Sajgon w 1 dzień – co zobaczyć w Ho Chi Minh City

Ho Chi Minh City, czyli Sajgon, to największe miasto Wietnamu. Podobno nie ma tu co robić i ogólnie to okropne miejsce, ale ja mieszkałam tu rok i się z tym nie zgadzam. Uwielbiam tę metropolię i dlatego przygotowałam dla Was mini-przewodnik. Jak zwiedzić Sajgon w 1 lub 2 dni, żeby go polubić? Czytajcie!

Jak już wspomniałam – w Sajgonie mieszkałam rok i pisałam o tym tutaj – zapraszam, jeśli jeszcze nie czytaliście. Zobaczcie jak wyglądała moja sajgońska codzienność, za co pokochałam i znienawidziłam to miasto!

Sajgon ma dwie natury. Turyści zwykle nie wychodzą poza centrum, więc widzą tylko jedną – turystyczno-biznesową (głównie dzielnica 1. i 3.). Pełno tu biurowców, trochę architektury kolonialnej, świateł na skrzyżowaniach i samochodów, a przez to również więcej korków. Jest tu dość drogo i… mało wietnamsko.

sajgon w 1 dzień
kolonialny Ratusz w Sajgonie

Sajgon to też wietnamskie dzielnice, zupełnie inny charakter miasta. Ja mieszkałam w dzielnicy Binh Thanh i zapraszam Was na krótki spacer po moim sąsiedztwie. 🙂

Oczywiście jeśli macie więcej czasu, to zachęcam do połażenia po innych ulicach w centrum – kolonialnych perełek jest tu więcej! A jeśli spędzacie w Sajgonie 2 dni, to na kolejny dzień polecam wycieczkę do tuneli Cu Chi – tutaj znajdziecie szczegóły.

Sajgon bywa trudny i męczący, ale mam nadzieję, że z tym przewodnikiem chociaż trochę Wam się spodoba. Warto dać mu szansę!

A jeśli szukacie noclegu w Sajgonie to Booking.com ma mnóstwo ofert! Zapraszam, bo w Wietnamie sama zawsze z niego korzystam!!!

Sajgon czy Ho Chi Minh City?

Zauważyliście pewnie, że wszędzie na blogu używam nazwy Sajgon. Po 1975 r., czyli zdobyciu miasta przez komunistów i zakończeniu wojny z USA, nazwa miasta została zmieniona na Ho Chi Minh City – Miasto Ho Chi Minha – lidera partii komunistycznej i “ojca” narodu. Dlaczego więc na ulicach częściej słyszy się Sai Gon?

Sajgończycy uważają, że nowa nazwa jest sztuczna, długa i niewygodna. Niektórzy używają nazwy Sajgon ze względów politycznych, a wujka Ho uważają za dyktatora. Nazwa T.P. Ho Chi Minh (skrót od Thành phố Hồ Chí Minh) używana jest w mediach i oficjalnych komunikatach.

Skoro jesteśmy przy nazwach, przytoczę tu ciekawostkę. Sajgon w czasach kolonialnych był stolicą regionu Cochinchina. Południowy Wietnam był nazywany przez Chińczyków Cuchi, co oznacza duży palec u stopy. Portugalscy kupcy spotkali w Malezji osadników z Chin i zapożyczyli od nich tę nazwę. Żeby nie mylić ze swoją kolonią Cochin w Indiach – dodali człon China. Francuzi od Portugalczyków przejęli nazwę regionu Cochinchina.

zwiedzanie sajgonu
centrum Sajgonu jest zaskakująco zielone!

Zwiedzanie Sajgonu w 1 dzień

Wietnam był kolonią francuską tylko przez niecałe 60 lat, ale Francuzom wystraczyło to na zostawienie po sobie wyraźnego śladu – przeprowadzili reformy i wznieśli wiele zabytkowych budynków (dużo również zabrali Wietnamowi, oczywiście). Francuzi wiedzieli jak celebrować życie w dobrym stylu i mieli duże poczucie estetyki. I na ten wzór zbudowali Sajgon, który nazywany był Perłą Orientu.

Miasto pełne było kolonialnych willi, hoteli i pałaców, szerokich ulic obsadzonych platanami, placów i parków. Znajdowały się tu gmach opery (wciąż istnieje), kasyna, prestiżowe domy handlowe, a nawet tor wyścigów konnych. W Sajgonie w latach 1891-1957 istniała rozwinięta sieć linii tramwajowych.

Monopoly upamiętniło orientalny Sajgon specjalną wersją gry – Sài Gòn 1880 (jest też wersja z Hanoi). Idealna pamiątka dla koneserów gier planszowych!

źródło: saigoneer.com

Piękno kolonialnego Sajgonu można podziwiać już tylko na starych fotografiach i pocztówkach. Dziś rządzi tu pieniądz. W latach 1997-2014 wykupiono i wyburzono 207 willi w stylu kolonialnym i art deco. Na ich miejscu buduje się biurowce i centra handlowe. Miasto to plac budowy, a lista zagrożonych wyburzeniem budynków jest bardzo długa…

W tekście przy konkretnych miejscach znajdziecie numery w kwadratowych nawiasach, które również zaznaczono na poniższej mapce. Jeśli zmniejszycie widok mapy, to zobaczycie kilka miejsc w dzielnicy Binh Thanh, które zaznaczyłam zielonymi gwiazdkami.

jeden z wielu absurdów Sajgonu 😀

Trasę tę da się zrobić w jeden dzień – polecam zacząć ok. 8 rano, żeby w największy upał zrobić sobie przerwę na lunch czy mrożoną kawę. Wieczorem natomiast możecie wybrać się do Binh Thanh – mojej dzielni. Spokojnie, jest tam bezpiecznie! Mimo to wszędzie uważajcie na kieszonkowców na skuterach – lubią wyrywać telefony i aparaty z ręki!

Zwiedzajcie, bo HCMC szybko się zmienia i nie wiadomo jak długo jeszcze kolonialne budynki postoją. Trasa przeze mnie proponowana przechodzi przez miejsca, których historię choć trochę znam i mogę Wam coś o nich powiedzieć. Zachęcam Was także do spacerów swoimi ścieżkami i odkrywania kolonialnego Sajgonu!

Pomiędzy opisami miejsc na trasie podałam też trochę informacji historycznych, żebyście poczuli ducha dawnego orientalnego Sajgonu. Miłego zwiedzania!

Kolonialny Sajgon – ulica Vo Van Tan

Od willi pod nr 110-112 Vo Van Tan do Muzeum Wojny trasa liczy 550 metrów, przejście zajmuje ok. 10 minut.

Zwiedzanie najlepiej zacząć od adresu 110-112 Vo Van Tan (district 3) – dawniej Rue Testard. W XIX w. tę część miasta pokrywały pola uprawne i lasy. Z czasem zostały tu wyznaczone bogate dzielnice willowe. Dziś zabudowa tutaj jest ciasna, a nad wieloma willami górują wieżowce. Jednak 100 lat temu przestrzeń wokół nowobudowanych domów przeznaczona była na zieleń – park lub ogród.

co zobaczyć w sajgonie
willa Phuong Nam w typowo azjatyckiej scenerii

Zaczynamy od Willi Phuong Nam [1] – jednego z największych i najpiękniejszych wciąż istniejących kolonialnych budynków. Wiadomo, że została zbudowana ok. 1920 r. przez Wietnamczyka dorobił się fortuny na handlu kamieniami szlachetnymi. Obecna cena willi to ok. 35 milionów dolarów, ale jeśli ktoś ją kupi, to inwestycja zwróci się tylko przez zbudowanie tutaj biurowców lub kolejnego centrum handlowego… Willa na szczęście znajduje się na liście zabytków i żeby ją wyburzyć potrzebne jest pozwolenie konserwatora.

Po drugiej stronie skrzyżowania (86 Vo Van Tan) w zabytkowej willi urządzono restaurację [2]. Budynek pochodzi z ok. 1920 r., ale przez lata został nieco przebudowany. Mieszkał tu z rodziną Fernand Nadel, fotograf z Algierii. Był rozchwytywanym profesjonalistą, a do zleceń zatrudniały go władze miasta i prywatni klienci. U algierskiego fotografa pracowali Europejczyk i sześciu Wietnamczyków. Zdjęcia Nadela w sepii przedstawiające miasto można podziwiać w restauracji. Jego studio fotograficzne znajdowało się przy Rue Catinat – najbardziej prestiżowej ulicy kolonialnego Sajgonu.

Wzmianka historyczna. Zanim Francuzi w ogóle pomyśleli o posiadaniu kolonii w Azji, tereny wokół Sajgonu i Delty Mekongu do XVII w. zajmowali Khmerzy – kojarzycie ich pewnie z Kambodżą. Sajgon był tylko rybacką wioską o nazwie Prey Nokor (dosł. leśne miasto). Wietnamczycy z północy (Tonkin) i centralnego Wietnamu (Annam), uciekając przed wojną między dynastiami zaczęli się tu osiedlać, a Khmerów wypchnięto na teren dzisiejszej Kambodży. Wtedy nazwę Prey Nokor zmieniono na Sai Gon – dosł. plantacje bawełny – od drzew kapokowych, które Khmerzy posadzili w okolicy.

Idziemy dalej, a zaglądając w mijane ulice możemy zobaczyć kilka innych kolonialnych budynków. Dochodzimy do białej willi z niebieskimi okiennicami [3] (60 Vo Van Tan). Podobno została ona wybudowana dla francuskiego importera win. Potem willę kupiło wietnamskie małżeństwo – fundatorzy słynnego hotelu Rex. Pokoje wynajmowali Amerykanie – głównie dowódcy armii z czasów wojny. Wśród nich był gen. William Westmoreland, głównodowodzący armii USA podczas Ofensywy Tet w 1968 roku.

War Remnants Museum

Muzuem Wojny w Wietnamie i okolice

Od Muzeum do ul. Alexandre de Rhodes z obejrzeniem po drodze liceum oraz Jeziora Żółwia, trasa zajmuje 1,5 km – ok. 15 minut spacerem.

War Remnants Museum [4] (dosł. Muzeum Pozostałości Wojennych; 28 Vo Van Tan, 7.30-17.00, wstęp 20.000 dong) otwarto w 1975 r., po upadku Sajgonu i połączenia Wietnamu Północnego i Południowego. Są tu zdjęcia z wojny i dużo propagandy. Ja muzeum polecam, bo możemy obejrzeć tu wietnamską stronę medalu. Skutki wojny i używania broni chemicznej – o czym Amerykanie chyba zapomnieli – są widoczne do dzisiaj, a zdeformowane dzieci – ofiary Agenta Orange – rodziły się jeszcze na początku XXI w. Muzeum jest trochę przytłaczające i przygnębiające, dlatego zobaczcie je rano, żeby nie kończyć dnia negatywnymi emocjami. Zwiedzanie trwa ok. 2 godzin.

Stąd idziemy dalej ulicą Vo Van Tan do skrzyżowania z ulicą Nam Khy Koi Nghia. Jeśli pójdziemy tu w lewo (400 m, ok. 5 minut), to znajdziemy wątek polonijny!

przerwa w pracy

Pod adresem 159 Nam Khy Koi Nghia znajduje się Liceum im. Marii Curie [5]. Zostało ono otwarte przez Francuzów w 1918 r. jako prestiżowa szkoła żeńska. Szkoła reprezentowała wysoki poziom i uczyły się tu dziewczęta z bogatych domów. Od 1970 r. do szkoły uczęszczali także chłopcy. Kolonialny budynek wpisany jest na listę zabytków.

Jest to jedno z niewielu liceów w Sajgonie, które nie zmieniło nazwy od 1918 r. I chociaż patronka szkoły znana jest jako Maria Curie, w hallu znajdziemy tablicę upamiętniającą (w jęz. wietnamskim), która informuje, że Maria z domu Skłodowska urodziła się w Warszawie, w dzisiejszej Polsce, osiągała świetne wyniki w nauce i wyjechała studiować do Francji, bo w XIX w. kobiety nie mogły studiować na ziemiach polskich.

chodniki w Sajgonie nie są dla pieszych 😛

Jako ciekawostkę dodam, że wielu starszych Wietnamczyków, którzy mieli okazję uczyć się w tego typu szkołach, świetnie mówi po francusku. Zdarzyło mi się, że podczas spaceru przez Sajgon podeszła do mnie Wietnamka i zaczęła po francusku pytać czy jestem z Francji czy może Anglii. Niestety, po francusku znam garść słów i nie jestem w stanie prowadzić rozmowy, ale kontekst zrozumiałam. 🙂 Pani na koniec dodała, że jestem ładna (fr. tres jolie) 😀 i poszła w swoją stronę. Potem do mnie dotarło, że ona musiała mieć ok. 80 lat! Szkoda, że nie mówiła po angielsku – chętnie dowiedziałabym się co nieco o jej przeszłości…

Wracamy do skrzyżowania z Vo Van Tan i idziemy dalej. Mijamy ul. Pasteur, która pierwotnie była kanałem, a na kolejnym skrzyżowaniu skręcamy w prawo i dochodzimy do dziwnego ronda z dziwną konstrukcją pośrodku. To Ho Con Ruy – Jezioro Żółwia [6].

Jezioro Żółwia

Wzmianka historyczna. W tym miejscu w XVII w. była się brama do twierdzy-miasta Gia Dinh. Był to najważniejszy zespół budowli Sajgonu z tamtych czasów. Powstała, bo dynastia Nguyen z Annamu zaczęła inwestować w rozwój regionu. Zorganizowano administrację Delty Mekongu, budowano drogi, kanały, markety oraz fortyfikacje wzorowane na europejskich (kupcy obecni tu byli już od XV w.). Później Francuzi zniszczyli twierdzę Gia Dinh, a według przekazów jej zgliszcza dymiły się przez trzy kolejne lata, co oczywiście nie może być prawdą.

Dzisiaj Jezioro Żółwia to miejsce spotkań młodych Wietnamczyków – zachęcam do przyjścia tu wieczorem, kiedy Jezioro tętni życiem!

Na skrzyżowaniu z Jeziorem Żółwia skręcamy w prawo w ulicę Pham Ngoc Thac i idziemy prosto do Katedry Notre-Dame of Saigon, którą nazywam Katedrą Matki Boskiej Sajgonkowej. 😉 Wcześniej po prawej stronie będzie park, a za nim Pałac Niepodległości. Proponuję park obejść dookoła, bo zachowało się tu kilka willi – w jednej z nich przy ul. Alexandre de Rhodes jest obecnie szpital.

Pałac Niepodległości

Pałac Niepodległości

Nieśpieszny spacer dookoła parku przy Pałacu Niepodległości, a następnie do placu przed Katedrą powinien zająć około 15 minut (zależy czy w parku jest akurat jakaś propagandowa wystawa zdjęć, polecam!).

Pałac Niepodległości [7] (inaczej: Pałac Zjednoczenia) wybudowano w latach 60. XX w. w miejscu Pałacu Norodoma, który stanął tu niemal 100 lat wcześniej. Poprzednią budowlę zaprojektowano w stylu neobarokowym i służyła ona jako siedziba gubernatora kolonii.

Wzmianka historyczna. W 1954 r. Wietnam Południowy uzyskał niepodległość od Francji, a w Pałacu Norodoma (wtedy nazwę zmieniono) zamieszkał prezydent Ngo Dinh Diem z rodziną. W 1962 r. piloci Wietnamu Pd. zbombardowali pałac, gdyż uważano, że głowie państwa bardziej zależy na stołku niż na walce z Wietkongiem, komunistyczną partyzantką. Prezydent i jego rodzina przeżyli, ale pałac został mocno zniszczony i nakazano wyburzenie go, a w jego miejsce postawiono to, co widać obecnie.

30 kwietnia 1975 bramę posesji obaliły dwa czołgi, które obecnie stoją w ogrodzie. Ten akt oficjalnie uważany jest za kapitulację Sajgonu i zakończenie wojny z Ameryką.

Od Pałacu wracamy do Katedry. Proponuję iść przez środek parku, bo organizowane są tu propagandowe wystawy zdjęć. Moja ulubiona była w październiku 2017 upamiętniająca 100. rocznicę Rewolucji Październikowej i przedstawiała zdjęcia Lenina. 😀

Z parku proponuję obejść katedrę od tyłu. Znajduje się tu Diamond Plaza [8] – luksusowe centrum handlowe. Po drugiej stronie ulicy, pod numerem 45-47 Le Duan zobaczymy kolejny kolonialny budynek. Obecnie mieszczą się tutaj biura partii komunistycznej.

Katedra Notre Dame i Gmach Poczty Głównej

Przechodzimy przez skrzyżowanie i idziemy ulicą Cong xa Paris, czyli Komuny Paryskiej.

Tuż przed McDonald’sem (można skorzystać z toalety :P) jest uliczka pełna małych księgarni i kawiarenek [9] – jedna z moich ulubionych w Sajgonie! Warto przejść się do końca ulicy, bo ma ona swój urok, i wrócić do katedry.

Katedrę Notre Dame of Saigon [10] wybudowano w latach 1877-1880, a materiały do budowy świątyni sprowadzono z Francji. Dzwonnice dobudowano w 1895 r., a w nich umieszczono sześć dzwonów odlanych z brązu. Na szczycie zobaczymy dwa krzyże – każdy z nich ma wysokość 3,5 metra i waży 600 kilogramów! Wysokość katedry razem z krzyżami wynosi 60,5 metra.

uliczka z księgarniami przy Katedrze

Przed katedrą pierwotnie znajdował się posąg francuskiego biskupa, który prowadził za rękę syna Nguyen Anha. Posąg w poł. XX wieku zastąpiono posągiem Regina Pacis – Królowej Pokoju. Podobno w 2005 r. statua miała ronić łzy, co przez długie tygodnie przyciągało przed katedrę setki Wietnamczyków. Kościół katolicki w Wietnamie nie potwierdził tego zdarzenia, ale nie powstrzymało to ludzi przed pielgrzymkami.

Wzmianka historyczna. Katedra to jeden z najstarszych kolonialnych budynków, więc myślę, że to będzie dobry moment na historię o tym, skąd w ogóle wzięli się tu Francuzi. W 1650 r. w Paryżu założono Towarzystwo Misji Zagranicznych. Dzięki wsparciu papieża wysyłało ono księży i misjonarzy – wolontariuszy – do Wietnamu i Syjamu (Tajlandii).

Wietnam w tym czasie był w stanie ciągłych wojen między dynastiami. W 1770 r. zmęczeni tym chłopi rozpoczęli powstanie m.in. przeciwko dynastii Nguyễn na południu trwające ponad 30 lat. Wymordowano wszystkich członków klanu, oprócz Nguyen Anha, który uciekł do Tajlandii i zwrócił się do w.w. Towarzystwa o wsparcie. Francuzi zgodzili się pomóc w zamian za przywilieje handlowe. Wkrótce dzięki nim dynastia Nguyen odzyskała pozycję i opanowała cały Wietnam.

Mimo to książę Minh Mang, syn Nguyen Anha, nie tolerował Europejczyków. Na życzenie ojca szanował ich, ale nie dawał im przewagi. Po wybuchu Rewolucji Francuskiej wielu z nich wróciło do domu, a zostali misjonarze.

Mniejszości narodowe i religijne – Chińczycy, fracuscy misjonarze i wietnamscy katolicy – wkrótce zaczęli być prześladowani. Francja w 1847 r. wysłała okręty pod pretekstem ochrony swoich rodaków, ale tak naprawdę chodziło o kolonialną rywalizowację z Wielką Brytanią. W poł. XIX w. podbito całą Cochinchinę z Sajgonem i zniszczono cytadelę Gia Dinh. Wkrótce przejęto kontrolę nad innymi regionami Wietnamu oraz dzisiejszym Laosem i Kambodżą. Rok 1887 uważany jest za początek Francuskich Indochin – kolonii istniejącej do 1945 roku.

Tuż obok katedry jest Gmach Poczty Głównej [11]. Wybudowany w latach 1886-1891 budynek zarówno w środku, jak i na zewnątrz bardziej przypomina dworzec kolejowy. Gmach to architektoniczna perła łącząca różne style – neobarokowy, neoklasycystyczny oraz detale związane z III Republiką Francuską.

Nad wejściem głównym zobaczymy zegar, a dookoła wejścia widzimy prostokątne okna symbolizujące stacje kolejowe w Europie. Pozostałe okna zakończone są łukami. Między nimi znajdują się tablice z imionami słynnych wynalazców, zasłużonych głównie dla rozwoju komunikacji i elektryczności.

Zajrzyjcie do środka gmachu. Po obu stronach hali widnieją ogromne malowidła przedstawiające Sajgon w 1892 r. oraz Cochinchinę – ta druga zatytuowana jest “Linie telegraficzne Wietnamu Południowego i Kambodży w 1892 r.” Z końca hallu na wszystkich spogląda czujne oko Wujka Ho. Malowidła, poza portretem Ho Chi Minha, pochodzą z XIX w., tak samo jak budki telefoniczne i kolumny. Czas się tu wyraźnie zatrzymał.

Dawna Rue Catinat

Trasa od Katedry do budynku Ratusza Miejskiego liczy 750 metrów. Jej przejście zajmie jakieś 10 minut.

Kontynuujemy nasz spacer ulicą Dong Khoi na wprost katedry. W czasach kolonialnych była to Rue Catinat – najdroższa, najbardziej prestiżowa ulica kolonialnego Sajgonu. Dzisiaj niestety to miejsce szybko się zmienia – kolonialne i secesyjne budynki wyburza się pod centra handlowe, takie jak duży budynek Vincomu na skrzyżowaniu z ulicą Ly Tu Trong. (Skwer nazywany jest złotą ziemią ze względu na swoją wartość deweloperską.)

Catinat Building

Pod numerem 26 Ly Tu Trong znajduje się Catinat Building [12] z 1927 r. w stylu art deco. W 1790 r. znajdowała się tu kolejna z wielu bram cytadeli Gia Dinh. W budynku, który oglądamy mieściły się sklepy dla najbogatszych klientów, biura plantatorów kauczuku, a w 1930 r. konsulat USA. Na dwa tygodnie przed atakiem na Pearl Harbor przeprowadzono tu zamach bombowy i wtedy wszyscy amerykańscy dyplomaci wyjechali z Indochin. Dziś Catinat Building to jeden z najbardziej zagrożonych wyburzeniem budynków w mieście. Podobny dom kiedyś istniał po drugiej stronie skrzyżowania, ale w jego miejscu stanęło centrum Vincomu…

Tuż obok pod numerem 22 Ly Tu Trong (wtedy 22 Gia Long Street), odbyła się słynna akcja ewakuacyjna – 29 kwietnia 1975 r. na dachu budynku, w którym mieściła się siedziba CIA, wylądował helikopter, aby zabrać stamtąd ludzi. Epizod ten został uwieczniony na zdjęciu Fall of Saigon holenderskiego fotoreportera Huberta van Es.

Jako ciekawostkę podam, że Amerykanie mogli stawić się w punkcie ewakuacyjnym bez zapowiedzi, ale dla Wietnamczyków z południa ewakuacja nie była łatwa. Musieli organizować nielegalnie wizy, których cena wzrastała trzykrotnie. Jeśli byli właścicielami jakichś posesji w mieście, zmuszeni byli je sprzedać po cenie nawet 75% niższej niż ich wartość.

kolonialna zabudowa przy Ly Tu Trong

Pod numerem 59-61 Ly Tu Trong [13], znajduje się kolejny kolonialny budynek (poznacie go po dużych drzewach i chaotycznym parkingu), nad którym wisi widmo rozbiórki. W 1866 r. był to urząd odpowiedzialny za sprawy finansowe, cywilne i sądowe kolonii francuskiej. Obecnie jest to Departament Informacji i Komunikacji oraz Handlu i Przemysłu. Jakiś czas temu ogłoszono konkurs na nowy budynek, który miałby stanąć w tym miejscu, ale nie wyłoniono zwycięzcy.

Idziemy w prawo ulicą Ly Tu Trong do ulicy Pasteur, która – jak wcześniej wspomniałam – w czasach kolonialnych była kanałem. Skręcamy w lewo i na skrzyżowaniu przy budce policjanta znowu w lewo. Znajdujemy się teraz w najbardziej reprezentacyjnym miejscu w Sajgonie – przed gmachem Ratusza Miejskiego na bulwarze Nguyen Hue.

Hotel de Ville, czyli Ratusz Miejski

Bulwar Nguyen Hue – część do budowy metra

Od Ratusza do rzeki Sajgon trasa liczy ok. 1 kilometr, a jej przejście może zająć ok. 15 minut. Jeśli chcecie skrócić zwiedzanie i iść od razu do Ben Thanh Market, to możecie to zrobić przy hotelu Rex, gdzie budują linię metra – szczegóły za chwilę.

Nguyen Hue żył w II poł. XVIII w. Był jednym z najwybitniejszych wojskowych w historii Wietnamu i wraz z braćmi poprowadził powstanie przeciwko rządzącym dynastiom, o którym wspominałam na początku. Później został cesarzem (przyjął imię Quang Trung), ale rządził jedynie cztery lata. W tym czasie przeprowadził wiele reform, m.in. wprowadził dowody osobiste.

Bulwar Nguyen Hue przeszedł w 2015 roku renowację. Mierzy 64 metry szerokości i 670 metrów długości. Z jednej strony zamyka go dawny Ratusz Miejski, z drugiej rzeka Sajgon. Bulwar tworzy centrum miasta i mówi się, że jest najbardziej nowoczesnym i najpiękniejszym deptakiem w Wietnamie. Jednak architekci i historycy narzekają, że jest to miejsce bez ładu, składu i pomysłu na zagospodarowanie przestrzenne.

Nie zmienia to faktu, że wieczorem bulwar Nguyen Hue tętni życiem i warto się nim przejść po zmroku!

Hotel Rex, wujek Ho i Hotel de Ville

Kiedy istniała cytadela Gia Dinh, bulwar był kanałem, który łączył rzekę z bramą cytadeli. Po jego obu stronach były dwie drogi, a na wodzie w łodziach handlowano tekstyliami. Francuzi nazwali go Grand Canal, ale kanał zasypano w 1887 roku ze względu na zanieczyszczenie wody.

Najbardziej reprezentacyjny budynek bulwaru to Hotel de Ville, dawny Ratusz Miejski [14]. Dziś mieści się tu siedziba partii. Kolonialny gmach został wzniesiony w latach 1902-1908. Nie można zwiedzać wnętrz, ale chyba każdy ma stąd zdjęcie z Ratuszem w tle.

Po prawej stronie (stojąc tyłem do Ratusza) widzimy Hotel Rex [15] z 1927 r. Obecna bryła budynku różni się od pierwszej, o dwa piętra niższej. Budynek został wzniesiony przez francuskiego biznesmena jako garaż i przedstawicielstwo handlowe Citroena i innych europejskich samochodów. Potem wykupiło go wspomniane już wietnamskie małżeństwo. W latach 1959-1975 gmach rozbudowano i przekształcono w hotel z setką pokoi, trzema salami kinowymi, salą taneczną, biblioteką i kawiarnią.

Eden Quadrangle, nowoczesny budynek w kolonialnym stylu

Pierwszymi gośćmi w 1961 r. było 400-stu żołnierzy USA, którzy dopiero przybyli do Wietnamu, czekali na rozłożenie garnizonu, a na dachu hotelu w kuchni polowej przygotowali kolację z okazji Święta Dziękczynienia. W czasie wojny mieszkali tu dowódcy wojsk, a także dziennikarze, którzy spotykali się w barze na dachu (zachował on swój dawny wygląd). Spotkania te nazywane były Five O’Clock Follies (Szaleństwa o piątej), gdyż często wyśmiewano nieprawdziwe raporty z pola walki.

Budynek naprzeciwko Hotelu Rex to Eden Quadrangle. Wygląda jak budynek kolonialny, ale to nowoczesne centrum handlowe Vincom, wybudowane w stylu neo-klasycystycznym. Wzniesiono je w miejscu innego wyburzonego budynku, oczywiście. Za Edenem skręćmy w lewo i przejdźmy do skrzyżowania.

Widzimy przed sobą gmach Opery [16] z 1897 r. Fasada budynku była wzorowana na Petit Palais w Paryżu, a detale wykonane i wysłane z Francji. Wcześniej budynek był dużo bardziej zdobiony, ale część ozdób usunięto, żeby odmłodzić jego wygląd. Pierwotnie teatr liczył 800 miejsc – obecnie jest ich 500. Przedstawienia odbywają się do dziś.

ho chi minh city w jeden dzień
Opera i Hotel Caravelle

Po lewej stronie Opery jest Hotel Continental [16] z 1880 r. – najstarszy w Sajgonie. Miał zapewnić przybyszom luksusowy odpoczynek po wielu tygodniach podróży morskiej. Hotel niejednokrotnie zmieniał właścicieli, w latach 1930-1975 zarządzała nim rodzina gangsterów z Kostaryki. Podczas wojny swoje biura miały tu Newseek i Times. Długoterminowym gościem hotelu był Graham Green (mieszkał w pokoju 214) – autor książki The Quiet American (możecie obejrzeć filmy Spokojny Amerykanin z 1958 i 2002 r.). Powieść opowiada o agencie CIA w latach 50., kiedy USA rozpoczynało interwencję w Wietnamie. Powieść stała się popularna, bo przewidziała wojnę w Wietnamie.

Po drugiej stronie Opery natomiast widzimy wysoki Hotel Caravelle [16] z 1959 r. Oryginalnie liczył on jedynie 10 pięter, obecnie – 24. Saigon Bar niemal nie zmienił się od początku istnienia. W hotelu zamontowano szyby kuloodporne. W 1964 r. wybuchła bomba na piętrze zajmowanym przez dziennikarzy, którzy w tym czasie przebywali na konferencji prasowej.

co zobaczyć w ho chi minh city
straszy i intryguje!

Bulwar Nguyen Hue – za budową metra

Żeby skrócić zwiedzanie, przy hotelu Rex możecie skręcić w uliczkę Le Loi, gdzie budują linię metra. Idąc nią cały czas prosto wyjdziecie przy Ben Thanh Market (ok. 10 minut). Jeśli chcecie kontynuować spacer to Bulwarem Nguyen Hue idziemy w lewo, w stronę rzeki.

Idąc w stronę rzeki po lewej stronie (Nguyen Hue 42) zobaczymy intrygujący budynek-straszydło z wieloma balkonami [17]. Nie udało mi się znaleźć informacji, z którego roku jest blok, na pewno istniał już w 1961 r. Obecnie mieszczą się tu popularne hipsterskie sklepy, kawiarnie i knajpki – można wpaść na sushi czy jedzenie wietnamskie.

W tym miejscu stał pierwszy Ben Thanh Market, a w obecne miejsce przeniesiono go w 1912 r.

Idąc dalej w stronę rzeki, tym razem po prawej stronie zobaczymy niski kolonialny budynek, nad którym wznosi się charakterystyczny wieżowiec Bitexco Tower (o nim więcej za chwilę). To Skarbiec Narodowy [18] z ok. 1925 r. Według plotki w czasie upadku Sajgonu w 1975 r. w skarbcu przechowywano 16 ton złota. Ekonomiści proponowali, żeby mądrze je zainwestować w celu odbudowy kraju, ale władze uznały pomysł za zbyt kapitalistyczny. Podobno wykorzystano je na “sytuacje awaryjne”…

Dochodzimy do rzeki, gdzie znajduje się terminal promowy – gdybyście chcieli spędzić dzień na pobliskiej plaży lub zrobić sobie fajną wycieczkę, promem można popłynąć do Vung Tau.

zwiedzanie ho chi minh city

Po naszej lewej stronie znajduje się Hotel Majestic [19]. Został on wybudowany w 1925 r. dla chińskiego biznesmena, który wtedy był najbogatszym człowiekiem w Południowym Wietnamie.

Ulica Ham Nghi i Ben Thanh Market

Ulica Ham Nghi od rzeki do Ben Thanh Market mierzy ok. 1 km. Przejdziemy ją w 15 minut.

Skręcamy w prawo do ulicy Ham Nghi – dawnej Rue du Canton. Tutaj w XIX wieku kończył się Sajgon – tereny na lewo (stojąc tyłem do rzeki) pokrywały pastwiska i mokradła.

Na początku Rue du Canton w 1885 r. znajdowała się pierwsza w mieście stacja kolejowa, którą potem przesuwano coraz bardziej w stronę Ben Thanh Market, bo wraz z rozwojem miasta oraz linii kolejowej, potrzebowano więcej miejsca na obsługę pasażerów.

Po drodze po prawej stronie mijamy szaro-beżowy narożny budynek (Hem Nghi 32) [20] z 1925 r. Pierwotnie nie miał górnego piętra, a dziesiejszy wygląd został mu nadany w latach 40. Właścicielem był potentat surowcowy Octave Homberg. Multimilioner nazywany był Midasem Kolonii, ponieważ zarządzał wieloma spółkami kredytowymi, agrarnymi, leśnymi i wodnymi, kopalniami węgla, plantacjami kauczuku, destylarniami, elektrowniami, czy rafineriami cukru.

Znajdujemy się pod Bitexco Financial Tower [21]. Wzniesiony w 2010 r. wieżowiec był najwyższym budynkiem w Wietnamie jedynie przez rok (obecnie jest na 3. miejscu). Liczy 68 pięter, a w kształcie przypomina pąk kwiatu lotosu – symbol kultury Wietnamu. Charakterystyczny talerz u góry to lądowisko dla helikopterów, ale po co je wybudowano w mieście, gdzie nie wolno latać śmigłowcami (poza ratunkowymi) – nie wiem. Inna plotka głosi, że lądowisko jest nieużywane, bo jest… za małe. 😀

Na górze wieży Bitexco znajduje się bar Heinekena (wejście płatne, w cenie jedno piwo) i inny, gdzie najtańszą opcją w menu jest piwo za 120 tys. dong (20 zł). Jeśli oczekujecie spektakularnych widoków miasta nocą, to możecie się rozczarować, więc średnio polecam.

Dochodzimy do dużego ronda przy Ben Thanh Market, na którym obecnie trwa budowa głównej stacji metra (kiedy się ukończy – nie wiadomo; już ma 10 lat opóźnienia).

co zobaczyć w sajgonie

Najwyższy beżowy budynek to gmach kolei [22] z 1915 r., który wybudowano z drugim dworcem kolejowym. Działał on do lat 30., kiedy okazało się, że w rozwijającym się mieście tory kolejowe blokują główne ulice, i wtedy wybudowano obecny dworzec kolejowy (poza centrum). Tory rozebrano w 1978 r.

W 1912 r. wybudowano Ben Thanh Market [23], pełen chińskich produktów i pamiątek w dużo zawyżonych cenach, więc trzeba się targować. Jedzenie w środku jest całkiem niezłe i tanie. Jeśli natomiast nie pasują Wam tamte warunki higieniczne, w uliczce za Ben Thanh Market znajdziecie Street Food Court (ceny turystyczne).

Choć ja polecam inne miejsce – najlepiej lunch zjeść nie w drogim centrum, ale w typowo wietnamskiej dzielnicy. Bo kolonialny Sajgon to nie jedyna twarz Ho Chi Minh City. Dlatego teraz proponuję wycieczkę do mojej dzielni – Binh Thanh!

sajgon co zobaczyć
rynek z rybami i owocami morza w Ben Thanh

Zwiedzanie Sajgonu – dzielnica Binh Thanh

Proponuję spędzić w Binh Thanh ok. godziny. Tak naprawdę to nie zwiedzanie, ale obejrzenie wietnamskiego Ho Chi Minh City!

Każda dzielnica poza centrum będzie wietnamska – prawie bez świateł drogowych, samochodów, z chaotyczną zabudową i tanim jedzeniem.

Proponuję Wam obiad tam, gdzie ja mieszkałam. Miałam tam swoje ulubione miejsca, w których jadałam nawet kilka razy w tygodniu. Przedział cenowy? Od 25 tys. dong do 60 tys. dong! (ok. 4-9 zł).

dzięki tej pani zaczęłam się uczyć wietnamskiego!

Macie kilka opcji dojazdu z centrum:
– lokalny autobus nr 19. z dworca – przejazd za osobę kosztuje 6.000 dong (ok. 1 zł) – wysiądźcie na przystanku Ngã Ba Hàng Xanh (uwaga, z powrotem musicie skorzystać z innego przystanku, ale lepiej wezwijcie Graba);
– GrabCar lub GrabBike (ewentualnie Uber) – tanio i najszybciej*;
– lokalna taksówka – nie polecam, bo są drogie, a kierowcy mogą nadrobić trasy, żebyście więcej zapłacili.

*Wklepcie sobie od razu poniższy adres, żebyście dojechali na pyszną bun chę, moje ulubione miejsce na obiad! Adres: 56 duong D2 (ulica D2, nr 56).

bun cha w mojej ulubionej knajpie!

Bun Cha to w wolnym tłumaczeniu zupa bekonowa. To jedno z moich najbardziej ulubionych wietnamskich dań, a w to konkretne miejsce potrafiłam przychodzić nawet 3 dni pod rząd. Nie przestraszcie się obskórnym wyglądem wnętrza, jedzenie jest naprawdę dobre! Polecam wziąć bun cha i nem, czyli sajgonek smażony w głębokim tłuszczu (razem ok. 55 tys. dong za porcję)

Polecam też Banh Xeo – moje ulubione było w uliczce Hem 69 (przy restauracji Popeyes na ulicy D2). Banh Xeo to smażone placki z ciasta ryżowego z krewetką i wieprzowiną, które zawija się w papier ryżowy z sałatą, ogórkiem i mango. Żeby znaleźć to miejsce musicie wejść w uliczkę Hem 69, minąć małe skrzyżowanie i pralnię, i Banh Xeo znajdziecie po lewej stronie. Poznacie to miejsce po specjalnej kuchence, na której pan smaży te pyszności! Uwaga – dostępne tylko po godzinie 17!

Co tu zobaczyć? Tak naprawdę… nic! Wystarczy, że staniecie na skrzyżowaniu i będziecie obserwować szalony ruch na drodze. Mi zdarzyło się kiedyś stać tak 1,5 godziny, bo obserwowanie jak Wietnamczycy radzą sobie na drogach wywołuje wielkiego banana na twarzy. 😀

wietnamskie osiedle widziane z naszego balkonu

Poza tym możecie przejść przez moje osiedle – jeśli chcecie zobaczyć, jak wyglądają wietnamskie osiedla wewnątrz. Boicie się, że się zgubicie? Nie martwcie się, droga przez moje osiedle akurat jest łatwa, bo ulica biegnie cały czas prosto! Poza tym jest tam też bezpiecznie, a mieszkańcy są przyjaźni. Jedyne na co musicie uważać, to skutery, bo jest tu ciasno!

Uliczka przez przez “moje” osiedle prowadzi z dwóch stron:
– od D2 – musicie wejść w Hem 69 (tak jak do Banh Xeo) i potem iść już cały czas prosto jak prowadzi uliczka, aż do głównej ulicy;
– od przystanku autobusowego Ngã Ba Hàng Xanh – wysiadacie z autobusu nr 19 i idziecie 15 metrów w lewo, aż zobaczycie wejście w osiedle – uliczka pomiędzy sklepem z etui na komórki i butami; nie wygląda zachęcająco, ale to tylko pierwsze wrażenie. Później będzie lepiej! I potem idziecie już cały czas do D2 (w pewnym momencie przy takim bladozielonym murze będzie rozwlidlenie – główna droga prowadzi w lewo).

moja ulica o poranku

Skrzyżowanie, gdzie zatrzymuje się autobus nr 19, to jedno z najgorszych skrzyżowań w okolicy. Jeśli chcecie poczuć trochę adrenaliny, to spróbujcie przez nie przejść – ja robiłam to dwa razy dziennie, bo po drugiej stronie miałam przystanek na autobus do pracy. Nieraz też zdarzało mi się pomagać Wietnamczykom przejść przez ulicę – szczególnie starszym osobom i kobietom z małymi dziećmi! (Pamiętajcie, żeby iść pewnie, ale nie biec i nie cofać się!)

Drugie dogodne miejsce na oglądanie ruchu drogowego to duże skrzyżowanie, które jest bardziej na lewo od ulicy D2. Musicie z niej wyjść do ulicy Dien Bien Phu, skręcić w lewo i iść cały czas prosto (miniecie zaśmiecony kanał ze slumsami po drugiej stronie ulicy) aż do Pearl Plaza – tu zobaczycie kładkę dla pieszych nad drogą. Idealne miejsce, żeby popatrzeć na ruch drogowy z góry! Polecam mieć coś od słońca, bo nie ma się tu gdzie schować.

I to tak naprawdę wszystko, co można robić poza centrum miasta – zobaczyć typowe wietnamskie osiedle, gdzie prawie nikt nie mówi po angielsku, popatrzeć na ruch drogowy i jeść, jeść, jeść, jeść, jeść.

komunizm i kapitalizm ramię w ramię…

Koniec dnia w Ho Chi Minh City

Ulicą Xo Viet Nghe Thin (Związku Radzieckiego :D) musicie iść prosto, aż dojdziecie do zoo – po drugiej stronie nad rzeką polecam usiąść na kawę, sok czy tanie piwo. Jeśli macie dość chodzenia – zamówcie Graba. 😉 Spacer nad rzeką wszystkim polecam, bo jest to bardzo zielona część miasta.

Drugim moim ulubionym miejscem na wieczory jest popularny bar Indika Saigon (House of Curiosity) – 43 Nguyễn Văn Giai, niedaleko rzeki. (Musicie wejść w głąb podwórka, przez inną knajpę.) Co prawda piwo tutaj jest droższe (najtańsze to ok. 40 tys. dong, czyli 6 zł), ale miejsce ma swój klimat!

imprezowa Bui Vien…

Ostatecznie możecie wrócić do centrum i iść na mocno turystyczno-imprezową ulicę Bui Vien. My jako ekspaci, staraliśmy się to miejsce omijać, bo jest okropne, ale dziwnym trafem zwykle tu lądowaliśmy, bo piwo było najtańsze. 😀

###

I to by było na tyle! Chciałam pokazać Wam ciekawy Sajgon, gdzie zachowane są dawne kolonialne budynki, a jednocześnie “moją” dzielnię, w której fajnie się mieszkało. Mam nadzieję, że przewodnik po Sajgonie pomoże Wam zobaczyć to miasto w ciekawy sposób!

A jeśli macie uwagi, coś się zmieniło, lub chcecie powiedzieć, że Wam się podobało (lub nie :P), to zapraszam do komentowania! 🙂

zapraszam do Sajgonu! 🙂

25 odpowiedzi

  1. Haniu, rewelacja, jak po każdym wpisie, czułem, jakbym spacerował po Sajgonie, super opowieść, trasa, informacje, wiele nam pomoże przed wyjazdem do Wietnamu. Będziemy lądować w tym mieście i posiedzimy kilka dni, by się aklimatyzować, odpocząć i zwiedzić ten moloch. Więc skorzystamy z tego na pewno, oprócz tej trasy i miejsc, chcemy zobaczyć też inne. Dzięki za super wpis, poświęcony czas i pracę, doceniam takich ludzi, gratulacje!👏

  2. Hej! A kiedy można się spodziewać wpisu o jedzeniu w Wietnamie, gdzie już wcześniej ktoś o tym wspominał? 🙂 Wybieramy się w listopadzie grupą znajomych i już przeczytałam wszystkie artykuły dotyczące Wietnamu właśnie 😀 I czekam na kolejny 🙂

    • Hej! Nie wiem niestety. Ostatnio pochłania mnie kilka projektów, blog bardzo zwolnił, a doba się nie wydłużyła 🙁 Ciężko powiedzieć, kiedy będzie wpis o jedzeniu, bo często pisanie jednego posta zajmuje mi 2-3 tygodnie…

  3. Post przeczytałem z prawdziwym zainteresowaniem. Sajgon wydaje się fascynującym miastem, pełnym kontrastów i niespodzianek… Niewykluczone, że kiedyś sam się tam wybiorę 🙂

  4. Kolejna świetna opowieść o Wietnamie. Muszę w końcu się zmobilizować i wybrać do tego kraju, Twoje wpisy bardzo mocno do tego zachęcają, ale jak ogarnąć tak długi urlop? 🙁

    • Ogarnij tyle ile możesz i na tyle jedź. 🙂 Ja pracuję zdalnie – wożę ze sobą pracę w kompie w plecaku. Dlatego lubię też podróżować powoli, żeby znaleźć ten balans w drodze między poznawaniem innego kraju, a pracą. 🙂

  5. Haniu cudnie! W moim planie na Wietnam (luty) mam wpisane: zwiedzanie Sajgonu. No podałaś mi na tacy gotowe rozwiązania. Albo to podzielę na 2 dni, albo zrobię mojej drużynie taki sprint, że padną 🙂 A ja z nimi.

  6. Dziękuje za świetny opis. Z pewnością skorzystam z niego. W Sajgonie bede 27-29 grudnia. Podróżuje samotnie. Jak z bezpieczeństwem kobiety ktora ma poruszać sie w Sajgonie ? Ps. Gdzie proponujesz sie zatrzymać jakis hotel, albo poprostu ktora dzielnica ? Pozdrawiam serdecznie

    • Jeśli ja tam mieszkałam 11 miesięcy i czułam się bezpiecznie, to pewnie w ciągu 2 dni będziesz się czuć podobnie. 🙂 Trzeba tylko uważać na kieszonkowców i złodziei na skuterach – wyrywają telefony i aparaty z ręki i odjeżdżają. Polecam dzielnicę 1. albo 3., bo są najbliżej centrum 🙂

    • Dziękuje Haniu za odpowiedź.
      Skoro Ty, tyle mięsiecy tam przeżyłaś to i ja te dwa szybkie dni również przeżyje.
      Sajgon bedzie jednym z wielu miejsc docelowych podczas mojej pierwszej samotnej podróży po Azji.
      Wybieram sie na 35 dni i już nie moge się doczekać.
      Ja BialaOrchidea i mój plecak pełen marzeń. 🙂

  7. “Ciekawe, czy jest tam niezły sajgon” aż samo ciśnie się na usta 😀
    Napisz mi, proszę, Haniu, jak w Wietnamie jest ze smogiem? Wiem, że w Chinach trudno się oddycha z tego powodu, jednak mam nadzieję, że w Wietnamie jest inaczej.

    Pozdrawiam,
    Dawid

    • Jest bardzo źle, chociaż nie wiem czy w Chinach nie gorzej – nie byłam. Ale krakowski smog to to nie jest, to jest taki czarny pył co się unosi w powietrzu i osiada na wszystkim, a niebo czasem jest szaro-żółte przez to… :/ Ja co prawda nie nosiłam maseczki, ale nie dało się jeździć na skuterze bez okularów. Mój współlokator, który dużo częściej przemieszczał się po mieście to już taką maseczkę nosił. :/

  8. Czy mogłabyś polecić jakąś lokalną firmę, która organizuje fajne wycieczki jednodniowe z Ho Chi Minh do delty Mekongu? Będę wdzięczna za informację 😊

    • Niestety nie, wszystko sama sobie organizowałam – w HCMC na Pham Ngu Lao jest mnóstwo organizatorów wycieczek, ale dużo taniej jest dojechać autobusem, nocleg na miejscu organizować przez booking, a wycieczki lokalne właśnie brać z tego noclegu 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *