Podsumowanie roku 2018 i nie-plany na 2019

Jestem! Żyję! Ostatnio byłam bardzo mało aktywna zupełnie nieaktywna na blogu, bo przytłoczyło mnie życie offline, ale właśnie wracam do Was z najnowszym tekstem. I choć wiem, że nikt już w ogóle nie pamięta o roku 2018, to te coroczne podsumowania są moją małą tradycją. I mimo że teraz już bliżej do lutego niż do zeszłego roku, to podsumowanie musi być. Gotowi? No, to jedziemy!

Na początek przypomnę tylko, że zawsze czytam podsumowania z poprzedniego roku, żeby sobie przypomnieć co planowałam na rok kolejny. Oczywiście, zwykle nic z tych planów nie wychodzi, a życie ma dla mnie co rusz nowe niespodzianki, ale lubię sobie porównać o czym myślałam dokładnie 12 miesięcy wcześniej z tym, jak się życie potoczyło.

Podsumowanie roku 2017 pisałam jeszcze z Wietnamu, który zaczął mi w grudniu dawać do zrozumienia, że już mnie nie chce i trzeba wracać do domu. Tutaj możecie przeczytać, jak wyglądał ten szalony, wietnamski 2017 rok, a tymczasem pozwólcie, że Wam przypomnę mój 2018 rok. Rozpoczęty w Wietnamie, w połowie spędzony w Polsce, a zakończony w słonecznej Hiszpanii.

Styczeń, luty

Na początku stycznia, po niemal 1,5 roku w Azji Południowo-Wschodniej podjęłam decyzję, że opuszczam Wietnam, w którym mieszkałam w sumie rok, i wracam do Polski. Byłam zmęczona Azją, szczególnie Wietnamem, którego realia życia potrafią dać nieźle w kość, tęskniłam za Polską i rodziną, i czułam, że po prostu chcę wrócić. Decyzja zapadła więc szybko, choć nie bezboleśnie.

Na sam koniec mojej azjatyckiej przygody zrobiłam sobie jeszcze miesięczny trip przez cały kraj. Zobaczyłam Deltę Mekongu (uwielbiam!!!), Dalat (tutaj przeczekałam szalony Chiński Nowy Rok), Nha Trang, Hue i Hoi An, kilka parków narodowych, zatokę Ha Long i Hanoi. Pod koniec byłam już nieźle zmęczona, ale ostatni tydzień spędziłam u Marii, którą poznałam kilka miesięcy wcześniej w Mui Ne, więc po prostu chillowałam w Hanoi i co nieco zwiedzałam. 🙂

moje ulubione zdjęcie z Wietnamu!

Pamiętam, że na kilka dni przed powrotem do Polski byłam przerażona. (Więcej o tym możecie przeczytać tutaj.) Czułam się jakbym miała ogromny kamień na klatce piersiowej, o czym zresztą już pisałam na blogu. Nie wiem dlaczego, ale wydawało mi się, że jadę w wielką podróż po raz pierwszy w życiu i nie wiem, czego oczekiwać. Może to właśnie było to? Że po 19 miesiącach nieobecności w Polsce nie wiedziałam czego się po niej spodziewać?

Bo to jest tak, że kiedy wracamy z długiej podróży, to dookoła słyszymy, że się zmieniliśmy. Ale Polska i to, co do tej pory znaliśmy, też się dla nas zmieniło. Po prostu będąc na miejscu tych zmian nie dostrzegamy. A na odległość już tak…

Marzec, kwiecień, maj, czerwiec

Jak tylko wylądowałam w Polsce (jeszcze się po drodze najadłam w Katarze hummusu!) to stwierdziłam, że jednak nie było się czego bać. Czułam się świetnie! Byłam megapodekscytowana, ale… jedno co mnie uderzyło to to, że rozumiem co mówią ludzie dookoła mnie. 😀 Czułam się jakbym niechcący czytała wszystkim w myślach, jakby te myśli w ogóle wdzierały się do mojej głowy, chociaż ja wcale tego nie chciałam i było mi z tego powodu bardzo głupio, hahaha 😀

Byłam w domu zaledwie dzień, a nasypało tyle śniegu, że myślałam, że umrę ze szczęścia. 😀 W Polsce wszystkim zima zbrzydła niczym Despacito, a mi się właśnie za nią najbardziej tęskniło.

Despacito też mi nie obrzydło. Wiecie, w Wietnamie słuchają innej muzyki, więc wyobraźcie sobie jaka byłam zachwycona, kiedy usłyszłam to w polskim radiu, nawet jeśli wszyscy dookoła chcieli się pociąć mokrym herbatnikiem. 😉

Praktycznie od razu po powrocie odwiedziłam Opole i na IV Opolskim Festiwalu Podróżniczym opowiadałam o życiu w Wietnamie.

6. Zjazd Blogerów Podróżniczych w Cieszynie

Po marcowej zimie były święta Wielkanocne, które spędziłam z Rodziną, a potem od razu przyszło lato (pamiętacie jak było gorąco?) i byłam jeszcze bardziej zachwycona, bo tęskniłam za polską zielenią! Co jak co, ale jednak zieleń u nas, a zieleń w Azji to inne kolory. Ta nasza jest bardziej świeża i nasycona. Cudna!

Cały kwiecień praktycznie obfitował u mnie w eventy i spotkania ze znajomymi. W połowie miesiąca odbył się 6. Zjazd Blogerów Podróżniczych w Cieszynie, na który jechałam w te pędy, bo stęskniłam się za tymi podróżującymi mordami. 😀 Niektórych nie widziałam nawet dwa lata! Przyznaję, na tym zjeździe byłam na towarzyskim haju. 😀

Po Cieszynie od razu pojechałam do Poznania, gdzie spędziłam trochę czasu z Kingą z bloga Floating My Boat, a w kolejny weekend odbywało się Blog Conference Poznań, event dla blogerów, który w sumie tylko mi uświadomił, że jednak wolę Cieszyn, a mój blog jest już na dość wysokim poziomie…

Ale nie wszystko szło tak pięknie, bo miałam kryzys. Z Azją. Z pisaniem. W ogóle nie mogłam przymusić się do pisania, a już na pewno nie do pisania o Wietnamie. Miałam azjowstręt i blogowstręt tak silny jak nigdy wcześniej, a bloguję już osiem lat… Przez pewien czas zastanawiałam się więc, co powinnam z tym zrobić, aż w końcu stwierdziłam, że potrzebuję czegoś nowego, powiewu świeżości.

Więc założyłam kanał na YouTube. 😀 Nagrałam dwa pierwsze filmy i od razu znowu zachciało mi się pisać! I to nawet o Wietnamie, uwierzycie? 🙂

Będąc w rozjazdach po Polsce i towarzyskich hajach nawet nie zauważyłam, kiedy skończył się kwiecień, a zaczęły maj i czerwiec. Wrzucam je w jedno hasło: wycieczki szkolne. Byłam mega zajarana, że w taką piękną latosnę (czyli wiosnę i lato w jednym, hahaha) zobaczę znowu tyyyyle Polski! Byłam w Karkonoszach, Tatrach, Krakowie, Lublinie i Zamościu, na wyspie Wolin, w Trójmieście i na Helu. Do tego szybki wypad do Berlina, Pragi i w Tatry Słowackie. Oczywiście lepszej pogody nie mogłam mieć, więc byłam zachwycona.

Lipiec, sierpień, wrzesień

Tak jak pisałam rok wcześniej – nie ma sensu robić planów. Po powrocie z Wietnamu stwierdziłam, że mój jedyny plan jest taki, że zostaję w Polsce maksymalnie 6 miesięcy. Po tym czasie jadę dalej. Gdzie? Zobaczymy.

W lipcu i sierpniu działałam w Fundacji EBU w moim rodzinnym Mińsku Mazowieckim. Przez dwa miesiące koordynowałam zespół wolontariuszy z Europy i Mińska. I muszę przyznać, że ten czas spędzony z młodzieżą (przeważająca większąść z nich miała 15-18 lat), która nie mówi do mnie per ‚pani’, dał mi mega zastrzyk energii. Świetnie się bawiłam, a przebywanie z młodszymi od siebie ODMŁADZA!!! 😀 (Choć ja nigdy nie czułam się staro.) Polecam, serio. 😉

wolontariusze Fundacji EBU 🙂

Wiedziałam, że we wrześniu chcę ruszyć dalej, ale jeszcze nie wiedziałam gdzie. Po drodze odwiedziłam siostrę, która mieszka w Augsburgu pod Monachium, Kraków, gdzie spotkałam się z Michałem z bloga Życie jest Piękne i blogerami ze Stanów, których poznałam w Nepalu – Bobo and Chichi. Przez 3 dni też pracowałam na Sycylii jako pilot wycieczek, na urodzinach pewnego polskiego milionera.

I wtedy już się potwierdziło – stuknęła mi w tym roku trzydziestka, więc to ostatni moment, żeby jechać na wolontariat EVS. I trafiło na Hiszpanię, a dokładnie Granadę. Ciekawe, że nigdy nie byłam zainteresowana tym krajem, ale gdybym już miała jechać, to w pierwszej kolejności odwiedziłabym właśnie Granadę (ach, ta moja fascynacja kulturą arabską). I proszę, samospełniająca się przepowiednia – miałam tam jechać na całe osiem miesięcy.

wakacje u siostry 😀

Jeszcze przed wyjazdem we wrześniu odwiedziliśmy z Brewą z bloga Jedź, Baw się ponownie Kingę w Poznaniu, a za tydzień już siedziałam w samolocie do Hiszpanii.

Praktycznie od mojego powrotu w marcu do wylotu we wrześniu (6 miesięcy!) nie miałam w co rąk włożyć. Roboty było dużo, i ok, w sumie cieszy mnie to, bo jeszcze w Wietnamie przerażała mnie perspektywa powrotu do DROGIEJ Europy bez pracy. Łapałam się różnych możliwości, żeby się utrzymać, a jednocześnie odłożyć nieco pieniędzy na kolejną przygodę. Super, udało mi się.

Ale kosztem bloga – jak zwykle. Trochę szkoda, bo mam kolejkę wpisów z Wietnamu do skończenia, ale po prostu nie miałam czasu. Z drugiej strony to też jest lekcja, żeby jednak zakasać rękawy i działać, pracować nad blogiem, bo mogę z niego żyć. Jestem bardzo blisko tego i to mnie motywuje najbardziej.

fot. Kinga Mądro

Październik, listopad, grudzień

Pod koniec września wylądowałam w Granadzie, gdzie zostaję do maja. Odbywam tu wolontariat w lokalnej organizacji, czyli… w sumie nie wiem co robię, bo do tej pory zadań było bardzo mało. Sama więc je sobie wymyślam. 😉

Na przykład w październiku wreszcie skończyłam mój autorski przewodnik po Sri Lance, nad którym siedziałam jakieś dwa lata, bo co chwila zmieniała mi się koncepcja. Ale jest! Skończyłam! 1. listopada opublikowałam go na blogu i widząc jakie jest zainteresowanie, naprawdę zastanawiam się dlaczego aż tyle czasu mi to zajęło…

Poza tym chcę więcej opisać mojego życia w Granadzie, bo bawię się tu po prostu świetnie. Mam fajnych współlokatorów – Marciego z Węgier i Kursata z Turcji, tapas na każdym kroku i słońce niemal codziennie. 😉 Czemu więc o życiu w Granadzie napisałam dopiero jeden post?

Marci, ja i Kursat w Madrycie

Cóż, listopad rozpoczął się szkoleniem z Agencją Narodową, co przechodzą wszyscy wolontariusze EVS, a potem Hiszpania zrujnowała moją rutynę. Zwykle potrafię wstać o 6.30 bez budzika, zrobić sobie kawę i od razu usiąść do pracy, a tu pokój mam tak ciemny, że o godz. 10 rano nie wiem jeszcze czy już jest dzień. Do tego organizacja pracy zaczęła mnie cholernie wkurzać i przypominać tę w Wietnamie, czyli wszystko stało na głowie. Rutyna posypała się na ponad miesiąc i zupełnie nie potrafiłam jej pozbierać.

W grudniu jeszcze odwiedziła mnie Emma, z którą mieszkałam w Wietnamie, a kilka dni później siedziałam już w samolocie do Polski, bo obiecałam sobie, że Boże Narodzenie spędzę w domu. I najlepszy prezent jaki mogłam dostać na święta był taki, że w rodzinnym mieście moich rodziców mieliśmy BIAŁE Boże Narodzenie! Śniegu napadało mega dużo, a wieczorem tak sobie powoli, leniwie sypał, normalnie jak w bajce.

fot. Marci Gorka

Dziesięć dni w Polsce jednak mnie mega umęczyło (to zimno? szarość? ciężkie jedzenie?), więc raczej chętnie wróciłam do Hiszpanii i moich 16 stopni Celsjusza w Granadzie.

Na koniec Sylwestra spędziłam w tradycyjny hiszpański sposób – o północy zjadłam 12 winogron mając na głowie różowe majtki w jednorożce. Nie wiem co prawda jak je jadłam, że przy uderzeniu ostatniego gongu ciągle miałam w misce jeszcze 3 owoce, ale wepchnęłam je sobie na raz do ust i stwierdziłam, że chyba przegrałam 😀 Ale co tam, bawiłam się wybornie! Feliz Año Nuevo 2019! 😀

Nie-plany na 2019

Rok temu tłumaczyłam, że nie ma sensu robić planów na dłużej niż dwa, trzy miesiące. Życie mnie nieźle zaskakuje i często korzystam z okazji, które się akurat trafiają, a nie dało się ich przewidzieć wcześniej, stąd termin nie-plany. 😉

Więc jakie są te nie-plany na ten rok?

Styczeń rozpoczęłam z przytupem, było mnóstwo pracy, również nieco podróży, no i wymusiłam wreszcie od mojej organizacji, żeby dali mi grafik, bo ja bez grafiku nie umiem pracować. I jak tylko go dostałam, od razu zaczęłam odbudowywać swoją rutynę. Nie wstaję co prawda o 6:30, tylko godzinę później, ale jestem tysiąc razy bardziej produktywna niż w listopadzie czy grudniu.

A z tym wiąże się więcej postów na blogu! Ale o tym za chwilę.

fot. Marci Gorka

Do końca maja pracuję w organizacji w Hiszpanii, to jest pewne. Nie zamierzam jednak stąd wyjeżdżać jak moja praca się skończy. Ten kraj mi się bardzo podoba, choć jest nieźle zakręcony. Na pewno chciałabym więcej o nim napisać, szczególnie o Andaluzji.

Chciałabym też pojechać gdzieś dalej. Chwilowo nie mam żadnych konkretnych planów, ale po głowie chodzi Jordania, do której bardzo chcę wrócić.

Rok 2018 raczej nie obfitował w podróże do nowych krajów, ale z Hiszpanii mam rzut beretem do Portugalii, Maroka czy Andorry, może więc ten 2019 będzie lepszy i bardziej podróżniczy.

Poza tym chciałabym rozwinąć blog. Tak, mówię to co roku, ale nie zapowiada się, żebym w 2019 była tak zajęta pracą stacjonarną jak rok temu. To znaczy, ja nie chcę być zajęta pracą stacjonarną. Lubię pracować dla siebie, sama sobie ustalać zasady i godziny pracy, być elastyczna z podróżami i przede wszystkim – pisać. Uwielbiam to, co robię – tworzenie postów, opisywanie krajów, w których byłam, dawanie porad i układanie programów wyjazdów. Chcę się przede wszystkim tym zająć.

fot. Marci Gorka

Więc chcę rozwinąć blog. W 2018 powstało zaledwie 9 tekstów, co daje mniej niż jeden na miesiąc. Wiem, że mogę stworzyć ich więcej. Mam całą kolejkę wpisów do opracowania, szczególnie z Wietnamu i chcę się temu poświęcić. No i ten YouTube… Nie chcę się przerzucać definitywnie z pisania na tworzenie filmów, ale kręcenie i edycja sprawiają mi pewną frajdę, więc mam nadzieję się na tym polu nieco rozwinąć.

Po głowie chodzi też napisanie kolejnego autorskiego przewodnika i ponowne rozkręcenie mojego angielskiego bloga, ale to tylko luźne myśli. Nieywkluczone jednak, że się tym zajmę na poważnie – najpierw jednak muszę skończyć pracę w organizacji w Granadzie, żeby nie łapać zbyt wielu srok za ogon. 😉

###

To był dobry rok. Rozpoczęłam go w Wietnamie, połowę spędziłam w Polsce, a skończyłam w Hiszpanii. Choć nie miałam zbyt wiele czasu dla bloga, to rok 2018 wreszcie pokazał, że jak nad nim przysiądę, będę w stanie całkowicie się z niego utrzymać, a tego właśnie chcę. Jestem więc zmotywowana i w tym roku będę działać!!! 🙂

fot. Marci Gorka

6 odpowiedzi

  1. „Na koniec Sylwestra spędziłam w tradycyjny hiszpański sposób – o północy zjadłam 12 winogron mając na głowie różowe majtki w jednorożce. ” HA, dopiero styczeń a ja dzięki Tobie mam już plan na następnego sylwestra! Pozdrów ode mnie Granadę, uwielbiam 🙂

  2. Oj tam, nieważne, że jest już późno – podsumowanie daje Ci niesamowitą możliwość spojrzenia wstecz i zobaczenia, ile dobra spotkało Cię w życiu. A na to zawsze jest dobra pora! 🙂 Kurczę, podoba mi się to podejście i „teoria nie-planu” – człowiek od razu bardziej optymistycznie podchodzi do życia i łapie chwile takimi, jakie są.

    Aha – i zieleń w Polsce faktycznie jest inna 😀 Wystarczy na moment wyjechać, by zupełnie inaczej patrzyć na nasz własny kraj. I to jest kolejny plus podróżowania!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *