Cud-dziewczyna z dalekiej krainy Nigozeti (baśń gruzińska)

Seria pod tytułem Baśnie Narodów ZSRR wydana została w 5 tomach przez wydawnictwo Reduga z Moskwy. W Polsce ukazała się w 1988 roku nakładem wydawnictwa TPPR Współpraca z Warszawy. Baśń gruzińska Cud-dziewczyna z dalekiej krainy Nigozeti pochodzi ze zbioru Baśnie Narodów Republik Zakaukaskich; adaptacji dokonała Helena Wirsaładze, zilustrował Tengiz Samsonidze. Z rosyjskiego przełożył Waldemar Gajewski.

Prawa autorskie nie należą do mnie, ale do wyżej wymienionych osób. Pozwoliłam sobie udostępnić tekst, ponieważ książki z serii “Baśnie Narodów ZSRR” są już niedostępne na rynku, a szkoda, żeby odeszły w zapomnienie. Mojego autorstwa są tylko zdjęcia książkowych ilustracji. Jeszcze raz podkreślam, że niczego sobie nie przywłaszczam, jedynie dzielę się pięknymi baśniami, na których się wychowałam, i częścią gruzińskiego folkloru, który w Polsce jest prawie nieznany.

IMG_3299

Żył ongiś pewien car, który miał trzech synów.
Kiedy zestarzał się i stracił wzrok, pomyślał sobie tak:
– Muszę sprawdzić, który z moich synów najbardziej godzien jest tronu.
Zawezwał starzec najstarszego syna i rzecze:
– Powiedz mi, co jest najbardziej syte, co najszybsze, a co najpiękniejsze na świecie. Chcę sprawdzić, czy godzien jesteś mego tronu. Jeśli odpowiesz jak należy – oddam ci władzę.
A miał ów car cudownego rumaka. Mówi więc najstarszy syn:
– Najbardziej syty jest twój rumak, najpiękniejsza – twoja małżonka, a moja matka, a najszybsze – twoje psy gończe.
– Nie, mój synu, nie jesteś godzien tronu – odparł ojciec i wezwał średniego syna.
A średni syn odpowiada:
– Najpiękniejsza jest moja żona, najbardziej syty – mój rumak, a najszybszy – mój pies gończy.
– Nie, synu, i ty nie jesteś godzien tronu – rzekł ojciec i wezwał najmłodszego syna.
– Synu mój, w tobie cała nadzieja – i wzrok możesz mi przywrócić, i zagadkę moją odgadnąć. Powiedz mi, co jest najbardziej syte, co najpiękniejsze, a co najszybsze na świecie?
Na to odparł najmłodszy syn:
– Co może być piękniejsze od hożej wiosny, bardziej syte od obfitej w plony jesieni i szybsze od naszego spojrzenia – w mig dosięgnie wszystkiego i wszystko ogarnie wzrok nasz.
– Zaprawdę, ty jeden, synu, godzien jesteś tronu – rzekł ojciec – ty również przywrócisz mi utracony wzrok.
– Dobrze – odpowiada syn – pozwól się tylko nad tym zastanowić.
A miał ów car – jak już wiecie – cudownego rumaka. Zatroskany młodzieniec poszedł doń, a rumak ozwał się ludzkim głosem:
– Cóżeś się tak zamyślił? Idź i poproś ojca, żeby zamówił siodło z dziewięcioma popręgami, i żeby dał ci swój najlepszy miecz i bicz. Gdy mnie dosiądziesz, uderz biczem tak mocno, żeby po trzykroć skóra ze mnie zeszła, a ja poniosę cię jak błyskawica – nikt nawet nie spostrzeże, czy w powietrze się wzniosłem, czy pod ziemię zapadłem. Tam gdzie się zatrzymam – zsiądź i zacznij kopać. Znajdziesz lekarstwo dla ojca. Tylko pamiętaj: chwytaj je jak najszybciej, bo jeśli nie zdążysz – uleci w niebo.
Młodzieniec uczynił, jak poradził mu rumak.

Kiedy przyleciał na miejsce, zeskoczył z konia i jął rozkopywać ziemię. Raptem coś z ziemi wyleciało, niby śnieżynka uniosło się w niebo i rozpłynęło w powietrzu, i to tak szybko, że nawet nie zdążył się przyjrzeć, a co dopiero chwycić w dłonie.
– Cóż, teraz lek dopiero za tydzień opadnie na ziemię. Zamiast czekać tu, lepiej wyruszyć w drogę – mówi rumak. – Car Wschodniej Krainy ciągnie ze swą armią przeciw carowi Zachodu i chce go ujarzmić. Trzeba przeszkodzić złemu carowi, pośpieszyć napadniętemu z pomocą.
Spojrzał młodzieniec w dal i widzi: daleko, w tumanie czarnego pyłu coś się porusza. To wojska cara Wschodu ciągną na wojnę.
Pomknął młodzieniec na swym rączym koniu i wbił się w samą gęstwę nieprzyjaciół.
Rumak tratuje kopytami, młodzieniec rąbie mieczem na prawo i lewo, wszystkich wyciął, jeden tylko car ze swymi doradcami zdążył uciec.
Tymczasem car Zachodu spogląda przez lunetę i widzi: oto wróg został rozbity, a car uciekł z pola walki.
– Któż to wyświadczył mi taką przysługę, kto wszystkich moich nieprzyjaciół do szczętu wygubił? – zdumiał się car Zachodu.
W boju młodzieniec rozciął sobie mały palec, polecił więc donieść carowi:
– Przyślijcie mi opatrunek.
Na te słowa przybiegli wszyscy, otoczyli kołem bohatera, prowadzą z honorami. Powiedli go do oddzielnej komnaty, ułożyli na spoczynek. A rumaka odprowadzono do stajni, rozsiodłano, wyczyszczono oraz nakarmiono rodzynkami i migdałami.
Zazdrość odezwała się w sercach carskich zauszników, zdjęła ich obawa, że młodzieniec pozyska większą niż oni łaskę władcy.
Przychodzą więc do cara i mówią:
– Ten młodzieniec-bohater może zdobyć tyle kości słoniowej, że wystarczy jej na zbudowanie pałacu. Każ mu ją zdobyć!
Wychodzi młodzieniec na śniadanie, a car zwraca się doń:
– Postaw mi pałac z kości słoniowej!
– Pozwól mi najpierw pomyśleć – odpowiada młodzieniec.
Po czym poszedł do rumaka i przedstawił żądanie cara.
– To wcale nietrudne – odpowiada koń – poproś tylko cara o sto bukłaków wina po trzydzieści wiader każdy i dużą ilość wełny – a postawimy mu pałac z kości słoniowej.
Taką też odpowiedź zaniósł carowi młodzieniec.
Przygotowano dla niego wino i wełnę. I zaraz wyruszył do kraju, który zamieszkują słonie.

Przybył na miejsce, patrzy: góra wysoka stoi, u stóp góry dziewięć źródeł bije, ze źródeł woda lodowata spływa, w jeden strumień się łączy, a ze strumienia piją wodę słonie.
Wziął młodzieniec wełnę, przegrodził u samych źródeł strumień, a jego wody puścił w przeciwną stronę. Z reszty wełny i kamieni zbudował tamę i do utworzonej w ten sposób zatoczki nalał wina.
– Zobacz, czy słonie idą, czy odpoczywają – rzekł rumak.
– Widzę jedno stado – odpowiada młodzieniec.
– A więc wkrótce przyjdą – mówi rumak.
I obaj ukryli się.
Przyszły słonie do wodopoju, a wody nie ma.
Spróbowały słonie wina. Nie zasmakowało im, więc się oddaliły. Ale pragnienie im doskwiera, co robić mają?
Postały chwilę słonie, popatrzyły, wreszcie nie wytrzymały, podeszły do zatoczki i zaczęły pić wino. Piją wino, piją, wreszcie senność je ogarnęła i zwaliły się ciężko na ziemię.
– A teraz idź i popracuj mieczem – polecił rumak – odcinaj słoniom kły. [sic! Słonie nie mają kłów, tylko ciosy. HS]
Ile kłów mogli zabrać – zabrali, resztę zaś zgromadzili, żeby wywieźć następnym razem.
Tak przywieźli carowi kość słoniową.
Na ten widok carscy zausznicy znów zapałali zazdrością.
– A jednak nie zginął, wrócił!
A młodzieniec już pałac buduje, złotymi gwoździami ściany mocuje. Raduje się car, a jego zausznicy znowu doń podchodzą i podszeptują:
– A to ci zuch dopiero! Ale to jeszcze nic! Jeśli zdoła pochwycić Car-ptaka, umieścić go w złotej klatce i zawiesić klatkę na ścianie pałacu – cały świat oniemieje zachwycony jego śpiewem!
Wzywa car młodzieńca i rozkazuje:
– Przywieź mi Car-ptaka!
– Pozwól mi namyślić się do jutra – odpowiada młodzieniec. I odszedł do swego rumaka.
– Władca kazał mi przywieźć Car-ptaka.
– To nic trudnego – mówi rumak – niech tylko car da dziewięć bukłaków prosa po trzydzieści wiader każdy – a przywieziemy mu Car-ptaka.
Car dał proso.
Pojechali w dalekie kraje.

Jadą, jadą – dokoła góry wysokie, w górach ptaków mnóstwo niezliczone. A wszystkie świergocą, szczebiocą, na wszelkie sposoby rozlewiście wyśpiewują!
– Połóż się teraz i cały zasyp się prosem – mówi koń. – Gdy ptaki się zlecą, Car-ptak siądzie najwyżej, tuż nad twoim sercem. Pamiętaj: kiedy Car-ptak dziobnie cię raz, drugi i trzeci – wówczas pochwyć go, bo inaczej wszystko przepadło.
Położył się młodzieniec, prosem się obsypał i czeka.
Nadleciał Car-ptak, za nim – inne ptaki, a wszystkie świergocą, szczebiocą, na wszelkie sposoby rozlewiście wyśpiewują.
Siadły i poczęły dziobać ziarno.
Dziobnął Car-ptak raz, drugi, a gdy dziobnął trzeci raz, młodzieniec zerwał się i pochwycił go. Rzuciły się na niego inne ptaki, dziobami ostrymi go dziobią, szponami szarpią, skrzydłami biją – jeszcze chwila i na śmierć zadziobią biedaka. W samą porę nadleciał rumak, młodzieńca z Car-ptakiem uniósł i pomknął jak wicher.
Przybywa młodzieniec do pałacu i Car-ptaka władcy przynosi.
Dziwują się zausznicy – a więc i tym razem dał sobie radę, i tym razem żywy powrócił!
Przychodzą do cara i mówią:
– Jeśli taki z niego zuch, niechaj sprowadzi dla ciebie żonę, cud-dziewczynę z dalekiej krainy Nigozeti.
Wzywa car młodzieńca i rozkazuje:
– Przywieź mi cud-dziewczynę z dalekiej krainy Nigozeti.
Wrócił młodzieniec do rumaka i wszystko mu powtórzył.
Zamyślił się rumak:
– Niełatwa to sprawa! Cały sęk w tym, że owej dziewczynie z krainy Nigozeti służy klacz – moja siostra. Ona jest i wytrzymalsza, i szybsza ode mnie. Obawiam się, że nie damy jej rady. Ale cóż – było nie było – jedziemy. Pamiętaj jednak: mieszka cud-dziewczyna w zamku, w którym drzwi od wschodu są otwarte, od zachodu zaś – zamknięte. U drzwi uwiązane są koza i wilk. Przed kozą leży kość, a przed wilkiem – wiązka siana. I jeszcze moja siostra – klacz – na straży tam stoi. Ty drzwi wschodnie zamknij, zachodnie otwórz, kozie rzuć siano, wilkowi – kość, a ja tymczasem uporam się z moją siostrą. Cud-dziewczyna będzie siedziała w zamku rozpuściwszy swoje długie włosy. Gdy tam wejdziesz, czym prędzej nawiń jej włosy na rękę. Jeśli zdążysz – będzie twoja, jeśli nie – obaj będziemy zgubieni.

Przybyli na miejsce. Chwycił młodzieniec kość, leżącą przed kozą, i rzucił wilkowi, a kozie dał siano, otworzył zachodnie drzwi, dostał się do zamku, po czym zamknął wschodnie drzwi, otworzył komnatę, w której była cud-dziewczyna, i w mig nawinął na rękę jej włosy.
Krzyknęła przeraźliwie cud-dziewczyna:
– Wschodnie drzwi, pomóżcie mi, otwórzcie się!
– Ledwieśmy się doczekały, by nas zamknięto, zawiasom dano odpocząć, a już miałybyśmy znowu się otworzyć? – odpowiedziały wschodnie drzwi.
– Zachodnie drzwi, pomóżcie mi, zamknijcie się!
– Ledwieśmy się doczekały, by nas otworzono, a już miałybyśmy się zamknąć? – odparły zachodnie drzwi.
– Kozo, ratuj!
– Ledwiem się siana doczekała, jak je zostawić mogę?
– Wilku, ratuj!
– Dawno kości nie gryzłem, ani myślę ją rzucić! – warknął wilk.
Woła cud-dziewczyna na pomoc swoją klacz:
– Ratuj mnie, najwierniejsza!
– Bratu mojemu rady dać nie mogę, nie potrafię ci pomóc! – odpowiada klacz.
Tak oto młodzieniec pokonał cud-dziewczynę z krainy Nigozeti i przywiózł ją do cara.
Gdy znaleźli się w pałacu, mówi cud-dziewczyna:
– Nie stanę przed obliczem cara, póki nie przyniosą mi wielkiej wanny, całej z marmuru, i nie napełnią jej wrzącym mlekiem, abym mogła się wykąpać.
Postawiono wannę, napełniono ją wrzącym mlekiem.
– Teraz poproście cara – mówi dziewczyna.
Przyszedł car.
– Racz wykąpać się pierwszy, panie – rzekła cud-dziewczyna.
Zbliżył się car do wanny, a dziewczyna jak go nie popchnie! Wpadł car do wrzącego mleka i ugotował się.
Powrzucano do wanny i złych zauszników. Żaden z nich nie ostał się żywy.
Tak oto dzielnemu młodzieńcowi przypadło Wschodnie i Zachodnie państwo i cud-dziewczyna z dalekiej krainy Nigozeti.

Akurat nadszedł czas, gdy nareszcie ów lek na ślepotę miał zlecieć z nieba i w ziemi się schować.
Pomknął młodzieniec na swym rączym rumaku i w porę zdążył lekarstwo w powietrzu złapać, tak że nawet ziemi nie dotknęło.
Wraca młodzieniec do domu, wiezie cud-dziewczynę i lekarstwo na ślepotę dla ojca. Ucieszył się ojciec widząc zwycięstwo syna.
– Ojcze, oto lek na ślepotę twoją przywiozłem, tę cud-dziewczynę z dalekiej krainy Nigozeti zdobyłem i dwa królestwa we władanie wziąłem – rzekł młodzieniec uradowanemu ojcu.
Odzyskał ojciec wzrok, młodej parze wyprawiono huczne wesele i odtąd wszystkim żyło się szczęśliwie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

CommentLuv badge