Kuchnia kreteńska: co zjeść na Krecie?

Kuchnia kreteńska różni się od greckiej kontynentalnej, ale mało kto wie czym tak naprawdę. Czego spróbować? Jakie smaki i dania są typowe dla Krety? Dzisiaj będzie o jedzeniu! 😉

Ach, ślinka mi pociekła na myśl o przysmakach, których kosztowaliśmy na Krecie. Uwielbiam próbować kuchni lokalnej, szczególnie, gdy jest to dla mnie zupełnie nowe doświadczenie i dość duże wyzwanie. Tak było w tym przypadku, na początku trochę się wahaliśmy, ale w końcu ciekawość wzięła górę i Kreta rozkochała nas – a ściślej mówiąc nasze podniebienia – w sobie jeszcze bardziej!

kuchnia kreteńska
εβίβα (Eviva), czyli “na zdrowie”!

Spacerując po Aghios Nikolaos trafiliśmy na restaurację Amalthea nad samym morzem z widokiem na góry wyrastające z przeciwległego brzegu. Miejsce i widoki cudowne, ceny lokalnego jedzenia – podejrzanie niskie. Połaziliśmy jeszcze po miasteczku, ale ciągle myślałam o daniach z menu, więc postanowiliśmy, że tam wrócimy. Może się nie najemy, ale chociaż popróbujemy lokalnej kuchni.

Dodam na początek, że podano nam menu w języku niemieckim i rosyjskim (czemu wszyscy nas biorą za Rosjan, a nikt nie bierze Rosjan za Polaków?!), ale to jeszcze większa frajda, kiedy tak naprawdę nie wiesz co zamawiasz 😀

Kuchnia kreteńska: przystawki

Na pierwszy ogień poszły kreteńskie Antipasti, czyli po prostu przystawki. W ich skład wchodziły kawałki wędzonej wieprzowiny, coś co po niemiecku nazywa się Knollengewächse, czyli dosłownie ‘rośliny bulwiaste’, Dakos z pomidorem, ser Xinomyzithra, faszerowane liście winorośli i oliwki marynowane w occie, a do tego jogurt.

Po kolei:
– rośliny bulwiaste – w smaku podobne do oliwek, więc wnioskuję, że też były marynowane w occie. Nie mam pojęcia co to dokładnie za warzywo (owoc?), ale kształtem i warstwami przypominało maleńkie niecuchnące cebulki. Kelnerka Sofi wytłumaczyła nam, że rosną one  tylko w górach na Krecie. Rozpływały się w ustach i strasznie mi posmakowały, chociaż były bardzo słono-kwaśne. Właśnie za to Sebastian ich nie polubił;
–  Dakos, czyli suchar (albo twarda bułka) skropiony oliwą, na nim miąższ z pomidora i ser feta, popularna na Krecie pychota;
–  ser Xinomyzithra – chyba jedynym greckim serem powszechnie znanym jest feta, a tu okazuje się, że Grecy wymyślili ich tyle, że chyba nawet Holendrzy mogliby im powinszować. Ser myzithra wyrabiany jest z koziego lub owczego mleka i serwatki, która powstała podczas produkcji innych serów, jest bardzo kremowy. Odmiana kwaśna nazywa się właśnie Xinomyzithra. Serki podano nam w delikatnej panierce i dosłownie rozpływały się w ustach!

kuchnia kreteńska
kreteńskie przystawki

Następnie zamówiliśmy faszerowane liście winorośli – tradycyjnie wypełnia się je kwiatami cukinii, jednak poza sezonem na te kwiaty (czyli kiedy my byliśmy na Krecie) podaje się je z ryżem. Do tego jogurt lub tzatziki. Sebastianowi na tyle przypadły do gustu, że przyrządza je teraz sam, a zamiast liści winorośli używa liści szpinaku. Przyznaję, że daje chłopak radę! 😀

kuchnia kreteńska
liście winorośli z ryżem i jogurtem

W tym momencie już wypiliśmy pół litra białego wina domowej roboty (bardzo smaczne i delikatne) i zachęceni dotychczasowymi sukcesami kulinarnymi postanowiliśmy – bierzemy popularną na Krecie potrawę – ślimaki!

Boubouristoi, czyli ślimaki

Kiedy Sofi postawiła przed nami półmisek aromatycznych parujących muszelek wypełnionych malutkim mięskiem, wymieniliśmy niepewne spojrzenia. Sebastian spróbował pierwszy i od razu się zachwycił.
– Za pierwszym razem nie patrz, to się przełamiesz – poradził.
Spróbowałam. Chyba w życiu nie jadłam lepszej potrawy za granicą. Boubouristoi, bo tak nazywa się to danie, to smażone ślimaki obficie przyprawione “bulionem” z octu i wina oraz rozmarynem.  Delikatne mięsko było idealnie wysmażone – ani zbyt twarde, ani zbyt gumowate. Cudowne!
Wszystkim polecam, a szczególnie w restauracji Amalthea!!! (I tylko 4 euro za talerz!)

kuchnia kreteńska
ślimak, ślimak wystaw rogi…

Po dwóch buteleczkach przepysznego wina stwierdziliśmy, że chyba najwyższa pora na raki! Oczywiście obsługa trochę napiła się z nami (u nich to nic nadzwyczajnego, ale ja uwielbiam tą otwartość i luźne podejście), a potem stwierdziliśmy, że zamówimy coś jeszcze.

Kreteńskie owoce morza i tradycyjna musaka

W menu widniało tajemniczo Sepia mit Fenchel. O ile wiedziałam, że Fenchel to koper, tak nie miałam zielonego pojęcia co to jest ta Sepia. Sofi powiedziała, że to taka niby-ryba. No to bierzemy!

Niby-ryba podana została jako filety (a przynajmniej tak nam się wydawało) w koprowym sosie. Najbardziej przypadła do gustu Sebastianowi, chociaż muszę przyznać, że mięso było naprawdę świetnie przyrządzone – delikatne i aromatyczne.

Po powrocie do domu sprawdziłam co to za ryba, ta Sepia. Jak się okazało z rybą nie ma nic wspólnego. Sepia to mątwa. Według wikipedii mątwy to nie ryby, a drapieżne głowonogi dziesięcioramienne. Może i wygląda, i brzmi dziwnie, ale smakuje wyśmienicie!

kuchnia kreteńska
mątwa

Zamówiliśmy cztery maleńkie dania na dwie osoby, ale naprawdę się tym najedliśmy! Do tego za jedzenie zapłaciliśmy tylko 21 euro, a alkoholu wypiliśmy tyle, że ledwo pamiętaliśmy drogę do domu 😀 Dobrze, że mieszkaliśmy w hostelu na ulicy obok 😀 Zdecydowanie jeden z lepszych wieczorów na Krecie!

Naszą drugą kulinarną przygodę przeżyliśmy w Rethymno, chociaż muszę przyznać, że nie była ona aż tak zachwycająca. Byliśmy ze znajomymi i prawie każdy zamówił coś innego.

Jedynym daniem, które znałam z kuchni greckiej była musaka – tradycyjna zapiekanka z bakłażanów. Przyznam, że wielką fanką musaki nie jestem.

kuchnia kreteńska
musaka

Koleżanka zamówiła ryż z krewetkami i był to chyba najlepszy wybór. Próbowałam, i naprawdę danie było smaczne. Ale porcja była za duża, więc spora część została na talerzu.

kuchnia kreteńska
ryż z krewetkami

A ja zaszalałam znowu – zamówiłam grillowaną mackę ośmiornicy. Po dwóch pierwszych kęsach doszłam do wniosku, że lepiej nie będę jeść chrząstkowych wypustek. Potem zaczęłam się zastanawiać, czy mam tępy nóż, czy mięso ma konsystencję opony. Chyba to drugie. W smaku też nie powalało na kolana. A do tego była kwaśna sałatka z black eyed peas, czyli czarnookiego groszku 😉

kuchnia kreteńska
ośmiorniczka

No i zamówiliśmy też ślimaki. Tutaj były one totalnym rozczarowaniem, niestety.

Nie zachwycam się tak, bo oprócz bardzo fajnie urządzonego lokalu (zabijcie mnie, ale nie pamiętam nazwy, a restauracji w Rethymno są miliony…) to właściwie nic mnie nie powaliło na kolana… No i oczywiście było drożej niż w Aghios…

Trzecią przygodą było przypadkowe załapanie się na tradycyjną rodzinną imprezę – idąc na Balos mijaliśmy kościółek, którego akurat były imieniny i pewna grecka rodzina przyjechała je świętować. Obficie polali nam wina, poczęstowali przepyszną jagnięciną z gara z chlebem, a także napakowali do reklamówki mnóstwo jedzenia – oprócz mięsa także tradycyjne ciasto (smakowało trochę jak drożdżowy piernik, ale z tego co znalazłam w Internecie to podobno ciasto orzechowe), a także mięsne pierożki – takie małe pierożki na zimno w chrupiącym cieście z farszem z mielonego mięsa i sera. Napiliśmy się, pojedliśmy i poszliśmy w dalszą drogę. Co za przygoda, żyć nie umierać! 😀

Jeśli mam podsumować, to kuchnia kreteńska jest jak najbardziej warta uwagi. Aż szkoda mi wszystkich hotelowych klientów, którzy pochłaniają all-inclusivowe jedzenie, a nigdy nie spróbowali jak naprawdę smakuje Kreta. A ma ona naprawdę dużo do zaoferowania pod względem kulinarnym! I jest to jeden z powodów, dla których musimy tam wrócić! Καλή όρεξη! (Kalí óreksi!) – Smacznego!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

CommentLuv badge