Nauka języka obcego za granicą – moich 8 złotych zasad

Dwukrotnie w życiu miałam okazję odbyć naukę języka obcego za granicą. Spodobało mi się bardzo, nie tylko ze względu na rozwój moich językowych umiejętności, ale przede wszystkim na możliwość poznania danej kultury “od środka” i przebywanie z lokalnymi ludźmi. Oczywiście byłam wtedy niczego nieświadomym młokosem i w tej nauce popełniłam wiele błędów, które wyniosłam z tradycyjnego polskiego systemu edukacji.

Rodzice bardzo inwestowali w edukację językową swoich córek i trzeba przyznać, że wyszło to nam na dobre. Ja płynnie posługuję się angielskim, praktycznie mogę powiedzieć, że jest to mój drugi język i używam go codziennie w pracy, a moja siostra pracuje jako geodeta w niemieckiej firmie w Berlinie (i jestem z niej dumna!).

Czy mogę wypowiadać się na temat różnych sposobów nauki języków obcych? Cóż, moje doświadczenie w nauce języka obcego jest bardzo duże, więc chyba tak. Spróbowałam już praktycznie wszystkiego. 😉 Jako nastolatka uczyłam się dwóch języków – angielskiego i niemieckiego – w tradycyjnej polskiej szkole publicznej, a także prywatnie w szkole językowej. Dodatkowo przez 7 lat uczęszczałam na prywatne konwersacje z angielskiego z native speakerem (raz w tygodniu, na godzinę). Potem wyjechałam do Szkocji, gdzie nieświadomie uczyłam się angielskiego z rodziną. Sprawdziłam też jak działa nauka w szkole językowej za granicą. No i, co jest chyba najtrudniejszym do zdobycia doświadczeniem, zaczęłam też uczyć się rosyjskiego od podstaw zupełnie sama.

nauka-języka-obcego-za-granicą

Nauka języka obcego za granicą

W 2007 roku od razu po maturze wyjechałam na 2 miesiące do Szkocji. Mieszkałam tam z angielską rodziną w wielkim domu, który kiedyś należał do osobistego lokaja królowej Wiktorii (podobno, później został sprzedany za ok. 1,5 miliona funtów :P) i zajmowałam się dziećmi – dwoma chłopcami w wieku 4 lata i 18 miesięcy. Miałam swój własny pokój z telewizorem i łazienkę, ale w miejscu, w którym mieszkałam nie bardzo było co robić, więc w efekcie wolny czas – jeśli nie jeździłam po Szkocji – spędzałam u siebie pisząc pamiętnik, czytając książki po polsku i oglądając filmy i seriale w telewizji (namiętnie wtedy pochłaniałam Simpsonów i angielski serial dla młodzieży Hollyoaks).

Jaki był największy plus tego wyjazdu? Że angielski był wszędzie dookoła mnie – od rana do nocy rozmawiałam w tym języku z moimi gospodarzami i ich dziećmi, angielski był w telewizji i radio, w gazetach, a także gdziekolwiek się nie ruszyłam z domu. Ten język mnie po prostu otaczał.

Co było największym minusem? Towarzystwo rówieśników, a w zasadzie jego brak. Mieszkałam w bardzo fajnym miejscu, na przepięknej szkockiej wsi, gdzie… nie poznałam praktycznie nikogo w swoim wieku. Bo nikogo tam nie było! Na wycieczki po Szkocji wybierałam się więc z moimi znajomymi z Polski. Przyznam, że gdybym miała towarzystwo anglojęzyczne (niekoniecznie Brytyjczyków, także innych au pair) to na pewno rozwinęłabym swój angielski na poziomie dużo większym niż tylko „nie gryź”, „nie pluj”, „posprzątaj zabawki” 😉

Mój drugi wyjazd to był kurs języka niemieckiego w szkole językowej we Frankfurcie nad Menem. Kurs trwał miesiąc i był bardzo intensywny – 2 razy w tygodniu spędzałam w szkole 8 godzin i 3 razy 12 godzin. Czas po szkole spędzałam ze znajomymi z kursu, z którymi oczywiście rozmawiałam po niemiecku. Problem tylko polegał na tym, że nie mieszkałam dokładnie we Frankfurcie, ale w Hanau, godzinę drogi pociągiem. Z polsko-niemiecką rodziną, znajomymi moich rodziców, bo tak wychodziło po prostu taniej.

Tym razem zacznę z tej drugiej strony – od największej wady tego wyjazdu. Było nią po prostu mieszkanie z Polakami. Przez cały dzień mówiłam po niemiecku, a potem wracałam do domu, przerzucałam się z powrotem na polski i… mózg przestawał się uczyć. Myślę, że nawet zapominał o całodniowym wysiłku nauki. Ok, ktoś powie, że dałam mu odpocząć, ale to tak nie działa. Na początku może faktycznie być tak, że jesteśmy zmęczeni całodniowym myśleniem w obcym języku, ale z czasem się przyzwyczajamy i wychodzi nam to na dobre, zaczynamy być po prostu dwujęzyczni. Mieszkanie z Polakami to ogromny błąd przy wyjeździe za granicę w celu nauki języka obcego.

Jaki był największy plus? Oczywiście same lekcje w międzynarodowym towarzystwie, które również dopiero się uczyło – było na podobnym poziomie jak ja, popełniało błędy, nie rozumiało wszystkiego i nie używało skomplikowanego słownictwa. Po zajęciach wychodziło się razem na piwo i spacer, spędzało ogólnie wspólnie czas. Powstawały nowe znajomości i poza szkolną ławką, gdzie poznawaliśmy gramatykę i nowe słówka, rozmawialiśmy o luźnych tematach, o swoich kulturach itp. To było właśnie najlepsze – że była i nauka, i rozrywka. W fajnym towarzystwie po prostu człowiek dużo szybciej się uczy!

Dlatego osobiście tak bardzo polecam wyjazdy językowe dla młodzieży – im wcześniej przełamią różne kulturowe i językowe bariery oraz przyzwyczają się do nauki języka w środowisku innym niż polska szkoła, tym łatwiej będzie im się uczyć języków w przyszłości i na pewno chętniej też będą to robić. Wyjazdy na kursy językowe za granicą organizuje m.in. Agencja Turystyczna ATAS.

8 moich zasad nauki języka obcego za granicą

Każdy ma inne predyspozycje do nauki języka obcego, ale gdybym miała ocenić jaki rodzaj nauki był dla mnie najmniej efektywny, to byłaby to tradycyjna nauka w szkole, w klasie z 30 innymi osobami, które były na różnych poziomach językowych, a nauczyciel nie mógł każdemu z osobna poświęcić wystarczającej uwagi.

Najlepszy natomiast dla mnie był wyjazd za granicę, bo – nie da się ukryć – jest to ogromna stymulacja dla mózgu. Ale efekty przynosiła też, uwaga, uwaga, nauka w Polsce (samodzielna i z native speakerem).

Bo tak naprawdę nie jest ważne jak się uczysz, ale ważne jest, żeby nie popełniać pewnych mentalnych błędów, które wbija nam do głowy polski system edukacji.

Dlatego poznaj 8 złotych zasad, które zmieniły całkowicie moje podejście do nauki języków obcych. Dzięki temu przestałam się spinać, a zaczęłam się bawić językiem, a i efekty były dużo lepsze.

1. Otocz się językiem obcym 

Czy wyjeżdżasz, czy zostajesz w kraju – otocz się językiem, którego się uczysz. Poprzyklejaj na przedmiotach w Twoim pokoju ich nazwy. Oglądaj filmy w danym języku i słuchaj piosenek, a nawet pójdź o krok dalej i ucz się charakterystycznych filmowych cytatów lub tekstów i śpiewaj! Czytaj książki w języku obcym, oglądaj programy telewizje. Krótko mówiąc – wszystkie formy rozrywki rób właśnie w języku obcym! W dzisiejszych czasach, kiedy każdy wszędzie ma dostęp do internetu, nauka języków jest naprawdę banalnie prosta, wystarczy, że znajdziemy on-line to, na co właśnie mamy ochotę.

2. Nie rozumiem!

Nie będziesz czytać książek albo oglądać filmów po angielsku, bo nie rozumiesz jeszcze wystarczająco dużo? Zmniejsz swój poziom! Zamiast oglądać trudne, ambitne kino, zacznij od kreskówek lub komedii romantycznych. Nie czytaj na początku “Władcy pierścieni”, ale coś o wiele łatwiejszego, na przykład literaturę dla dzieci. Z czasem będziesz podnosił swój poziom i zaczniesz rozumieć o wiele więcej. Jeśli natomiast rzucisz się od razu na głęboką wodę, faktycznie możesz się szybko zniechęcić.

3. Mów nawet jeśli robisz błędy

Blokada językowa to zmora wielu osób, które uczą się języków obcych. Tworzy ona błędne koło: “robię błędy, więc nie będę mówić, bo się ośmieszę, ale jak nie mówię to nie mogę moich błędów poprawić, więc dalej robię błędy”. Jest tylko jeden skuteczny sposób na pozbycie się blokady językowej i, niestety, nie da się zrobić tego inaczej – po prostu musisz zacząć mówić. Tylko wtedy nabierzesz wystarczającej pewności.

Twoje myślenie na początku jest “wiem, że robię błędy” – to właśnie Cię blokuje. Zastąp je hasłem “wiem jak poprawić błędy” i niech Cię to mobilizuje do przełamania się i rozmawiania!

4. Olej gramatykę

Serio. Przestań się zastanawiać czy użyłeś odpowiedniego conditionala, zaimka albo czy poprawnie odmieniłeś czasownik. Po prostu mów! Twoi rozmówcy będą w stanie Cię zrozumieć, a jak nie – dopytają o co chodzi. Ewentualnie Cię poprawią i w końcu sam nauczysz się odpowiednich formułek.

W szkole uczono nas kiedy jakiego czasu powinno się używać, a sami native speakerzy często robią błędy. Jeśli Twoim celem w nauce języka jest po prostu bycie komunikatywnym, to nie musisz wkuwać tych wszystkich zawiłych gramatycznych zasad. One same przyjdą z czasem, kiedy Twój poziom będzie wzrastał.

5. Wybierz łatwe słownictwo

Czy po polsku też używasz na co dzień akademickiego języka? Domyślam się, że nie. Każdy Twój rozmówca, nie ważne czy native speaker, czy uczący się będzie używał prostego języka, a nie nie wiadomo jak skomplikowanych słów. Nie utrudniaj sobie życia i mów lekko i prostym językiem. Twój zasób słownictwa będzie z czasem rósł naturalnie.

6. Nie wkuwaj, baw się!

Przestań traktować naukę języka obcego jak torturę, bo “muszę umieć mówić”. Podejdź do tego jak do zabawy, czerp radość z nauki. Nawet jeśli uczysz się zupełnie nowego zagadnienia, podejdź do tego jak do rozwiązywania krzyżówki.

7. Wyrzuć podręcznik

Podręcznik przydaje się na samym początku nauki, kiedy musisz poznać podstawowe zwroty i formułki. Podręczniki pisane są pod podstawę programową, która często nie ma nic wspólnego z Twoimi rzeczywistymi potrzebami komunikacyjnymi. Dlatego z czasem zamiast skupiać się na nauce z podręcznika, zastąp go czymś innym – słownictwo najlepiej poznać z gazet, książek czy filmów. Do poznania gramatyki wystarczy internet – jest mnóstwo stron internetowych i kursów ułatwiających poznanie gramatycznych zasad, a na niejednym forum zawsze ktoś wytłumaczy, jeśli nie rozumiesz. Naprawdę, podręczniki to nie jest jedyne źródło nauki!

8. Trzymaj się z dala od… Polaków

Wiem, jak to brzmi, ale taka jest prawda – sprawdziłam to na własnej skórze. Jeśli przebywamy z Polakami, to zamiast mówić w języku, którego się uczymy, wracamy na polski. To był mój największy problem, kiedy uczyłam się niemieckiego w Niemczech. W szkole mówiłam ze wszystkimi po niemiecku, ale mieszkałam z polską rodziną i kiedy wracałam do domu wieczorem, te kilka godzin przed snem mówiłam po polsku. Myślę, że dużo więcej by mi weszło do głowy, jeśli rozmawiałabym przez całą dobę po niemiecku – tak jak miałam możliwość z angielskim, kiedy pracowałam w Szkocji jako au pair.

Zresztą to nie jest tylko nasz problem – najgorzej w tym przypadku mają angielscy native speakerzy, ponieważ gdziekolwiek nie pojadą, zawsze ktoś gdzieś będzie mówił po angielsku.

Ten punkt jest ściśle związany z pozostałymi punktami na tej liście – po prostu otocz się językiem obcym, rozmawiaj, żeby przełamać barierę językową i poprawiać błędy, a tym samym będziesz się też uczyć gramatyki i utrwalać słownictwo.

I pamiętaj – zawsze jest odpowiedni moment na naukę za granicą. Nie myśl kategoriami „nie pojadę, bo ciągle za mało umiem, żeby się dogadać na ulicy” – jedziesz tam właśnie po to, żeby się nauczyć. Za granicą musisz używać języka w zwykłych codziennych sytuacjach i to właśnie jest najlepsza szkoła życia.

Czy wyjadę jeszcze za granicę w celu nauki języka obcego? Na pewno. Chcę rozwinąć swój rosyjski, a także zacząć się uczyć francuskiego. Jaką formę nauki wybiorę – czas pokaże, ale dzięki wiedzy o procesie nauki, którą zebrałam przez lata, mogę nieskromnie przyznać, że jestem skazana na sukces. 😉 Po prostu uwielbiam uczyć się języków, bawić się nimi, czerpać z tego radość. I wszystkim taki językowy wyjazd polecam!

Miałaś/eś okazję uczyć się języków obcych za granicą? Jak postrzegasz dziś to doświadczenie? Czy popełniałaś/eś jakieś błędy? A może masz swoje zasady i porady, które chciałabyś/chciałbyś przekazać innym? Podziel się nimi w komentarzach! 

Wpis powstał we współpracy z Agencją Turystyczną ATAS.

6 odpowiedzi

  1. Haniu jak zawsze u Ciebie – wpis na poziomie. I masz rację z tym aby od Polaków trzymać się daleko na takich wyjazdach, ponieważ naprawdę może to zaszkodzić nauce. A tak przy okazji “Hollyoaks” leci dalej w angielskiej TV. Codziennie po “Big Bang Theory” – wieczorem około 20 tutejszego czasu. 🙂

  2. Cześć Hanka !

    Temat jest mi bardzo bliski, sama miałam na naukę francuskiego przed wyjazdem pół roku, z czego wyszło raptem 2 miesiące jakbym miała to podsumować. Miesiąc uczyłam się dzień w dzień po min. 4h sama. Oglądałam seriale edukacyjne, słuchałam piosenek, radia, miałam książkę Pawlikowskiej ( którą naprawdę każdemu na początku polecam, bo to co mi dała to bezcenną wiarę w siebie, że to się może udać, szczególnie jak zaczynamy sami od zera) do tego jeszcze jakiś podręcznik dla turystów z polecenia ( naprawdę świetny… jeszcze z kasetą) i ogólnie polecam blogi językowe, to jest po prostu niewyczerpane źródło wiedzy. Znalazłam tam mnóstwo odpowiedzi na moje pytania, recenzje, odnośniki do stron itd. Jednak swojej uwagi nie skupiałam na gramatyce a jednak na studiach wypadałoby trochę liznąć temat szczególnie, że jednak czekały mnie egzaminy pisemne i poszłam na intensywny kurs francuskiego wakacyjny, z intensywnością nie miał on nic wspólnego, ale kobieta bardzo się starała i kładła nacisk na komunikację więc ostatecznie znowu gramatyka odeszła na bok. I spinałam się tak na tą gramatykę bo czułam że to moja pięta achillesowa, ale po takim czasie też uważam że chrzanić tę gramatykę i nie ma co się spinać skoro nie czuje się miłości specjalnej do gramatyki i że wszystko przyjdzie z czasem.

    A co do Twojego doświadczenia … 8h dziennie kursu… wow to musiało być mocne. Ja już po tych 4h dziennie po miesiącu czułam się po prostu zwycięzcą, a 8? Zanim zaczęłam naukę trafiłam na fajny filmik na Ted.com o nauce języka w pół roku, a może to było w innym że już te 4h sprawiają że po miesiącu mózg się przełącza na myślenie w danym języku.

  3. Cześć Haniu,

    Złożony tekst i z wieloma punktami się zgadzam. Moje doświadczenie w temacie języków obcych jest podobne do Twojego – angielskiego nauczyłam się jako dziecko, bo byłam nim otoczona. W sumie nawet nie wiem kiedy i jak zaczęłam mówić po angielsku. Gramatyki musiałam uczyć się osobno, żeby jako piętnastolatka zrobić FCE. Potem przyszła pora na niemiecki – przed maturą, żeby podszlifować Deutsch, wyjechałam do Austrii na wakacje. Nie stać mnie było na wyjazd językowy z agencją, więc zorganizowałam sobie sama szkołę i pobyt. Żeby było śmieszniej, pojechałam do Kitzbuhel z palnikiem (i butlą camping gazu) i oczywiście zapasem zupek chińskich. Miałam przymierać głodem, a zupełnie przypadkiem drugiego dnia znalazłam na ulicy 1000 marek. Fortuna dla mnie!
    Potem przyszła pora na filologię hiszpańską i to hiszpański, a nie niemiecki stał się moim trzecim płynnym językiem obcym. I tutaj właśnie chciałam zwrócić uwagę na Twój punkt 7. Uważam, że podręcznik jest niezbędny na początkowym etapie nauki i podczas szlifowania. Kiedy w miarę płynnie mówiłam po hiszpańsku i czytałam literaturę okazało się, że mam braki w gramatyce – bardzo pomocne okazały się sensowne podręczniki z ćwiczeniami. Zatem uważam, że dobry podręcznik jest kluczową kwestią. Ponad rok temu zabrałam się za naukę rosyjskiego. Wiedziałam już wtedy, że wkrótce ruszamy z mężem w długą podróż i rosyjski może okazać się przydatny. Intensywnie wtedy pracowałam i nie za bardzo miałam kiedy chodzić na kurs. Najpierw starałam się korzystać z materiałów dostępnych w sieci – znalazłam kanały na youtube, info jak rozgryźć cyrylicę, itp. Wynikało to również z chęci oszczędności – przed wyjazdem ciułaliśmy dosłownie każdą złotówkę. Jednak brakowało mi podstaw, miotałam się wśród różnych materiałów, ale bez sensownej myśli przewodniej i metody. W końcu znalazłam niezły podręcznik z materiałem audio i wszystko stało się prostsze. Niekwestionowaną zaletą podręcznika jest metoda. Materiały w internecie są często od czapy i będąc językowym nowicjuszem ciężko połapać się co jest dobre, a co złe.
    Mój mąż, który jest nauczycielem hiszpańskiego powtarza, że na początku nauki dobrze poznać podstawy, ugruntować je, potem można szlifować samemu w oparciu o filmy, książki, wyjazdy, etc. Ale podstawy trzeba mieć – czy to dzięki sensownemu nauczycielowi czy porządnemu podręcznikowi (a najlepiej obydwie rzeczy na raz).
    Ufff, rozpisałam się. Pozdrowienia z Indii!

    • Dzięki za komentarz! Może faktycznie, wyrzucenie podręcznika to przesada, ale na pewno nie można się ograniczać tylko do podręcznikowej nauki 🙂 Pozdrawiam 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

CommentLuv badge