Warsztaty językowe 8: Kursy językowe Pawlikowskiej

Kursy językowe Pawlikowskiej to kolejny aspekt samodzielnej nauki języków, który chciałabym omówić. Były już piosenki, filmy, literatura piękna, gry, ale dzisiaj będzie to, czego NIE WOLNO DOTYKAĆ, czyli o wspomnianych wyżej książkach-kursach. Trzymajcie się od nich z daleka!!!

Na początku wyjaśnię moje stanowisko: przeczytałam w życiu może 2-3 książeczki pani Beaty i niestety nie podoba mi się jej styl. Ceniłam ją jednak do tej pory za… hmmm… nazwijmy to efektywność i mobilizację, jeśli chodzi o twórczość. Bo nie ukrywajmy, ale jeśli ktoś w ciągu roku wydaje kilka nowych tytułów, musi być bardzo zmobilizowanym i efektywnym pisarzem, nawet jeśli książeczki są krótkie.

Ale potem w moje ręce wpadły dwie książki z serii Blondynka na językach – kursy rosyjskiego i niemieckiego. I już przestałam ją cenić za efektywność. Jeżeli efektem ma być robienie ludziom wody z mózgu tylko po to, żeby na tym zarobić, to ja się pod tym nie podpisuję.

STOP! Jeśli uważasz, że lepiej mówić w obcym języku byle jak, ale mówić – nie czytaj dalej. Pewnie stwierdzisz, że się czepiam i za bardzo wnikam w szczegóły języków obcych. Ale jeśli chcesz osiągnąć pewien poziom komunikatywności, kontynuuj. I nie chodzi mi w tym wpisie o robienie błędów np. przez złą odmianę.

kursy językowe pawlikowskiej

Ale o co chodzi?

Każdy język możemy podzielić na dwie strefy używania: głosową, czyli mówienie i słuchanie, oraz wzrokowo-ruchową, czyli czytanie i pisanie. W praktyce działa to mniej więcej na takiej zasadzie, że kiedy nauczymy się poprawnie mówić i pisać, drażnią nas błędy popełniane przez innych (np. wyłapujesz takie szczegóły jak nagminne ‘włanczać’ zamiast ‘włączać’ albo kiedy nie jesteś pewien jakiejś pisowni po prostu piszesz dany wyraz na kartce i wybierasz ten, który bardziej Ci pasuje, np. ‘hamak’ zamiast ‘chamak’).

Żeby nauczyć się poprawnie mówić, musisz słuchać, a żeby bezbłędnie pisać – czytać. Ale uwaga – W ORYGINALE!

Spójrz na zdanie: I love you. Prawdopodobnie wszyscy, nawet Ci, którzy nie znają angielskiego, wiedzą jak to przeczytać. Zdanie to stało się częścią popkultury i pewnego rodzaju hasłem.

I teraz wyjaśnię, gdzie tkwi błąd w metodzie przedstawionej w książkach Pawlikowskiej:

Przede wszystkim uczą one mówić… na podstawie tekstu. Idea bardzo wzniosła, ale jest pewien mały problem – żeby nauczyć ‘poprawnej’ wymowy podana jest transkrypcja po polsku. Wygląda to mniej więcej tak:

I love you.
Aj low ju.

Może i faktycznie pomaga to w opanowaniu wymowy chociaż w małym stopniu, ale… kaleczy naszą część umysłu odpowiedzialną za strefę wzrokowo-ruchową. Dlaczego?

Dlatego, że nam jako uczącym się języków obcych łatwiej jest zapamiętać słowa zbliżone do polskiego. To znaczy, że łatwiej zapamiętasz wymowę, ale… nikłe są szanse na to, że dane zdanie zapiszesz poprawnie.

A nawet, że poprawnie je wypowiesz! Bo prawda jest taka, że każdy język ma inne dźwięki. Nawet jeśli odpowiadające im znaki są takie same jak w polskim. A przecież niektóre znaki się łączą. Albo mają w ogóle jakieś dziwne kropki czy kreski. Przecież polski też je ma!

Obcokrajowiec, który uczy się polskiego, nie będzie prawdopodobnie nigdy mówił płynnie w naszym języku. Ale będzie wiedział – jeśli się tego nauczy – że jest różnica między ‘a’ a ‘ą’, ‘c’ a ‘ć’ itp., a nawet biorąc pod uwagę dwuznaki będzie umiał przeczytać ‘dz’, ‘sz’, ‘rz’ czy ‘dż’ itp. Może nie będzie tego robił poprawnie, ale będzie wiedział, że dany znak wymawia się w taki, a nie inny sposób. Bo to są znaki POLSKIE odpowiednie tylko dla JĘZYKA POLSKIEGO.

Każdy język ma takie znaki. I niestety, ale bez znajomości zasad wymowy tych znaków nie jesteśmy w stanie nauczyć się poprawnie mówić.

Nauka wymowy to taka gimnastyka buzi i języka. Układamy w odpowiedni sposób usta, język, a potem mówimy zupełnie inną literę, niż zrobilibyśmy to po polsku. Spróbuj np. ułożyć usta do ‘u’, ale powiedz ‘i’. Banalne, prawda?

Brawo! Właśnie powiedziałeś niemieckie ‘ü’! Teraz powiedz całe ‘für’, czyli ‘dla’. Jak się trochę poćwiczy, to przychodzi to z coraz większą łatwością, naturalnie.

[Prawda jest też taka, że niektórych dźwięków być może nigdy nie będziemy w stanie superpoprawnie wymówić, ponieważ nasz aparat mowy – język, usta i krtań – nie był przystosowywany do nich od dzieciństwa. Np. obcokrajowcy mają tak z naszymi słowami bardzo syczącymi: szczotka, czterdzieści, a spróbuj im wytłumaczyć jaka jest różnica w brzmieniu między ‘szczekać’ i ‘ściekać’! Kiedyś próbowaliśmy ze znajomymi i była to po prostu niezła gimnastyka dla wszystkich – nawet dla nas. Czasem potrzeba wielu lat praktyki, żeby opanować niektóre dźwięki!]

Ale metoda opisana w książkach pani Pawlikowskiej każe iść na łatwiznę. Po co tłumaczyć jakąś tam gimnastykę i łamacze językowe? Lepiej od razu uczyć, że ‘für’ to ‘fir’! Das yst fir dyś! – To dla Ciebie!

I teraz bardzo zgrabnie przechodzimy do kolejnego problemu – jeśli widzisz obcojęzyczne słowa z polską transkrypcją zbyt często, to zajmują one w Twoim umyśle miejsce oryginalnego wyglądu danego słowa. Du ju anderstend łot ajm tokin ebałt?

No, ale jak już wspomniałam, może komuś taka nauka odpowiadać. Lepszy rydz niż nic…? Serio?

To teraz popatrz na trzy słowa z angielskiego: through / book / clue
W Blondynce na językach wymowa jest prosta: fru / buk / klu.

Nie ważne, gdzie ‘u’ jest długie, a gdzie krótkie – u Pawlikowskiej najwyżej nie ma to znaczenia. Ale jeśli wszędzie jest ‘u’, to skąd wiesz, kiedy zapisać ‘oo’, a kiedy ‘ue’?

No dobra, ktoś powie, że to są takie szczegóły. W takim razie weź kartkę i napisz słowo ‘apriszijejt’ albo ‘noł dałt’ albo ‘owjusli’. [Odpowiedź na końcu wpisu.]

Matko, a co jeśli ktoś się uczy języka z innym alfabetem? Np. rosyjskiego albo greckiego?!

A teraz wyobraź sobie, że pewien Anglik chce się uczyć polskiego i uczy się wymowy z transkrypcji angielskiej:

Chi htsash ys-ch daw keenah? Voda shcheka ah pyes shcheka. [Co to będzie po polsku? Odpowiedź też na końcu!]

I teraz spójrz na drugie zdanie i weź wytłumacz Anglikowi różnicę, jak oni nie mają w swoim języku takich dźwięków jak ‘ś’ i ‘ć’! Tak samo my nie mamy w naszym języku pewnych dźwięków, które nam wydają się podobne, ale są bardzo różne i mogą zmienić zupełnie znaczenie słowa! Pół biedy, jeśli wyjdzie zabawnie. A co jeśli w szanowanym towarzystwie wyjdzie wulgarnie i obraźliwie?

Napiszę to dużymi literami, żeby wszyscy zapamiętali: NIE DA SIĘ UCZYĆ WYMOWY JĘZYKÓW OBCYCH Z TRANSKRYPCJI POLSKIEJ!!!

Jeśli chcesz się uczyć wymowy, masz szczęście, że żyjesz w XXI wieku. W Internecie jest mnóstwo słowników, gdzie możesz posłuchać, jak poprawnie mówi się dane słowo. Możesz też ćwiczyć na zasadzie porównań: sprawdź w dowolnym słowniku, jak brzmi dwuznak ‘th’ w słowach ‘through’ i ‘mother’.

Polecam też sprawdzić, czy Twój słownik książkowy (jeśli taki masz) albo internetowy ma transkrypcję fonetyczną i też mniej więcej ją opanować.

Żeby zobaczyć jak taka fonetyczna transkrypcja wygląda w praktyce, wejdź na stronę Wikipedii pod tym linkiem. Wiem, że wiele osób nie lubi niemieckiego, ale to jest naprawdę świetny przykład, żeby pokazać, że czasami w naszym języku nie ma większości niektórych dźwięków!

Ucz się wymowy i pisowni jednocześnie – patrz na słowo i słuchaj lektora. Oglądaj filmy z dubbingiem i napisami w danym języku. Ucz się śpiewać.

Podobno do książek Blondynka na językach dołączane są płyty. Ja nie miałam wersji z płytami, ale podano adres www, pod którym jest nagranie mp3, żeby uczyć się ze słuchu. Wchodzę na podaną stronę i co znajduję? Jedno kilkugodzinne nagranie… Proszę. Znajdź sobie teraz to konkretne słówko ze strony 256. Ha, ha, ha.

Stanowczo odradzam wydawanie pieniędzy na książki z serii Blondynka na językach. Nie róbcie krzywdy swojemu umysłowi tylko dlatego, że podręczniki są sygnowane nazwiskiem słynnej podróżniczki. Ja mam te dwie książki po to, żeby demonstrować je na warsztatach językowych, które planuję, i ratować ludzi od językowej zagłady.

PS. Gdyby się okazało, że kiedyś przeczyta to pani Pawlikowska: Pani Beato, bardzo proszę przestać robić ludziom wodę z mózgu. Niech się pani skupi na mini-książeczkach podróżniczych i poradnikach psychologicznych. Być może lepiej to pani wychodzi. Pozdrawiam.

Odpowiedzi:
– appreciate, no doubt, obviously
– Czy chcesz iść do kina? Woda ścieka a pies szczeka.

35 odpowiedzi

  1. Auć. To było straszne. Chyba każdy, kto zaczynał kiedyś uczyć się jakiegoś języka miał taki moment, że zapisywał sobie polską transkrypcję. Sama tak robiłam przez… tydzień. Na szczęście moja nauczycielka szybko odwiodła mnie od tego pomysłu. Nie żebym zaprzyjaźniła się z transkrypcją oryginalną i tymi wszystkimi znaczkami, kropeczkami i kreseczkami. Za to wierzę, że nauka wymowy przez porównanie jest dobra.
    Co do książek Pawlikowskiej, to zdobyłam kiedyś same nagrania dołączone do książki “Blondynka na językach” z językiem angielskim. Nawet źle się tego nie słuchało, po prostu włączałam to sobie czasem i słuchałam robiąc inne rzeczy. Nie miałam pojęcia, że książka jest zrobiona w takim stylu, ponieważ nigdy nie miałam jej w ręku. Na szczęście! Płyty posłuchałam, ale jakoś za wiele mi nie pomogła.
    Dzięki za ostrzeżenie 🙂
    Pozdrawiam!

    • Ja pamiętam jak w podstawówce miałam francuski i nauczycielka kazała nam brać innym kolorem litery w kółeczka i zapisywać nad nimi jak się czyta. To chyba miało być po to, żebyśmy nauczyli się zasad, np. ‘eau’ to ‘o’.
      Potem poszłam do gimnazjum i miałam niemiecki, ale robiłam to samo z przyzwyczajenia. Na szczęście nauczycielka mi zabroniła i powiedziała, że mam nie ułatwiać sobie w ten sposób tylko uczyć się wzrokiem i słuchem… I do dziś się tego trzymam.

      Po prostu: patrzysz na wyraz i wiesz jak go przeczytać.

  2. Ja mam książkę i aplikacje z angielskiego i jest napisane tak jak się pisze, więc się trochę zdziwiłam jak to przeczytałam. Może są różne wersje.

    • mam angielski, niemiecki i hiszpański – w żadnej nie ma podanej wymowy, natomiast do każdej jest dołączona płyta ze wszystkimi zwrotami z książki. Hm, korzystam z tych książek i płyt, lecz jednocześnie także z innych (ale mam manię równoczesnego pisania wszystkich wykuwanych słówek, dyktanda piszę bezbłędnie) – i ogólnie jestem zadowolona. Z angielskiego mam mocne podstawy, z pozostałych dwóch żadnych… Chcę dokupić jeszcze rosyjski (którego kiedyś się już uczyłam). Najbardziej podoba mi się, że w każdym języku są te same zwroty. Można uczyć się jednocześnie i porównywać… Myślę, że nie można “Blondynek” potępić w czambuł. Ja z nich potrafię efektywnie korzystać

  3. Od poradników psychologicznych niech też się lepiej trzyma z daleka – wychodzi podobny bełkot.

    • Chyba od wszystkiego powinna się trzymać z daleka. Nie wiem, jak z resztą jej książek podróżniczych, ale jak przeczytałam tę z jej podróży do Tybetu, to miałam drgawki. Jako osoba posiadająca licencjat z tybetologii mogę ocenić: bełkot. Zdjęcia były fajne, to był plus. Szczególnie jedno z nielegalnym obrazkiem z X Panczenlamą zawieszonym w jakimś barze. Ale informacji o tym, że za wywieszenie tego obrazka właściciel baru mógłby wylądować w więzieniu już nie było.

  4. Też mam negatywne doświadczenia z książką do nauki języka tej autorki. Akurat nie angielski, a portugalski. W książce jest wersja portugalska a na płycie czyta Brazylijczyk. Różnice pomiędzy tymi wersjami są spore jeśli chodzi o wymowę, trochę gramatycznych, są też słowa o różnym znaczeniu w Pt i Br. Jeśli by się uczyć z tych materiałów – wyjdzie miszmasz, który będzie trudny do zrozumienia i w Brazylii i Portugalii.

    • Dobrze wiedzieć! Dostałam tę książkę do portugalskiego, rzekomo europejskiego, a że nie podoba mi się formuła tego “kursu” to nawet nie puściłam płyty.

      Pod wpisem podpisuję się obiema rękami 🙂
      Koharu ostatnio opublikował…Językowe odkrycia: garść linkówMy Profile

  5. Ja mam wersję amerykańskiego angielskiego Beaty Pawlikowskiej, j. włoski i miałam też w rękach wersję brytyjskiego angielskiego. Nie wiem skąd autorka tego artykułu czerpie informacje, ale w książkach językowych (przynajmniej tych języków) B. Pawlikowskiej nie ma ŻADNYCH! transkrypcji. A materiał na płycie – podobnie jak w książkach, jest podzielony na ok. 150 lekcji, które zawierają po 20-25 fraz (zdań), więc nie trzeba odsłuchować całej płyty żeby coś znaleźć. Zanim się zacznie coś “recenzować” to polecam kupić najpierw egzemplarz książki, a nie wylewać pomyje!

  6. Mnie się wydaje, że taki zapis fonetyczny to tylko jedna z licznych wad tych pseudopodręczników. Przeglądałam kiedyś ksiązkę do włoskiego (jestem italianistką) i za głowę się złapałam. Poza tym uważam, że podręczniki czy nawet rozmówki powinny być pisane przez kompetentnych autorów. Jeśli jedna pani robi książki do kilku języków (wszystkie na jedno kopyto, dodajmy), w dodatku opierajac swoją wiedzę na licznych podróżach, to budzą się we mnie pewne wątpliwości.

  7. Niby mam któryś z tomów blondynki na językach i chyba z płytą. Tylko że uznałam, że zapoznam się przy okazji… Tak wyszło, że nie wyszło. Ale kiedyś w ręce mi wpadały rozmówki polsko-angielskie. Tam też jest wymowa pisana w ten sposób.
    Angielskiego nigdy nie opanowałam – taki trochę leń, trochę antytalent ze mnie. Jednak jednego zdecydowanie nauczyła mnie anglistka z LO – pierwszych parę zajęć poświęciła na naukę czytania transkrypcji. Teraz jak widzę napisane jakieś słowo po angielsku, co do którego nie wiem, jak wymówić – sięgam do słownika i sprawdzam transkrypcję… fakt, czasem różnie w różnych słownikach bywa, ale przynajmniej mam ogólne pojęcie jak słowo brzmieć powinno.

  8. hej. Ja mam francuski Beaty, nie ma w nim polskiej transkrypcji – uwazam,ze jest calkiem okay . Na plycie nagrany jest francuz (z dobra wymowa – mieszkalam kiedys we Francji to kojarze cos niecos). Byc moze ang., niem., ros. Pawlikowskiej są słabe, jednak francuski pomaga mi zapamiętać przydatne zwroty.

    • Hej! Jak się okazuje, na rynku są chyba dostępne dwie wersje tej książki – z płytą i bez płyty, ale za to z transkrypcją. Mi niestety wpadły w ręce tylko te bez płyty, więc może faktycznie z płytą są ok. 🙂

  9. Skrytykowana p. Pawlikowska, ale czy ktoś zauważył, ze to nie jest kurs j. obcego ale nauka mówienia i rozumienia danego języka, więc to chyba różnica i nie porównujmy do innych metod. Jak dla mnie skuteczna metoda, jezeli komuś nie zależy na gramatyce czy pisowni, tylko na rozumieniu to chyba jest oki czyż nie tak? Ludzie wyjezdzający za granice do pracynie znjaacy w ogóle języka, uczą sie rozumiec i mówic przebywając w otoczeniu społeczeństwa posługujących się tym językiem. Każdy wie w jakim stopniu chce opanować jezyk, więc wybiera według siebie metoda. Tak jak w rtykule jest napisane “lepszy rydz niż nic” no własnie lepszy,ale jednak uważam że to więcej niż rydz.

    • W pełni się zgadzam. Kurs Pani Pawlikowskiej do kurs ROZUMIENIA. To nie jest podręcznik do nauki. LUDZIE, tu chodzi o to, żeby być KOMUNIKATYWNYM, a nie klepać regułki gramatyczne!

  10. Nauczyłam się dzięki pani Pawlikowskiej podstaw włoskiego. Do książki była dołączona płyta. W książce nie było żadnej polskiej transkrypcji, tylko ładnie napisane wszystko PO WŁOSKU – a z płyty trzeba było tylko powtarzać wymowę. Książkę trzymałam przed nosem, puściłam płytę z odtwarzacza i uczyłam się. Teraz potrafię porozumieć się po włosku zarówno w hotelu, restauracji, jak i ze znajomymi z Włoch. NIE TYLKO językiem mówionym, ale również pisanym. Wiem, że dzięki książce Pani Pawlikowskiej zrobiłam duży postęp i teraz jestem w stanie sama uczyć się w domu i rozszerzać swoją wiedzę. PANI BEATO, DZIĘKUJĘ!!!

  11. Nie wiem, jak Pani Pawlikowska uczyła się niemieckiego, ale zwrot “Das ist für dich”, czyta się “das yst fua diś” 🙂 Naprawdę nie wiem, czemu w Polsce “ü” czytane jest jako i…podobnie firma müller nie czyta się “miler”

  12. Wpis nie jest obiektywny. Poleciłbym na przykład książkę moim rodzicom, którzy chcą tylko znać podstawowe zwroty będąc raz na dziesięć lat za granicą. W krytyce brakuje nawet chęci znalezienia zalet tej książki. Dla ludzi starszych, którym i tak ciężko wymówić brytyjskie “r” czy “t” z językiem ponad “alveolar ridge” czy miękkie “ż” pełna transkrypcja to bariera nie do przebycia. Słuchanie nagrań też wielu nie odpowiada. Zaletą polskiego zapisu może być szansa na samodzielność. Nie każdego stać na nauczyciela, dzięki któremu przełamie strach i poczucie wstydu.

  13. powiem tak, przyjalem sie do pracy w niemieckiej firmie bez niemieckiego ale za to znalem wloski , pomoglo mi to w zatrudnieniu sie gdyz duzo wlochow tam pracuje, poznalem polaka ktory sluchajac w pracy przez 8godzin dziennie ,,blondynki,, nauczyl sie niemieckiego w zaledwie 3miesiace, tez bym w to nie uwierzyl jesli bym nie slyszal tego od dziesiatek osob plus od szefa. wiec mysle ze kazdy sposob jest dobry tylko trzeba miec checi. pozdrawiam

  14. wydaje mi się, że autorce posta chodziło o ksiażki pawlikowskiej dotyczące rozmówek, w ktorych faktycznie podana jest transkrypcja, natomiast w ksiazkach blondynka na jezykach niemiecki, rosyjski, francuski, hiszpanski etc nie ma transkrypcji, na dowod zalaczam okladki (po prawej ksiazki, ktore maja transkrypcję) i faktycznie, rozmówki nie posiadają płyty z nagraniami. 😉

    http://imageshack.com/a/img908/4986/myQPgt.jpg
    http://imageshack.com/a/img903/8636/2xAwnj.jpg
    http://imageshack.com/a/img907/4294/SVBL4e.jpg

  15. Kursy są bardzo udane i skuteczne. Przede wszystkim trzeba pamiętać o 3 rzeczach: Autorka nie jest anglistką i ma to swoje zalety dlatego w pracę nad książką zaangażowały się inne osoby znające się na rzeczy. Po drugie jest to metoda mówienia i szybkiej nauki ,a nie czysto brytyjskiej czy super amerykańskiej wymowy bo tu nie o to chodzi. Po trzecie jestem przekonany, że każda osoba ucząca się tą metodą porozumie się za granicą bardzo dobrze bo jest to metoda oparta na praktyce.
    Kolejna sprawa to nawet jeśli jest wymowa -a jest tylko w rozmówkach to jestem pewien ,że rodowity mówca oraz każdy obcokrajowiec zrozumie taką wymowę.
    Ostatnia rzecz, jest to metoda dla osób, które nie mają czasu na tradycyjną naukę do śmierci albo nie mogą poświęcić 20 lat od przedszkola do studiów na naukę języka obcego. Moje doświadczenia z uczniami w wieku średnim i starszymi pokazują ,że ta metoda działa i taki 60latek ‘pojechałby’ niejednego maturzystę jeżeli chodzi o mówienie;)

  16. Witam,

    Całkowicie się się nie zgadzam z opinią że jest to całkowicie zły kurs. Doskonały też nie jest. Trzeba umiejętnie z niego korzystać. Ja osobiście używam go jako rezerwuar często używanych zwrotów i słów. Sam w sobie jest dla mnie uzupełnieniem innych ciekawych pozycji.
    Pozdrawiam z Frankfurtu nad Menem
    Witek

Dodawanie komentarzy wyłączone.