Nepal: trekking na Poonhill i widok na Annapurnę

Wejście na Poonhill to jeden z łatwiejszych trekkingów, które można uprawiać w Nepalu. Cały szlak zajmuje zaledwie kilka dni, więc jest idealny dla tych, którzy nie mają czasu i energii robić całego szlaku Annapurna Circuit (18-22 dni). Nagrodą za wejście na Poonhill są niesamowite widoki na Annapurnę i Dhaulagiri.

Annapurna zawsze była moim marzeniem. Choć przyznam, że nie jestem zapalonym górołazem to jest kilka gór na świecie, które po prostu chcę zobaczyć, co niekoniecznie znaczy, że muszę na nie wchodzić 😉 W góry jeżdżę BARDZO sporadycznie i nie jestem przyzwyczajona do górskich wędrówek. O wiele bardziej kręcą mnie długodystansowe szlaki na bardziej płaskim terenie, jak np. ten, który kilka lat temu robiłam w Rezerwacie Kevo czy Parku Narodowym Lemmenjoki w fińskiej Laponii.

A wy lubicie szlaki piesze i góry? Macie jakieś konkretne szlaki i góry na waszej liście marzeń? Podzielcie się nimi w komentarzach pod postem!

widok na Dhaulagiri; fot. Scott Herder

Moja relacja z górami jest pełna miłości i nienawiści. Męczą mnie górskie podchody (szczerze, podczas wejścia na Poonhill myślałam, że umrę) i żeby nikogo dookoła nie pozabijać muszę wchodzić w swoim własnym tempie i najlepiej odizolowana od wszystkich.

Mimo, że góry to nie jest moja bajka to uważam, że Himalaje choć raz w życiu trzeba zobaczyć. Kiedy patrzysz na ośnieżone szczyty i zdajesz sobie sprawę, że oto masz przed sobą najwyższe góry świata i wyżej nie ma już nic – to uczucie jest niesamowite. I warto dla niego się przemęczyć. Dlatego właśnie piszę o mojej miłości i nienawiści do gór. 😉

Dream Team! Od lewej: ja, Mark, Rajan, Scott, Megan, Reshma, Shyam i Matt

Do Nepalu pojechałam na zaproszenie firmy Kathmandu Adventures razem z innymi bloggerami: Megan i Scottem z bloga Bobo and ChiChi i Reshmą z bloga the Solo Globetrotter. Byli z nami też Matt i Mark, którzy współpracują z KA oraz przewodnicy Shyam i Rajan. 🙂

Trekking na Poonhill – zanim wyruszysz

To, że szlak na Poonhill zaliczany jest do łatwiejszych w Himalajach, nie oznacza, że jest on łatwy. Przewodniki oznaczają go raczej jako umiarkowany lub średnio trudny, dając 3 gwiazdki w skali do 5. Choć ja w swojej prywatnej skali określiłabym go jednak jako umiarkowany.

Ja pojechałam fizycznie nieprzygotowana – akurat całymi dniami pracowałam nad innym zleceniem, więc nie miałam czasu jeszcze na jakąkolwiek aktywność fizyczną. Następnym razem jednak kilka tygodni przed wyjazdem zaczęłabym regularnie się ruszać – niekoniecznie jakaś katorga na siłowni, ale już sam marsz po parku czy nawet bieganie po schodach raz dziennie przygotowałoby moje mięśnie do kilkudniowego wysiłku fizycznego.

O takich przygotowaniach jak co ze sobą zabrać itp. piszę na końcu tego posta. 🙂

Dzień 1 – 3500 schodków

Jaki był pierwszy dzień? Okropny. Przysięgam, że pod koniec naprawdę nie-na-wi-dzi-łam gór i klęłam na wszystko na czym świat stoi.

Wyjechaliśmy z samego rana z Pokhary i jeepem dojechaliśmy Nayapul (1011 m n.p.m.), skąd ruszyliśmy wyżej.

Na początku krajobrazy nie powalały. Byliśmy w Nepalu w drugiej połowie lutego, czyli tuż po zimie. Sezon na trekkingi dopiero się zaczyna, a krajobraz wygląda jak w Polsce, kiedy stopnieje śnieg, ale jeszcze nic nie kwitnie. Krótko mówiąc – nie wiem czy byłam niewyspana, ale początek mnie nie powalił.

poonhill

Wchodziliśmy wyżej, i wyżej. Praktycznie przez cały dzień szliśmy PO SCHODACH. Po 3500 malutkich stopniach, które czasem ułożone były z płyty, a czasem wyciosane w skale.

Być może nie wszyscy czytelnicy bloga są zapaleni w górskich wędrówkach albo jakichkolwiek aktywnościach fizycznych, więc pozwólcie, że wytłumaczę o co chodzi ze schodami: nogi szybciej się męczą, kiedy wchodzimy po schodach, bo przez cały czas nasze mięśnie i stawy wykonują taki sam ruch. Jeśli wchodzimy po nierównym terenie, np. po zwykłej ścieżce, czasem musimy postawić większy krok, a czasem kilka mniejszych – czyli pozwalamy naszym mięśniom poruszać się w różny sposób (nota bene, dlatego jogging na asfalcie to nie jest samo zdrowie).

A teraz na tych 3500 schodkach wyobraźcie sobie mnie, miłośniczkę górskich wędrówek.

Jezu Chryste.

Do tej pory udało się tylko jednej osobie pojechać ze mną w góry i sprawić, że nie stałam się aspołecznym dziwakiem (pozdro, Kinga!). Bo zazwyczaj w górach, kiedy jesteśmy w grupie, ja zostaję w tyle, żeby nikt nie zakłócał mojego spokoju (a tak naprawdę po prostu nie chcę nikogo zabić). Wkładam w uszy słuchawki i wchodzę sobie powolutku słuchając muzyki i robiąc regularne postoje (nie dłuższe niż jedna piosenka, żeby mięśnie nie zdążyły ostygnąć). 😀 Potrafię się przez cały dzień nie odzywać, bo dobrze mi w moim muzycznym świecie motywującym do marszu.

Tutaj ukłony dla naszych dwóch przewodników – Shyama i Rajana. Na zmianę zamykali grupę i nigdy przenigdy nie pospieszali ani mnie, ani nikogo innego, kto akurat szedł na końcu. To było cudowne, bo początkowo odczuwałam niewielką presję, że oni tak blisko za mną idą, ale potem zauważyłam, że to oni dostosowują swoje tempo do ostatniej osoby. Uwielbiam ich, chcę mieć ich za przewodników też na innych wyjazdach do Nepalu 😀

Shyam i Rajan, fot. Scott Herder

Pozytywy tego dnia? Nepalskie wioski! Malowniczo położone na zboczach gór, a ten okropny szlak schodami prowadzi od jednej do kolejnej. Przyroda mnie nie powalała, to mogłam przynajmniej pooglądać jak żyją ludzie w górach w tym trzecim najbiedniejszym kraju świata.

poonhill

poonhill

Na Poonhill idzie się kilka dni. Pierwszą noc spędziliśmy w wiosce Sudame (ok. 1320 m n.p.m.) w czymś a la zajazd, co po prostu nazywane jest na szlaku tea house. W tych miejscach zwykle jest pościel (choć dobrze mieć własny śpiwór… i ręcznik!), ale nie ma ogrzewania, a czasem też ciepłej wody. Za to można porządnie zjeść i może nawet skorzystać z wifi, jeśli akurat ma ochotę działać.

Wieczorem siedzieliśmy dookoła wielkiej kozy pośrodku pokoju grzejąc się i susząc przepocone ciuchy oraz oglądając hinduskie kino akcji (dobra, to ja) – przynajmniej do czasu dopóki nie wyczerpał się abonament. 😀

Dzień 2 – najlepsza panorama

O wschodzie słońca piliśmy już kawę patrząc na świętą górę Fishtail (Machhapuchhare; 6993 m n.p.m.), jedyną w Nepalu, na którą nie można się wspinać i która nigdy nie została zdobyta.

poonhill
Fishtail

Ten dzień był dla mnie dużo przyjemniejszy niż poprzedni. Przede wszystkim szlak był łatwiejszy – już nie tylko w górę, ale czasem w górę, czasem w dół, a częściej po płaskim. 😉 No i krajobraz zaczął się zmieniać, stał się dużo przyjemniejszy dla oka.

Spaliśmy w wiosce Ghorepani (2858 m n.p.m.) w hotelu, który chyba miał najlepszy widok ze wszystkich dotychczasowych miejsc. Siedzieliśmy sobie w restauracji i podziwialiśmy panoramę – Annapurnę Południową i Dhaulagiri. Ale najbardziej niesamowite widoki miały przyjść dopiero następnego dnia.

Przyznam, że ta noc była dla mnie ciężka. W naszych maleńkich chatkach nie było oczywiście ogrzewania i ciepłej wody, więc po prostu schowałam się pod dwoma kołdrami. Niewiele to co prawda pomogło, bo w nocy temperatura w chatce spadła chyba do 5 stopni Celsjusza. Miałam na sobie wszystkie ciuchy, dwie kołdry, a i tak marzłam.

Dzień 3 – Poonhill, Annapurna i Dhaulagiri

Ale poranek trzeciego dnia był najgorszy.

Poonhill mieliśmy zdobyć o wschodzie słońca. Z naszego hotelu więc musieliśmy wyjść o 5 nad ranem. Niestety – i tutaj uwaga do organizatorów na przyszłość – nikt nam wcześniej o tym nie powiedział (ja nie słyszałam?) ani nie spodziewaliśmy się jak to będzie wyglądać.

Na dworze panowała totalna ciemność, a niestety nie mieliśmy latarek. Gdybym wiedziała wcześniej, ogarnęłabym sobie małą czołówkę, bo latarka z telefonu nie jest najlepszym rozwiązaniem, kiedy nie masz rękawiczek. Poza tym wychodziliśmy bez śniadania. Dobrze, że w Pokharze kupiłam sobie mnóstwo przekąsek na szlak, więc wzięłam ze sobą butelkę wody i paczkę orzechów.

poonhill
Poonhill zdobyty, a w tle Annapurna Południowa

Poza tym byłam przemarznięta po nocy, a o 5 rano temperatura na zewnątrz była jeszcze na minusie. Ach, zapomniałabym – na domiar złego cierpiałam na lekkie zatrucie pokarmowe, więc każda toaleta na szlaku przez te kilka dni była moim przyjacielem na śmierć i życie.

Kryzys przyszedł już 10 minut po starcie, bo mięśnie i żołądek miałam strasznie spięte z zimna i cały czas zastanawiałam się czy najpierw zwymiotuję z wysiłku i dopiero potem upadnę, czy odwrotnie. W połowie drogi miałam łzy w oczach i obiecywałam sobie, że nigdy kurwa więcej nie pojadę w góry, bo tak naprawdę wcale ich nie lubię.

I zauważyłam, że zapomniałam karty do aparatu. (Na szczęście Scott miał zapasowe.)

poonhill
o wschodzie na Poonhill

Kiedy weszłam na szczyt i zobaczyłam znak ‘Poonhill 3210 m’ i krajobraz dookoła, popłakałam się ze szczęścia i zmęczenia. Ciągle było mi zimno, byłam wyczerpana fizycznie i psychicznie, a do tego miałam potężny ludziowstręt. Ale jak tylko promienie wschodzącego słońca oświetliły Annapurnę Południową (7219 m n.p.m.), jeden ze szczytów masywu Annapurny, to już mi było wszystko jedno czy jest mi zimno, czy jestem głodna lub zmęczona.

poonhill
najwyższy szczyt przede mną to Annapurna Południowa

Btw, samą Annapurnę, czyli główny szczyt masywu też widzieliśmy. Co prawda tylko sam czubeczek, który nieśmiało wyglądał zza Annapurny Południowej, ale widzieliśmy. 😉 Co nie zmienia faktu, że chcę wrócić i w tym rejonie zrobić inny szlak, żeby zobaczyć Annapurnę w całej okazałości!

Natomiast zupełnie nie spodziewałam się zobaczyć Dhaulagiri (8167 m n.p.m.), siódmy najwyższy szczyt świata. Szczerze mówiąc, nie zrobiłam wcześniej rozeznania na temat panoramy widocznej z Poonhill. Więc gdy zobaczyłam górę odsłoniętą w całej swojej postaci, której szczyt powoli otulają złote promienie wschodzącego słońca… O bosz, mogłam po prostu stać i patrzeć, i cieszyć oczy. To był cudowny widok.

poonhill nepal trekking
w tle Dhaulagiri; tak, naprawdę się tu uśmiecham

Nie zdobywam szczytów, bo to nie moja bajka, ale dla mnie szczytem było zobaczenie Annapurny, o czym zawsze marzyłam. Dhaulagiri był niespodzianką, która skradła moje serce. Wisienką na torcie był ten właśnie widok o wschodzie słońca.

widok na Dhaulagiri

poonhill

Później wróciliśmy do hotelu, zjedliśmy śniadanie, spakowaliśmy rzeczy i poszliśmy dalej.

Najpierw trochę wyżej nad Ghorepani, skąd widać szczyty z innej perspektywy. Następnie szlak prowadził praktycznie cały czas w dół.

poonhill
Dhaulagiri ponownie

Cieszę się, że miałam kijki trekkingowe, bo po trzech dniach moje prawe kolano zaczęło mi dokuczać bardzo intensywnie. Teoretycznie nic mu nie dolega, ale jednak po większym wysiłku trochę daje mi w kość. Tym razem było naprawdę przemęczone i schodząc praktycznie nie mogłam przerzucić ciężaru ciała na prawą nogę, więc moje kije traktowałam trochę jak kule. Miałam szczęście, że nasi przewodnicy w ogóle mogli mi te kije pożyczyć, bo ja niestety nie miałam swoich (nauczka na przyszłość).

Ostatnią noc spędziliśmy w tea house w Tadapani (2721 m). Tym razem w naszych pokojach nie tylko nie było ogrzewania, ale też ciepła woda była jedynie pod prysznicem na zewnątrz budynku (nie ma mowy, żeby ktoś mnie tam wyciągnął). Ale w nocy o dziwo pod tymi mega grubymi kołdrami było bardzo ciepło, tak, że spałam w samej bieliźnie.

poonhill
tea house

Dzień 4 i wrażenia

Czwartego dnia szliśmy zaledwie 3-4 godziny, głównie w dół wśród nepalskich wiosek i wysuszonych tarasów ryżowych. Na koniec wróciliśmy jeepem do Pokhary przez Nayapul, czyli prawie zrobiliśmy pętlę.

Jakie są moje wrażenia z trekkingu?
Przede wszystkim trekking na Poonhill to dość łatwe wejście, chociaż ja miałam swoje gorsze momenty. Ale to dlatego, że w góry często nie jeżdżę 😉 Jeśli więc tak jak ja nie jesteście zapalonymi górołazami, a chcecie zrobić jakiś łatwy trekking w Nepalu, to polecam Poonhill, a poniżej podaję informacje jak się do tego trekkingu przygotować.

Mój wyjazd na Poonhill odbył się w drugiej połowie lutego 2017 roku dzięki firmie Kathmandu Adventures, której właścicielom bardzo dziękuję za zaproszenie!

poonhill
Annapurna Południowa i magnolie

Trekking na Poonhill – informacje praktyczne, jak się przygotować

Kiedy jechać do Nepalu?
Pamiętaj, że możesz pojechać w góry i przez pogodę wcale tych gór nie zobaczyć. My mieliśmy szczęście, bo byliśmy akurat przed sezonem, pogoda jeszcze bywała kapryśna, ale akurat tego ranka, kiedy wchodziliśmy na Poonhill była idealna! Na niebie nie było ani jednej chmury, był to jeden z najpiękniejszych widoków jaki widziałam w życiu, szczególnie tuż przed wschodem, kiedy góry i niebo są jeszcze fioletowe i pełne gwiazd.

Kiedy jest sezon trekkingowy w Nepalu? Są dwa: od marca do kwietnia i od października do listopada. Wtedy macie najlepszą pogodę. 🙂 (I największe tłumy i ceny…)

poonhill nepal trekking

Jak się przygotować do trekkingu?
Poniżej podaję listę rzeczy, które ze sobą miałam i których nie miałam, ale bardzo by mi się przydały, więc polecam. 🙂
– plecak North Face Electron 40l (główny plecak 60l zostawiłam w Kathmandu i większość osób tak robiło)
– kije trekkingowe
– ciepłe ubrania, np. bielizna termoaktywna, bluza oddychająca z długim rękawem, t-shirt, długie spodnie z odpinanymi nogawkami
– czapka i rękawiczki
– przekąski typu czekolada, orzechy, suszone owoce jako zastrzyki energii (do kupienia w Pokharze przed wyjazdem)
– wygodne buty i dobre skarpety (ja miałam nowe kupione w Kathmandu i bałam się, że będę miała pęcherze, bo tak zwykle kończy się moja przygoda z nowymi butami, ale było idealnie)
– klapki pod prysznic
– apteczka: (oprócz niezbędnych akcesoriów) porządne plastry na pęcherze, coś na zatrucie pokarmowe
– okulary przeciwsłoneczne
– ręcznik
– ciepły śpiwór
– latarka czołówka, scyzoryk, zapałki lub zapalniczka

Poza tym dobrze jest przygotować się do wyjazdu i już na kilka tygodni wcześniej zacząć się dużo ruszać, żeby nie było zadyszki na szlaku. 😉

Ceny na szlaku na Poonhill
Oczywiście pamiętajcie, żeby mieć przy sobie gotówkę. Kartą nie zapłacicie. 😉

W tea houses można przenocować, zjeść i skorzystać z wifi. Poniżej podaję przykładowe ceny w dolarach amerykańskich. Pamiętajcie, że ceny rosną wraz z wysokością 😉
– nocleg w tea house: $3-10
– gorący prysznic: ok. $4
– elektryczność: $1-2 za jedno urządzenie
– wifi: ok. $3 za osobę 😛
– jedzenie: ok. $3-5

Tea houses są w wioskach oddalonych od siebie o mniej więcej 1,5 – 2,5 godziny marszu. W TH jedzenie należy zamawiać do godziny 17 podając czas, kiedy chcemy zjeść. Także dzień wcześniej należy ustalać śniadanie.

Jeśli nie chcecie sami nosić swoich bagaży, możecie wynająć portera. Koszt to $15-20 za dzień.

Pozwolenia
Żeby połazić po górach w Nepalu trzeba mieć konkretne pozwolenia. Można je załatwić od ręki w Kathmandu lub w Pokharze. Opłaty uiszczamy w rupiach nepalskich. Musimy też mieć zdjęcia paszportowe (do zrobienia w biurze pozwoleń; po 2 na każdy dokument).

TIMS – (Trekkers’ Information Management Systems) obowiązkowy wpis do bazy danych trekkerów; 1600Rs (ok. 15 usd)

ACAP – (Annapurna Conservation Area Project) wstęp na szlaki dookoła Annapurny. Bilet jednokrotnego wejścia, ważny przez 30 dni; 2000Rs (ok. 20 usd)

4 odpowiedzi

  1. no, dumnam! 😀 a opis Twoich przeżyć rozbawił mnie niemal do łez bo sobie to wszystko wyobraziłam. jak tam idziesz taka wkurwiona jak huragan i klniesz pod nosem 😀 <3

    to zdjęcie co się "uśmiechasz" 😀 ekhm ekhm 😀 mam tak jak sobie robie selfie, myślę, że się uśmiecham, a mam bitch resting face. :p

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

CommentLuv badge