Podsumowanie roku 2014 i plany na 2015

To już mała tradycja, że co roku robię podsumowanie ostatnich miesięcy. Głównie po to, żebym mogła sobie zrobić taką refleksję, czy wykorzystałam dany mi czas odpowiednio, czy raczej nie realizowałam się, tylko szukałam wymówek.

Oprócz podsumowania, robię też plany na kolejne miesiące. Po to, żebym wiedziała dokąd zmierzam. Nie są to postanowienia typu „raz dziennie zrobić coś tam, coś tam”, ale raczej plany typu „w styczniu zrobić to i to”, „do końca marca skończyć pisać to i to”. To raczej konkretne cele, które sobie wyznaczam.

W zeszłym roku jednak okazało się, że większość planów uległa zmianie, bo po prostu życie potoczyło się tak, a nie inaczej, i to jest w porządku – jestem otwarta na zmiany. Czasem pozwalam zadziałać przypadkowi, bo potem okazuje się, że zmiana planów wyszła mi na dobre.

Najważniejsza lekcja jaką wyniosłam z 2014? Muszę działać, a nie zbyt długo myśleć, bo to po prostu prowadzi do wątpliwości, a te bardzo skutecznie mnie powstrzymują przed podejmowaniem różnych inicjatyw. W efekcie wiele szans w przeszłości przeszło mi koło nosa.

W 2014 roku zaczęłam więc kierować się myślą Życie zaczyna się tam, gdzie kończy się strach i uczyniłam ją swoim hasłem przewodnim.

I dzięki temu mogę powiedzieć, że jeśli 2013 rok był dobry, to 2014 był zajebisty. Naprawdę, jestem bardzo szczęśliwa, że sprawy potoczyły się tak, jak się potoczyły, że zrealizowałam takie rzeczy, jakie zrealizowałam, i że jestem w tym miejscu, w którym jestem.

I już nie mogę doczekać się roku 2015, bo czuję, że dam czadu jeszcze bardziej! Już wiem, że muszę działać i wiem, że tym razem wykorzystam większość szans, jakie mi się trafią, ale o tym za chwilę.

Teraz chciałabym podsumować moje ostatnie 12 miesięcy. Nie będę rozdzielać podróży od pracy i od bloga, bo doszłam do tego momentu, w którym jedno nie istnieje bez pozostałych.

W 2014 roku spędziłam 93 dni w podróży, 1/3 tego to podróże po Polsce. 27 dni z tych 93 to były pilotaże wycieczek, pozostałe to własne podróże. Ale to nie ma znaczenia bo i tak wszystko jest ze sobą powiązane.

Styczeń

Rok rozpoczęłam od spotkania w mińskim gimnazjum, podczas którego opowiadałam uczniom o naszej zeszłorocznej autostopowej przygodzie po Gruzji i Armenii. Może zabrzmi to nieskromnie, ale częściej powinnam takie rzeczy robić, bo jestem w tym po prostu dobra. Przed publiką czuję się jak ryba w wodzie i lubię wystąpienia publiczne, może właśnie dlatego tak uwielbiam swoją pracę pilota wycieczek. Jednak tak się jakoś potoczyło, że było to moje jedyne wystąpienie w tym roku, po prostu kolejne miesiące przeleciały w tak ekspresowym tempie, że zanim się obejrzałam był już październik. Ale do tego zaraz dojdziemy.

Tydzień po prelekcji w gimnazjum poleciałam na parę dni do Budapesztu. Kilka razy już się przymierzałam do wyjazdu tam, nawet miałam bilety, ale jakoś do tej pory się nie udawało, aż do teraz. Budapeszt miałam na swojej bucket list już od dawna i cieszę się, że wreszcie mogłam spełnić to marzenie. Nie zawiodłam się, bo miasto mnie zachwyciło. Na pewno kiedyś tam wrócę na wiosnę, ale na razie czekają inne miejsca do odkrycia!

podsumowanie roku 2014

A pod koniec stycznia przyjechały do nas do Mińska 3 wolontariuszki z Portugalii i Hiszpanii w ramach Wolontariatu Europejskiego EVS (European Voluntary Service), które przez kolejnych 7 miesięcy prowadziły u nas w szkołach, przedszkolach i bibliotece międzykulturowe zajęcia po angielsku. Byłam mentorką jednej z nich, czyli musiałam być jej takim aniołem stróżem i pomagać we wszystkich problemach czy wątpliwościach związanych z mieszkaniem w Polsce oraz samym wolontariatem. Świetne doświadczenie! W przyszłym roku mamy mieć podobny program, ale zobaczymy gdzie wtedy będę, więc nie obiecuję niczego konkretnie. 😉

Luty

W lutym spędziliśmy z Sebastianem tydzień na szkoleniu wolontariuszy organizowanym przez stowarzyszenie Gemma z Velden przy wsparciu programu unijnego Młodzież w działaniu. Szkolenie nazywało się H.A.P.P.Y. – Healthy Attitude Promotes Positive Youth – i pozwoliło nam poznać wiele świetnych osób z Wielkiej Brytanii, Austrii, Słowenii, Włoch, Bułgarii, Rumunii i Grecji. To był tydzień bardzo intensywny, ale także inspirujący. No i mimo, że było to szkolenie, to naprawdę świetnie się bawiliśmy i atmosfera była bardzo koleżeńska. Super i chętnie wybiorę się na coś takiego jeszcze raz! 🙂

Marzec/Kwiecień

8 marca wsiadłam w Pradze w samolot linii Emirates i pofrunęłam na Sri Lankę. Spełniłam kolejne największe marzenie mojego życia – spróbowałam podróży solo poza Europę. Na Sri Lance spędziłam 3 tygodnie i wróciłam zachwycona. Nie tylko krajem, ale też w ogóle faktem, że dałam radę, sprawdziłam się i, nawet jeśli Sri Lanka jest łatwym krajem do samotnych podróży, to przełamałam pierwsze lody i mogę wybrać się na podobną podróż w inne miejsce.

Poza tym ta Sri Lanka była dla mnie psychicznym przełomem. Zawsze się po prostu bałam takiej samotnej podróży, a teraz wiem, że wszelkie obawy mamy zakorzenione głęboko w głowie i po prostu trzeba zrobić coś, żeby je wyrzucić. Postawić pierwszy krok. Teraz wiem, że co mnie nie zabije, to wzmocni. Mogę góry przenosić!

podsumowanie roku 2014

To właśnie też ułatwiło mi podjęcie decyzji o założeniu własnej działalności gospodarczej. Zawsze chciałam mieć własną firmę, sama sobie sterem, żeglarzem, okrętem, itd., ale po prostu się bałam. Że nie mam doświadczenia, że nie wyjdzie, że stracę pieniądze itd. Latami przekładałam moment założenia firmy, bo zawsze było coś nie tak, zawsze czekałam na lepszy moment.

Aż w końcu ostatniego dnia kwietnia, kiedy pojechałam na odprawę przed sezonem wycieczkowym do biura, którego wycieczki pilotuję, dziewczyna, która tam pracuje, powiedziała, że skoro skończyłam już 26 lat i status studenta mnie nie obowiązuje, to zupełnie nie opłaca mi się pracować na umowę zlecenie, więc chyba lepiej będzie jak założę firmę.

Myślałam o tym 5 godzin, po czym odpaliłam komputer i w pół godziny miałam sprawę z głowy. Następnego dnia jeszcze coś tam załatwiłam w urzędzie i koniec. To, co przerażało mnie przez tyle lat, zrobiłam w kilka godzin. Zostałam prezesem własnego biznesu. 😀

I nie ma już odwrotu (tzn. jest, ale to nie w moim stylu tak się wycofywać), skoro mam firmę, muszę zacząć robić to, co zawsze chciałam – organizować wyjazdy autorskie.

Poza tym od marca okazjonalnie prowadziłam z jedną z naszych wolontariuszek z Portugalii warsztaty o podróżowaniu w naszej mińskiej bibliotece. Nie było tego zbyt wiele, ot, po prostu kilka spotkań, ale atmosfera była fajna i dobrze było usystematyzować posiadaną wiedzę i doświadczenie, żeby przekazać je dalej.

Maj/Czerwiec

Te dwa miesiące minęły mi tak szybko, że nawet nie zauważyłam kiedy. Z powodu pracy oczywiście. Ten kto myśli, że praca pilota polega głównie na tym, że „podróżujesz i jeszcze ci za to płacą”, ten powinien bardzo uważnie przeczytać ten fragment.

Praca pilota nie zaczyna się o 8 rano i nie kończy o 16, tylko zaczyna się w momencie zbiórki pod szkołą (mówię teraz o wycieczkach szkolnych oczywiście), a kończy 2/3/4/5 dni później, kiedy znowu wracamy pod szkołę. W ciągu tych 7 tygodni 4 były takie, że widziałam się z mężem tylko w weekendy (albo i to nie, kiedy akurat miał jakieś zawody). Przyznaję, że w pewnym momencie byłam już zmęczona, bo to jest męczące, kiedy codziennie masz na głowie 40-osobową grupę młodzieży, która jak wiadomo w pewnym wieku musi się wyszaleć.

A do tego – chociaż pewnie niektórzy uśmiechną się z politowaniem czytając to – przytyłam 5 kg w ciągu tych 7 tygodni. Bo zwykle jadałam 5 lekkich posiłków dziennie w odstępach 3-godzinnych, a teraz nagle dzień w dzień przyszło mi jeść śniadania, potem koło 14-15 dopiero batona albo kanapkę, a potem dopiero po godzinie 18, kiedy zjeżdżaliśmy do hotelu, była obiadokolacja z dwóch dań. Oczywiście zupa koniecznie z makaronem i drugie danie ze schabowym i ziemniakami. Co-dzien-nie. A mój organizm wiedział, że kolejnego dnia na samym batonie nie przeżyje, więc sobie to wszystko pięknie poodkładał. A ja teraz nie mam w czym chodzić, bo okazało się, że wszystkie moje zimowe ciuchy są na mnie za małe. Nic, tylko ręce załamać, bo mam w szafie chyba tylko 3 rzeczy, w które się mieszczę. [Wiem, że nie brzmi to zbyt poważnie, ale to taka rzecz, która w tym roku mi akurat nie wyszła. Takie moje osobiste wyznanie. No i mam motywację, żeby teraz nad sobą pracować.]

Ale żeby nie było, że narzekam – lubię w tej pracy to, że zwykle mam okazję zobaczyć miejsca, w których wcześniej mnie nie było, albo jeśli byłam to dawno, dawno temu. Np. w tym roku po raz pierwszy odwiedziłam Ojcowski Park Narodowy z Jaskinią Łokietka, miałam też okazję ponownie odwiedzić Słowiński PN (ostatni raz byłam z 15 lat temu?), wyspę Wolin i kilka innych miejsc. I cholera, nasza Polska jest piękna! Jest cudowna, jest krajem tak bardzo różnorodnym, że jeśli ktoś będzie przy mnie na nią narzekał, a zachwycał się jakąś all-inclusivową obczyzną, to przysięgam, że nie będę miłą osobą dla niego.

Pod koniec czerwca spędziliśmy z mężem kilka dni w Rydze, kolejnym mieście na mojej bucket list. I tu było rozczarowanie, bo wszyscy się tak nią zachwycają, a mnie ona nie powaliła na kolana. Ok, stolica Łotwy jest ładna, ale jakoś nie było między nami chemii. Być może kiedyś tam wrócę, ale na razie niekoniecznie mam na to ochotę. Ot, taka Ryga po prostu.

podsumowanie roku 2014

Lipiec

Kilka dni po powrocie z Rygi pojechaliśmy z Sebastianem do Słowenii. I to był strzał w dziesiątkę! Zakochaliśmy się w Alpach Julijskich, kiedy byliśmy w miejscowości Bovec nad rzeką Soczą, zauroczyliśmy malowniczym, choć turystycznym, miasteczkiem Piran nad Adriatykiem, gdzie jedliśmy przepyszne kalmary z czosnkiem, i stwierdziliśmy, że moglibyśmy mieszkać w Lublanie. Spędziliśmy 2 tygodnie w tym niewielkim kraju, pozwiedzaliśmy, odwiedziliśmy znajomych, których poznaliśmy podczas lutowego szkolenia w Austrii i na pewno chcielibyśmy tam wrócić. Słowenia jest cudowna!

podsumowanie roku 2014

Sierpień – wrzesień – październik

Od początku roku do 1. sierpnia jest 212 dni, z czego ja w podróży spędziłam jakieś 90. Ok, super, klawe życie, ale przyznam, że byłam trochę zmęczona już, chciałam nadrobić zaległości na blogu i zająć się firmą. Więc te miesiące upłynęły mi na tworzeniu firmowej strony internetowej, pisaniu, układaniu programów wyjazdów, organizowaniu i wymianie tysięcy maili, czasem wyrzucaniu pieniędzy w błoto. To były 3 miesiące bardzo intensywnej pracy przy komputerze. Nie podróżowałam, ale nie żałuję, bo wykonałam dużo dobrej roboty.

Chociaż nie, przepraszam. Nie można tego co prawda nazwać podróżowaniem, ale zwiedzaniem – owszem. Kilka razy wyskoczyłam do Warszawy na zwiedzanie. Wiecie jak to jest – mieszkasz gdzieś, pracujesz, a czy tak naprawdę zwiedzasz dane miejsce? Więc ja wybrałam się do Pałacu pod Blachą, Wilanowa, Łazienek, Piwnic Staromiejskich pod Rynkiem, Pragi… I zakochałam się w Warszawie, chociaż w życiu bym się tego nie spodziewała! 😀

podsumowanie roku 2014

Listopad

Listopad był fajny, bo niby kolejny miesiąc przy komputerze (poza długim weekendem), a jednak dużo się wydarzyło.

Długi weekend spędziliśmy w Beskidach, dzięki czemu udało mi się zdobyć 2 kolejne szczyty z Korony Gór Polski i zobaczyć 3 miejsca w Polsce z mojej listy krajoznawczej: wioski Koniaków i Istebna, zamek Habsburgów w Żywcu i zdobyłam Baranią Górę, z której wypływa Wisła – Królowa Polskich Rzek. 😉

Poza tym też wygrałam konkurs organizowany przez Angelikę Śniegocką, która poszukiwała do swojej książki inspirujących historii o zawodowym zwrocie. Na konkurs trafiłam przypadkiem akurat ostatniego dnia jego trwania, wysłałam swoje zgłoszenie i kilka tygodni później dostałam informację, że jestem wśród zwyciężczyń i moja historia zostanie opublikowana w książce Angeliki! 🙂

Co do książek – dostałam też propozycję napisania przewodnika po Amsterdamie, a ponieważ uwielbiam to miasto, tym chętniej przyjęłam ofertę. W tym momencie już praca wre i przewodnik się pisze. 🙂

Jednak nie wszystko też szło jak po maśle, bo pod koniec miesiąca miałam jechać do Lublina, który wygrał w głosowaniu moich Czytelników, czyli Waszym. Ponieważ sytuacja finansowa znacząco mi się pogorszyła w tym miesiącu, Lublin musiał zostać przełożony (mam nadzieję, że w styczniu się uda). Podkreślam jednak, że nie zrezygnowałam z odwiedzenia tego miasta, a tylko je przełożyłam.

Grudzień

Jaki grudzień? Roboty w tym miesiącu miałam po łokcie, nie tylko swojej, ale też pomagałam rodzicom w ich firmie. Nie wiem kiedy grudzień minął, wiem tylko, że padał deszcz i pogoda była iście listopadowa, a dzisiaj, kiedy to piszę (jest 7:20, 26. grudnia) za oknem leży śnieg. Taki grudzień może być, nawet mi się podoba. 🙂 Mam tylko nadzieję, że nie stopi się ten biały puch za chwilę, a poleży troszkę dłużej.

Podsumowanie

Czy to był udany rok? Zdecydowanie tak! Miejsca, które odwiedziłam, ilość podróży, które odbyłam, założenie własnej firmy – to wszystko sprawiło, że ten rok zaliczam do naprawdę świetnych lat, pełnych okazji do działania.

Dodatkowo jeszcze wreszcie nadałam konkretny kształt mojej liście rzeczy do zrobienia przed śmiercią – przekułam ją w osobistą grę, którą nazwałam Wyzwanie Bucket List. Jest mega ambitna i motywuje mnie do spełniania tych wszystkich marzeń, chociaż tak naprawdę dopiero zaczynam.

Jedyne, co mi się nie podoba, oprócz tych 5kg z wycieczek ;), to mój rosyjski. Przerobiłam o wiele mniej materiału niż zamierzałam. W nadchodzącym roku zamierzam to poprawić. (Tak, tak, nie robię planów, ale jednak codziennie będę przerabiać co nieco lekcji).

Jaki będzie 2015?

Ambitny i pracowity. Pełen podejmowanych inicjatyw i odnoszonych sukcesów!

W planach już są Targi Turystyczne w Berlinie w marcu, jedne z największych na świecie, a od razu po nich wracam na Sri Lankę, tym razem z grupą świetnych dziewczyn, które piszą się na wspólną przygodę. Niecały miesiąc później jadę do Gruzji i Armenii, a na lato planujemy z Sebastianem jakiś fajny szlak do przejścia. Na październik chcę znowu Gruzję, ale nic więcej nie będę na razie planować.

Z celów osobistych zamierzam oczywiście zrzucić te obrzydłe 5kg, co na razie idzie mi całkiem nieźle, i kontynuować mój rosyjski. Może zdecyduję się na lekcje raz w tygodniu przez Skype’a? To kolejny lęk do pokonania, bo w rosyjskim, w przeciwieństwie do angielskiego, mam dość dużą barierę językową, której się nie pozbędę, jeśli nie będę mówić.

Poza tym mam przygotowany już plan blogowania na styczeń i luty i czuję, że będzie gorąco. Nie wiem skąd u mnie nagle taka kreatywność (nie, żeby wcześniej jej nie było, ale po prostu nagle jakoś tak się skumulowała), jednak takie tematy poprzychodziły mi do głowy, że nie mogę się już doczekać, kiedy je opublikuję. Będzie się działo i mam nadzieję, że nie pozostawię nikogo obojętnym! A przynajmniej taki mam zamiar.

Roku 2014, dziękuję Ci, że pozwoliłeś mi dojrzeć do działania i nie odkładania marzeń na później.
Roku 2015, spodziewaj się, że będzie się działo! 😀

A Tobie jak minął rok 2014? Jesteś zadowolony/a ze swoich działań i rozwoju wypadków? A może ten rok niekoniecznie był dla Ciebie dobry i wiesz, że w 2015 będzie lepiej? Podziel się swoją opinią w komentarzu!

18 odpowiedzi

  1. Jestem pod wrażeniem Twojego roku 2014. U mnie nie było aż tak pięknie, ale tak to jest, jak podróże są tylko przerwą w pracy. Nie uważam tego roku za tragiczny, ale 4 wyjazdy zagraniczne, to dla mnie jednak mało – czuję niedosyt. Oczywiście osiągnęłam wytyczony cel, który mi chodził po głowie, czyli pojechałam solo do Azji, podobnie jak Ty do dość łatwych krajów na początek: Tajlandia, Malezja i Singapur, jednak nie jestem tym wyjazdem w pełni usatysfakcjonowana. Był za krótki i trochę powierzchowny, ale na pierwszy raz nie chciałam znowu wybywać na nie wiadomo jak długo.
    Plany na 2015 oczywiście są, bo i bilety są już kupione. Jednak na razie zaplanowane są trzy wyjazdy i nie wiem – ze względów finansowych – czy uda mi się wcisnąć coś więcej.
    Rozpisałam się, a tak naprawdę mój komentarz miał być dość krótki – mam podobne zdanie o Rydze. Mała, urokliwa, ale na kolana mnie nie powaliła i mogłabym tam wrócić tylko pod jednym względem – przejazdem do Tallinna, którym się zachwyciłam 🙂

    • Myślę, że i trzy podróże to nieźle ze stałą pracą! 🙂 Znam ludzi, którzy i dwóch nie potrafią wygospodarować 😉 Ważne, żeby szklanka zawsze była do połowy pełna!
      Życzę sukcesów w 2015 i dziękuję za komentarz 🙂

  2. Na przełomie roku 2012 i 2013 miałem okazję spędzić miesiąc na Sri Lance. Wyspa cudowna. Ludzi otwarci na gości i bardzo serdeczni. Bezpiecznie – mozna zostawić aparat na kocu i iść się kąpać do oceanu – wracasz aparat leży. Bagaże na dworcu zostawiasz bez opieki i leżą. Nie ich nie ruszają. Ludzie jeszcze nie zepsuci turystyką. W trakcie polskiej zimy najlepiej jechać na zachodnie wybrzeże, bardziej rozwinięte pod kątem turystyki. W lecie lepiej jechać na wschodnie wybrzeże – mniejszy rozwój turystyki narazie.
    Sigiria – bajeczna, skalne malowidła urzekające, warto
    Colombo – typowe europejskie miasto, drogo i problem z tanim noclegiem.
    Mirisa – najpiekniejsza plaża na Sri Lance. Stojąc przodem do oceanu warto wynająć domek po lewej stronie wyspy na końcu.
    Bentota – plaża, plaża i Warany spacerujące po ogrodach i w dup.e mające turystów.
    Kosgoda – żółwie warto zobaczyć.
    Hikaduwa, Galle, Weligama, Matara, Tangale – ciekawe do zwiedzania.
    i wiele innych miast.
    Po Sri Lance najlepiej poruszac sie autobusem na długich trasach ,kobietom nie ustępują miejsc chyba że z dziećmi jedzie-ceny za przejazd stałe na krótkich trasach Tuktukiem – mały motor na 3 kołach kierowca + 2 pasażerów, targować się cena za przejazd spadnie o 30-50% zawsze. Jedzenie na Sri Lance – pyszne, świetnie doprawione lecz diabelsko ostre. W lokalach zamawiać „no spice” a gwarantuję że będzie i tak diabelsko ostre. Je się rękoma chociaż europejczykom podają sztućce. Dobra bo się rozpisałem a i tak mało kto to czyta:)

  3. Wspaniały rok! Gratuluję szczególnie wyjazdu na Sri Lankę – wiem, że wiele Cię kosztował, mam na myśli emocje! 🙂 Życzę Ci, aby spełniły się wszystkie plany i marzenia na 2015! Pozdrawiam!

  4. Piękny rok! 🙂 miło czyta się o takich sukcesach – szczególnie kiedy udaje się połączyć pracę z pasją! Ogromne gratulacje!!! Trzymam kciuki za kolejne sukcesy i realizację planów w 2015 😉 zgadzam się też w 100% w kwestii podejmowania decyzji – nie należy długo się zastanawiać, tylko decydować – obojętnie, jaki to będzie wybór. Najgorsze jest niezdecydowanie. Sama borykałam się z takim problemem, a teraz staram się działać i nie zastanawiać nad tym zbyt długo, bo to tylko powoduje większy mętlik w głowie.
    Marzy mi się rownież podróż na Sri Lankę, więc chętnie poczytam o tej podróży!
    Rok 2014 rownież zaliczam do udanych, mimo iż nie odbyliśmy z Tomkiem żadnej dalekiej podróży. Po raz pierwszy za to wybraliśmy się na mały „eurotrip” samochodem, co było nowym doświadczeniem i pięknym przeżyciem.. 🙂
    Jeśli chodzi o plany na 2015 – z początku miała być wyprawa do Wietnamu, jednak teraz moje plany trochę się pozmieniały i mam nowy cel do zrealizowania – start w zawodach bikini fitness 😉 nie wykluczam jednak krótszych wyjazdów w bliższe miejsca, a pod koniec roku może pojedziemy w jakaś dalszą podróż. 🙂

    • Dziękuję za komentarz! Mam nadzieję, że wszystkie Wasze plany na 2015 wypalą, pozwólcie sobie też na trochę spontaniczności 😉
      Życzę wszystkiego dobrego! 🙂

  5. Ciesze sie ze znalazlam bratnia dusze. Kilkanascie lat temu majac 50 lat wybralam sie w podroz dookola swiata sama z plecakiem. Cudowna podroz trwala 12 tygodni / zostaly na zawsze wspaniale wspomnienia. Pozdrawiam serdecznie I zycze dalszych ciekawych wojazy. Anna

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *