ale zmarła na malarię.

Poza tym na miejscu jest też strzelnica na otwartym powietrzu. Jeśli chcieliście kiedyś postrzelać z AK 47, czyli kałasznikowa, to tutaj możecie to zrobić za 40 tys. dong, czyli niecałe 2 dolary. Do wyboru jest też inna broń. Nam oczywiście zabrakło czasu. 😀

świątynia Ben Duoc

Tunele Cu Chi – informacje praktyczne

Do tuneli można dojechać na 2 sposoby. Pierwszy to po prostu wykupienie wycieczki (a właściwie samego dojazdu, bo za wstęp się płaci osobno) u lokalnych touroperatorów – kosztuje to ok. 6-7 dolarów.

Druga opcja to dojazd na własną rękę. Na dworcu autobusowym przy skrzyżowaniu ulic Phạm Ngũ Lão i Tôn Thất Tùng wsiadacie w autobus #13 do Cu Chi – 6000 dong, dojazd w jedną stronę zajmuje ok. 2 godzin. Na dworcu w Cu Chi wsiadacie w autobus #79 do tuneli Ben Duoc (zatrzymuje się tuż przed wejściem) – 7000 dong, przejazd ok. 45 minut. Czyli liczcie, że sam dojazd w jedną stronę zajmuje 3 godziny. I teraz uwaga – ostatni autobus #13 do Ho Chi Minh City odjeżdża z dworca w Cu Chi o godzinie 17.00, więc musicie tak skończyć zwiedzanie tuneli, żeby na niego zdążyć.

Można też pojechać skuterem, chociaż ruch na wylotówkach z Sajgonu jest dość męczący i niebezpieczny. Nie polecam.

Jeśli zdecydujecie się na wycieczkę zorganizowaną to musicie wiedzieć, że większość nich jeździ do tuneli Ben Dinh, które zostały przerobione i/lub wykopane specjalnie dla turystów. My byliśmy w tunelach Ben Duoc, które są oryginalnymi tunelami (poza wejściami – te zostały powiększone) – dlatego właśnie obowiązkowe jest zwiedzanie z przewodnikiem. W tych tunelach po prostu można się zgubić lub zaklinować. Pewnie dlatego dla turystów udostępniono niecałe 100 metrów tuneli. Poza tym całe doświadczenie jest bardzo podobne (film, ekspozycja itp.), z tym że Ben Duoc będzie mniej zatłoczone.

Wstęp do tuneli kosztuje 90 000 dong za osobę, ale bilet składa się z dwóch części: za 20 000 i za 70 000 dong (jeden to wejście, a drugi to opłata za obowiązkowego przewodnika). Nie wiem po co to tak rozdzielają, ale i tak, i tak musicie zapłacić obie kwoty. Piszę o tym, bo kiedy staliśmy w kolejce do kasy podeszła do nas dziewczyna i chciała nam odsprzedać swoje 4 bilety za 20 000 dong (nie wiem dlaczego ich nie skasowano).

Zwiedzanie tuneli trwa niecałe 2 godziny.

Jeśli chcecie jechać do tuneli na własną rękę to najlepiej wyjechać z Sajgonu przed godziną 10.00 rano, a wejść do tuneli najpóźniej o 13.00. Jeśli wejdziecie później, ryzykujecie, że nie zdążycie na autobus powrotny do Ho Chi Minh City.

W sezonie z tuneli do HCMC można też wrócić promem. Polecam, chociaż nie wiem ile to kosztuje.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

CommentLuv badge