Polonnaruwa, Sri Lanka: Ruiny miasta-ogrodu

Po świątyni Rangiri w Dambulli zdecydowałam się wybrać na zwiedzanie ruin w miejscowości Polonnaruwa, chociaż żołądek nie powrócił jeszcze do pełni zdrowia. Ba, a nawet pomimo zakwasów w nogach (tak, weekendowe wejście na Szczyt Adama ciągle dawało się we znaki) podjęłam ambitną decyzję o wypożyczeniu roweru! Stwierdziłam, że będzie szybciej i – tutaj podziękowania dla Męża-sportowca, który po każdym ultramaratonie nie leży w łóżku i nie jęczy, że boli, tylko wychodzi zakwasy “rozbiegać” i tego mnie właśnie nauczył – że to będzie najbardziej efektywny sposób rozruszania moich skamieniałych mięśni.

Z Dambulli dojechałam do Polonnaruwy autobusem w ciągu godziny. Rower wypożyczyłam tuż przy przystanku (400 Rs za cały dzień, czyli niecałe 10 zł) i ruszyłam najpierw do muzeum, a potem na eksplorację ruin średniowiecznego miasta.

Przyznam, że muzeum archeologiczne w Polonnaruwie jest jednym z ciekawszych na Sri Lance, głównie dzięki makietom budynków, które przedstawiają skalę tego niegdyś ogromnego miasta. Dziś możemy oglądać tylko ruiny stanowiące niewielki procent tego, co było kiedyś, chociaż i tak robi duże wrażenie. Sale muzeum poświęcone są każdej “dzielnicy” miasta: Cytadeli, miastu zewnętrznemu, klasztorowi, peryferiom i posągom hinduistycznym, i zawierają naprawdę bogatą kolekcję zbiorów.

Ruiny miasta porozrzucane są na ogromnym porośniętym dżunglą terenie. Nie spodziewajcie się jednak dżungli rodem z Angkor Wat w Kambodży i filmów o Larze Croft. Jest to raczej lankijska dżungla bardziej przypominająca las z zadbanymi drogami i… toaletami (tak, tylko w Polonnaruwie widziałam toalety o standardzie europejskim). Pozostałości budynków natomiast zostały oczyszczone ze zbędnych krzaków, krzaczków i krzaczorów, co trochę ujmuje dzikości miejsca (i zabiera cień…), ale i tak warto je zobaczyć.

Gdybyście się też zastanawiali, czy zwiedzić Polonnaruwę, czy Anuradhapurę (której początki sięgają nawet X wieku p.n.e. – według archeologów) – wiele spotkanych przeze mnie osób jednogłośnie stwierdziło, że Polo jest w dużo lepszym i ciekawszym stanie niż Anu (choć Anu jest większe). Ja widziałam tylko Polo (a i tak niecałe), więc mogę jedynie polegać na ich osądzie.

Kompleks pałacowy w Polonnaruwie pełnił początkowo jedynie funkcję okresowej rezydencji królów. Kiedy Ćolowie (indyjska dynastia pochodzenia tamilskiego; inna nazwa: Ciułowie) zniszczyli w X wieku stołeczną Anuradhapurę, Polonnaruwa została przekształcona na główną siedzibę króla i przez lata rozbudowywana. Złoty wiek miasta przypada na 2. poł. XII w., kiedy pod panowaniem króla Parakramabahu I Wielkiego (1153-1186) rozkwitł handel i rolnictwo. Władca otoczył wtedy siedzibę potrójnym murem i zrobił z niej miasto-ogród, w którym pałace i świątynie idealnie współgrały z krajobrazem.

Zbudował też na całym terenie niezwykle efektywny system irygacyjny, który magazynował wodę w porze suchej, np. na jego polecenie wykopano jezioro Parakrasamudra (dosł. “Morze Parakramy”). Dzisiaj jest ono tak wielkie, że nie widać drugiego brzegu, a to dlatego, że połączono je z dwoma innymi akwenami. To jedyny sztuczny zbiornik, który nigdy nie wysycha, gdyż jest zasilany wodami najdłuższej rzeki na wyspie, Mahawelli Ganga. Polonnaruwa w tamtym okresie była państwem zupełnie samowystarczalnym.

Następcą Parakramabahu I był Nissanka Malla (1187-1196), który, chcąc doścignąć osiągnięciami architektonicznymi swojego poprzednika, doprowadził królestwo na skraj bankructwa, gdyż jednocześnie wznosząc wspaniałe budowle, zmniejszył podatki i rozdawał poddanym pieniądze, złoto, bydło i inne wartościowe rzeczy (chciał w ten sposób zmniejszyć przestępczość). Od tego czasu miasto powoli chyliło się ku upadkowi, głównie poprzez najazdy Tamilów. Stołeczne funkcje pełniło jeszcze w XIII wieku, ale w końcu zostało porzucone i pochłonięte przez dżunglę.

Zwiedzanie zaczyna się od Cytadeli, gdzie znajdują się ruiny pałacu króla Parakramabahu. Mierzył on 31×13 m i podobno liczył 7 pięter. W murach grubych na 3 metry widać jeszcze otwory po belkach stropowych. Dzisiaj można oglądać tylko pozostałości dwóch pierwszych poziomów, a jeśli górne piętra faktycznie istniały, musiały być zrobione z drewna i spalone podczas najazdu Ćolów.

Innymi pozostałościami na terenie Cytadeli są: basen kąpielowy i sala audiencyjna króla.
Basen kąpielowy zbudowany został na tyle głęboko, że kąpiel w nim jest możliwa nawet przy niskim stanie wody. Wodę do niego doprowadzano kanałem z akwenu Parakrasamudra.

Sala audiencyjna króla znajduje się na podwyższeniu i można ją poznać po 18 kolumnach i posągach lwów umieszczonych przy schodach. Dachu brak, bo podobno także był zrobiony z drewna. Legenda mówi, że król spotykał się tutaj ze swoimi 18 ministrami. Podobno oczekiwali oni wezwania siedząc na murze urzędu, a przy kolumnach oczekiwali ich sekretarze, którzy przekazywali wezwanie króla. Pozostałości tronu widać na środku ściany na końcu sali.

Kolejną częścią, do której można jeszcze dojść piechotą, jest Święty Kwadrat (Quadrangle). Do pozostałych ruin Polonnaruwy dojedzie się rowerem, tuk-tukiem lub taksówką. Lub spasuje się po drodze. 😉

Po drodze do Świętego Kwadratu znajduje się jeszcze hinduistyczna Świątynia Penisa Sziwy, która jest ciągle w użytkowaniu, więc przed wejściem do niej należy zdjąć buty i nakrycie głowy oraz okryć ramiona. Wewnątrz Świątyni na małym ołtarzyku znajduje się Penis w formie kamienia obłożony kwiatami.

Kilkadziesiąt metrów dalej znajduje się już Quadrangle, czyli zespół świątynny usytuowany na kwadratowym wzniesieniu. W Świętym Kwadracie znajdują się: buddyjskie świątynie Tuparama, Vatadage, Atadage, Hatadage, kilka mniejszych miejsc kultu oraz księga Gal Pota.

Pierwsza przy wejściu do Świętego Kwadratu jest świątynia Tuparama. Buddyjska, ale wybudowana w hinduistycznym stylu, co ukazuje jak silny był wpływ hinduizmu na tych terenach. Przed złupieniem przez Ćolów w XII wieku, świątynia była najbogatszą w Polonnaruwa. Pośrodku znajdowała się ozdobiona kamieniami szlachetnymi statua Buddy, który oczy miał zrobione z dwóch wielkich szafirów. Na wprost jego głowy znajdował się otwór, przez który wpadało światło i odbijało się w klejnotach.

naprawdę, nie wiem jak to się stało, że jestem po tej stronie aparatu ;)

Najbardziej okazałą świątynią w Kwadracie jest Vatadage, okrągła świątynia buddyjska z posągami Buddy (kiedys czterema, dziś zostały tylko dwa) patrzącymi w cztery strony świata. Czwórka jest tutaj symboliczna, gdyż przedstawia Cztery Szlachetne Prawdy, a prowadzi do nich Szlachetna Ośmioraka Ścieżka, czyli 8 stopni. Kolumny dookoła stupy prawdopodobnie podtrzymywały drewniany dach, na co wskazują znalezione w okolicy gwoździe i dachówki, ale według drugiej teorii wieszano na nich lampy, zasłony i inne buddyjskie ozdoby.

W głębi Kwadratu znajduje się kilka mniejszych świątyń. Atadage jest jedną z nielicznych pozostałości po Vijayabahu I, który przeniósł stolicę z Anuradhapury do Polonnaruwy.
Hatadage natomiast została wzniesiona przez króla Nissanka Malla podobno w 60 dni. W obydwu przechowywana była relikwia zęba Buddy.

Atadage

Na samym końcu natomiast można zobaczyć kamienną księgę Gal Pota, która waży 80 ton (!) i zawiera informacje o osiągnięciach Nissanka Malla, przeprowadzonych przez niego reform oraz testament, w którym wyznaczył następcę. Tuż przy księdze wznosi się świątynia Satnahal Prasada w kształcie schodkowej piramidy. Budynek, dość nietypowy w swojej formie jak na lankijskie standardy, został prawdopodobnie podarowany mieszkańcom Polonnaruwy przez Khmerów. Obecnie widać tylko sześć poziomów, ale pierwotnie było ich siedem.

księga Gal Pota
Satnahal Prasada

Ostatnim etapem zwiedzania Polonnaruwy jest miasto mnichów, położone na północ od Cytadeli i Świętego Kwadratu. Oczywiście jadąc do niego mija się mnóstwo innych ruin, ale są to głównie fundamenty zabudowań, wśród których nie ma nic ciekawego. Oprócz tego, oczywiście, że przedstawiają jak wielkie było kiedyś to miasto.

Po drodze jeszcze widać jedną z największych stup na Sri Lance, Rankot Vihara, która mierzy 55 m wysokości i została wzniesiona przez króla Nissanka Malla.

Dwie ostatnie świątynie to niegdyś ogromna Lankatilaka, po której dzisiaj zostały tylko 17-metrowe ściany i wielki bezgłowy posąg Buddy, oraz Kiri Vihara, która została ufundowana przez królową Subadrę, żonę Parakramabahu. Pierwotnie świątynia nazywała się Rupavati. Obecna nazwa (“mleczna biel”) została nadana, ponieważ kiedy po 700 latach oczyszczono stupę z puszczy, okazało się, że wapień, z którego jest zrobiona, jest w idealnym czystym stanie. Dookoła Kiri Vihara widać wiele mniejszych dagob, które były kryptami grobowymi dla mnichów.

polonnaruwa

Na samym końcu miasta znajduje się Gal Vihara, czyli grupa wykutych w skale posągów Buddy. Leżący posąg Buddy umierającego ma 14 m długości, a przy jego głowie znajduje się inna, wysoki na 7 m rzeźba wykuta w skale. Podobno również przedstawia Buddę, ale są też głosy, że to ukochany uczeń Oświeconego, Ananda, ten jednak zwykle przedstawiany jest nie przy głowie, ale przy stopach Buddy, dlatego ta teoria nie ma zbyt wielu zwolenników.

Z Gal Vihara można udać się jeszcze dalej, gdzie znajduje się jeszcze kilka innych stup, ale na najwięcej uwagi zdecydowanie zasługują Cytadela, Święty Kwadrat, miasto mnichów i Gal Vihara.

Mi zwiedzanie rowerem zajęło jakieś 4 godziny z przerwami, bo musiałam dać odpocząć nogom. No i przyznam, że pedałowanie w słońcu, w temperaturze 30-kilka stopni (a odczuwalne dużo więcej, bo było strasznie duszno), bez wiatru jest dość męczącym wyczynem.

Na szczęście dzień w Polonnaruwie zakończyłam spotkaniem Lankijczyka Chamindy, który zabrał mnie do… Nie. Ta historia zasługuje na odrębny wpis. Tak czy tak, przekonałam się po raz kolejny, że czasem warto zaufać obcym. 🙂

POLONNARUWA WSKAZÓWKI:

Wstęp do ruin miasta kosztuje 25$, cholernie dużo (podatek od białej skóry…), ale osobiście uważam, że warto. Bilety można kupić tylko w muzeum (wstęp do muzeum jest w cenie biletu).

Na każdym rogu praktycznie można wynająć rower, tuk-tuk czy taksówkę. Oczywiście za wstęp kierowcy płacą turyści, ale niech was to nie przeraża, bo cena dla Lankijczyków nie jest większa niż 100 Rs (ok. 2,50 zł).

Na pewno warto mieć przy sobie jakieś nakrycie głowy, coś do picia i jedzenia, chociaż na miejscu też możecie kupić, i coś do okrycia ramion, jeśli chcecie wchodzić do świątyń.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

CommentLuv badge