Podsumowanie roku 2015 i plany na 2016

Jeszcze kilka dni temu miałam deprechę i pierwszy raz w historii bloga nie chciało mi się robić podsumowania roku. Rzadko kiedy mi się zdarza, że widzę przyszłość w czarnych barwach, zwykle jestem pełna energii do działania.

Jednak obecnie jestem po prostu w dość stresującym momencie życia. I zamiast widzieć ten mijający rok bardzo udanym (bo działo się w nim naprawdę dużo!), to negatywne strony całkowicie zdominowały moje samopoczucie.

Nie chcę się jednak na nich skupiać, bo życie jest sinusoidą i raz jesteśmy na dole, a raz na górze. Poza tym negatywne strony dotyczą mojego prywatnego życia, więc wybaczcie, ale nie będę ich tu wywlekać. 😉

Na pewno mam jedno postanowienie dotyczące życia prywatnego na 2016: słuchać tylko głosu własnego serca, a nie żadnych złotych rad, chyba że sama o nie kogoś poproszę. Nauczyłam się już, że nawet jeśli serce mi źle podpowie i popełnię jakiś błąd, to mam ze zdobytego doświadczenia większą satysfakcję niż ze zrobienia czegoś wg rady innych. Teoretycznie powinniśmy się uczyć na cudzych błędach, ale u mnie to tak nie działa. W tym roku stawiam na siebie i na to co mi podpowiada serce, intuicja czy jak to tam nazwiecie. Bo w tym roku zamierzam być zajebiście szczęśliwa. Wystarczy, że przez niemal cały 2015 byłam nieszczęśliwa. Dość już. Niektóre rozdziały zostaną zamknięte w ciągu najbliższych kilku tygodni/miesięcy i nigdy już do nich nie wrócę.

Ale właśnie, nie skupiajmy się na tych negatywnych stronach! Czas na pozytywy!!! 🙂

Czyli… podróże i praca. 🙂 Dla niektórych podróże są sposobem na oderwanie się od pracy, ale ja zawsze chciałam, żeby to podróże właśnie były moją pracą i to mi się udało. W 2015 r. podróżowałam jeszcze więcej niż w poprzednich latach, bo w drodze spędziłam 182 dni (pół roku!!!). To o 73 dni więcej niż w roku 2014, a 2016 zapowiada, że podróżować będę jeszcze więcej. Co prawda nie mogę jeszcze powiedzieć, że podróżowanie daje mi stabilny dochód (witam w świecie freelancera, tak naprawdę w ogóle nie wiem czy kiedykolwiek będę miała stabilny dochód), ale rozwijam się i do tego dążę.

Więc gdzie byłam w 2015 roku?

Krótko mówiąc: Berlin, Amsterdam, Sri Lanka, Gruzja i Armenia, kilka tygodni wyjazdów w Polskę, Izrael i Jordania, Anglia i na koniec znowu Sri Lanka. Z tych wszystkich krajów to Izrael i Jordania były najdłużej wyczekiwanym (13 lat!) kierunkiem. Byłam tam w 2002 r. i zawsze chciałam wrócić. I to się udało.

W tym roku udało mi się napisać jeden przewodnik (czekam na korektę) i artykuł do magazynu podróżniczego, zorganizować 3 autorskie wyprawy dla kobiet, nawiązać współpracę z jedną organizacją turystyczną, 4 hostelami, 5 firmami prywatnymi, być na dwóch Ogólnopolskich Zjazdach Blogerów w Cieszynie i pilotować kilkanaście mniejszych wycieczek po Polsce.

W tym roku wprowadziłam w życie mój plan zostania swoim własnym szefem, swoim sterem, żeglarzem, okrętem. Było ciężko, ale było warto. Kocham to, co robię, bo robię to, co kocham.

Moja praca jest moją pasją i uwielbiam ją. Wstaję bez budzika o 6 rano i z kubkiem kawy ochoczo siadam do komputera. Czasem nie odchodzę od niego po kilkanaście godzin. Zdarza się oczywiście, że mam kryzys i już mi się nie chce, ale wtedy robię przerwę, jeśli trzeba nawet kilkudniową. Jak mam energię, mogę pracować bez weekendów, jak mi się nie chce to mogę sobie zrobić weekend w sobotę, środę, albo i nawet od soboty do środy. Moja praca to moje podwórko. Pracuję tylko dla siebie, nikogo nie muszę słuchać i jestem niezależna.

I w pracy jestem szczęśliwa. Jak mam nie być, skoro mam najlepszą pracę na świecie? 😀

 

Co przyniesie rok 2016?

Zmiany w życiu osobistym, to na pewno. Ale wszystko to jest konieczne, żeby stworzyć swoje własne szczęście.

Rok 2016 będzie też bardziej pracowity, czego nie mogę się doczekać. Zdecydowanie jestem pracoholikiem 😉 Nie lubię robić postanowień noworocznych, ale lubię określać sobie cele kwartalne i monitorować postęp. Na ścianie już wisi kartka ze spisanymi zadaniami do wykonania.

A, i wreszcie, jeśli życie nie pokrzyżuje mi planów, ruszę w moją wymarzoną podróż. Szczegółów teraz nie zdradzę, jeśli już to dopiero koło marca. Mogę Wam tylko powiedzieć, że marzyłam o tej podróży od zawsze, ale z nią zwlekałam.

To podsumowanie było krótkie, bez energii, bo tej energii jeszcze nie mam. Kilka rzeczy musi się ruszyć z miejsca, i jestem pewna, że wtedy przyjdzie power do działania. A obiecuję, że przyszłoroczne podsumowanie będzie długie, czadowe i pełne wrażeń.

2016 niesie ze sobą ogromne zmiany. Czekam na nie trochę z konsternacją, bo wiele rzeczy wywrócą do góry nogami. Ale jestem też pełna nadziei, bo przecież każdy koniec jest początkiem czegoś nowego. Trzymajcie za mnie kciuki!

Do zobaczenia w 2016!

10 odpowiedzi

  1. Witam i pozdrawiam gorąco. Od jakiegoś czasu ciągle myślę o Kevo no to sobie poczytałam. Strach ma wielkie oczy ale kto to wie co się wydarzy. Nie jestem wytrawnym podróżnikiem raczej takim czytającym, bardzo chciałabym przez ten wąwóz przejść z moim synem i zobaczyć takie nocne niebo bez świateł cywilizacji. Dzięki za fajny opis.

  2. Hanka!

    Dziękuję, bo nigdy nie pozostałam bez odpowiedzi na moją wiadomość do Ciebie;) Mimo tego, że pracujesz, jesteś akurat w trasie, czy piszesz swoją pracę o Sri Lance;)
    Jestem Twoim wielkim fanem Ty moją inspiracją, że warto poświęcić chwilę i się zastanowić ” co ja chcę w życiu robić?… a później zacząć to robić” – Chłopaki nie płaczą

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

CommentLuv badge