Czy warto tłuc się ponad 200 km dla tylko jednej atrakcji?

Ta myśl towarzyszyła mi na początku podróży po Armenii. Ale czy warto? Moglibyśmy od razu do Erywania pojechać… W końcu stwierdziłam, że skoro i tak jesteśmy te kilka tysięcy kilometrów od domu i od początku planowaliśmy zobaczyć monastyr Tatew, to nie będziemy zmieniać planów. Phi, 200 km w tę czy w tę, komu to robi różnicę?

Dlaczego tak bardzo uparliśmy się na Tatew? Po pierwsze dlatego, że jest on jednym z najważniejszych i najpiękniej położonych monastyrów w Armenii, a po drugie dlatego, że był to dla nas rodzaj przygody – Tatew leży na wąskim kawałku kraju między Górskim Karabachem a azerbejdżańskim Nachiczewanem, jakieś 50 km od granicy z Iranem.

Wszelkie wątpliwości co do podróży do Tatewu zostały szybko rozwiane – trafił nam się autostop do wioski prawie pod samym monastyrem! A do tego nasz kierowca ugościł nas w swoim skromnym domu i przyznam, że była to jedna z najlepiej wspominanych przez nas kolacji. Prosta, w stylu „czym chata bogata”, ale ten klimat! Taki rodzinny! W maleńkiej izbie zebrało się jakieś 15 osób – krewni i sąsiedzi. Po prostu w pewnym momencie zaczęli się schodzić, rozmawiać ze sobą, śmiać się… Poczułam się trochę tak, jakbym przeniosła się na polską wieś 50 lat temu – kiedy tylko jeden gospodarz miał telewizor i wszyscy się u niego spotykali.

Nasi gospodarze pomogli nam w jeszcze jednej kwestii – noclegu. Zawieźli nas na teren kolejki (zwanej Skrzydła Tatewu) do monastyru, która i tak była naszym celem, i pogadali z ochroną, żebyśmy mogli tam przenocować. Teren stacji był ogrodzony, więc była to dla nas pewniejsza opcja niż spanie nad rzeką. Tym bardziej, że z okolicznych lasów nocą wychodzą wilki… [Nie obiecuję, że każdy będzie miał takie szczęście jak my, więc w razie czego uderzajcie do Goris i tam szukajcie noclegu – taki był nasz pierwotny plan.]

Zresztą – sama kolejka też jest ogromną atrakcją turystyczną! Łączy ona wieś Halidzor z klasztorem, czyli dwie krawędzie potężnego kanionu. Jej długość wynosi 5725 metrów, a maksymalna wysokość od wagonika do ziemi wynosi 320 metrów (niesamowite wrażenie, kiedy nagle po prostu „przelatuje” nad przepaścią). Przejazd w jedną stronę zajmuje ok. 12 minut, a dwa wagoniki kursują z prędkością 37 km/h. Wagonik zabiera do 25 pasażerów, czyli w ciągu godziny przewozi około 200 osób.

IMG_4822

Całe przedsięwzięcie kosztowało jakieś 18 mln dolarów (pieniądze głównie pochodzą od prywatnych darczyńców, co nie jest niczym niezwykłym w przypadku dużych projektów w Armenii – rozsypani po całym świecie Ormianie chętnie wspierają rozwój swojego kraju), a kolejkę wykonały firmy Garavanta (Szwajcaria) i Doppelmayr (Austria). Nie ma się czego bać – to solidna alpejska robota, a nie jakieś tam pozostałości po radzieckich czasach. 😉

serpentyny 300 m pod nami

Monastyr Tatew położony jest malowniczo na skalnym plateau nad kanionem. Miejsce to służyło celom kultowym jeszcze przed chrześcijaństwem. Kościół wzniesiony tu w IV wieku zastąpił pogańską świątynię, a zabudowania klasztorne zaczęły się rozwijać 500 lat później, a potem stały się siedzibą biskupa.

po lewej widoczny dach Tatewu

Są dwie legendy związane z nazwą klasztoru. Pierwsza mówi o Eustacjuszu, którego imię ewoluowało do skróconego Tatew, uczniu św. Tadeusza Judy nauczającego w tym regionie. Według drugiej legendy, kiedy budowa głównego kościoła była na ukończeniu, jeden z czeladników wdrapał się na dach i umieścił na nim krzyż własnej roboty. Zauważył to główny architekt i krzyknął do robotnika, a ten tak się przestraszył, że stracił równowagę i runął w przepaść. Podobno spadając krzyknął do Boga: „Daj mi skrzydła!” (Ta tev!)

plan monastyru

Na początku XI wieku w Tatewie żyło ok. 1000 mnichów i wiele osób świeckich. Te czasy jednak nie były spokojne – najpierw część zabudowy została zniszczona przez najazdy muzułmanów, potem przez trzęsienie ziemi, a potem znowu przez Turków Seldżuckich, którzy spalili ok. 10 000 bezcennych manuskryptów.

widok z siedziby biskupa

Mimo to w następnych stuleciach klasztor rozkwitał. W XIV wieku założono tu uniwersytet, a Tatew był jednym z wiodących centrów ormiańskiej kultury i nauki. Był też bardzo bogaty dzięki feudalnej organizacji państwa. Zarządzał dużymi połaciami terenu z leżącymi na nim wioskami. Okoliczni chłopi buntowali się przeciwko chciwości zakonników, ale ich powstania były krwawo tłumione. Kiedy w X wieku w posiadanie Tatewu wchodziło prawie 50 wiosek, a korzyści były czerpane z ponad 650 innych, ówczesny biskup zapragnął całkowitej niezależności i odłączenia się od władz kościelnych w Eczmiadzynie. Za tę pychę katolikos (czyli głowa kościoła ormiańskiego) obrzucił go klątwą, co osłabiło pozycję klasztoru, a inne monastyry w okolicy wykorzystały to i stworzyły własne diecezje uwalniając się spod dominacji Tatewu.

kościół Matki Bożej nad wejściem

Monastyr Tatew jest dużo bardziej rozbudowany niż inne klasztory w Armenii. Na teren monastyru wchodzi się przez bramę, nad którą mieści się kościół Matki Bożej (XI w.; na mapce – nry 5-6) swoimi rozmiarami bardziej przypominający kaplicę. Główny kościół św. św. Piotra i Pawła z 906 r., do którego przylega z boku maleńki kościół św. Grzegorza Oświeciciela i z przodu dzwonnica (analogicznie: nry 13, 16 i 12), otoczony jest pierścieniem fortyfikacji (3) i zabudowań – stajniami i sypialniami dla studentów (nry 8, 9, 10), a także siedzibą biskupa (21), refektarzem, kuchnią, piekarnią, celami mnichów i lokalnym Matenadaranem, czyli skarbcem rękopisów i skryptorium (wszystkie z tyłu kompleksu, nad skarpą, nry 11, 18, 19, 20). W rogu przed kościołem św. Grzegorza Oświeciciela znajduje się małe mauzoleum wzniesione w 1787 roku nad grobem Grzegorza Tatawecego (15) – największego erudyty w dziejach Tatewu, który żył i tworzył w XIV wieku. Był to jeden z najlepszych nauczycieli, uczonych i artystów, który miał duży wkład w kulturę i siłę polityczną ówczesnej Armenii, a lata, które spędził w Tatewie, były najbardziej produktywne i podniosły poziom uniwersytetu. Kiedyś nad mauzoleum wznosił się krużganek, ale dzisiaj pozostały po nim tylko fundamenty (14).

główny kościół z dzwonnicą
kościółek św. Grzegorza, mauzoleum i pozostałości po krużgankach

Ciekawą konstrukcją jest słup (17) między głównym kościołem a zabudowaniami nad skarpą, wysoki na 8 m i zakończony na szczycie chaczkarem, wzniesiony w 904 roku. Jest to tzw. Gawazan, czyli kołysząca się kolumna. Podobno wykrywa ona trzęsienia ziemi – zaczyna się kołysać, zanim wstrząsy poczują ludzie. Według legendy, Gawazan kołysał się także, kiedy do klasztoru zbliżały się wojska nieprzyjaciela.

dziedziniec z Gawazanem

W sumie jechaliśmy te 220 km w jedną stronę, żeby przejechać się kolejką i spędzić w Tatewie niecałą godzinę, ale nie żałujemy. Dzięki tej gościnie i spaniu na terenie stacji… i jeszcze jednej przygody.

Kiedy wracaliśmy z Tatewu do Erywania, prawie całą drogę jechaliśmy z Niemcami, którzy podróżowali z przyczepą campingową. Gawędziliśmy sobie wesoło (tak, z Niemcami da się gawędzić wesoło), kiedy nagle zatrzymała nas policja. Nasz kierowca szybko wyskoczył z samochodu z mapą i szerokim uśmiechem na twarzy zagadując, że świetnie się składa, że panowie nas zatrzymali, bo akurat się zgubiliśmy (bo na jednej z dwóch głównych dróg w Armenii o to nietrudno).
– Pewnie chcą łapówkę – powiedziała ponuro żona kierowcy. – W takich krajach zwykle chcą łapówkę.
– Ja słyszałam, że tutaj policja jest całkiem przyjazna… – odparłam niepewnie.
Po chwili Niemiec wrócił.
– Ile wzięli?
– Nic! – odparł wesoło kierowca. – Chcieli tylko zrobić sobie zdjęcie z naszą przyczepą!
I co wy na to?

Więc jednak warto było tłuc się te 220 km. Nie tylko dla monastyru i kolejki, ale też dla gościny u ludzi, którzy uratowali nas przed niechybną śmiercią w paszczy wilka i zatrzymania przez policję, która jak widać nie wszędzie musi być taka, jak głoszą stereotypy. Nigdy więcej nie będziemy zastanawiać się “czy warto”! Zawsze, zawsze warto! Nawet jeśli nic ciekawego się nie wydarzy, to jest satysfakcja, że to zrobiliśmy! 🙂

WSKAZÓWKI:
Z Goris do Tatewu odjeżdża bus o 15.00 (koszt: 700 dram), ale wraca dopiero następnego dnia o 9 rano. Taksówska z Goris do Tatewu kosztuje 9000 dram (w dwie strony) albo 6000 dram (w jedną stronę). Można też dojechać taksówką do kolejki (w dwie strony: 6000 dram).
Kolejka Skrzydła Tatewu kosztuje: w jedną stronę 2000 dram / w dwie strony 3000 dram.

Bibliografia:
– Gruzja, Armenia i Azerbejdżan, wyd. Pascal, rok wydania 2013
– Georgia, Armenia & Azerbaijan, wyd. Lonely Planet, rok wydania 2012

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

CommentLuv badge