Blokada pisarska, czyli jak pisać, gdy nie ma weny

Aktualizacja

Być może uwielbiasz pisać i robisz to w miarę często, ale czasem idzie pod górę. A może w ogóle tego nie lubisz, ale musisz, i cierpisz zawsze, kiedy do tego siadasz. Nie ważne, co i jak dużo piszesz. Nie umiesz zacząć. Dopadła Cię blokada pisarska i czujesz, jakby Twoje pisanie było najbardziej beznadziejne na świecie, bo przecież takie na siłę.

Pisanie bywa bolesne. Każdy, kto pisze (zarobkowo lub hobbystycznie), na pewno sam doświadczył tzw. blokady pisarskiej. Kiedy masz do napisania jakiś tekst, ale zupełnie nie umiesz zacząć, nie idzie Ci, natchnienie nie przypływa, przeżywasz kreatywne spowolnienie.

Pocieszę Cię – blokada pisarska dopada każdego i nie da się jej zapobiec, ale da się z nią walczyć.

Been there, done that. Przechodzę to kilka razy w tygodniu (choć zdarzają się tygodnie, że i kilka razy dziennie). Mimo to od kilkunastu lat regularnie piszę, ostatnio głównie zarobkowo. Nawet kilka tysięcy słów dziennie – gdyby doliczyć komentarze i maile. Przy takiej ilości słów potrzeba ogromnej dyscypliny i nie użalania się na brak weny.

blokada pisarska
zbieram materiał w Alhambrze; fot. Kinga Madro

Jeśli jesteś tu po raz pierwszy, szybko przedstawię co robię: bloguję od 10 lat, piszę przewodniki na bloga (jak np. mój praktyczny przewodnik po Sri Lance), udzielam porad podróżniczych i odpowiadam na dziesiątki maili, a w głowie mam ciągle napisanie „poważnej” książki. Poza tym mam też na koncie kilka większych i mniejszych projektów z tradycyjnymi wydawnictwami (w tym napisanie przewodnika po Sri Lance dla dużego domu wydawniczego).

Jak to robię, mimo, że regularnie brakuje mi weny? O tym w dzisiejszym poście (który, nota bene, także napisałam podczas blokady).

Oczywiście pamiętaj, że samo czytanie postów o tym jak zwalczyć pisarską blokadę wcale nie sprawi, że minie ona od razu.  Pisanie to JEST ciężka praca, w której wytrwają tylko najbardziej uparci i zdeterminowani. Praktyka – to zawsze klucz do sukcesu.

Przez lata przetestowałam na sobie różne sposoby na blokadę pisarską i „wywoływanie” weny. Poniżej przedstawiam Wam te, które działają u mnie najskuteczniej. Być może niektóre z tych sposobów wydadzą się Wam dziwne lub nawet nieco infantylne, ale mi bardzo pomagają. Oczywiście nie używam ich codziennie, ale wybiórczo i na zmianę – w ten sposób zachowuję świeżość. Zachęcam do eksperymentowania i dostosowywania tych metod do własnych potrzeb i warunków, a także do dodatkowego odkrywania (bo to nie są JEDYNE metody, jakie istnieją).

Co wywołuje blokadę pisarską?

Samo leczenie nie pomoże, jeśli nie zdusimy choroby w zarodku. Być może Twoja blokada spowodowana jest jakimiś czynnikami zewnętrznymi, np. stresem w pracy, sytuacją w domu, przemęczeniem, chorobą. W takim wypadku najlepiej po prostu przeczekać, jeśli możesz sobie na to pozwolić.

Częściej jednak zdarza się, że blokadę wywołują nasze przekonania o pisaniu i pisarzach, zwykle zbyt idealizujące rzeczywistość. Takie mity, przykładowo, że pisze się tylko w przypływie niesamowitego natchnienia, albo że pisać mogą jedynie utalentowani. Albo że pisanie jest szybkie i przyjemne, a stworzenie książki to łatwizna (inny to taki, że potem z tej książki da się żyć, ale to temat na kiedy indziej). Albo wątpisz w jakość swoich tekstów, bo przecież na rynku jest tyle lepszych pisarzy od Ciebie.

Rozprawmy się z tymi mitami raz a dobrze, bo być może to one sprawiają, że ciągle tkwisz w miejscu.

pisarska blokada
w poszukiwaniu weny w Albaizin; fot. Kinga Madro

Wena, natchnienie, muza

Gdyby każdy pisarz czekał na wenę, to na pewno nie czytalibyśmy dzisiaj wielu świetnych książek.

Po pierwsze i najważniejsze: WENA ZASTAJE NAS PRZY PRACY.

Być może padłeś ofiarą czekania na wenę. Myślisz sobie, że napiszesz coś jutro, bo dziś nie masz flow? To tak nie działa. Pisanie to praca, a do pracy chodzi się codziennie. A jak już się rozgrzejesz, to wtedy do pracy wpadnie też Pani Wena.

Przed pracą warto intensywnie myśleć o tym, co chcesz napisać, przywoływać na myśl konkretne sceny czy historie. Zwykle najtrudniej jest zacząć, szczególnie, jeśli tego nie czujesz. Jeśli natomiast siądziesz do biurka mając już niektóre zdania czy akapity w głowie, to wystarczy szybko zapisać je na papierze. W ten sposób przeskakujesz mentalnie to, co najgorsze – początek. Bo w sumie jesteś już w środku, teraz tylko rozwiń myśl i edytuj.

Perfekcjonista

A może wpadłeś w sidła perfekcjonizmu? Czy hamują Cię przed pisaniem obawy, że tekst jest słaby, nikt go nie będzie czytał, że przecież jest tylu świetnych pisarzy? A może nawet nie chodzi o pisanie jakiegoś wielkiego dzieła, może masz w głowie temat na post na blogu, ale boisz się, że będzie wiocha i ludzie nie będą zainteresowani tematyką?

Hej, przecież nie musisz być od razu drugim Hemingwayem. Czy na rynku wydawniczym pojawiają się tylko autorzy nagradzani Noblem? Nie. Jest mnóstwo autorów, którzy zarabiają na życie pisaniem, choć ich styl nie jest jakiś górnolotny. Zawsze kiedy blokuje mnie myśl, że są lepsi ode mnie, przypominam sobie sukces wydawniczy Pięćdziesięciu twarzy Grey’a.

Szybko naszkicuję o co chodzi: autorka, E.L. James, miała sobie ochotę na napisanie ekscentrycznej powieści, w jednym z najlepiej sprzedających się gatunków – erotyce. Swoje pisarskie początki publikowała online, mając wsparcie niewielkiej grupki czytelników (tutaj możecie przeczytać więcej). Książkę opublikowała poprzez self-publishing na Amazonie, a ta szybko stała się bestsellerem. Sukces powieści przyciągnął uwagę wydawcy, który zadbał o marketing. A dziś James może sobie odcinać kupony i ma zabezpieczony byt do końca życia.

O ile uważam, że 50 twarzy Grey’a to gniot, nie podoba mi się styl i nie udało mi się przebrnąć przez więcej niż 5 stron, to chylę czoła autorce, że pokonała ograniczenia w głowie i stwierdziła, że po prostu to napisze, mimo, że świat miał wielkie WTF? i krytykował jej styl i pomysł. Jak się okazało – znalazła swoich fanów.

Myślisz, że takie globalne success story z Zachodu to przykład nieco ekstremalny? Więc proszę, ten z naszego podwórka – Wiedźmin. Wyobrać sobie, że Andrzej Sapkowski nie napisał nigdy sagi o Wiedźminie, bo bał się, że nikt nie będzie czytał o „panu wiedźmu”, przecież czegoś takiego nie ma. Rozumiesz o co mi chodzi?

Pozbądź się więc tego myślenia, że ktoś jest od Ciebie lepszy, ma lepsze pomysły, wyobraźnię czy większą wrażliwość świata. Ode mnie też jest, a mimo wszystko piszę dalej, uczę się, rozwijam. Nigdy nie wiesz, gdzie Cię to zaprowadzi.

Efekt końcowy

Pamiętaj też, że za sukcesem jednej książki stoi zespół ludzi. Owszem, autor pisze tekst, ale ktoś go później poprawia. Ty, jako czytelnik, widzisz już efekt końcowy, po korekcie i redakcji. Fotograf nie pokaże klientom zdjęć z sesji przed obróbką (macham do Kingi z Floating My Boat za inspirację), bo chce oferować im najlepszy efekt końcowy. Zresztą jak idziesz do restauracji, krawca czy sklepu, to nie pchasz się na zaplecze sprawdzić jak pracują, nie?

Przestań więc porównywać się z innymi autorami, szczególnie, jeśli sam piszesz i edytujesz swoje teksty, np. na blogu. Wobec siebie jesteśmy bardziej krytyczni. Zawsze coś nie pasuje.

Daj sobie pozwolenie na napisanie tekstu nieidealnego. Wiem, że mój pierwszy szkic to nie jest to, co Wy przeczytacie. Chcę po prostu wyjąć to z głowy, a poprawię później. Pozwalam sobie na błędy składniowe, skróty myślowe i cały twórczy chaos. Nie przejmuję się, czy to będzie dobre czy nie. To wszystko przyjdzie później. Na początku po prostu czerpię radość z tworzenia, bo zrobione jest lepsze od doskonałego, a poza tym nie da się edytować białej kartki.

Miejsce pracy

Teoretycznie, pisać można wszędzie. W samolocie, autobusie, w łóżku, przy biurku, w ogrodzie. W praktyce jednak okazuje się, że pisać można wszędzie tam, gdzie mamy do tego odpowiednie warunki. Jeśli nie piszesz, bo „nie umiesz” pisać wszędzie, to może nie wiesz, czego do pisania potrzebujesz. Ja lubię ciszę i spokój, kiedy słyszę tylko swoje myśli. W miejscach publicznych lub w podróży słucham muzyki – koniecznie bez żadnych słów, bo mnie rozpraszają. Za to zupełnie nie umiem pisać przed oknem lub w ogrodzie, bo natura jest zawsze ciekawsza.

blokada pisarska
pisać trzeba umieć wszędzie; tu: w Nepalu poza sezonem

Jednak najbardziej cenię sobie pracę przy własnym, wygodnym biurku. Podczas mojej podróży po Azji, przez 8 miesięcy na zmianę pracowałam w hostelach lub podróżowałam. Moim miejscem pracy zwykle były hostelowy pokój wspólny, łóżko lub kawiarnia. Pisanie przewodnika po Sri Lance dla dużego wydawnictwa, na który dostałam zlecenie, było katorgą (wyobrażasz sobie pisać przy kuchennym stole w hostelu 10 godzin dziennie?). Dopiero wynajem mieszkania w Wietnamie uświadomił mi, jak ważne jest wygodne miejsce pracy.

Tutaj też mam kilka zasad, których przestrzegam. Np. nie siadam do biurka w piżamie, robię pod koniec dnia porządek na stole i notatki na następny dzień, żeby się tym nie rozpraszać przed pracą, piszę offline (chyba że szukam informacji), a kiedy piszę to nie robię researchu. To wszystko pomaga mi skupić się maksymalnie na pisaniu.

Mam dwa biura – analogowe i cyfrowe. Biuro analogowe to takie, w którym rodzą się nowe posty, projekty i szkice. To biuro na papierze, które zabieram ze sobą wszędzie i pozwalam sobie na zapisanie WSZYSTKIEGO co mam w głowie, bez jakiejkolwiek cenzury.

W biurze cyfrowym trwa obróbka materiału, który powstał w biurze analogowym. Edycja i korekta tekstu, poszukiwanie brakujących informacji, dodawanie zdjęć, obróbka techniczna tekstu (linki, czcionki itp.). To biuro jest zawsze przy biurku, ponieważ gdzieś kiedyś wyczytałam (i sprawdziłam to na sobie pisząc ten nieszczęsny przewodnik), że nasz mózg jest bardziej zmobilizowany, skupiony i produktywny, kiedy siedzimy przy stole. To dlatego, że łóżko czy fotel kojarzy raczej z relaksem i automatycznie spowalniają się nasze kreatywne obroty. (Dlatego tamten przewodnik wolałam pisać przy stole w hostelowej kuchni niż w łóżku – tam za chwilę przenosiło mnie na koty na jutubie.)

Praktyczne sposoby na pisarską blokadę

Jednak zorganizowane biurko czy piżama to tylko „otoczenie”, które pomaga się zmobilizować do pracy. Mimo tego, że siedzisz przy biurku już pół godziny, słowa dalej nie chcą pojawić się na kartce. Mam tak bardzo często. Co w takim razie robię w tej sytuacji?

Używam moich wspomagaczy.

Liczba słów

Tak jak pisałam wcześniej – wena zastaje nas przy pracy. Czasem przychodzi szybciej, czasem zajmuje jej to nieco więcej czasu. Nie możesz jednak się poddać po jednym czy dwóch zdaniach skleconych w wielkim wysiłku, bo „nie masz weny”. Musisz sobie narzucić jakiś minimalny dzienny limit, poniżej którego nie zejdziesz.

To nie jest mój wymysł, ale dyscyplina, którą narzucają sobie najbardziej płodni pisarze. Przykładowo, Stephen King nie schodzi poniżej 2000 słów dziennie, a Jerry B. Jenkins, amerykański autor, autor ponad 190 książek, pisze dziennie ok. 2500 słów.

Dużo? Dużo. Jeśli to dla Ciebie nieco za dużo, przecież możesz zejść niżej. Ja sama używam strony 750words.com (chociażby teraz, kiedy piszę ten post), która śledzi moje pisanie. Strona informuje mnie, kiedy osiągnę swój dzienny cel – 750 słów (w zeszycie A5 zajmuje mi to ok. 5 stron). Na stronie jest pewna marchewka – zabawny system odznak, które motywują do pisania. Na przykład, za pisanie non-stop jest odznaka Chomika, a za 30 dni pod rząd – odznaka Albatrosa. Kiedyś tak mi to weszło na ambicję, że osiągnęłam odznakę Feniksa – za pisanie przez 100 dni pod rząd bez dnia przerwy.

Według statystyk, od 2013 roku zapisałam (tylko!) tutaj ok. 560.000 słów. Dla porównania – Trylogia Władcy Pierścieni z Hobbitem liczy ok. 576.500 słów. Tutaj pocieszenie dla tych, co wiedzą, że 1000 słów dziennie jest dla nich raczej niemożliwe przy pracy na etacie i/lub rodzinie – Tolkien pisał Trylogię (bez Hobbita) przez 13 lat, co daje średnio ponad 200 słów dziennie.

Pisz niebezpiecznie

Inny wspomagacz, którego używam, to najbardziej niebezpieczna apka na kompa do pisania – The Most Dangerous Writing App (obecna nazwa to Squibler). Serio.

Włączam sobie apkę, ustawiam czas lub limit słów i piszę. Tak, tutaj teoretycznie jestem online, ale nie mam czasu na rozpraszanie uwagi. Po prostu nie mogę przestać pisać, bo tekst ZNIKNIE, a nie da się go skopiować przed osiągnięciem celu.

blokada pisarska
the most dangerous writing app

Aplikacja świetnie nadaje się do tworzenia postów osobistych albo opartych na osobistych przeżyciach, kiedy nie musisz się zastanawiać, tylko chcesz na szybko wyrzucić z głowy swoje myśli. Albo rozwinąć swoje skróty myślowe z listy.

Chętnie korzystam z tego w połączeniu z 750words.com. W 3 minuty tworzę około 200 słów. Następnie słowa z „niebezpiecznej apki” kopiuję do 750words aż osiągnę dzienne minimum 750 słów. W ten sposób stworzenie pierwszej wersji posta zajmuje mi jakieś 15 minut.

Ale uwaga, w pisaniu najważniejsza jest jakość, a nie szybkość (patrz: przykład Tolkiena). Dlatego nigdy nie traktuję tego, co tutaj napisałam, jako czegoś, co chciałabym pokazać światu. Jeśli jednak widzę, że jestem zbyt rozlazła w myśleniu, to ta aplikacja pomaga mi się pozbierać, dlatego chętnie jej używam.

Zaplanuj swoje pisanie

Nie, nie chodzi mi o wpisanie do kalendarza, że jutro przez dwie godziny będziesz pisać, ani o listę postów, które chcesz opublikować na blogu. Chodzi mi o to, co konkretnie będziesz pisać na te tematy. Tak szczerze, robiłeś sobie kiedyś plan pisania?

Z jednej strony planowanie zabija kreatywne pisanie. Jeśli piszesz jakąś historię, tekst osobisty itp. to jak najbardziej się z tym zgodzę. W tego typu tekstach lepiej rozwijać tzw. free-writing – pisanie spontaniczne, bez cenzury, z emocjami, który Cię nie poniesie itd.

Ale kiedy masz do napisania artykuł na konkretny temat, przewodnik czy coś takiego, to planowanie bardzo pomaga i przyspiesza proces pisania.

Jeden z moich sposobów na produktywne i w miarę szybkie pisanie, to zrobienie sobie dwóch list:

  • pierwsza to lista rzeczy, historyjek, ciekawostek itp., o których chcę napisać,
  • druga to lista rzeczy, które musisz znaleźć później, żeby uzupełnić tekst (jak np. informacje historyczne i krajoznawcze, konkretne instrukcje itp.) – przy komputerze zawsze mam notatnik i długopis i taką listę tworzę na bieżąco podczas pisania szkicu.

Jak to działa? Na początek spisuję na brudno w kolumnie to, co chcę, żeby pojawiło się tekście (pierwsza lista). Przykładowo, pisząc o pływających targach na Delcie Mekongu przygotowałam sobie takie punkty:
– lokalny targ z owocami morza,
– fabryka makaronu,
– wielkie łodzie z namalowanymi oczami i tyczkami reklamowymi,
– rodziny na łodziach,
– mniejsze łodzie, z paniami w kapeluszach itp.

Następnie przy każdym punkcie staram się rozwinąć myśl, żeby średnio było 100 słów na punkt, oczywiście, jeśli mi dobrze idzie, to się nie ograniczam. W sumie lista zwykle liczy kilkanaście punktów, więc w ciągu godziny zapisuję ponad 1500 słów. Nie zwracam przy tym uwagi na to, czy posiadam odpowiednią wiedzę – po prostu piszę na podstawie swoich wspomnień czy przemyśleń.

W międzyczasie robię listę informacji, które muszę znaleźć (np. dlaczego łodziom maluje się oczy, skąd się wzięła kultura pływających targów itp.). Tych informacji później szukam w necie wszystkich razem i zapisuję je na kartce (nie na kompie, bo rozprasza mnie ciągłe przeskakiwanie między edytorem a przeglądarką), a następnie uzupełniam o nie tekst – ponownie offline.

pisanie blokada
pusto i cicho – idealne warunki do pisania w kawiarni w Hoi An w Wietnamie

Papier i długopis

Nic tak nie nakręca kreatywnego i regularnego pisania jak papier i długopis. Nie wiem czym to jest spowodowane, że jestem bardziej kreatywna, kiedy piszę na papierze. Papier ma w sobie to coś, co sprawia, że chcę na nim tworzyć.

Niektórych do częstego pisania zachęca ładna okładka. Ja jednak przy wyborze kieruję się tym, jaki jest w dotyku papier i jak po nim będzie pisał długopis. Taki fetysz, nie wiem.

Być może tak przywykłam, bo w podróży nauczyłam się nie zbierać notatników – kartki z wykorzystanymi notatkami po prostu wyrywałam, a gdy notatnik się wystarczająco „odchudził”, nabywałam kolejny. Tu podkreślę, że nie piszę w drodze dzienników z podróży – robię notatki, których potem używam na blogu. Gdybym prowadziła dziennik na pamiątkę, pewnie też bym zwracała uwagę na okładkę.

Moje magiczne zdanie

No dobra, masz ogarnięte biurko, listę postów, zamiar pisania dziennie 750 słów, ciszę, spokój i… dalej nic. Ciągle nie umiesz zapisać tego, co byś chciał. Co robić w takiej sytuacji?

Mam jedno magiczne zdanie, które działa w 90% przypadków.

Zaczynam swój tekst od: Nie wiem jak to napisać, ale chciałabym napisać o…

To jest zdanie-lodołamacz, które pokonuje wszelkie bariery. Przynajmniej u mnie. Zapisuję je i lecę. Wymieniam o czym chcę napisać, notuję skróty myślowe związane z jakąś konkretną sceną czy tematem. I nagle wymienianie zamienia się w pełne zdania. Nawet nie wiesz kiedy, ale właśnie napisałeś piękne dwie strony. Tylko początek trzeba poprawić.

Polecam gorąco, to jest mój sposób top-hit. Używam go też w środku tekstu, kiedy nagle brakuje mi pomysłu na poprowadzenie akapitu.

Jeśli utknąłeś…

…to przeskocz. Nawet w połowie zdania. I pisz dalej. Czasem zdarza mi się, że w pewnym momencie nie mam pomysłu, jak dalej pociągnąć akapit, ale w głowie mam już inną myśl. Bez poczucia winy porzucam więc ten fragment i piszę to, co akurat mi idzie lepiej. Później wrócę do porzuconego fragmentu i poprawię.

A gdy nie działa nic?

A jeśli nic nie działa, to zrób sobie przerwę, zmień rutynę, złam zasady. Zrób sobie dzień przyjemności, pojedź na wycieczkę. Zmień swoje medium – mi w kryzysie po powrocie z Azji bardzo pomogło zrobienie kilku filmów na YouTube, w których opowiadałam o tym, o czym w sumie chciałam napisać. Dało mi to mega kopa do działania i po dwóch miesiącach wróciłam do pisania ze zdwojoną siłą.

Pisanie nie jest łatwe, a sam proces jest częściej bolesny, niż przejmny. Jednak nic nie daje większej satysfakcji niż kolejny ukończony post, który wzbudza reakcje Czytelników, albo nazwisko na papierze.

W internecie jest mnóstwo postów i filmów na YouTube o walce z blokadą pisarską. Ja przedstawiłam tutaj tylko te, które sprawdzają się u mnie już od kilku lat. Zachęcam Was do odkrywania własnych metod i testowania ich w praktyce zastosowali ją w praktyce.

A jeśli stosujecie inne metody – podzielcie się z nimi w komentarzach pod tym wpisem!

pisanie blogowanie
fot. Kinga Madro

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *