Dostrzegaj więcej, zwiedzaj bardziej

Jest coś takiego, że jeśli pogoda jest brzydka to nawet najpiękniejsze miasto będzie brzydkie. A spacerując w słońcu dostrzegamy od razu dużo więcej rzeczy, na które normalnie nie zwrócilibyśmy uwagi. Marsylia bardzo mnie pod tym kątem urzekła. Kiedy budynki pomazane są byle jak sprayem, ot, bo ktoś chciał zostawić po sobie byle jaki ślad dla potomnych, ale zbyt kreatywny nie jest, to jest to po prostu przykre i żałosne. Ale są też takie graffiti i murale, które dodają miastu uroku.

mural niedaleko portu

Ostatni raz miałam coś takiego w Amsterdamie, w Dzielnicy Czerwonych Latarni, której boczne uliczki wręcz toną pod warstwami różnych graffiti. Od czasu do czasu znajdzie się prawdziwa perełka, jakiś rysunek czy maksyma. W Marsylii co prawda jest troszkę inaczej. Nie tonie ona (a przynajmniej nie stara dzielnica i Vieux Port) pod bazgrołami. Wręcz przeciwnie – jest to odnowiona, czysta, lśniącą część miasta, które przecież w tym roku zostało Europejską Stolicą Kultury. Gdzieniegdzie tylko przyciągają uwagę pojedyncze graffiti czy inne formy artystyczne i można śmiało powiedzieć, że nie są one “jednymi z wielu”. Są jak akcent, taka kropka nad i. I chyba też dzięki nim Marsylia nie stała się dla mnie plastikowa, jak wychuchana i wyszorowana starówka w Nicei.

Żeby robić dobre zdjęcia, trzeba nauczyć się patrzeć dookoła i widzieć trochę więcej, co dla początkującego jest strasznie trudne, ale wciąż się uczę. Natomiast przepis na dobre wspomnienia z podróży jest dokładnie taki sam. I też nie należy to do najłatwiejszych. Szczególnie, kiedy myśli się kategoriami co zwiedzić, czyli miasto X znane wszystkim turystom. Trzeba się przestawić na kategorię zwiedzaj tak, żeby inni mogli pytać, czy to na pewno to miasto, w którym oni też byli. Nie mówię, żeby omijać zabytki szerokim łukiem, wręcz przeciwnie. Ale trzeba szukać też innych atrakcji.

Warto czasem skręcić w boczną uliczkę albo obserwować szyldy sklepowe, a wieczorami neony. Te także potrafią być bardzo kreatywne, a czasami zabawne.

Muzea też zasługują na swoje 5 minut. Nie tylko dla “odchamienia się”, ale przede wszystkim dla rozwoju swojej wrażliwości na piękno i sztukę. Zaleciało patosem, wiem, ale przykro mi – ja sztukę uwielbiam i bardzo ją sobie cenię, a w domu słucham Mozarta i Yanna Tiersena. I uwielbiam spotykać się z ludźmi, z którymi będę mogła o tej sztuce porozmawiać.

Ale wracając do tematu – jest coś jeszcze w muzeach, co zachęca do ich odwiedzin. Wystawy czasowe. Trafiłam na jedną, naprawdę niesamowitą, chociaż udało mi się to zupełnie przypadkowo. Chciałam odwiedzić La vieille charité – kiedyś przybytek dla ubogich, dzisiaj siedzibę muzeum archeologicznego, ponieważ różne dziwne rzeczy schowane przed wiekami w ziemi, a obecnie udostępniane zwiedzającym, bardzo mnie intrygują. A przy okazji wejście za okazaniem legitymacji studenckiej ISIC kosztuje całe 0,00 euro 😉

Na miejscu okazało się, że pewien podróżnik z Marsylii, które nade wszystko upodobał sobie Meksyk, prezentuje w muzeum swoją prywatną kolekcję meksykańskich masek i innych groteskowych dziwactw. Moja propozycja dla was: zanim gdzieś pojedziecie sprawdźcie w internecie, jakie muzea są w danym mieście i czy aktualnie organizują jakąś tymczasową wystawę. Może będzie coś  co was szczególnie zainteresuje? To może być wszystko: zdjęcia, obrazy, rzeźba… Co wybierzecie zależy od was, bo równie dobrze możecie nic nie wybrać, ale jaką satysfakcję się ma, kiedy w Paryżu czy Pizie widziało się coś “innego”, nieoklepanego.

Szukajcie więcej, patrzcie dalej, doceniajcie mocniej. Uatrakcyjnijcie swoje podróże, swoje zwiedzanie. I na koniec powiem wam, że własnie dlatego lubię po Europie jeździć solo. Nikt nie narzeka, że chcę iść do muzeum albo zobaczyć jakąś brudną, nic nie znaczącą boczną uliczkę. 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *