Ararat, święta góra Ormian

“Ale Bóg, pamiętając o Noem, o wszystkich istotach żywych i o wszystkich zwierzętach, które z nim były w arce, sprawił, że powiał wiatr nad całą ziemią i wody zaczęły opadać. Zamknęły się bowiem zbiorniki Wielkiej Otchłani tak, że deszcz przestał padać z nieba. Wody ustępowały z ziemi powoli, lecz nieustannie, i po upływie stu pięćdziesięciu dni się obniżyły. Miesiąca siódmego, siedemnastego dnia miesiąca arka osiadła na górach Ararat.” [Rdz 8, 1-4]

Ararat w chmurach

Synami Noego, którzy wyszli z arki, byli Sem, Cham i Jafet. Cham był ojcem Kanaana. Ci trzej byli synami Noego i od nich to zaludniła się cała ziemia. [Rdz 9, 18-19]

Oto potomstwo synów Noego: Sema, Chama i Jafeta. Po potopie urodzili się im następujący synowie:
Synowie Jafeta: Gomer, Magog, Madaj, Jawan, Tubal, Meszek i Tiras. Synowie Gomera: Aszkanaz, Rifat i Togarma. [Rdz 10, 1-3]

Togarma natomiast miał syna Haika. To od niego właśnie, według starej, sięgającej prawie 2000 lat tradycji, pochodzą Hajowie, czyli Ormianie, i cały ich kraj Hajastan. Teoria ta prawdopodobnie pochodzi z czasów, kiedy Ormianie przyjęli chrześcijaństwo (było to w 301 r.).

Archeolodzy i historycy twierdzą jednak, że nazwa Hajastan (przedrostek -stan w języku perskim oznacza państwo) pochodzi od starożytnego państwa, które w kronikach hetyckich nazwane jest Hajasa lub Hajasa-Azzi i występowało na terenach historycznej Armenii, a jego mieszkańcy mogli być przodkami Ormian.

Ale co tam wiedzą jacyś historycy i archeolodzy, kiedy to przecież jasne jak słońce! Dla Ormian historia jest prosta i nie ma nad czym dyskutować – arka osiadła na zboczach góry Ararat, a Haik był praprawnukiem Noego, więc ich kraj wywodzi się od arki. Koniec, kropka. Ararat to góra Ormian. A że leży na terytorium Turcji? No, tu sprawa jest trochę bardziej skomplikowana.

Cofnijmy się w czasie do roku 700 przed Chrystusem, kiedy na pograniczu dzisiejszej Turcji, Armenii i Iranu istniało starożytne państwo Urartu. Brzmi podobnie do Araratu, czyż nie? Co prawda inne niż ormiańskie kręgi naukowe uważają, że Ormianie nie pochodzą od Urartyjczyków, a jedynie zasymilowali się z nimi, ale Ormiańscy historycy znowu wiedzą lepiej. Urartu istniało na tych samych ziemiach co Armenia, na Wyżynie Armeńskiej, a jego centrum stanowiło terytorium pomiędzy trzema wielkimi jeziorami Wan (dzisiaj na terytorium Turcji), Sewan (Armenii) i Urmia (Iranu), a pomiędzy dwoma najważniejszymi – Wanem i Sewanem – znajduje się Ararat. Władca Urartu Irgiszti I założył w 782 r. p.n.e. twierdzę Erebuni – jej ruiny znajdują się w granicach dzisiejszego Erywania, stolicy Armenii. Czyż to nie wystarcza do stwierdzenia, że Armenia miała swoje początku w Urartu?

Granice Urartu a granice współczesnych państw. Źródło: Wikipedia

Erebuni zostało jednak opuszczone przez Urartyjczyków w IV wieku p.n.e., potem przez niecałe 100 lat twierdzę zamieszkiwali Persowie, ale kiedy odeszli, Erebuni zostało zapomniane. Pierwsze wzmianki o Erywaniu natomiast pochodzą z 609 r. n.e., chociaż możliwe jest, że miasto zostało założone trzy wieki wcześniej. Nawet jeśli tak było, Erebuni straszyło pustkami przez ponad 500 lat… Dlatego właśnie wielu historyków uważa, że nie istnieje ciągłość dziejowa łącząca Erebuni z Erywaniem.

Wiek najstarszych miast świata liczy się nie od momentu założenia, ale ile lat było ono nieprzerwanie zamieszkałe. Nie przeszkadzało to jednak władzom Erywania na ogłoszenie w 1968 roku 2750-lecia stolicy Armenii. Ormianie byli tu od zawsze i koniec tematu. Zresztą – czy na tych terenach ostały się jakieś inne plemiona? Hetyci, Frygowie, Medowie… Wszystkie rozpłynęły się w odmętach dziejów, zostali tylko Ormianie.

I chyba nie mogli gorzej trafić. Persowie, Turcy, a później jeszcze Rosjanie – Wyżyna Armeńska była od zawsze strategicznym obszarem na mapie świata, którym chciały władać różne narody.

Pierwsze oficjalne państwo ormiańskie założone zostało w 189 roku p.n.e., padło po 600 latach. Ale to właśnie wtedy Armenia osiągnęła szczyt swojej potęgi – pod rządami Tigranesa II, w I w. p.n.e., państwo rozciągało się od Morza Śródziemnego do Morza Kaspijskiego, a na południu zajęło Syrię.  Drugie państwo ormiańskie istniało od IX do połowy XI wieku. Stolicą było Ani, dzisiaj w ruinie, miasto duchów. (Tak jak Ararat leży obecnie na terytorium Turcji, tuż przy granicy z Armenią.)

Armenia za Tigranesa II. Źródło: Wikipedia

Kolejne państwo Ormian, Cylicja (nad Morzem Śródziemnym, tuż nad Cyprem) istniało niecałe 300 lat (1080-1373). Po nim nie było nic, aż do XX wieku. W XIX wieku na skutek wojny rosyjsko-perskiej wschodnia część Wyżyny Armeńskiej przeszła pod panowanie Rosjan, którzy to znowu walczyli z Imperium Osmańskim o dostęp do Morza Śródziemnego. Ormianie na tym wszystkim sporo ucierpieli, były przesiedlenia ludności cywilnej, która często umierała w trakcie przemieszczania się, stosowanie taktyki spalonej ziemi, więc potem nie było do czego wracać.

Najgorszy jednak dla Ormian był przełom XIX i XX wieku, kiedy to w Imperium Osmańskim wśród Turków były coraz bardziej popularne ruchy nacjonalistyczne. W 1895 r. doszło do pogromów, w wyniku których życie straciło ponad 300 tys. Ormian. Ale to był tylko początek. Prawdziwa rzeź miała miejsce 20 lat później, w 1915 roku. Młodoturcy chcieli oczyścić swój kraj z zepsutej chrześcijańskiej krwi. Wypędzano więc Ormian (a także Greków i Asyryjczyków zamieszkujących ziemie tureckie) na syryjskie pustynie, gdzie umierali z głodu i wycieńczenia. Szacuje się, że w wyniku pogromów w latach 1915-1917 zginąć mogło 1,5 miliona Ormian.

Z tak krwawą historią nie dziwi fakt, że diaspora ormiańska jest na świecie tak liczna. Ormianie, którzy przeżyli ludobójstwo, uciekli z Turcji rozpraszając się po wszystkich kontynentach i tworząc liczne wspólnoty. Dzisiaj w Armenii żyje ponad 3 miliony Ormian, a na całym świecie kolejne 7 milionów.

Po I wojnie światowej Ormianie skorzystali z chaosu panującego w Rosji po upadku caratu i na historycznych ziemiach armeńskich utworzyli kolejne niepodległe państwo – Demokratyczną Republikę Armenii. To ostatni raz, kiedy w granicach państwa znajduje się Ararat. DRA jednak od samego początku była słabym państwem, które ciągle musiało się bronić przed Turkami, bo ci, jak łatwo się domyśleć, wcale nie mieli ochoty tak po prostu zrezygnować z Wyżyny Armeńskiej. Można było się spodziewać, że jeśli Turcy zajmą tereny DRA, Ormianom grozi kolejna eksterminacja. W tym wypadku wybrano więc mniejsze zło i pozwolono, aby Armenia dostała się pod panowanie Rosji bolszewickiej, a wtedy Włodzimierz Lenin i Mustafa Kemal Atatürk podzielili ją znowu między Rosję a Turcję. Armenia po raz kolejny utraciła niepodległość stając się Armeńską Socjalistyczną Republiką Demokratyczną, a odzyskała ją po rozpadzie Związku Radzieckiego w 1991 r.

Demokratyczna Republika Armenii. Źródło: Wikipedia.

Dzisiaj Armenia jest wąskim krajem zajmującym zaledwie ułamek tego, co w przeszłości.

No dobrze, ale miało być przecież o Araracie? I jest. Bo nie da się zrozumieć przywiązania Ormian do Araratu bez chociaż pobieżnego poznania ich przeszłości.

Ararat to nie jest góra jakich wiele. To nie jest jedna z wielu gór na horyzoncie, bo tu właściwie nic więcej nie ma. Ararat wziął się znikąd. Dookoła gdzieś tam może i są różne wzgórza, ale nie zwraca się na nie uwagi, bo Ararat króluje nad regionem. Nie ma większej góry w promieniu setek kilometrów. Ararat (a właściwie Araraty, bo są dwa, Wielki i Mały) jest z innego wymiaru, z innej rzeczywistości. Pisarz Andrzej Bitow przeczuwał, że “górze tej przyszło się zjawić i wypiętrzyć jakby wbrew własnej woli – aby podać ramię arce.” [W. Górecki, Toast za przodków, str. 286]

kościółek Kor Wirap na tle wciąż zachmurzonego Araratu

Cała beznadzieja historii Ormian tkwi w tym, że od wieków byli związani oni z Araratem i Wyżyną Armeńską. To to miejsce właśnie wybrał sobie Bóg na początek ich narodu, nie można o tym zapominać! A jednak nie dane im było żyć tu spokojnie, musieli rozpierzchnąć się po całym świecie. Ararat dzisiaj nie jest w granicach Armenii. Jednak, o ironio!, jest idealnie widoczny z jej stolicy, Erywania, a także z wielu innych miejsc w kraju.

Cała żałość polega na tym, że Ormianie patrzą na Ararat, widzą swoją historię i wiedzą, że państwo, które teraz zajmuje ich ziemie i górę – ich górę! – nie przyznaje się do popełnionych zbrodni. Niemcy się przyznali do ludobójstwa Żydów, a Turcy? Nie. Nie chcą, żeby stawiano ich obok Hitlera, nie chcą, żeby nagle z całego świata zjechały się miliony Ormian żądających zadośćuczynienia, więc milczą. “Nic nie zrobiliśmy, to była epidemia.” Ba! Turcja w ogóle twierdzi, że Wyżyna Armeńska i Ararat są ziemiami rdzennie tureckimi, tylko Ormianom coś tam się w głowach poprzewracało. A Ormianie mogą jedynie patrzeć na Ararat i zaciskać pięści w bezradnej złości.

Ararat nad Erywaniem

Ararat jest wszędzie. Nie tylko go widać, on jest w tożsamości Ormian. Nie da się go pozbyć, to symbol ich kraju, początku narodu i okrutnej historii, której mógł się tylko przyglądać przez wieki. Araratem nazywa się wszystko, co jest ormiańskie: słynny koniak to Ararat (tak naprawdę to brandy, ale tak bardzo posmakował Francuzom, że pozwolili Ormianom używać zastrzeżonej nazwy koniak), hotele, pola golfowe, soki owocowe, restauracje, a nawet psy! W każdym szanującym się ormiańskim domu znajduje się obraz przedstawiający tę górę. Jest też ona w herbie państwa, jakże mogłoby jej tam zabraknąć?

Herb Armenii. Źródło: Wikipedia.
Herb Armeńskiej SRR. Źródło: Wikipedia.

– Każdy z nas, Ormian, chciałby chociaż raz w życiu stanąć na Araracie – opowiada mi jeden Ormianin, którego poznajemy w hostelu w Erywaniu. – To dla nas pielgrzymka. Ale co z tego, że od Erywania dzieli go zaledwie 40 km? Granice z Turcją są zamknięte, więc musimy jeździć przez Gruzję. To jakieś 600 km. Do tego oficjalnie Ormianie nie mają wstępu na szczyt, więc musimy nielegalnie opłacać kurdyjskich przewodników górskich. Wy, turyści z Zachodu, możecie załatwić sobie po prostu pozwolenie i zdobyć tę górę jak kolejną atrakcję. A my? My, aby dostać się na NASZ SZCZYT, musimy płacić pod stołem ludziom, których przodkowie ponad 100 lat temu mordowali naszych przodków. Wiesz, to jest dość upokarzające.
– Dlaczego nie macie wstępu na szczyt?
– Bo Turkom nie podoba się to, że mówimy głośno o ludobójstwie, ponieważ chcemy, żeby świat wiedział jaka jest prawda. A prawda dla Turcji jest niewygodna, więc to taka forma kary – zabronić nam dostępu do naszej góry. Ale my się nie poddajemy. Kurdowie też chcą zarobić, a Turków nie lubią, więc wolą brać od nas pieniądze zamiast słuchać tureckich zakazów.

Po powrocie do domu szukam informacji na ten temat. Mój ormiański kolega nie wspomniał ani słowem o tym, że kiedy w czasach Związku Radzieckiego w Erywaniu przebywali tureccy dyplomaci, Ormianie organizowali przeciwko nim ataki terrorystyczne. Turcja dyplomatów z Erywania usunęła, ale “za karę” zabroniła Ormianom wstępu na Ararat. Na pograniczu Azji i Europy nic nie jest takie, jakie nam się wydaje, a każdy ma swoją wersję prawdy.

Ararat najlepiej jest widoczny z Kaskad w Erywaniu. Widać stąd całe miasto, a nad nim potężny masyw. Wrażenie robi ogromne. Jak ma nie robić, skoro wszędzie jest płasko, a tu nagle wielki stożek? Do tego ośnieżony, kiedy Ty ledwo chodzisz w 40°C. Wchodziliśmy tam dwa razy, tak bardzo chcieliśmy go ujrzeć ponownie. A kiedy pojawiał się gdzieś na horyzoncie, chociaż w sierpniowym popołudniowym powietrzu ledwo widoczny, też nie mogliśmy od niego oderwać oczu.

Podobno najlepiej widać go zimą, kiedy mroźne powietrze jest krystalicznie czyste i przejrzyste, a słońce nie stoi wysoko. Latem najlepiej obserwować go tak do 10 rano lub wieczorem, kiedy słońce opada ku zachodowi. W południe światło słoneczne rozprasza się w powietrzu i widać tylko lekki zarys góry na niebie. Ale śnieg widać zawsze. Latem dość słabo, ale widać.

Ararat jest stratowulkanem, ale bez krateru. Nie wiadomo dokładnie, kiedy ostatni raz był aktywny; podejrzewa się, że w 3 tysiącleciu przed Chrystusem. Mierzy 5137 m n.p.m., a Mały Ararat 3896 m. Pierwszy raz został zdobyty w 1829 roku przez niemieckiego przyrodoznawcę dra Fryderyka Parrota i ormiańskiego pisarza Chaczatura Abowiana, ale długo jeszcze nikt w Armenii nie wierzył, że jest to możliwe. Pierwszym Polakiem, który stanął na Araracie był Józef Chodźko, geodeta w służbie rosyjskiej, szczyt zdobył w 1850 roku.

Ararat ponad ruinami katedry w Zwartnoc

Potop nie występuje tylko w Biblii. W babilońskim Eposie o Gilgameszu (wersja o potopie z Eposu jest bardzo podobna do tej z Biblii) Utnapiszti, czyli babiloński Noe, także ratuje swoją rodzinę, zwierzęta i rośliny na statku, który później osiada na górze Nisir. W Indiach także istnieje zapis o potopie, a arka osiada na górze Himalaja. W Biblii na masywie Ararat. Ale Anna Świderkówna, wybitna polska historyk sztuki, biblistka i papirolog, twierdziła, że autorzy wszystkich tych zapisów osadzali arkę na tych górach, które po prostu znali.

Może więc było tak, że najpierw był potop, a autorzy Księgi Rodzaju stwierdzili, że “jest taka jedna góra w państwie Urartu, całkiem nieźle się prezentuje, posadźmy więc na niej arkę”. Może arka pierwotnie osiadła w górach w Urartu, a wieki tłumaczeń i przekształceń tych zapisów stworzyły z tych gór Ararat?

Ormianie obok nazwy Ararat używają nazwy Masis. Kurdowie nazywają górę Çiyayê Agirî, czyli Ognista Góra (a więc Ararat jako wulkan musiał być kiedyś czynny, żeby w przekazach ustnych utożsamiać go z ogniem!), Turcy mówią Ağrı Dağı (wym. Ary Da-y), czyli Góra Bólu. Turcy nie lubią, kiedy używa się ormiańskiej nazwy Ararat. Nie podoba im się też, że Ormianie używają fragmentu TURECKIEGO terytorium w swoim herbie.
– Wy na fladze macie księżyc! – odpierają zarzuty Ormianie i dalej gloryfikują swoją górę.

Jakby nie było, Ararat robi ogromne wrażenie. Patrzysz na tę górę i tęsknisz do niej, czujesz respekt, a jednocześnie lekką trwogę. Przyglądasz się jej z podziwem i czujesz, że ona Tobie też się przygląda. Piękna, milcząca. Nie ukryjesz się przed nią, zobaczy Cię wszędzie, nawet kiedy wrócisz do domu będziesz o niej myśleć.

Ararat zostawi na Tobie piętno i będziesz chciał wrócić, żeby zobaczyć go jeszcze raz.

Nie ma lepszej pamiątki z Armenii, niż zdjęcie z Araratem.

Wpis powstał na podstawie informacji zawartych w polskiej i angielskiej Wikipedii oraz w książce Wojciecha Góreckiego “Toast za przodków”.

2 odpowiedzi

  1. Super wpis, rzetelny i wyczerpujący. Bardzo takie lubię. Pozdrawiam
    Może wklejcie jeszcze kilka linków do pośredników i firm, które pomagają w wyprawach na górę, bo dla górołazów to chyba jest niezbędne, z pozwoleniami – jak się nie mylę 🙂
    jeszcze raz gratki 🙂

  2. Bardzo fajny wpis, takie lubię, bo jest rzetelny i wyczerpujący. Genialna robota! Bardzo chciałbym zobaczyć Ararat. Z dowolnie której strony. To takie “łatwiejsze Kilimandżaro”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

CommentLuv badge